Dobrostan „osoby uczniowskiej” kontra rzetelne kształcenie. Ważą się losy polskiej szkoły

Dziewięćdziesiąt procent przedmiotu (edukacja zdrowotna – red.), który ma się stać obowiązkowy od 1 września, zawiera treści tak samo toksyczne, jak te 10 procent komponentu seksualnego, który został wyłączony i pozostaje do decyzji rodziców. Te 90 procent zawiera treści niezwykle groźne, obecne przede wszystkim w działach: Zdrowie społeczne oraz Wartości i postawy. Wobec tego protestujemy, mamy nadzieję do skutku – mówi Hanna Dobrowolska, ekspert oświatowy z Koalicji na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły, a także Ruchu Ochrony Szkoły, w rozmowie z PCh24.pl
Już niebawem edukacja zdrowotna ma być przedmiotem obowiązkowym, ale nie w zakresie dotyczącym seksualności. Część rodziców może czuć się tym uspokojona. Ale czy słusznie? Czy ten przedmiot, pozbawiony najbardziej kontrowersyjnego komponentu, staje się automatycznie akceptowalny?
Zabieg, który zastosowała minister Barbara Nowacka, jest niestety perfidną manipulacją na świadomości rodziców i społeczeństwa w zakresie osiągnięcia pozornego kompromisu. Od początku podkreślaliśmy, że nikt nie podjął żadnej poważnej debaty na temat kształtu tego przedmiotu i zasadniczego celu, jaki powinien przyświecać edukacji zdrowotnej. Za to wprowadza się siłowo zmiany, które działają wbrew zdrowiu dziecka, a na dodatek jeszcze konfliktują je z rodzicami ze względu na wkroczenie w zakres praw rodzicielskich, konkretnie zaś – w sferę wychowania.
Niestety, wszystkie nasze zarzuty wobec edukacji zdrowotnej podtrzymujemy w całej rozciągłości. Podkreślamy, że 90 procent przedmiotu, który ma się stać obowiązkowy od 1 września, zawiera treści tak samo toksyczne, jak te 10 procent komponentu seksualnego, który został wyłączony i pozostaje do decyzji rodziców. Te 90 procent zawiera treści niezwykle groźne, obecne przede wszystkim w działach: Zdrowie społeczne oraz Wartości i postawy. Wobec tego protestujemy, mamy nadzieję do skutku.
„Dobra szkoła – silna Polska!” – stań w obronie dzieci, przyjdź na manifestację!
14 czerwca 2026, Warszawa, godz.12.00 pod pomnikiem Mikołaja Kopernika
O jakich zagrożeniach mówimy?
W tych dwóch wspomnianych działach zawarta jest kwintesencja ideologii genderowej, genderowego postrzegania płci. W swoim założeniu zmierza ona do destabilizacji psychiki człowieka i jego pojmowania własnej osoby, wprowadza chaos, grozi po prostu trwałą utratą zdrowia.
To wszystko zostało utrzymane w podstawie programowej. Mamy tam tak zwane prawa osób LGBTQ, mamy kwestię różnorodności płciowej, mamy kwestię tolerancji dla różnorodności, mamy „szacunek” dla każdego człowieka niezależnie od jego różnorodności, która nie jest zdefiniowana. Można zatem kojarzyć ją niejednoznacznie pod względem preferencji seksualnych i pojmowania własnej osoby.
Wszystko to nadal jest w podstawie programowej, tyle tylko, że nieco rozmiękczone przez usunięcie najbardziej drastycznych sformułowań bądź przez sugestie, że treści te służą kształtowaniu postaw społecznych, otwartości na drugiego człowieka, szacunku itd.
Czy słuszne są zarzuty, że wspomniane treści nie służą też rodzinie, oczywiście pojmowanej w normalny, tradycyjny sposób, a nie tak, jak próbuje się ją obecnie ukazywać?
Tak, jak najbardziej tak! Dział o zdrowiu społecznym jest pełen treści, które są wprost antyrodzinne. Zrównuje się wszelkie formy współżycia społecznego, marginalizuje rolę małżeństwa. Wyraz „małżeństwo” pojawia się raz (!) w podstawie programowej. Forma małżeństwa jest zrównana z wszystkimi innymi rodzajami relacji pomiędzy osobami i pozostawiony jest wybór tych relacji – właściwie bez ich wartościowania.
