Dr Andrzej Margasiński: Czy można zmienić płeć? Korzenie genderowej rewolucji seksualnej #8

Współcześnie można mówić o trzeciej rewolucji seksualnej, określanej mianem rewolucji genderowej. W jej ramach dokonuje się redefinicji dotychczasowego rozumienia płci oraz tożsamości psychoseksualnej; podkreśla się znaczenie płci kulturowej (gender), a także lansuje ideę „płynnej seksualności” oraz swobodnej zmiany płci. Cykl prezentowanych esejów podejmuje analizę podstawowych tez doktryny genderowej, w szczególności w kontekście ustalenia, w jakim stopniu rewolucyjne w swoim charakterze twierdzenia genderowe znajdują oparcie w nauce, a na ile wynikają z przyjętych założeń o charakterze ideologicznym. Ze względu na eseistyczną formę rozważania te mają charakter selektywny i odnoszą się do wybranych zagadnień.
Opublikowane dotąd materiały z cyklu „Korzenie genderowej rewolucji seksualnej” dostępne są TUTAJ
W ostatnich latach można zaobserwować narastającą liczbę zaburzeń tożsamości płciowej. Znaczenie tej problematyki systematycznie rośnie, zarówno z powodu nasilającej się skali zjawiska, jak i licznych kontrowersji społecznych, które budzi. Pojawia się wiele pytań, np.: jaka powinna być reakcja otoczenia na deklaracje wypływające od młodych dziewcząt, takie jak: „Chyba jestem chłopcem”, „Czuję się mężczyzną”, „Jestem trans”? Czy należy je wspierać, czy też wręcz przeciwnie – raczej je stopować? Jaka powinna być reakcja rodziców, nauczycieli czy szkoły jako instytucji? Można zaobserwować paletę różnych stanowisk, z bezwarunkową akceptacją – na jednym biegunie – lub sceptyczną powściągliwością – na drugim. Szczególnie w odniesieniu do dzieci i nastolatków kwestie te nabierają coraz większej aktualności, zwłaszcza w wymiarze funkcjonowania szkolnego (np. zmiana imienia, zaimków, dostęp do określonych toalet, szatni, pryszniców). Przy czym często następuje rozbieżność punktu widzenia nastolatków i rodziców („zawsze taki byłem” versus „to sprawa nagła, syn/córka nigdy nie przejawiał takich skłonności”). Kontrowersje powstają w rodzinach, w środowisku szkolnym, nierzadko wśród personelu medycznego – jakie przyjąć stanowisko wobec dzieci przejawiających objawy dysforii płciowej? Afirmować? Podejmować interwencje terapeutyczne? Przeczekać? Te i podobne kwestie zostaną podjęte poniżej, warto jednak zacząć od pytania jakie są przyczyny tak wyraźnej społecznej fali wsród nastolatków. Jak to się stało, że przez znaczna część nastolatków zmiana płci zaczęła być postrzegana jako uniwersalne remedium na swszelkie życiowe trudności ?
Terminologiczne zamieszanie
Wydaje się, że jedną z przyczyn jest pomieszanie pojęć sex i gender. W języku angielskim słowo sex oznacza płeć biologiczną, zaś gender – płeć kulturową. Termin został spopularyzowany przez Johna Moneya, który, zajmując się Davidem Reimerem, „odkrył” znaczenie wpływów kulturowo-społecznych na rozwój dziecka. Jak wiemy, Money zafałszował opisy rozwoju małego Davida, ale obrazy te poszły w świat, łącznie z nadmiernym przeszacowaniem znaczenia czynników środowiskowych dla rozwoju. W rezultacie problematyka kształtowania się tożsamości kulturowo-społecznej, czyli genderu, zdominowała dyskurs społeczny. W centrum zainteresowania znalazły się kwestie tego, jak dana osoba identyfikuje się pod względem płci, jaką rolę pełni w społeczeństwie, jakie oczekiwania społeczne są z tym związane. Zagadnienia płci biologicznej zeszły na dalszy plan, niejako zostały „przykryte” motywami wpływów społecznych. Wiadomo, że człowiek jest istotą twórczą, a tam, gdzie wręcz jest zachęcany do subiektywnej autokreacji, efekty będą rozbudowane. Jak wyliczono pojawiło się 235 orientacji płciowych i seksualnych, a z pewnością tę listę można twórczo rozwijać. Christopher Dummit był jednym z twórców tej imponującej liczby, z zaangażowaniem głosił tezy, że liczy się tylko doświadczenie płci kulturowej, która w gruncie rzeczy może być swobodnie kształtowana, a płeć biologiczna w zasadzie nie ma znaczenia. W 2019 roku na łamach australijskiego portalu Quillette opublikował dramatyczne wyznanie, w którym przyznał, że fałszował badania: „Myliłem się. Albo, mówiąc dokładniej: częściowo miałem rację, a resztę wymyślałem, wszystko od początku do końca, i nie byłem jedyny”. Twierdził też, że podobną „metodologię” stosują i inni naukowcy gender studies, bo „tak działa dziedzina badań nad płcią”.
