Kościół i wielodzietność. Jak zachęcić Polaków do zakładania rodzin?

Chmielewski-1024x1024 (1).jpg
Autor:
Paweł Chmielewski
Polsk-Kosciol-demografia.jpg

Polacy są niechętni dzieciom bardziej niż inne narody na świecie. Nasza wspólnota dysponuje jednak potencjalną przewagą, czyli dużymi wpływami Kościoła katolickiego. Jak je wykorzystać, by zachęcić Polaków do posiadania dzieci?

Polacy kontra dzieci

Sytuacja demograficzna Polski jest tragiczna i jest to rzecz znana dziś już każdemu. Wciąż niewielka jest jednak świadomość, że nasza narodowa wspólnota ma mniej dzieci niż prawie wszystkie inne na świecie. W skali całego globu to właśnie Polacy wiodą prym w niechęci do posiadania dzieci. Jest to konstatacja smutna, ale prawdziwa, bo obiektywnie mierzalna: polski naród nie chce mieć dzieci bardziej, niż inne narody świata.

Widać to w porównaniu nie tylko z krajami afrykańskimi albo innymi, które przeżywają gwałtowny wzrost populacji. Niechęć Polaków do posiadania dzieci jest wyższa niż niechęć również narodów europejskich. Co więcej, nie dotyczy to tylko krajów o znaczącej liczbie muzułmanów albo innych imigrantów. Więcej dzieci mają narody, w których fenomen islamski nie występuje wcale albo tylko w śladowych ilościach: Węgrzy, Rumuni, Bułgarzy, Grecy, Czesi, Słowacy. Nota bene, są to narody od Polaków biedniejsze.

Zróbmy to razem!

Dlaczego Polacy są tak bardzo niechętni posiadaniu dzieci? W odpowiedzi na to pytanie padają zwykle argumenty dotyczące mieszkalnictwa, sieci przedszkoli albo żłobków czy też wysokości płac. Sugeruje się, jakoby w tych obszarach ekonomiczna sytuacja Polaków była zła, dlatego też większość ludzi podejmuje decyzję o posiadaniu mniejszej liczby dzieci, niż uczyniliby inaczej.

Jest to argument obiektywnie nieprawdziwy, ale prawdziwy subiektywnie.

Jest nieprawdziwy obiektywnie, bo więcej dzieci posiadają rodziny w narodach biedniejszych – nie tylko w Afryce albo w Azji, ale jak wspomniano, również w Europie. Jeżeli biedniejszy od Polaka Węgier, Rumun, Bułgar i Słowak posiada więcej dzieci, to oznacza, że Polak nie jest usprawiedliwiony swoją sytuacją ekonomiczną.

Argument ekonomiczny jest jednak prawdziwy subiektywnie. Po 1989 roku społeczeństwo Polski osiągnęło bardzo duży sukces finansowy, co jest dla wszystkich oczywiste, jako że jest widoczne i mierzalne na każdym kroku. Ambicją Polaków w okresie minionych bez mała czterdziestu lat stało się dogonienie Zachodu. Polacy chcieli być bogatsi – tak bogaci jak Niemcy, Francuzi albo Brytyjczycy. Pęd do bogacenia się stał się w pewnym sensie pędem przewodnim całej naszej kultury politycznej i społecznej.

Polacy mogliby mieć dzieci pomimo faktycznej sytuacji mieszkaniowej albo płacowej, ale podejmowali decyzję o tym, by tych dzieci nie mieć – bo woleli skupić się na bogaceniu się.

Polacy nie chcą dzieci, bo to przeszkadza w osiągnięciu bogactwa

Dziecko wiąże się z wysokimi kosztami. Każdy, kto wychowuje dziecko, wie, jak wygląda to w praktyce. Jeżeli priorytetem Polaków jest bogacenie się, to w oczywisty sposób posiadanie dziecka sprzeciwia się realizacji tego zamierzenia. Ze względu na ludzkie instynkty większość chce mieć dzieci, bo pozwala to na osiągnięcie szczególnego rodzaju satysfakcji życiowej, niedostępnej w inny sposób. Dla osiągnięcia tej satysfakcji wystarcza jednak na ogół posiadanie jednego albo dwojga dzieci. Rodzina, która chce posiadać dziecko, ale która chce się zarazem bogacić, dokonuje zatem prostej kalkulacji, dochodząc do wniosku, że wyważy swoje oczekiwania ograniczając liczbę dzieci do jednego albo dwojga. Dzięki dostępności skutecznych i tanich metod antykoncepcyjnych jest to bardzo łatwe.

