Dlaczego kapłan powinien odprawiać tylko jedną Mszę dziennie?

W głośnej sprawie proboszcza z Grojca pojawił się zarzut o odprawianie przez niego nawet sześciu Mszy Świętych dziennie, co oznacza poważne nadużycie. Ktoś może jednak zapytać: co w tym złego? Czy naprawdę istnieje aż tak duża różnica między jedną a sześcioma Mszami odprawionymi przez kapłana w niedzielę? Tak – i dotyczy ona samej istoty kapłaństwa oraz Najświętszej Ofiary. Kapłan nie jest przecież „automatem do odprawiania Mszy” i właśnie dlatego Kościół tak stanowczo reguluje tę kwestię.
W Kościele zdecydowanie brakuje zrozumienia istoty kapłaństwa. Niestety, można odnieść wrażenie, że problem ten pogłębił się po reformach liturgicznych lat 60. XX wieku i upowszechnieniu sakramentalnej koncelebry, czyli wspólnego sprawowania Mszy Świętej przez kilku kapłanów.
Msza Święta nie polega bowiem jedynie na wypowiadaniu określonych modlitw i wykonywaniu przepisanych gestów. Jej istota sięga znacznie głębiej: jest uobecnieniem Ofiary Krzyżowej Chrystusa.
Jaka jest zatem rola kapłana? Nie jest on jedynie „przewodniczącym” zgromadzenia (dlatego nie lubię określenia, że ksiądz „przewodniczy” Mszy) ani zwykłym liderem modlącej się wspólnoty. Sprawując Najświętszą Ofiarę, kapłan działa w Osobie Chrystusa (in persona Christi), co oznacza, że na tę chwilę sam Chrystus działa przez niego. Widzimy człowieka, jednego z nas, ale słowa wypowiadane przez niego podczas konsekracji są słowami samego Chrystusa: „To jest bowiem Ciało Moje (…) To jest bowiem kielich Krwi Mojej…”. Kapłan nie mówi: „To jest Ciało Chrystusa”, ale: „To jest Ciało Moje”.
Dla kapłana jest to chwila szczególnego zjednoczenia z Chrystusem, w której użycza siebie Zbawicielowi, by Ten mógł sakramentalnie uobecnić swoją Ofiarę Krzyżową. Wyjątkowość tego momentu dobitnie podkreślił kard. Christoph Schönborn w książce Radość kapłaństwa. Śladami Proboszcza z Ars, skierowanej właśnie do kapłanów:
Eucharystia to serce naszego kapłańskiego życia. Bez niej nasze życie nie miałoby sensu ani rdzenia. (...) Eucharystia jest naszą radością i naszym ciężarem. Jest niewyczerpalnym źródłem radości, owej niepowtarzalnej bliskości z Chrystusem, kiedy „w Jego Osobie” wypowiadamy słowa, które z chleba i wina czynią Jego Ciało i Jego Krew. Jest źródłem wszelkiej naszej misji, z niej wypływa dla nas owa paląca konieczność wejścia w misję Jezusa, który wydał siebie „dla zbawienia świata”. Eucharystia jest uprzywilejowanym i jedynym momentem bliskości z Mistrzem, Przyjacielem, ale także wyjątkowym momentem (…), kiedy nasze powołanie sług Ludu Bożego wyraża się w niepowtarzalny sposób: jesteśmy narzędziami Jezusa dla świętości Ludu Bożego.[1]
Na wyjątkowość tej chwili dla kapłana uwagę zwrócił również bp Artur Ważny w homilii wygłoszonej podczas Mszy św. prymicyjnej ks. Mateusza Włodarczyka ICRSS 29 września 2026 r. Zwracając się do księdza neoprezbitera, ordynariusz sosnowiecki podkreślił, że podczas Mszy Świętej ołtarz staje się Golgotą i Wieczernikiem.
- Podejdziesz tam, weźmiesz w swoje namaszczone dłonie białą hostię, wypowiesz zdanie, które trzyma ten kosmos w istnieniu: „Hoc est enim Corpus meum”. W tym jednym, cudownym ułamku sekundy całe zdumione Niebo pochyli się z wdzięcznością nad Twoją kruchością, a nasz mijający czas zatonie w wieczności – powiedział bp Ważny.
Msza Święta nie może być zatem dla kapłana jedynie obowiązkiem ani mechaniczną czynnością do wykonania. Przeciwnie, jej sprawowanie powinno stanowić centralny punkt jego dnia. Powinien się do niej odpowiednio przygotować, a po jej zakończeniu spędzić trochę czasu na dziękczynieniu Chrystusowi za możliwość odprawienia Najświętszej Ofiary i przyjęcia Go w Komunii Świętej.
Jak czytamy na stronie prałatury personalnej Opus Dei, jej założyciel, św. Josemaría Escrivá, „dzielił swój dzień na dwie części. Pierwszą połowę dnia poświęcał dziękczynieniu Bogu za Eucharystię, którą przyjął tego ranka. W drugiej połowie przygotowywał się duchowo do Mszy Świętej następnego dnia, zwłaszcza poprzez Komunie duchowe”. Oczywiście nie oznacza to, że św. Josemaría spędzał cały dzień na modlitwie. Raczej uświęcał modlitwą inne codzienne zajęcia, zapewne przeplatając ją z pracą. W centrum jego dnia pozostawała jednak codzienna Msza Święta, do której przeżywania powracał w modlitwie, a następnie przygotowywał się duchowo do celebracji następnego dnia.
Podobnie nauczał niedawno ogłoszony błogosławionym abp Fulton Sheen. W książce Kapłan nie należy do siebie podkreślał, że Msza Święta nie jest jedynie wydarzeniem zamkniętym w określonym czasie, lecz rzeczywistością, która powinna przenikać cały dzień kapłana.
Nie ma czegoś takiego jak „Msza o szóstej rano”. Msza Święta jest nieustanna, jest „żywą ofiarą”. To, co uobecnia się mistycznie we Mszy Świętej porannej, musi uobecniać się cieleśnie przez cały dzień.[2]
Arcybiskup Sheen zachęcał kapłanów, by codziennie – najlepiej właśnie przed odprawieniem Mszy Świętej – poświęcali godzinę na medytację, czyli modlitewne rozważanie prawd wiary, fragmentów Pisma Świętego lub tajemnic życia Chrystusa, aby lepiej Go poznać, pogłębić z Nim relację i rozbudzić w sercu miłość do Niego. Taką Godzinę Świętą – jak nazywał ją błogosławiony rekolekcjonista – najlepiej spędzać przed Najświętszym Sakramentem, czy to wystawionym do adoracji, czy przechowywanym w tabernakulum.
W swojej książce wymienił aż piętnaście (!) powodów, dla których codzienna medytacja jest tak ważna w życiu kapłana. Przytoczę jeden z nich:
Godzina spędzona z naszym Panem wynika z doświadczenia uczniów na drodze do Emaus (…). Wyruszamy w drogę z Jezusem, lecz nasze oczy są „na uwięzi”, tak że nie możemy Go rozpoznać. Następnie rozmawia On z naszą duszą, gdy czytamy Pismo Święte. Trzeci etap to słodka intymność, podobna do tej, gdy „zajął z nimi miejsce u stołu”. Czwartym etapem jest pełne objawienie tajemnicy Eucharystii. Nasze oczy „otwierają się” i rozpoznajemy Go. Wreszcie dochodzimy do momentu, w którym nie chcemy odchodzić. Godzina zdawała się być taka krótka. Gdy podnosimy się, pytamy: „Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał? (Łk 24,32)”.[3]
Błogosławiony arcybiskup pisał również:
Umysł kapłana, który żyje blisko drzwi tabernakulum, dostępuje szczególnego oświecenia. Umysłowi i sercu kapłana dane jest najlepsze kierownictwo, jeśli szukają Eucharystycznego Pana o świcie. (…) Nie da się magazynować witamin. Energia duchowa musi być odnawiana; siły na dzisiaj muszą przyjść dzisiaj od Pana.[4]
Jeśli to możliwe, kapłan powinien odprawiać swą codzienną Godzinę Świętą przed sprawowaniem Mszy Świętej.[5]
Widać zatem, jak według abp. Sheena kapłan powinien przygotowywać się do celebracji Mszy Świętej. Nie z marszu, nie w biegu, nie dopiero co odciągnięty od innych obowiązków czy zwleczony z łóżka, lecz najlepiej po godzinnym rozmyślaniu; w momencie, gdy jego serce tak bardzo pała miłością do Chrystusa, że nie chce się już z Nim rozłączać. Takie przygotowanie pomaga kapłanowi świadomie przystąpić do ołtarza i głębiej przeżywać swoje powołanie: zjednoczyć się z Chrystusem, który oddaje życie na krzyżu za zbawienie świata.
O obowiązku odpowiedniego przygotowania do sprawowania Mszy Świętej i dziękczynienia po niej przypomina również Kodeks Prawa Kanonicznego. W kanonie 909 czytamy:
Kapłan nie powinien zaniedbywać należytego przygotowania się przez modlitwę do celebrowania Eucharystii, a po jej zakończeniu złożenia Bogu dziękczynienia.
Czasem zastanawiamy się nad przyczynami duchowej oziębłości niektórych księży, a niekiedy także ich upadków. Przyczyny bywają różne i złożone, dlatego sprowadzanie ich do jednego czynnika byłoby dużym uproszczeniem. Niemniej jednak warto rozważyć, czy jedną z przyczyn problemów w życiu kapłańskim nie jest właśnie zaniedbywanie przygotowania sprawowania do Mszy Świętej.
Kiedy bowiem kapłan doświadcza samotności, wówczas codzienne sprawowanie Najświętszej Ofiary i odpowiednie przygotowanie do niej pomagają mu pamiętać o szczególnej więzi z Chrystusem, wynikającej z jego powołania; więzi, której nie mają nawet aniołowie. Działając w Osobie Chrystusa, kapłan wypowiada słowa konsekracji, przez które Bóg staje się sakramentalnie obecny na ołtarzu.
Niestety, obowiązki duszpasterskie mogą niekiedy utrudniać kapłanowi odpowiednie przygotowanie do Mszy Świętej i dziękczynienie po niej. Czasem musi on sprawować Najświętszą Ofiarę wcześnie rano, aby parafianie mogli uczestniczyć w niej przed pójściem do pracy. W takich okolicznościach godzinna medytacja przed Mszą może być trudna do zrealizowania. Zdarza się też, że kapłan przed celebracją spowiada wiernych, umożliwiając im uczestnictwo we Mszy z czystym sumieniem. Wówczas może on spędzić czas na odpowiednim przygotowaniu np. wieczorem poprzedniego dnia.
Niezależnie od jakichkolwiek okoliczności Msza Święta powinna jednak pozostawać centrum jego dnia. Dlatego, zgodnie z zasadami prawa kanonicznego, w zwyczajnych okolicznościach wolno mu odprawić tylko jedną (!) Mszę dziennie. Co jednak zrobić, gdy z powodów duszpasterskich konieczne jest sprawowanie kilku Mszy jednego dnia? W Polsce nie brakuje przecież parafii, w których jeden kapłan posługuje ponad tysiącu wiernych.
Gdy brakuje kapłanów, ordynariusz miejsca może pozwolić, by kapłani, ze słusznej przyczyny, celebrowali Mszę Świętą dwa razy dziennie, a gdy wymaga tego konieczność duszpasterska, nawet trzykrotnie w niedziele i święta nakazane – mówi kan. 905 Kodeksu Prawa Kanonicznego.
Jeśli kapłan musi odprawić kilka Mszy jednego dnia, powinien jednak zrobić wszystko, co w jego mocy, by celebracje nie stały się mechaniczną czynnością. Najświętsza Ofiara powinna nadal pozostawać centralnym punktem jego dnia.
Niedopuszczalne jest natomiast odprawianie kilku Mszy dziennie wyłącznie dlatego, że wierni zamówili dużą liczbę intencji mszalnych. W Polsce wciąż utrzymuje się piękny zwyczaj zamawiania Mszy Świętych za siebie i swoich bliskich – zarówno żyjących, jak i zmarłych. Katolicy zamawiają również tzw. Msze gregoriańskie, czyli cykl trzydziestu Mszy Świętych odprawianych przez trzydzieści kolejnych dni w intencji jednej, konkretnej osoby zmarłej. A przy okazji pogrzebów zwykle cała lista ofiarodawców zamawia Msze Święte o spokój duszy zmarłego.
Tak wiele zamawianych Mszy Świętych jest czymś pięknym i godnym pochwały. Niemniej jednak może to stwarzać trudności organizacyjne. Zdarza się bowiem, że wierni proszą o odprawienie większej liczby Mszy, niż kapłani mają wolnych terminów. W niektórych kościołach na najbliższą wolną intencję trzeba czekać nawet kilka miesięcy.
Prawo kanoniczne przewiduje rozwiązanie tej sytuacji: kapłani powinni przekazywać intencje mszalne wraz z przyjętymi ofiarami innym księżom, którzy mają mało zamówionych intencji. Takich kapłanów można znaleźć np. w mniej religijnych regionach Polski lub za granicą.
Prawo kanoniczne zapobiega również przed odprawianiem przez księży kilku Mszy dziennie ze względów finansowych. Jeśli bowiem kapłan musi już odprawić kilka Mszy danego dnia, wolno mu wówczas zatrzymać składaną przez wiernych ofiarę (tzw. stypendium mszalne) tylko za jedną z nich. Wyjątkiem jest dzień Bożego Narodzenia, kiedy to za względu na trzy różne formularze mszalne – „Pasterkę”, Mszę o świcie i Mszę w dzień – kapłan może odprawić trzy Msze i zatrzymać stypendia za każdą z nich.
Poza dniem Bożego Narodzenia ofiary z drugiej i trzeciej Mszy odprawionej przez księdza w danym dniu trafiają na cele ustalone przez ordynariusza. Zwykle wspierają seminaria duchowne, starszych i chorych kapłanów, albo misjonarzy. W diecezji bielsko-żywieckiej, na terenie której leży Grojec, dodatkowe ofiary mszalne wspierają również Dom Matki i Dziecka w Bielsku-Białej.
Stanowisko Kościoła jest więc jasne: sprawowanie przez kapłana kilku Mszy dziennie powinno wynikać z rzeczywistej konieczności duszpasterskiej, przede wszystkim z potrzeby zapewnienia wiernym możliwości uczestniczenia we Mszy św., a nie wyłącznie z dużej liczby zamówionych intencji mszalnych.
Zasady te mają chronić należne miejsce Najświętszej Ofiary w życiu kapłana i umożliwiać mu odpowiednie przygotowanie do jej sprawowania. Ma to znaczenie nie tylko dla godnego przeżywania liturgii, lecz także dla samego życia kapłańskiego.
Nie zamierzam podważać gorliwości ks. Józefa Zborka z Grojca. Z pewnością wniósł wiele dobra w życie swoich parafian. Niemniej jednak odprawianie dwóch Mszy Świętych każdego dnia, a w niedziele nawet sześciu, stanowi poważne przekroczenie obowiązujących norm kanonicznych.
Już sprawowanie dwóch lub trzech Mszy jednego dnia może utrudniać kapłanowi odpowiednie przygotowanie do każdej z nich i powodować rutynę. „Mój Boże, jak niestety godny pożałowania jest ksiądz, kiedy czyni to jak jakąś zwyczajną rzecz” – mawiał o sprawowaniu Mszy Świętej św. Jan Maria Vianney. Tym większe obawy budzi sytuacja, w której ksiądz odprawia tych Mszy nawet sześć. Trudno jest wówczas przeżywać każdą z nich jako wyjątkowe spotkanie z Chrystusem i sakramentalne uobecnienie Jego Ofiary Krzyżowej.
Msza Święta nie może być tylko kolejnym punktem w kapłańskim grafiku, lecz to właśnie ona powinna wyznaczać rytm całego kapłańskiego dnia. W końcu kapłan jest sługą Chrystusa, który stojąc przy ołtarzu, działa w Jego Osobie.
Adrian Fyda
[1] Schönborn C., kard., Radość kapłaństwa. Śladami Proboszcza z Ars, przeł. Agnieszka Kuryś, wyd. PROMIC, Warszawa, 2010, s. 91-92.
[2] Sheen F., abp, Kapłan nie należy do siebie, przeł. Izabella Parowicz, Wydawnictwo Diecezjalne i Drukarnia w Sandomierzu, 2018, s. 394.
[3] Sheen, s. 338-339
[4] Sheen, s. 366-367.
[5] Sheen, s. 357.