Ale powtórzmy, są to opisy subiektywnych odczuć siebie, a nie opisy nowych płci. Człowiek może identyfikować się niezależnie od swojej biologii, czuć się homoseksualny, biseksualny, genderfluid, itp., niektórzy identyfikują się jako psy, koty, owce, smoki czy demony… Wszak poczucie autoidentyfikacji nie zmienia naszych biologicznych cech, nie zmienia płci biologicznej. Ale pomieszanie pojęć nastąpiło, termin gender zaczął być rozszerzany na pojęcie płci w ogóle. O płci biologicznej, niewygodnej, bo nieelastycznej, przestano mówić i zaczęto ją rugować np. z rozważań nad istotą kobiecości czy męskości, podobnie jak w odniesieniu do transseksualności. Niestety także z psychopatologicznych klasyfikacji chorób i zaburzeń psychicznych. W ten sposób niektórzy znaleźli się w oparach niedorzeczności. Absurdy twierdzeń o „kobiecie w ciele mężczyzny” wykazał Matt Walsh w swym głośnym filmie What is a woman? z 2022 roku. Z tym prostym pytaniem zwrócił się do różnego rodzaju genderowych autorytetów, wprowadzając ich w niemałą konfuzję i zmuszając do intelektualnej ekwilibrystyki, by odpowiedzieć na pytanie bez odwoływania się do biologii.
W rozważaniach dotyczących problematyki transseksualizmu u dzieci i młodzieży nie sposób pominąć ogólnego tła rozwojowego. Niestety, kwestie te są rzadko przywoływane w dyskusjach na tematy zaburzeń rozwoju tożsamości płciowej, a wydawać by się mogło, że powinno być dokładnie odwrotnie. Forma eseju nie pozwala na szeroki wykład z psychologii rozwojowej. W tym miejscu warto tylko przypomnieć, że poszukiwanie własnej tożsamości to długi i skomplikowany proces, w którym młody człowiek przechodzi przez różne etapy, od tożsamości rozproszonej, poprzez oparcie na idolach i autorytetach zewnętrznych do tożsamości dojrzałej, osiąganej w okresie późnego dorastania. Rozwój moralności to też długi proces – od moralności heteronomicznej, opartej na autorytetach zewnętrznych, do moralności wewnętrznej, opartej na własnych, przemyślanych zasadach i przyjmowanych świadomie normach. On także zasadniczo kończy się dopiero w okresie późnego dorastania. W tej perspektywie poszukiwanie własnej tożsamości płciowej przez nastolatki na tle ogólnych prawidłowości jawi się jako naturalny i rozwojowy proces. W kontekście zaburzeń rozwoju płci warto pamiętać, że u większości dzieci wykazujących dysforię płciową samoistnie zanika ona u 80%–95% po wejściu w dorosłość.
Ideologia transaktywizmu
Aktywiści transpłciowi utrzymują, że gdy dziecko deklaruje przynależność do przeciwnej płci w sposób „konsekwentny, uporczywy i stały”, właściwą reakcją będzie wspieranie go w takiej identyfikacji. Oznacza to:
1) umożliwienie przeprowadzenia tranzycji społecznej, tj. zapewnienie dziecku odpowiedniej garderoby, zgodę na używanie nowego imienia, nowych zaimków i traktowanie go w sposób charakterystyczny dla wybranej przez niego płci;
2) dziecko zbliżające się do okresu dojrzewania będzie otrzymywało środki blokujące, po których nie wystąpi żaden postęp w fazie pokwitania, a dodatkowo nastąpi regres tych cech płciowych, które już się rozwinęły;
3) około 16. roku życia rozpoczyna się terapię hormonalną, jej celem jest odwzorowanie procesu dojrzewania, który zachodziłby u płci przeciwnej podczas prawidłowego rozwoju;
4) w wieku 18 lat możliwa staje się operacja zmiany płci, polegającą na amputacji pierwszorzędowych i drugorzędowych cech płciowych, oraz operacja plastyczna, której celem jest wytworzenie nowych cech płciowych.