Człowiek, który posiada jedno albo dwoje dzieci, może dojść w ciągu swojego życia do relatywnej zamożności, o ile tylko ciężko pracuje. Człowiek, który posiada tych dzieci czworo, pięcioro albo siedmioro, ma pod tym względem bardzo ograniczone możliwości. Nieliczni mogą pogodzić pęd do zamożności z posiadaniem większej liczby dzieci. Dla większości konieczny jest wybór – i większość wybiera zamożność.

Część młodych Polaków doszła do wniosku, że dzieci w ogóle nie są im potrzebne; wolą realizować życie bezdzietne, które oceniają jako bardzo wygodne i pozwalające na jeszcze szybsze bogacenie się.

Dlaczego akurat Polacy są tak silnie nakierowani na zwiększanie zamożności i wolą realizować wizję dobrobytu ekonomicznego zamiast posiadać więcej dzieci – bardziej niż Węgrzy, Rumuni, Bułgarzy czy Grecy?

Być może dlatego, że mogą. Polska po 1989 roku znalazła się w sytuacji, w której inaczej niż tamte kraje mogła wykorzystać swoje zasoby geograficzne, ludnościowe i mentalne do tego, by się bogacić. Wymienione kraje po prostu nie były w stanie tego zrobić.

Można powiedzieć, że polskie społeczeństwo „sprzedało” potencjalne dzieci w zamian za zamożność, która daje jej komfort. Podkreślam raz jeszcze: dziecko to koszt. Nie da się tego uniknąć. Każdy, kto posiada zdolność do elementarnej kalkulacji, korzysta z tej zdolności i dochodzi do wniosku, że lepiej będzie mu ograniczyć liczbę dzieci, bo będzie dzięki temu znacząco zamożniejszy.

Taki stan rzeczy doprowadził do obecnej sytuacji, w której przeciętna Polka rodzi w ciągu życia jedno dziecko. Jaki będzie to mieć wpływ na kondycję polskiego narodu w przyszłości, jest oczywiste.

Należy przy tym zauważyć, że problem preferowania bogactwa nad posiadanie dzieci może występować w Polsce silniej, niż w innych krajach świata, niemniej jednak jest generalnie uniwersalny. Wszędzie ludzie wolą ograniczać liczbę dzieci

Podmioty, które mogą próbować

Sądzę, że są trzy podmioty, które mogłyby podjąć próbę poprawy obecnego stanu rzeczy. Są to:

- społeczeństwo obywatelskie;

- państwo;

- Kościół katolicki.

W ramach społeczeństwa obywatelskiego mogą działać rozliczne organizacje, które podejmowałyby problem katastrofy demograficznej i namawiałby Polaków do tego, by posiadać większą liczbę dzieci. Mogą – i już istnieją, realizując zadanie dobrze rozumianej propagandy pronatalistycznej zwykle jako element swoich działań. To na przykład Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. ks. Piotra Skargi, portal PCh24.pl, Instytut Ordo Iuris czy Klub Stańczyka; to także różne media, zwykle katolicko-konserwatywne. Skuteczność tych działań jest i prawdopodobnie będzie bardzo ograniczona, ze względu na dysproporcję pomiędzy posiadanymi środkami i możliwością docierania do odbiorców a rozmiarem problemu i siłą jego zakotwiczenia w kulturze współczesnej Polski.

Większe zdolności posiada państwo. W ostatnich latach próbę zwiększenia dzietności w Polsce podjęto przede wszystkim za sprawą programu 500/800 plus. Program ten nie przyniósł jednak żadnego poważniejszego rezultatu. Można wskazać na oczywistą przyczynę tej klęski: program jest błędny co do swoich założeń.

Ekskurs. Dlaczego 500/800+ nie zadziałało?