Zatem wielodzietność, adopcja, brak dzieci, brak relacji w postaci trwałych związków, związki nieformalne, wszystko to jest jednym wielkim tyglem możliwości, które są otwierane przed młodym człowiekiem – do wyboru – bez pokazania właściwego celu kształtowania jego podstaw w przyszłości, czyli wskazania właściwych relacji opartych na trwałych związkach, na małżeństwie, na odpowiedzialności. Tego wszystkiego nie ma.
Jest natomiast podkreślana rola rzekomego zagrożenia, jakim niby jest dziecko. Na przykład: kwestie depresji są nadal ilustrowane wyłącznie dwoma przykładami: depresją poporodową i depresją w trakcie przebiegu ciąży.
Nie ma przykładów innych przyczyn, które mogą rzutować na destabilizację zdrowia psychicznego i poczucia komfortu dziecka w odniesieniu do własnej osoby. Na przykład taką sytuacją może być rozwód w rodzinie, jakieś inne traumatyczne wydarzenia, negatywne doświadczenia w kontaktach z dorosłymi... Tego nie ma.
Czyli miesza się młodemu człowiekowi w głowie, rujnując mu obraz rzeczywistego, właściwie poukładanego świata i mówi mu się: skoro sobie z tym nie radzisz, to z pewnością przez rodzinę? Taki – oczywiście w pewnym uproszczeniu – jest efekt tych zmian?
Tak – nie radzisz sobie przez rodzinę bądź też przez obowiązki. Trzeba tu dodać, że podkreślane są w podstawie programowej bardzo mocno prawa uczniowskie. Dopisane zostały obowiązki – ale półgębkiem i stało się to na skutek naszych interwencji oraz wcześniejszych opinii do podstawy.
Natomiast wartościowanie idzie cały czas w kierunku „praw dziecka”, włącznie z kwestionowaniem praw ojca i matki, ponieważ to rodzic jest ukazywany jako ten, który ewentualnie może generować opresje domowe, a tym z kolei dziecko może się przeciwstawić.
To jest równoległe działanie do nowej ustawy (jeszcze w fazie projektu przechodzącego właśnie szybką ścieżkę legislacyjną), którą – jak mamy nadzieję – zawetuje pan prezydent.
Ta regulacja związana jest z powołaniem całej sieci rzeczników praw uczniowskich. Zatem w momencie, w którym mamy już kształcenie dziecka w postaci obowiązkowego przedmiotu pod nazwą edukacja zdrowotna, gdzie podkreślane są jego „prawa”, równolegle projektowany jest cały aparat państwowy, mogący zejść na ten najniższy szczebel – do szkoły – i stworzyć tam możliwość interwencji dziecka w obronie jego własnych praw. Za chwilę, jeżeli ten system się domknie, będziemy mieli do czynienia z identyczną sytuacją, jaka jest na Zachodzie. Dzieci gremialnie skarżą tam swoich rodziców do sądów i odbierane są prawa rodzicielskie ze względu np. na niemożliwość korzystania ze smartfonów w godzinach nocnych.
To jest z życia wzięty przykład owej „opresji rodzica” wobec dziecka. I ono ma w tej chwili otrzymać narzędzia prawne, ażeby skarżyć rodzica do sądu. Za chwilę, przy tym podejściu, czyli ukształtowaniu postaw m.in. przez edukację zdrowotną oraz podsunięciu narzędzi prawnych w postaci instytucji rzeczników, otrzymamy system całkowitego wyparcia rodziców z możliwości ich wychowawczego oddziaływania na własne dzieci. W takim kierunku zmierza ministerstwo. To przejęcie kontroli przez państwo nad rodziną, nad domem, ale przede wszystkim nad mózgami oraz nad odruchami młodych ludzi.
Pozostaje pytanie o to, co owi rzecznicy mogliby zdziałać i w jaki sposób? Na myśl przychodzi przykład interwencji Rzecznika Praw Dziecka w sprawie nagradzania darmowymi lodami – użyję celowo tej terminologii – „osób uczniowskich” za pasek na świadectwie. Wiemy, do jak absurdalnej sytuacji doszło w tym wypadku. Jeśli tak ukierunkowani byliby rzecznicy w szkołach, to dokąd zmierzamy?
Jest to bardzo niebezpieczne „narzędzie”. Tutaj naprawdę liczymy na interwencję pana prezydenta, by postawił tu tamę, tak jak zawetował w grudniu ubiegłego roku prawo oświatowe, które miało oznaczać już całkowite zrujnowanie polskiej szkoły. Liczymy, że również ten projekt spotka się z jego stanowczą odmową, bo narusza on normy społeczne, ukształtowane przez całe tysiąclecia w naszej kulturze.
W debacie o oświacie pojawia się też hasło „Reforma 26”. Wydaje się, że nieco brakuje świadomości, czego owa reforma dotyczy. Jakie stanowi ona zagrożenie?
Przede wszystkim Reforma 26 Kompas Jutra jest taką fałszywą flagą. Brzmi postępowo i niezwykle nowocześnie, natomiast w praktyce cofa poziom przekazywania wiedzy o wiele dziesiątek lat. Wiąże się bowiem z radykalnym ograniczeniem treści nauczania, z promowaniem edukacji włączającej, bezwarunkowej, włącznie z tym, że wpisane są jej narzędzia, takie jak projektowanie uniwersalne. To są elementy, które marginalizują przedmioty, wiedzę, a promują tak zwany dobrostan, który wiąże się z tym, że mamy ulżyć ciężkiej doli ucznia. To znaczy odebrać wymagania, dyscyplinę – również w postaci ocen czy też wymagań związanych z pracami domowymi. Cały czas one nie istnieją w dawnej, sensownej formule, ale są jakąś atrapą i fikcją. Podobnie jak i treści, które będą uczniom przekazywane.
Przykładem może być tu język polski. Jego wymagane treści programowe zostały radykalnie zmniejszone. Do klasy szóstej włącznie usunięto kanon lektur obowiązkowych. Nie ma niczego, czego można by było, według dawnych zasad, wymagać od uczniów. Po prostu kanon został skasowany.
Jest tygiel kilkudziesięciu propozycji do wyboru, co do którego to wyboru równe prawa będą mieli w danej klasie uczniowie i nauczyciele. Będą oni mogli wspólnie wybierać jakieś teksty w liczbie trzech czy czterech rocznie, bo tylko tyle jest wymaganych. Omawiane będą te, na które się wszyscy zgodzą, które się wszystkim spodobają. Zatem możemy to zinterpretować w ten sposób: będą to treści, które są najprostsze, najłatwiejsze i wymagają najmniej wysiłku. Pamiętajmy bowiem, że równolegle w języku polskim wprowadzone jest pojęcie obowiązkowego projektowania uniwersalnego. To jest metoda, która ma sprawić, że każdy uczeń w każdym zespole klasowym będzie się czuł dobrze, będzie dowartościowany i wszystkie zadania będą na jego miarę.
A jeśli czułby się niekomfortowo, to będzie miał w szkole jeszcze rzecznika...
Widać zatem, że grozi nam zapaść edukacyjna. To jest to, co przeżywały kraje zachodnie w ubiegłych dziesięcioleciach, gdzie stan wiedzy uczniów oraz ich kompetencje później, już jako pracowników, stopniowo pogarszały się. U nas także sytuacja pod tym względem stopniowo była coraz mniej korzystna, aż w pewnym momencie nastąpiło tąpnięcie. W tej chwili poprzednie pokolenie nie poznaje zupełnie tego następnego. Ta gwałtowna zapaść dokładnie obrazuje skutki mechanizmu, który w tej chwili chce się w polskich szkołach wprowadzić jeszcze intensywniej.
Naukowcy wyższych uczelni podkreślają, że mają obecnie do czynienia ze studentami, którzy zeszli praktycznie na poziom ludów pierwotnych, operujących w ramach cywilizacji obrazkowej. To są ludzie, którzy już teraz mają trudności ze zrozumieniem tekstu, nie potrafią wyrażać myśli w formie werbalnej, a na piśmie to już w ogóle, i bardzo chętnie oglądają wszelkie prezentacje, obrazki, filmiki. To jest cywilizacja obrazkowa. To jest przekaz ludzi, którzy już nie komunikują się na poziomie wyższym. A my teraz pójdziemy w tym kierunku mocniej, utrwalimy ten trend w systemie.
W tej chwili owe negatywne zmiany odbieramy to jako skutek działania „smartfonizacji”, uzależnień, ułatwiania – to są wszystko powody powyższych zjawisk. Ale właśnie w tym kierunku zmierza też Kompas Jutra – doświadczenie ma być postawione ponad wiedzą i przed wiedzą. To znaczy dzieci mają wykonywać jakieś czynności bez wyposażenia ich w konkretne cele tych zadań oraz rzeczywiste kompetencje. Następnie mają być nagradzane za to, że w ogóle coś robiły, a nie za to, że zrobiły coś w jakimś celu i że osiągnęły jakiś pozytywny wynik. Nagradzane ma być samo działanie, czynność, a nie skutki w postaci wiedzy i realnej efektywności.
Cały czas mówi się o kształtowaniu u uczniów poczucia sprawczości, czyli nie sprawczości jako takiej, tylko subiektywnego poczucia, że jest się świetnym. Tacy ludzie w przyszłości będą poddani naprawdę bardzo bolesnej weryfikacji przez rzeczywistość własnego poziomu wiedzy i własnych umiejętności.
Mam wrażenie, że ci, którzy projektują te zmiany, wyobrażają sobie, że w ten sposób przemodelują cały świat na „lewacki” – wszyscy będą równi, wszyscy będą się dobrze czuli. Ale dobrze wiemy, że tak nie będzie, to po prostu utopia.
Będą się wszyscy dobrze czuli zarządzani przez tych, którzy stoją za tym globalnym projektem. Bo to nie jest przedsięwzięcie, które wynika z niewiedzy i niekompetencji, tylko naprawdę ideologiczna walka, starcie światopoglądów, starcie modeli społecznych. I to się dokonuje aktualnie pod hasłem Reforma 26 Kompas Jutra.
Eksperci, rodzice, środowiska zatroskane o los dzieci mobilizują się. Już 14 czerwca w Warszawie, przed pomnikiem Mikołaja Kopernika zgromadzą się na manifestacji w obronie szkoły. Mamy koniec roku szkolnego, zaraz wakacje – niejeden może zastanawiać się, czy to jest dobry moment, by takie sprawy załatwiać. Naprawdę nie można zostawić ich na później?
Trzeba się mobilizować już teraz. Organizując manifestację właśnie w tym momencie chcieliśmy zapobiec sytuacji, w której wszyscy rozjadą się na wakacje, a następnie przyjdzie 1 września i zaskoczy nas boleśnie. Wtedy nie będziemy już mogli skutecznie zdziałać. Stąd informacja o tym, co jest faktycznym zagrożeniem, celowo pojawia się jeszcze przed długą przerwą w zajęciach szkolnych. Chcemy wyposażyć rodziców w pewne narzędzia, porady, konkretne wskazówki działania. Powinni wdrażać je już pod koniec wakacji, a przed rozpoczęciem roku szkolnego. Albo jeszcze nawet pod koniec roku szkolnego, zanim wyjadą. Jednak na pewno przed rozpoczęciem roku szkolnego.
Trzeba działać, by nie okazało się, że jest już za późno w zakresie postawy i reakcji rodziców, ich zaangażowania, świadomości tego, co się dzieje na terenie szkoły, na przykład sprawdzenia zmian w statutach szkół – już wprowadzonych bądź dopiero procedowanych. To wszystko w tej chwili będzie się działo. Czujność rodziców i nauczycieli jest więc potrzebna już teraz.
Możemy wyjechać i odpocząć, musimy jednak mieć świadomość, że jeżeli nie podejmiemy tej aktywności, możemy wrócić do zupełnie innej rzeczywistości, którą „odkręcić” będzie bardzo trudno. I temu właśnie służy ta manifestacja.
Ubiegłoroczny sprzeciw wobec edukacji zdrowotnej przyniósł efekt. Widać więc, że warto działać...
Tak, zdecydowanie. Uważamy, że nasza bezczynność działa na korzyść przeciwników dzieci i rodziców, czyli służy obecnej władzy. Wyłącznie od naszej aktywności i determinacji, a także odwagi – ponieważ niektóre działania będą wymagały indywidualnej reakcji rodziców – zależy to, czy obronimy polską szkołę, ale przede wszystkim polskie dzieci.
Dziękuję za rozmowę.
Marcin Austyn
„Dobra szkoła – silna Polska!” – stań w obronie dzieci, przyjdź na manifestację!
14 czerwca 2026, Warszawa, godz.12.00 pod pomnikiem Mikołaja Kopernika