Często w odniesieniu do dzieci czy nastolatków deklarujących chęć zmiany płci używa się określeń typu „Oto dziewczynka w ciele chłopca” czy „Urodził się chłopiec z duszą dziewczynki”. Amerykański publicysta Ryan T. Anderson w świetnej pracy Kiedy Harry stał się Sally (wyd. amer. 2018) zebrał najświeższe doświadczenia z USA. Wykazał, iż ideologia aktywistów transgenderyzmu jest bardzo niespójna, na bakier z logiką i ustaleniami naukowymi oraz zawiera szereg paradoksów. Z jednej strony w środowisku tym obowiązuje przeświadczenie, że prawdziwe „ja” jest czymś istniejącym poza ciałem fizycznym, jakby w duchu nowego gnostyckiego dualizmu, ale jednocześnie wyznawana jest filozofia materialistyczna, w której istnieje tylko świat rzeczywisty, namacalny. Twierdzi się, że płeć jest konstruktem czysto społecznym, przy czym podkreśla, że człowiek może być „uwięziony” w niewłaściwym ciele. Warto zauważyć, że w gruncie rzeczy jest to jakaś mutacja teorii reinkarnacji, z założenia religijnej. Teza o „kobiecie uwięzionej w ciele mężczyzny” jest absurdalna – kto może wiedzieć, jak to jest być np. lwem poza lwem. To teza mówiąca w istocie o fantazji bycia kobietą. Zdaniem transaktywistów, nie ma zasadniczych różnic między kobietą a mężczyzną, a jednak powołują się na sztywne stereotypy płciowe i uznają, że „tożsamość płciowa” jest rzeczywista, ale jej ludzkie wcielenie już nie. Utrzymują, że istnieje wewnętrznie skrywane prawdziwe „ja”, które czeka na odkrycie. Jeśli płeć jest konstruktem społecznym, to w jaki sposób tożsamość płciowa może być wrodzona i niezmienna? Czy cudza tożsamość płciowa, rozumiana jako konstrukt społeczny, może zostać ustalona na mocy praw biologii już w łonie matki? W jaki sposób czyjaś tożsamość płciowa może pozostać niezmienna wobec tego, że konstrukty społeczne są zmienne? A skoro tożsamość płciowa jest wrodzona, to czy może być równocześnie „płynna”? Wyzwaniem dla aktywistów jest zaproponowanie przekonującej definicji tożsamości płciowej, niezależnej od pojęcia płci cielesnej. Lansuje się zatem radykalny, ekspresyjny indywidualizm, który pozwala na nieograniczone działanie i definiowanie prawdy wedle upodobania, a jednocześnie próbuje wymusić bezwarunkową akceptację ideologii transpłciowej.
Podobne tezy są głoszone przez różne organizacje zajmujące się działaniami na rzecz osób z dysforią płciową. Aktywiści unikają naukowych konfrontacji, bo zdają sobie sprawę ze zmienności i niespójności swojej argumentacji, wolą działać zza kulis, a w tym są bardzo skuteczni. Jak podają autorzy, tacy jak Anderson, Grossman czy Shrier, obserwujący z bliska rzeczywistość amerykańską, szkoły w USA zostały skutecznie zindoktrynowane ideologią LGBT, w znacznym stopniu transseksualną. Główną rolę odgrywa wpływowa organizacja GLSEN (Gay, Lesbian & Straight Education Network – Gejowska, Lesbijska i Heteroseksualna Sieć Edukacyjna), operująca milionami dolarów, wydająca niezliczoną liczbę broszur, instrukcji, programów lekcji, organizująca różnego rodzaju eventy, prowadząca szkolenia dla nauczycieli i uczniów. W swoich publikacjach GLSEN podaje wyraźne instrukcje dotyczące zasad tranzycji społecznej, w tym np. sposobów ukrywania przed rodzicami wybranych przez dzieci zaimków stosowanych w szkole. GLSEN prowadzi ogólnoamerykańskie kampanie, takie jak Day of Silence – to akcja, w której uczniowie milczą, by zwrócić uwagę na uciszanie młodzieży LGBT, czy Ally Week – tydzień promowania wsparcia sojuszników dla uczniów LGBT. Wspiera tworzenie i działanie tzw. Gender and Sexuality Alliances (GSA), czyli szkolnych klubów, które oferują przestrzeń dla młodzieży LGBT i ich sojuszników. W ramach akcji Rainbow Library obdarowuje szkoły publikacjami poświęconymi społeczności LGBT. Jako organizacja „parasolowa” wspiera szereg mniejszych, lokalnych inicjatyw. W USA gender mainstreaming opanował szkoły. Jak pisze Miriam Grossman, przyjęto normę, iż jeśli dziecko używa zaimków płci przeciwnej, szkoła winna to afirmować i ukrywać ten fakt przed – z pewnością „transfobicznymi” – rodzicami. W znacznym stopniu owa praktyka to zasługa GLSEN. Realizacja programu musiała wywołać sprzeciwy społeczne, w tego powodu ostatnio sieć znalazła się w ogniu zmasowanej krytyki. Podnoszone jest ukrywanie informacji przed rodzicami, dostarczanie dzieciom informacji nieodpowiednich dla wieku, błędy metodologiczne w raportach, prowadzenie działalności ideologicznej i politycznej. W rezultacie z jej finansowania wycofało się wiele znaczących donatorów, a sama organizacja ogłosiła w 2025 roku zwolnienie 60% pracowników.