Program ujmuje rodzinę w kategoriach ekonomicznych. Proponuje rodzicom pieniądze za posiadanie dziecka, ale te pieniądze są znacznie mniejsze niż przeciętny nakład kosztów, jakie rodzice muszą ponieść na wychowanie dziecka. 800 złotych to w 2026 roku tylko część kosztów. Jeżeli państwo płaci za dzieci, to zachęca do rozważania ich posiadania w kategoriach ekonomicznych. Czy wzbogacę się, jeżeli będę posiadać dziecko, a państwo wypłaci mi co miesiąc 800 złotych? Odpowiedź, której udzieli każdy rozsądny człowiek, będzie negatywna: Nie, nie wzbogacę się; nadal będę znacząco biedniejszy, niż gdybym tego dziecka nie posiadał. Program 500/800 plus musiałby posiadać uzdolnienie do rzeczywistej transformacji ekonomicznej życia rodzin, pozwalając im na powiązanie posiadania dziecka z awansem ekonomicznym. Miesięcznie rodzice musieliby otrzymywać wielokrotnie więcej, niż 800 złotych – na tyle dużo, by prosta kalkulacja wskazywała na ewidentną opłacalność posiadania dzieci.

Stworzenie takiego programu nie jest jednak możliwe z wielu oczywistych przyczyn, przede wszystkim budżetowych. Mogłoby też doprowadzić do porzucania przez rodziny pracy i w efekcie do załamania gospodarczego kraju.

Być może dałoby się dokonać jakiejś korekty tego programu w postaci zmiany zasad wypłacania świadczeń. Ich wysokość mogłaby znacząco rosnąć wraz z kolejnymi dziećmi. Posiadanie jednego oraz dwojga dzieci dalej wiązałoby się ze zubożeniem ekonomicznym, ale większość ludzi z powodów psychologicznych jest gotowa na takie zubożenie. Problemem jest posiadanie większej liczby dzieci. Program mógłby oferować duże pieniądze dopiero rodzinom wielodzietnym, tworząc perspektywę: wielodzietność może być połączona z zamożnością. Posiadasz jedno albo dwoje dzieci, nie przysługują ci żadne świadczenia. Posiadasz więcej dzieci a jednocześnie ojciec pracuje, przysługuje ci wysokie świadczenie.

Socjalistyczna redystrybucja jest oczywiście wątpliwa moralnie. Niemniej jednak, w polskiej rzeczywistości ekonomicznej każdy jest obciążony wysokimi podatkami. Ten, kto posiada dzieci, płaci na ogół wyższe podatki: musi więcej zarobić, by je utrzymać, płaci więc wyższy podatek dochodowy; musi więcej kupić, by zapewnić im byt, płaci więc również wyższe inne podatki (większy samochód; większa nieruchomość; ubrania, jedzenie etc.). Wypłacanie wysokich świadczeń na dzieci rodzinom wielodzietnym można zatem traktować w kategoriach zwrotu podatkowego, co oznacza perwersyjną, ale faktyczną korektę systemu socjalistycznej redystrybucji.

Kultura państwowa kontra kultura masowa

Czy państwo posiada jakieś inne instrumenty w zakresie promowania wielodzietności? Wydaje się, że konieczne byłoby przyjęcie priorytetu rodzinnego we wszystkich decyzjach państwowych. Innymi słowy, każda decyzja, którą podejmują władzę, powinna być poprzedzona pytaniem o to, jak wpłynie to na perspektywę powoływania na świat kolejnych dzieci. Jeżeli jakaś decyzja ma negatywny potencjał, prawdopodobnie nie należałoby jej podejmować.

Teoretycznie kluczową rolę odgrywa kultura: promowanie wielodzietności w edukacji i mediach. Sądzę jednak, że państwo polskie nie ma tu dużych możliwości. Władzę nad światopoglądem Polaków sprawują przede wszystkim ośrodki zagraniczne – wytwórcy popularnych dzieł kulturowych, ci, którzy karmią polską populację filmem, serialem i treściami w mediach społecznościowych. Polska może ze swojej strony stać się „producentem” treści propagujących model rodziny wielodzietnej, ale Polacy – zwłaszcza młodzi – konsumują raczej produkcje innych podmiotów. Dlatego nie wydaje się, by na tym polu można było zdziałać szczególnie wiele. Nawet jeżeli polskie dzieci dowiedzą się w szkole, że dobrze jest mieć rodzinę wielodzietną, będą później otrzymywać inny komunikat w filmie, serialu i w mediach społecznościowych. To ten drugi komunikat, zgodny z polską kulturą zarobkową oraz ogólnoludzką tendencją do wygodnictwa, ma większe szanse na zakorzenienie się w umyśle. Należy zatem podejmować tutaj próby, nie oczekując jednak wielkich efektów.