Transseksualni aktywiści i ich organizacje lansują praktyki, by szkoły bezwarunkowo akceptowały nowe zaimki oraz by nie informowały o tym rodziców – bo przecież będą oponować… Nierzadko towarzyszą temu prawdziwe dramaty i dylematy społeczne, bo w niektórych państwach (Szkocja, Hiszpania, niektóre stany USA) idą za tym rozwiązania legislacyjne ułatwiające prawne zmiany tożsamości w coraz niższym wieku i bez zgody rodziców. A tym, co się nie zastosują, grożą wysokie grzywny lub kary więzienia, co drastycznie pokazuje przykład Roberta Hooglanda, który nie chciał zaakceptować męskich zaimków i leczenia hormonalnego u 14-letniej córki. W rezultacie został skazany przez kanadyjski sąd na sześć miesięcy więzienia. Na nic zdało się jego argumentowanie o wolności słowa i przekonań – Orwell w pełnej krasie…
Transseksualna fala
Rozpowszechnienie transseksualizmu na świecie szacuje się w populacji na 0,001%–0,002%, co oznacza, że zasadniczo jest to zaburzenie rzadkie. Inni autorzy szacują, że niezgodność płci występuje u 0,001% kobiet i u 0,0033% mężczyzn. Niemniej w ostatnich latach obserwuje się niezwykle dynamiczne narastanie GID (gender identity disorder – zaburzenie tożsamości płciowej) zarówno wśród dorosłych, jak i nastolatków. Agnieszka Marianowicz-Szczygieł dokonała metaanalizy danych z 10 krajów w oparciu o kryteria zgłoszeń do specjalistycznych klinik. Dane pokazują, iż w ciągu 8 lat wśród dzieci i młodzieży mamy do czynienia z lawinowym wręcz wzrostem zgłoszeń do specjalistycznych klinik – w Szwecji zanotowano wzrost 19 700%, we Włoszech o 7200%, w Wielkiej Brytanii o 2457%, w Norwegii o 1750%, w Holandii o 904%, w Finlandii o 634%, w Australii o 12 650%, w Kanadzie o 538%, w USA o 275% i w Nowej Zelandii o 187%. Nie ma jednomyślności ani jednolitego modelu tłumaczącego nasilenie się tego zjawiska.
Złożona i wieloczynnikowa etiologia – stres mniejszościowy czy ROGD
Etiologia transseksualizmu nie jest dla nauki jasna. Poszukiwania obejmują płaszczyznę czynników biologicznych, jak i środowiskowych. W zakresie potencjalnych zaburzeń genetycznych, chromosomalnych czy zaburzeń hormonalnych w czasie ciąży nie znaleziono rozstrzygających czynników determinujących, które pozwoliłyby wyjść poza sferę budowania hipotez. Istnieje kierunek badawczy związany z poszukiwaniami zaburzeń pracy mózgu, jednak najczęściej doniesienia w tym obszarze nie wychodzą poza jednostkowy charakter. Z kolei w obszarze poszukiwań środowiskowych wskazuje się na czynniki takie, jak: problemy relacyjne między rodzicami a dzieckiem, wysoki współczynnik psychopatologii u rodziców, kłopoty w relacjach z rówieśnikami, nieprawidłowe reakcje rodziców na dziecięcy nonkonformizm. Obserwuje się sporą liczbę zaburzeń psychicznych u dzieci wchodzących w relację krzyżową z tendencjami transseksualnymi (lęki separacyjne, zaburzenia ze spektrum autyzmu, w tym zespół Aspergera, depresje, próby samobójcze, zaburzenia w obrazie siebie i poczuciu własnej wartości). Aktualny stan ustaleń naukowych nie wskazuje na dominację jednego czynnika sprawczego, dane przemawiają raczej za etiologią wieloczynnikową, w tym dominująco środowiskową (psycho-społeczną), która u poszczególnych jednostek każdorazowo będzie miała inną konfigurację. Można mówić o podobieństwie skomplikowanych uwarunkowań etiologicznych, analogicznych do wieloczynnikowych determinant homoseksualizmu, przy czym mechanizmy różnicujące kształtowanie orientacji homoseksualnej od tendencji transseksualnych nie są dostatecznie poznane.
W ostatnich latach dyskusja o przyczynach tendencji transseksualnych koncentruje się z jednej strony wokół koncepcji stresu mniejszościowego, z drugiej – wokół wpływu mediów i tzw. zespołu nagłej dysforii płciowej ROGD (rapid onset gender dysphoria).
Koncepcja stresu mniejszościowego oparta jest na założeniu, iż osoby należące do grup mniejszościowych narażone są na różnego rodzaju dyskryminację, uprzedzenia, stereotypy, stygmatyzację. Zrodziła się w odniesieniu do osób o orientacji homoseksualnej. W Polsce zajmował się nią Grzegorz Iniewicz (UJ) i jego środowisko. Jej aplikacja dzisiaj wydaje się zresztą bardziej zasadna do osób transpłciowych niż bi- czy homoseksualnych. Spór raczej dotyczy zakresu tej teorii, część badaczy zdaje się jej przypisywać wszelką sprawczość i swoistą omnipotencję, innymi słowy widoczna jest tendencja, by wszelkie wydarzenia dotyczące mniejszości LGBT wyjaśniać przy pomocy stresu mniejszościowego. Z drugiej strony pojawiła się koncepcja ROGD, opisana przez Lisę Litmann, wskazująca na inne mechanizmy – wpływ internetu, mediów społecznościowych, zamkniętych grup tematycznych („baniek informacyjnych”), które mogą znacząco oddziaływać na dzieci i młodzież. Koncepcja ta wydaje się czymś naturalnym w erze, kiedy coraz częściej i coraz więcej mówi się o szkodliwym wpływie smartfonów i cyfryzacji na młodzież, związanym z tym wzrostem depresji, myśli i prób samobójczych, uzależnień od smartfonów, gier czy mediów społecznościowych. Pokazują się doniesienia wskazujące na obniżenie się poziomu nauczania na skutek nadmiernej cyfryzacji (np. w Finlandii, przez wiele lat zajmującej czołowe miejsca w rankingach PISA – Programme for International Student Assessment, czyli Programie Międzynarodowej Oceny Umiejętności Uczniów), obniżanie się poziomu inteligencji u współczesnych nastolatków, narastanie problemów przystosowawczych i nieumiejętność radzenia sobie z trudnymi sytuacjami (syndrom „płatków śniegu”). Jonathan Haidt w swej najnowszej książce Niespokojne pokolenie. Jak wielkie przeprogramowanie dzieciństwa wywołało epidemię chorób psychicznych (2025) zwraca uwagę na odwrócone doświadczenie pokolenia Z, które zamiast „dzieciństwa opartego na zabawie” spędziło „dzieciństwo oparte na telefonie”, kosztem realnych doświadczeń. W rezultacie pomiędzy 2010 a 2015 rokiem – w okresie pokrywającym się z masowym upowszechnieniem smartfonów – nastąpiło szkodliwe przeprogramowanie dzieciństwa skutkujące znacznym pogorszeniem się kondycji psychicznej amerykańskich nastolatków. W pokoleniu Z nasiliły się tendencje lękowe, wzrost zachorowań na depresję, ilości samookaleczeń, myśli i prób samobójczych. Liczne uwarunkowania tych procesów ilustruje Jean Twenge w swej znakomitej pracy iGen. Dlaczego dzieciaki dorastające w sieci są mniej zbuntowane, bardziej tolerancyjne, mniej szczęśliwe – i zupełnie nie przygotowane do dorosłości (2023). W tym kontekście wydaje się rzeczą zdroworozsądkową, iż lawinowe narastanie tendencji transseksualnych można tłumaczyć także tymi mechanizmami. Ale koncepcja wpływu mediów i grup rówieśniczych jest przez transaktywistów odrzucana i krytykowana jako nietrafna, a kontakt z internetem przedstawiany jest jednostronnie jako dobrodziejstwo umożliwiające nastolatkom lepsze zrozumienie swoich trudności.
Wnioski, do których doszła Littman, spotkały się z mocną krytyką, ponieważ kłóciły się z tezą o „swobodnym wyborze płci” czy „duchu kobiety uwięzionym w ciele mężczyzny”, a z drugiej strony – z sugestiami „wrodzonego transseksualizmu”. Za kontynuowaniem tej ścieżki badań opowiedzieli się jednak i inni badacze. Szwedzki psychiatra dziecięcy Sven Roman porównał gwałtowny wzrost liczby przypadków dysforii płciowej do innych zaburzeń psychicznych, takich jak zaburzenia odżywiania i zachowania samookaleczające, które, jak wiadomo, rozprzestrzeniają się poprzez kontakty społeczne. W sukurs badaniom Littman przyszli m.in. naukowcy z Australii, którzy zbadali liczbę tematycznych publikacji medialnych w Australii i Wielkiej Brytanii oraz zgłoszenia dzieci i młodzieży do specjalistycznych klinik w latach 2009–2016. Analiza pozwoliła na wskazanie tak silnych korelacji, że na wykresie obie linie niemal się pokrywały. Na rzecz hipotezy o społecznej transmisji przynajmniej części przypadków dysforii płciowej u nastolatków świadczy także zahamowanie napływu nieletnich pacjentów do specjalistycznych klinik po fali społecznej krytyki pracy tego typu placówek w Szwecji i Wielkiej Brytanii, co skutkowało zamknięciem największej kliniki Tavistock w 2022 roku. Szersze badania eksplorujące zależność pomiędzy wpływem mediów a przyjmowaniem orientacji LGBT wydają się potrzebą czasu.
Specjaliści podkreślają, że istnieją dwa progi wiekowe ujawniania się dysforii płciowej – wczesne dzieciństwo (wiek przedszkolny) oraz wiek nastoletni. W ostatnich czasach dokonuje się tu znacząca, wspominana wyżej, zmiana obrazu klinicznego – nastąpił drastyczny ogólny wzrost przypadków dysforii płciowej, w tej grupie nieproporcjonalny wzrost liczby nastolatków w stosunku do dzieci przedszkolnych oraz inwersja współczynnika płci (w grupie nastoletniej dominują dziewczęta). Badania pokazują także, że skłonności homoseksualne i transseksualne mają w dzieciństwie co najmniej wspólne źródło (nonkonformizm płciowy), późniejsze różnicowanie się tych zjawisk nie zostało jak dotąd przebadane i może dotyczyć zarówno cech jakościowych, jak i ilościowych.
Silnym predyktorem późniejszych skłonności homoseksualnych (zwłaszcza u chłopców) jest nonkonformizm płciowy w dzieciństwie, co zostało już dość szeroko opisane. Brak adekwatnej wczesnej reakcji, zwłaszcza ze strony rodziców, na nonkonformizm płciowy czy dysforię płciową może więc potencjalnie doprowadzić do ukształtowania się albo transseksualizmu, albo homoseksualizmu. W tym kontekście także tzw. neutralne płciowo wychowanie jawi się jako czynnik sprzyjający, choć popęd seksualny nie wydaje się głównym motywem podejmowania decyzji o tzw. zmianie płci.
Istnieje szereg przesłanek, aby twierdzić, że wczesna tranzycja i przekazy afirmatywne, blokowanie dojrzewania płciowego czy wszelkie zasiewanie niepewności co do płci biologicznej względem dysforii płciowej, w tym w ramach np. edukacji antydyskryminacyjnej, mogą utrwalać dysforię. Specyfika okresu dojrzewania w powiązaniu z dysforią płciową i opisywanym w ramach monitorowania epidemiologii lawinowym napływem nastoletnich dziewcząt do klinik zaburzeń tożsamości płci każą zwrócić uwagę zwłaszcza na etap tożsamości lustrzanej, kiedy to młody człowiek przyjmuje bezkrytycznie normy i zachowania jednostki czy grupy, z którą się identyfikuje. Ciekawe wytłumaczenie zachodzących tu mechanizmów psychicznych podaje Marcus Evans, który mówi wręcz o kulcie tranzycji w mediach społecznościowych, kulcie odkrywania swojego „autentycznego ja”, gdzie dzieci są wręcz nakłaniane w kierunku tranzycji, kiedy po prostu, co jest dość typowe dla okresu dojrzewania, nie akceptują siebie. W innym miejscu Evans pisze:
„Dzieci i młodzi dorośli cierpiący na dysforię płciową są często zdominowani przez lęk bycia niechcianym, jeśli są mniej niż perfekcyjni. Próbując to przezwyciężyć, odrzucają rodzinę pochodzenia i formułują przywiązanie do grup wsparcia on-line. Grupy te oferują konkretne rozwiązania dla psychologicznych trudności. Strona internetowa o nazwie Transgender Heaven twierdzi, że oferuje rozwiązanie problemu oderwania od ciała i zamieszania. „Czujesz się oderwany od swojej płci, czujesz, że nie pasujesz? […] Oto grupa, która rozumie twoje uczucia nieprzystosowania i dezorientacji i może zaoferować ci tożsamość, która może zapewnić pewność i poczucie przynależności. Jak to określił jeden aktywista protrans na YouTube, trans to rozwiązanie na gówniane uczucie”. Te strony internetowe i lobby protrans przywodzą na myśl budowle obronne, które opisał Rosenfeld (1971). Twierdzą, że zapewniają jednostkom ochronę przed bólem i zamieszaniem, jeśli pozostają oni lojalni wobec grupy internetowej, która jest rodzajem organizacji obronnej”.
Inny wątek, który pojawia się w kontekście nagłej dysforii płciowej w wieku rozwojowym, to – jak relacjonują rodzice – zafascynowanie światem mangi i animy, lansującym także apłciowe wzorce. Manga ma 76% udziału w rynku USA w zakresie komiksów i opowieści graficznych i jej rynkowa wartość szacowana jest na wiele mln dolarów, a wartość tego sektora gwałtownie rośnie (sprzedano w 2020 roku 24,4 mln woluminów). Produkcje w stylistyce mangi są dostępne na czołowych platformach streamingowych. Można dość łatwo znaleźć filmy skierowane do młodzieży, które otwarcie opowiadają o świecie trans, i są popularne na wybitnie młodzieżowej platformie Tik-Tok. Istnieje nawet film instruktażowy w konwencji mangi, który opowiada o „zmianie płci”, i choć podaje pewne ryzyka, jednocześnie kończy się taką planszą: „Jeśli nie lubisz swojego wyglądu, zamiast narzekać cały czas, lepiej zrób sobie operację”.
Model psychologiczny Marcusa Evansa
Niemniej rośnie grupa autorów uważających, że coraz częściej rozwój dysforii płciowej łączy się z czynnikami psychologicznymi. Jeden z najbardziej spójnych modeli powstawania zaburzeń transseksualnych przedstawił Marcus Evans, psychoterapeuta, przez ponad 20 lat członek dyrekcji kliniki Tavistock, największej tego typu w Wielkiej Brytanii do czasu jej zamknięcia w 2022 roku.
Zdaniem Evansa, tożsamość trans miałaby być obroną przed lękiem, depresją i zapaścią psychiczną, sposobem radzenia sobie i kontrolowania bólu psychicznego. Młode pacjentki (typ kobieta/mężczyzna) łączył wspólny profil psychologiczny: kruche ego, skłonność do fragmentacji i konkretnego myślenia (myśli były często doświadczane jako działania fizyczne), częste pojawianie się zinternalizowanego żalu, z powodu nieudanej relacji z idealnym obiektem (np. wytęskniona, ale zaborcza matka), który jest projektowany do ciała, a następnie atakowany. Wspomniane osoby (dziewczęta) cechują się wysokim poziomem autokrytycyzmu i samoodrzucenia oraz lęku przed byciem niechcianymi, jeśli według własnej oceny nie są idealne. U tych jednostek mocno rozwija się sfera superego z silnie rozbudowanymi normami. Superego zaczyna spełniać intensywnie krytyczną rolę, staje się destrukcyjne wobec ego. Wyidealizowane standardy prowadzą do nieustannej samokrytyki i odrzucenia własnych niedoskonałości. Mówiąc inaczej – oderwane, obserwujące „wyższe” ja patrzy z góry na cierpiące, niedoskonałe ciało.
Trauma związana z dojrzewaniem i przejściem z dzieciństwa do dorosłości często jest poprzedzona wcześniejszymi stratami – szczególnie utratą idealnego obiektu, np. bliskiej relacji z matką. Dzieci, które nie przeżyły żałoby po takiej stracie, mogą zinternalizować niespełniony idealny obiekt w ego, gdzie staje się on przedmiotem ciągłej samokrytyki i ataków. W pewnym momencie odkrywają zmianę płci jako receptę na swoje bolączki. Zmiana płci jawi im się jako możliwość usunięcia postrzeganych niedoskonałości i utrzymania kontroli. Rozwija się u nich myślenie czarno-białe oparte na schemacie: „Jeśli (gdyby) tylko…”
Zdaniem terapeuty, dochodzi do tego, że pacjenci projektują niechciane aspekty siebie w swoich ciałach:
„Zamiast zmierzyć się z utratą idealnego obiektu, która może grozić zapaścią, dziecko rozwija przekonanie, że związek z idealnym obiektem mógłby zostać przywrócony, gdyby to a to się wydarzyło. W przypadku dysforii płciowej fantazje te często przybierają formę: Gdybym tylko był chłopcem (lub dziewczynką), przywróciłoby to moją błogą relację z moim idealnym obiektem”.
Iluzje „Jeśli/gdyby tylko…” stają się formą psychicznego schronienia. Ale ceną jest utrata zdolności do testowania rzeczywistości, popadnięcie w swoisty dogmatyzm. Następuje odseparowanie się od rzeczywistości (stąd ta „pewność” bycia odmiennej płci), a silne poczucie wszechmocy własnego myślenia utrwala sztywność tej konstrukcji psychicznej. Następuje „pomieszanie porządków” – przekonanie, że poprzez zmiany ciała można rozwiązać problemy psychiczne. W rezultacie pacjenci utrzymują się w stanie odcięcia od własnego ciała, traktując je jak manekin, a nie część siebie z lękami, uczuciami i dezorientacją. Umysł i zdolność myślenia o emocjach są tu wręcz często traktowane tak, jakby były wrogiem, którego należy za wszelką cenę stłumić, odciąć i unikać.
Tożsamość transgenderowa jest rodzajem obronnej fantazji przez zbudowanie iluzorycznego, idealnego obrazu siebie, w które to fantazje wspomniane osoby są często wpychane przez trudne okoliczności i konfliktogenne relacje (np. rozwód rodziców, odrzucenie przez rodzica). Mają także poczucie braku przynależności, tożsamości jako takiej.
Młodzi ludzie w obliczu wyzwań rozwojowych, związanych zwłaszcza z okresem dojrzewania, wycofują się więc na psychiczne odosobnienie mające na celu zatrzymanie rozwoju. Ciało staje się uosobieniem niepożądanej części siebie, wobec tego rozwój drugorzędnych cech płciowych w okresie dojrzewania może być odbierany jako nieznośna trauma.
Ciekawe światło na rodzinne uwarunkowania transseksualizmu dają także polskie badania przeprowadzone przez Małgorzatę Fajkowską-Stanik, w znacznym stopniu spójne z ustaleniami Evansa. Badaczka obszernie analizuje zaburzoną na wielu poziomach dynamikę rodziny w ujęciu międzygeneracyjnym. Kobiety transseksualne miały m.in. niski poziom dyferencjacji „ja” (zatarcie granicy między „ja” i „wy” oraz „wewnętrznym ja”), gdzie systemy emocjonalny i intelektualny były zlane, a „pseudo ja” bardziej dominujące niż „ja stałe”, prawdopodobnie jako efekt zdominowania przez układ rodzinny (nadmierna bliskość z „męską” matką i izolacja od „kobiecego” ojca). W rodzinach odkryto błędy w transmisji pokoleniowej identyfikacji płciowej aż do pokolenia dziadków włącznie, dysfunkcjonalne fuzje i koalicje rodzinne, czy słabe więzi małżeńskie, pragnienie posiadania męskiego potomka i ubieranie w stroje płci przeciwnej, ale także stres okołoporodowy. To głównie matki podtrzymywały męskie zachowania u córek.
Zarówno koncepcja Evansa, jak i wszelkie analizy wskazujące na psychologiczne mechanizmy dysforii płciowej są zdecydowanie zwalczane przez aktywistów transseksualnych, ponieważ podważają lansowane przez nich koncepcje o „chłopcu, który urodził się dziewczynką” czy „kobiecie w ciele mężczyzny”…
Dr Andrzej Margasiński – psycholog, wykładowca Uniwersytetu Jana Długosza w Częstochowie. Więcej informacji: andrzejmargasinski.com. W lutym br. ukazała się książka Autora Genderyzm – między ideologią a nauką, prezentowane eseje są rozwijane w rozdziałach tej monografii.