Niewydobyty potencjał. Kościół

Najciekawszy wydaje się trzeci z trzech podmiotów, które mogą działać na rzecz propagowania wielodzietności, to znaczy Kościół katolicki. Znacząca część Polaków to ludzi wierzący i prawdopodobnie pozostanie tak również w przyszłości. Wprawdzie większość nie interesuje się Bogiem ani życiem wiecznym, niemniej jednak istotny procent ludzkości nie jest zadowolony z perspektywy śmierci jako wieńczącego aktu egzystencji. Wiele osób uważa, że istnieje adekwatność między dostrzegalną przez nich ludzką kondycją a perspektywą życia wiecznego; ma wobec tego skłonność do religii, a Kościół katolicki pozostaje w tej dziedzinie w Polsce najistotniejszym „graczem”. Tę sytuację należy wykorzystać. Innymi słowy, to właśnie Kościół katolicki, jako podmiot posiadający unikalne i trudne do zastąpienia drogi dostępu do kształtowania fundamentalnych wyborów życiowych ludzi, mógłby odegrać pozytywną rolę w obszarze kształtowania pozytywnego podejścia do posiadania większej liczby dzieci.

Niestety, sam z siebie Kościół katolicki nie wypełnia tej roli. Biskupi, księża i katecheci wprawdzie znają tradycyjne nauczanie Kościoła, które sprzyja wielodzietności, ale na ogół nie czynią z tego użytku. Namawianie do posiadania licznych dzieci jest w makroskali nieobecne w nauczaniu kościelnym w Polsce. Wielodzietność jest istotna tylko w nielicznych środowiskach, takich jak Kościół domowy, droga neokatechumenalna czy środowiska tradycjonalistyczne. Głównym ośrodkiem przekazu treści wiary pozostaje w Polsce katecheza szkolna, katecheza dorosłych oraz homilia. W tych obszarach namawianie do wielodzietności jest rzadkie.

Ten stan rzeczy należałoby zmienić. Jak? Po II Soborze Watykańskim Kościół katolicki nawiązał ścisły dialog z ideami społeczeństwa świeckiego, co w dużej mierze zamknęło go na możliwość wykorzystywania tradycyjnych argumentów na rzecz wielodzietności. W duszpasterstwie nie mówi się o obowiązkach w tym zakresie; nie wiąże się też zbawienia rodziców z ich otwartością na życie. Przestrzeganie przed grzechem antykoncepcji jest rzadkie i nie traktuje się go zbyt poważnie. Współczesne duszpasterstwo rodzinne jest w sensie teoretycznym ukształtowane przez poetycką wizję teologii ciała Jana Pawła II, którą cechuje niewielka przystawalność do konkretu życia; w sensie praktycznym to duszpasterstwo dostosowuje się do warunków kulturowych, co oznacza skłonność do priorytetyzacji rozwoju ekonomicznego.

Biskupi, księża i katecheci, jako uformowani w tym paradygmacie, nie posiadają wewnętrznej zdolności do tego, by przeprowadzić zmianę.

Dlatego konieczne jest dwutorowe działanie.

Organizacje społeczeństwa obywatelskiego powinny namawiać decydentów w Kościele do tego, by kładli nacisk na wielodzietność. Może się to dokonywać poprzez publikacje w mediach, organizowanie konferencji, tworzenie filmów czy wreszcie osobiste spotkania z decydentami. Ta działalność nie będzie mieć jednak kluczowego znaczenia, jako że decydenci kościelni mają tendencję do myślenia wewnątrzśrodowiskowego: za miarodajne traktują opinie, które wychodzą z ich własnego kręgu. Dlatego nacisk organizacji społeczeństwa obywatelskiego, nawet jeżeli byłby większy niż obecnie, prawdopodobnie nie będzie w stanie wprowadzić duszpasterstwa kościelnego na nowe tory.

W związku z tym najważniejsza jest rola państwa. Obecnie Polską rządzi grupa lewicowa, która nie interesuje się wielodzietnością, a do Kościoła katolickiego ma stosunek wrogi. Nie jest to jednak sytuacja niezmienna. W latach 2015-2023 Polską rządziła grupa o charakterze chadeckim, przychylnie nastawiona do Kościoła. Tamta grupa nie miała jednak właściwej świadomości problemu demograficznego. Starała się go rozwiązać nietrafionymi metodami ekonomicznymi. Nie wykorzystała więc możliwości, by wywrzeć na Kościół nacisk konieczny dla zmiany torów duszpasterstwa rodzinnego.

Jeżeli w Polsce do władzy dojdzie grupa polityczna, która będzie zdolna do innego spojrzenia, rzecz może wyglądać inaczej. Potencjalna nowa prawicowa władza może mieć charakter mniej chadecki, a to oznacza jakąś otwartość na argumentację o naturze kontrrewolucyjnej. Dlatego organizacje społeczeństwa obywatelskiego powinny wykorzystać wszystkie możliwości, jakie posiadają – a w tym zakresie są naprawdę szerokie – by zaproponować tej potencjalnej grupie politycznej bardzo konkretne działania wobec Kościoła.

Otóż przyszła prawicowa władza w Polsce musi skutecznie zachęcić decydentów kościelnych, by zaczęli promować wielodzietność poprzez nauczanie biskupów, kształcenie księży w seminariach oraz przepowiadanie w parafiach.

Można to zrobić wykorzystując instrumenty finansowe. Nie jest to zarzut wobec hierarchii kościelnej, a jedynie stwierdzenie rzeczywistości.

Natura ludzka jest ułomna i by zmienić dotychczasowe przyzwyczajenia, konieczna jest zachęta. Zachęta finansowa ma charakter uniwersalny i jest skuteczna niezależnie od poziomu moralnego tego, kto ma być odbiorcą beneficjów.

Teza: przyszła prawicowa władza w Polsce powinna zostać namówiona przez organizacje społeczeństwa obywatelskiego do tego, by poprzez mądre zarządzanie finansami zachęcić decydentów Kościelnych do nadania priorytetu duszpasterstwu nakierowanemu na promowanie wielodzietności.

Może to zostać przeprowadzone na przykład poprzez powołanie specjalnej fundacji finansowanej przez państwo, która będzie promować organizację licznych wydarzeń kościelnych nakierowanych na promowanie wielodzietności oraz sugerować zmianę w systemie kształcenia księży w seminariach.

Mam świadomość, że znaczna część środków finansowych, które zostałyby przeznaczone na działalność takiej fundacji, zostanie zmarnotrawionych i wydanych w sposób niezgodny z założeniami. Niemniej jednak część środków zostanie użytych zgodnie z celem i może doprowadzić do tego, że decydenci kościelni w Polsce, zachęceni konkretnymi pieniędzmi, zdobędą się na porzucenie dotychczasowych kategorii duszpasterstwa rodzinnego i przyjęcia perspektywy pronatalistycznej.

Dzięki temu znacząca część polskiego społeczeństwa mogłaby zostać skonfrontowana z zupełnie nową narracją religijną, w ramach której dowiedziałaby się, że:

- Pan Bóg życzy sobie, by katolicy posiadali wiele dzieci;

- posiadanie licznej rodziny jest właściwą drogą uświęcania życia i jako takie, ma ścisły związek z maksymalizacją własnych szans na zbawienie;

- stosowanie antykoncepcji jest grzechem;

- nadawanie priorytetu budowaniu zamożności kosztem posiadania dzieci jest grzechem.

Wydaje mi się prawdopodobne, że część wiernych, skonfrontowana z taką narracją, może podjąć decyzję o posiadaniu większej liczby dzieci, niż zrobiłaby to bez tej konfrontacji.

Postulowane działanie nie jest niemoralne. Chodzi o wykorzystanie neutralnego moralnie środka, jakim są pieniądze, by przemóc inercję środowiska i pomóc mu realizować to, do czego wzywa je właściwa misja. Promowanie wielodzietności jest Bogu miłe i Kościół mówi to jasno. Dlatego trzeba przypomnieć decydentom kościelnym o tym zadaniu – tak, jak się da.

Innych sposobów na próbę zwiększenia dzietności w Polsce nie dostrzegam; a zatem proponuję wykorzystać do maksimum to, co jawi się jako jedyne praktycznie dostępne rozwiązanie.

Puentując, prawicowa władza musi finansowo zachęcić biskupów do tego, by porzucili ustalone i wygodne tory dotychczasowego duszpasterstwa rodzinnego, nadając priorytet promowaniu wielodzietności.

Paweł Chmielewski

Chmielewski-1024x1024 (1).jpg
Autor:
Paweł Chmielewski
Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: