Ks. prof. Andrzej Zwoliński: Grzeszność człowieka

grzesznosc.jpg
Oprac. PCh24.pl/AI

W języku potocznym funkcjonuje interesujący zwrot: „ludzki człowiek”. Pozornie wydaje się pozbawiony sensu. Jakże człowiek może nie być człowiekiem? A jednak kryje się w nim prawdziwe, choć gorzkie doświadczenie spotkań z ludźmi, którzy nie sprostali darom otrzymanym od Boga. Jak napisał filozof Roman Ingarden: „Natura ludzka polega na nieustannym wysiłku przekraczania granic zwierzęcości tkwiącej w człowieku i wyrastania ponad nią człowieczeństwem”.

Pytanie o dobro, piękno i prawdę codziennego życia jest więc jednocześnie pytaniem o dojrzałe człowieczeństwo. Wezwanie do „bycia dobrym” jest wezwaniem do „bycia człowiekiem” i odwrotnie.

a. Źródła oceny moralnej

Katechizm Kościoła katolickiego uczy: „Prawo moralne jest dziełem Mądrości Bożej. Można je określić, w sensie biblijnym, jako ojcowskie pouczenie, pedagogię Bożą. Wyznacza ono człowiekowi drogi, zasady postępowania, które prowadzą do obiecanego szczęścia; zakazuje dróg do zła, które odwraca od Boga i Jego miłości. Jest stałe w swoich przykazaniach i zarazem godne miłości w swoich obietnicach.” (KKK, nr 1950)

Zróbmy to razem!

Na życie ludzkie składa się szereg gestów, czynów, sytuacji, które domagają się od nas zajęcia pewnej postawy, czyli dokonania wyboru. W tym gąszczu powraca ciągle pytanie: co jest dobre, a co złe? Czy w danych okolicznościach można ukraść, czy raczej głodować, czy strajkować, czy uderzyć, czy modlić się…? Są to pytania pilne i ważne, nie możemy przed nimi uciec. Odpowiedzi na nie próbuje znaleźć etyka. Nazwa pochodzi od greckiego słowa ethos, które ma kilka znaczeń: charakter, zwyczaj, mieszkanie, ojczyzna. Najprościej można je tłumaczyć jako odpowiedź na pytanie, jak postępować, by zachować prawo do domu, rodziny, ojczyzny, by nie zostać wyrzuconym przez społeczność, w której się żyje, poza jej margines. Tak też rozumiano etykę pierwotnie, tj. jako swego rodzaju naukę o dobrym, właściwym zachowaniu, niegodzącym w zwyczaje i obyczaje lokalnej społeczności, ale szanującym je.

W historii myśli ludzkiej pojawiło się wiele modeli etyki, opartych głównie na tym, co wymyślił człowiek, próbując sobie – z różnym skutkiem – odpowiedzieć na pytanie, co jest dobre, a co złe. I tak np. etyka marksistowska została wywiedziona z zasady, że co służy jednej klasie społecznej, to jest dobre. Dotychczasową etykę Marks i Engels uważali za niepotrzebny balast. „Etyka to burżuazyjny przesąd. Komuniści nie głoszą w ogóle żadnych zasad etycznych” – pisali. Lenin zaś powiedział: „My w Boga nie wierzymy (…) nasza moralność jest całkowicie podporządkowana interesom walki klasowej proletariatu”. Jak wiadomo, skutki takiego podejścia były tragiczne.

Z kolei współcześnie niemal niepodzielnie panuje etyka liberalna, oparta na kategorii wolności człowieka: to, czego chce człowiek, jest dobre. Pozbawiona odniesień do Boga, i ona często przyjmuje karykaturalną postać. Aleksander Sołżenicyn w referacie Zmierzch odwagi pisze: „Zachód doszedł do tego, że rzeczywiście wprowadza w życie prawa człowieka, czasami nawet w nadmiarze, lecz ludzkie uczucie odpowiedzialności przed Bogiem i społeczeństwem staje się coraz bardziej przytępione i nikłe”.

W praktyce bardzo często spotyka się też moralność kodeksową, sprowadzoną do praw i formuł, przyjmowanych na sposób żołnierski, bezrozumnie. Taką etykę prezentowali faryzeusze, którym Jezus zarzuca bezduszność w podejściu do zawartych w Biblii wskazań i pouczeń. Odarcie etyki z ducha zamienia ją w martwy zbiór przepisów, wśród których niejednokrotnie gubi się to, co najważniejsze.

Etyka chrześcijańska ma swe źródło w Objawieniu i rozumnej, filozoficznej obserwacji świata oraz natury człowieka. U jej podstaw leży prawda o Bogu Stworzycielu, który jest naszym Ojcem. Pytanie „co jest dobre?” łączy się z pytaniem: „czego oczekuje ode mnie mój Ojciec?”. Wiara w Boga staje się więc wyznacznikiem tego, co dobre i co złe.

Wola Boga zawarta jest w Jego prawie, które można odczytać jako prawo naturalne oraz pozytywne. Pierwsze jest zbiorem norm obiektywnych i absolutnych, czyli powszechnych i niezmiennych, wpisanych w naturę człowieka, które uzdalniają go do spełniania czynów moralnie dobrych, a unikania złych – bez względu na wyznanie czy znajomość lub nieznajomość Biblii. Prawo pozytywne zaś zawarte jest zarówno w Nowym, jak i Starym Testamencie.

Wola Boża znajduje wyraz także w prawie ludzkim, które organizuje życie społeczne. Dzieli się je zasadniczo na kościelne i państwowe. Pierwsze obowiązuje wszystkich, którzy przez chrzest zostali włączeni w społeczność Kościoła. Obowiązywalność różnych przepisów prawa kościelnego jest zróżnicowana przez samego prawodawcę. Prawo państwowe obowiązuje na terenie danego państwa. W obu przypadkach nie jest to więc prawo obowiązujące powszechnie, jak prawo naturalne.

Obowiązywanie prawa ludzkiego obwarowane jest też pewnymi warunkami. Człowiek zobowiązany jest do przestrzegania go, gdy:

– jest zgodne z wolą Bożą (we wszystkich prawach zachodzi stosunek nadrzędności prawa Bożego);

– jest sprawiedliwe, a więc równomiernie rozdziela ciężary i przywileje;

– jest pożyteczne dla całej społeczności, np. wydany przez okupanta nakaz obowiązkowego szczepienia ochronnego;

– jest fizycznie i moralnie możliwe do spełnienia (w przypadku prawa okupanta, terrorystów czy dyktatora ten warunek nie jest spełniony).

Na co dzień wolę Bożą wyraża głos sumienia.

b. Ocena sumienia

Katechizm Kościoła wskazuje na sumienie jako głównego sędziego wszelkich działań człowieka: „W głębi sumienia człowiek odkrywa prawo, którego sam sobie nie nakłada, lecz któremu winien być posłuszny i którego głos wzywający go zawsze tam, gdzie potrzeba, do miłowania i czynienia dobra, a unikania zła, rozbrzmiewa w sercu nakazem (…). Człowiek bowiem ma w swoim sercu wypisane przez Boga prawo (…). Sumienie jest najtajniejszym ośrodkiem i sanktuarium człowieka, gdzie przebywa on sam z Bogiem, którego głos w jego wnętrzu rozbrzmiewa” (KKK, nr 1776).

Sumienie jest wpisane w naturę człowieka. Niezależnie od wychowania, kultury, momentu dziejowego, jego głos jest zawsze jednoznaczny w ocenie dobra i zła. Jest to głos rozumu mówiący o moralności ludzkich czynów. Jest więc sumienie niezależne od przekonań religijnych. W ujęciu teologicznym sumienie, jak cała natura, pochodzi od Boga i jest Jego głosem, niezależnym od nas samych. Widać to najlepiej, gdy nas ono oskarża wbrew nam samym, gdy chętnie byśmy o nim zapomnieli lub uciekli przed nim. Sumienie jest więc rodzajem zwierciadła, w którym każdy człowiek musi się przeglądać, czy mu się to podoba, czy nie. Zobaczy w nim swoją prawdziwą twarz ze wszystkimi skazami i wadami.

Sumienie było też trybunałem, do którego wielokrotnie odwoływały się w swej bezsilności ofiary niesprawiedliwości; do sumień rządzących, polityków, sędziów apelowali w ramach swej walki bez przemocy Gandhi, M.L. King czy NSZZ „Solidarność”.

Można mówić o sumieniu przeduczynkowym, które przestrzega, uczy, przypomina zasady dobra i miłości, oraz pouczynkowym, które działa jak sędzia oceniający i wyrzucający człowiekowi popełnioną winę. Biorąc pod uwagę element poznawczy i związany z nim stopień pewności sumienia, wyróżnia się sumienie pewne (wie z oczywistością o wartości danego czynu), wątpliwe (o różnym stopniu niepewności) i zawikłane, które nie jest zdolne jasno i wyraźnie ocenić czynu człowieka.

Etyka wymienia trzy główne zasady korzystania z głosu sumienia:

1) Warunkiem koniecznym i wystarczającym do podjęcia działania jest sumienie praktycznie pewne. Człowiek może działać, mając aprobatę sumienia.

2) Człowiek winien iść za sumieniem pewnym zawsze, nawet gdy znajduje się w stanie sumienia niepokonalnie błędnego. Nie jest grzechem czyn, który wynika z niemożliwości rozeznania dobra i zła. Człowiek bowiem ma czynić dobro w granicach swych ludzkich możliwości.

3) Człowiek nie powinien podejmować działania w stanie sumienia wątpliwego. Winien sobie urobić sumienie praktycznie pewne.

Wyróżnia się też kilka rodzajów sumień błędnych: szerokie (tylko niektóre bardzo ciężkie grzechy uważa za grzech), faryzejskie („komara cedzi, połyka wielbłąda”), skrupulatne (nawet lekkie przewinienia traktuje jak grzechy ciężkie).

Najlepszym sposobem na właściwe kształtowanie sumienia jest posłuszeństwo względem jego głosu. Ponadto służą temu: modlitwa, częste rachunki sumienia, sakrament pojednania, rozmowy na tematy etyczne, refleksja, lektura itp.

Niekiedy dochodzi do wykrzywienia lub złamania sumienia; w historii nierzadko robiono to na masową skalę, by uczynić z ludzi posłuszne narzędzia władzy państwowej czy partyjnej. Heinrich Himmler, szef SS, którego hasłem były słowa: „Musimy wychowywać, wychowywać jeszcze raz wychowywać”, w jednym ze swych słynnych „kazań” do generałów SS z 1943 roku, wychwalając ich oddanie, poświęcenie i gorliwość w eksterminacji ludzi, mówił: „Większość z was musi już wiedzieć, co to znaczy, kiedy 100 albo 500, albo 1000 trupów leży jeden obok drugiego. Fakt, żeśmy potrafili to przetrzymać – z małymi wyjątkami, jakie miały miejsce z powodu ludzkiej słabości – i pozostać uczciwymi ludźmi, jest dowodem naszego hartu”.

Sumienie jest rzeczywistością niezwykle delikatną, dlatego bardzo ważna jest troska o właściwe ukształtowanie go i posłuszeństwo względem niego.

c. Różnorodność grzechów

Na różnice między grzechami zwróciło uwagę już Pismo Święte. Jezus stwierdził to w słowach adresowanych do Piłata: „Większy grzech ma ten, który Mnie wydał tobie” (J 19, 11), czy w metaforze: „Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz?” (Mt 7, 3). Podobne założenie o różnicy między grzechami zawarte jest w upomnieniu obłudników: „przewodnicy ślepi, którzy przecedzacie komara, a połykacie wielbłąda” (Mt 23, 24). W nauczaniu apostołów występuje przekonanie, że niektóre grzechy sprowadzają swoistą konsekwencję - śmierć. Św. Jakub przedstawiając w liście psychologiczny proces powstawania grzechu, stwierdza: „Następnie pożądliwość, gdy pocznie, rodzi grzech, a skoro grzech dojrzeje, przynosi śmierć. Nie dajcie się zwodzić, bracia moi umiłowani” (Jk 1, 15). Wyróżnienie grzechów prowadzących do śmierci znajdujemy w liście św. Jana: „Istnieje taki grzech, który sprowadza śmierć (...) Każde bezprawie jest grzechem, są jednak grzechy, które nie sprowadzają śmierci” (J 5, 16 n).

Św. Paweł ostrzega przed grzechami, które wykluczają z Królestwa Niebieskiego: „Czyż nie wiecie, że niesprawiedliwi nie posiądą królestwa Bożego? Nie łudźcie się, ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwięźli, ani mężczyźni współżyjący ze sobą, ani złodzieje, ani chciwi, ani pijacy, ani oszczercy, ani zdziercy nie odziedziczą Królestwa Bożego” (1 Kor 6, 9 n; por. Ga 5, 19 n). Te i inne teksty apostolskie stały się podstawą nauki o rozróżnieniu grzechów śmiertelnych (ciężkich) i powszednich (por. Ga 5, 21; Rz 1, 32; Jk 3, 2; 1 J 1, 8.10). By jakiś grzech mógł być kwalifikowany jako śmiertelny, muszą być spełnione łącznie trzy warunki: poważny przedmiot („materia” grzechu), pełna świadomość i całkowita zgoda woli.

Grzechy nie mają jednakowej natury. Ze względu na odniesienie do Boga wyróżniamy grzechy śmiertelne (ciężkie) - odsuwają człowieka od Boga i powodują śmierć duszy; oraz powszednie (lekkie) - nie zrywają przyjaźni z Bogiem. Do podstawowych zasad pomagających ocenić stopień winy osobistej, czyli ciężar grzechu, należą następujące kryteria:

- popełnienie niewielkiego zła, nawet w pełni świadome i dobrowolne, nie jest grzechem ciężkim;

- dopuszczenie się nawet wielkiego zła, lecz niezupełnie świadomie, albo niezupełnie dobrowolnie (np. pod wpływem nagłego uczucia oburzenia, strachu, w półśnie itp.), nie jest grzechem ciężkim;

- nie popełnia grzechu ciężkiego ten, kto przed czynem nie zdaje sobie pełni sprawy z ogromu zła, którego wielkość pojmuje dopiero po dopuszczeniu się go;

- grzech jest raczej powszedni, jeśli nie został zaplanowany, a wynikł raczej z nieprzewidzianej sytuacji, z niewiedzy jak należało postąpić w zaskakującej sytuacji, z nagłego przypływu silnych uczuć (np. przerażenia, osłupienia, zdenerwowania, radości, wzburzenia, namiętności itp.);

- popełniony jest grzech powszedni lub w ogóle nie ma żadnego grzechu, jeśli w chwili pokus - np. w czasie odczuwania niechęci do kogoś, zazdrości, uczucia nienawiści, pokus przeciwko czystości itp. - ktoś modli się, odczuwa przykrość z powodu narzucającego się zła, usiłuje czynić dobro, np. modli się za osoby, którym czegoś zazdrości, do których odczuwa niechęć, stara się im w czymś pomóc;

- najprawdopodobniej nie dopuściła się grzechu ciężkiego osoba, która - bezpośrednio po dokonaniu złego czynu - zaczęła szczerze żałować, naprawiać zło, przepraszać, wynagradzać krzywdę (np. ktoś po gwałtownej kłótni, sam żałuje swego czynu, dąży do zgody);

- zdaniem wielu teologów, jeśli osoba starająca się żyć w zgodzie z sumieniem, nie potrafi w szczerości dokładnie określić stopnia swojej winy, to jej budzący wątpliwości grzech nie był ciężki. Sam fakt nieumiejętności określenia ciężaru grzechu, stopnia świadomości i dobrowolności działania świadczy o tym, że grzechu ciężkiego nie było. Świadome i dobrowolne zaangażowania się w zło nie było zbyt wielkie, skoro człowiek zamiast pewności grzechu ciężkiego, ma co do tego wątpliwości. Chociaż grzech wątpliwy nie musi być ciężki, lepiej go wyznać przy spowiedzi, w celu uniknięcia niepokojów, jakie mogłyby się pojawić w przyszłości, np. co do ważności spowiedzi.

To prawdopodobnie o przede wszystkim grzechach lekkich mówią słowa „Ojcze nasz” w wezwaniu: „odpuść nam nasze winy” – trudno zakładać, że uczniowie Chrystusa będą czuć się na co dzień winnymi grzechów śmiertelnych. Już Kohelet mówił: „Bo nie ma na ziemi człowieka sprawiedliwego, który by (zawsze) postępował dobrze, a nigdy nie zgrzeszył” (Koh 7, 20). Zaś św. Jakub stwierdza: „(…) wszyscy bowiem często upadamy” (Jk 5, 2). Należy także pamiętać, że można także zgrzeszyć przez świadome i dobrowolne zaniedbanie tego, co powinno być uczynione. Nie wystarczy samo powstrzymywanie się od grzechu. Św. Jakub pisze: „Kto zaś umie dobrze czynić, a nie czyni, grzeszy” (Jk 4, 17). Chrześcijanin jest powołany nie tylko do unikania zła, lecz do pomnażania dobra, przemieniania świata, uszczęśliwiania innych. Niebezpieczne dla życia duchowego są także grzechy wewnętrzne, dokonywane „w sercu” człowieka, nie uzewnętrznione. Należą do nich: grzeszne pragnienia, grzeszne upodobania i grzeszne zadowolenia. Utrzymywane w sercu człowieka, chociaż nie są ciężkie, mogą prowadzić do zatrucia życia duchowego.

Praprawnuk biblijnego Kaina, zabójcy swojego brata, który nie żałuje za swój grzech, Lamech, miał dwie żony. Było to zgodne z praktyka żydowską: jedna była do rodzenia dzieci, a druga dla uciech cielesnych. Jak komentuje to midrasz – żydowska opowieść i komentarz Biblii, Lamech zmuszał drugą żonę do antykoncepcji. Wkrótce wdarł się między nich egoizm, który zaowocował kłótniami. Kłótnie przeniosły się na relacje między kobietami. Lamech nie dąży do uspokojenia relacji, lecz siłą narzuca swój porządek. Grozi im przemocą: „Słuchajcie, co wam powiem, żony Lamcha. (…) Gotów jestem zabić człowieka dorosłego, jeśli on mnie zrani, i dziecko – jeśli mi zrobi siniec! Jeśli Kain miał być pomszczony siedmiokrotnie, to Lamech siedemdziesiąt siedem razy” (Rdz 4, 23 n). Tak rodzi się spirala przemocy. Grzech, nawet mały, łatwo rodzi kolejny i pomnaża zło.

Źródłem, które uspokaja żądze człowieka, jego nienawiść, poddanie się złu, jest sam miłosierny Bóg. Tylko On przebacza grzechy, jest w stanie podnieść człowieka, dokonać „przemeblowań” w jego życiu tak istotnych, że sięgają najgłębszych pokładów ducha.

Każdy z ludzi doświadcza, że istnieje bardzo wiele rzeczy, które nie są zakazane, lecz jednocześnie nie są niedozwolone. W socjologii taki sposób zachowania, który nie łamie przepisów prawa, ale jest niedopuszczalny przez ludzkie konwenanse, zabronione w danym środowisku, nazywa się „chamstwem”. Grzech lekki nie niweluje relacji z Bogiem, ale brudzi relacje z Ojcem, który chce nas prowadzić największej możliwie dobroci.

Grzechy różnią się od siebie. Wszystkie są nieuporządkowaniem, obrazą wyrządzoną Bogu, lecz wprowadzają zaburzenia w różne punkty porządku ustanowionego przez Boga. Już Pismo święte wymienia różne postacie możliwego zła: bałwochwalstwo (Wj 32, 32), pychę (Iz 5, 21), próżność (Iz 3, 16 - 17), nieumiarkowanie (Iz 5, 22), niesprawiedliwość (Iz 5, 23), kłamstwo i obłudę (Iz 5, 20). Nauka Ojców Kościoła o grzechu opierała się głównie na Biblii. Akcentowali w grzechu nieład i nieposłuszeństwo człowieka względem prawa Bożego. Grzech traktowano w kategoriach odejścia człowieka od Boga, buntu i przeciwstawieniu się Bogu. Jest on odwróceniem się człowieka od Boga a zwróceniem ku stworzeniom, w których poszukuje nierozumnego zaspokojenia naturalnego pragnienia pełnego szczęścia, które może mu zapewnić tylko Bóg (św. Augustyn).

Grzechy różnią się gatunkowo, gdy:

- sprzeciwiają się różnym cnotom, mieszczącym w sobie odrębne dobro, np. kradzież (sprawiedliwość), świętokradztwo (sprawiedliwość i religijność);

- przeciwstawiają się tej samej cnocie, ale w różny sposób, np. sprawiedliwości sprzeciwia się zabójstwo (wartości witalne), kradzież (wartości materialne), oszczerstwo (wartości imię bliźniego);

- przeciwstawiają się tej samej cnocie przez nadmiar lub przez brak, np. cnocie hojności sprzeciwia się rozrzutność, ale i skąpstwo.

Grzechy różniące się między sobą rodzajem są także odrębne liczebnie, nawet jeśli zostaną spełnione w jednym i tym samym akcie fizycznym, a więc gdy np. ktoś kradnie kielich mszalny, popełnia dwa grzechy: przeciw sprawiedliwości (kradzież) i przeciw pobożności (świętokradztwo). Podobnie jeśli jednym grzechem zostało poruszonych kilka przedmiotów moralnych, grzechy się mnożą, np. zabicie jednym uderzeniem, dwoje ludzi stanowi dwa morderstwa. Ciężkość grzechu zmienia się w zależności od jego przedmiotu (atak na cześć Boga, na człowieka, czy na dobra materialne różnią się między sobą), okoliczności (mogą być łagodzące ciężar grzechu albo powiększające go), stopnia dobrowolności. Przyczyny grzechu mogą być: wewnętrzne - ignorancja, uczucia, złość; lub zewnętrzne - zły duch lub inny człowiek.

Grzechy różnią się między sobą nie tylko w zależności od przedmiotów, ku jakim kieruje się czyn człowieka, ale także celem, czy okolicznościami złego działania. Ze względu na sposób popełnienia grzechu wyróżnia się: grzechy wykonane i opuszczenia. Chrześcijanie powszechnie przyjmują, że „aby zło zwyciężyło, wystarczy nic nie robić”. Bierność i obojętność na zło jest poważnym zaniedbaniem moralnym. Gdy cel działania jest grzechem ciężkim, to wówczas cała czynność jest moralnie zła, choćby dotyczył sprawy obojętnej lub był dobrym (np. pisanie listu celem zniszczenia komuś dobrego imienia). Jeżeli grzech jest grzechem lekkim, ale nie jest celem wyłącznym, to czynność jest częściowo dobra, a częściowo zła, np. akty pobożności wykonywane dla celów religijnych i równocześnie dla próżnej chwały. Czynność z przedmiotu dobra nie przestaje nią być, choć cel jej jest obojętny, np. udział we Mszy św. dla wysłuchania muzyki, jest jednocześnie dobrem realizacji przykazania kościelnego. Z pewnością dobry cel nie uświęca środków złych. Jak pisał św. Paweł: „I czyż to znaczy, że mamy czynić zło, aby stąd wynikło dobro? – jak nas niektórzy oczerniają i jak nam zarzucają, że tak mówimy. Takich czeka sprawiedliwa kara” (Rz 3, 8).

W Biblii zdecydowana wola czynu jest poczytana za sam czyn. Gdy Bóg zwrócił się do Abrahama z żądaniem ofiary z jego syna, Izaaka – zadowolił się samą wolą Abrahama, poczytał ją za ofiarę (por. Rdz 22, 12). Chrystus zaś wyraził się słowami: „każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa” (Mt 5, 28).

Ze względu na stan duchowy człowieka można mówić o grzechu aktualnym (czyn grzeszny w chwili, gdy jest wykonywany) i habitualny (stan duszy po wykonaniu, lecz przed nawróceniem - stan grzeszny).

Ze względu na źródło powstania grzechu wyróżnia się: słabości (powstałe pod wpływem afektu, które zaciemniają głos rozumu) i złości (wypływają ze złej woli człowieka).

Ze względu na poczytalność wyróżnia się: grzech materialny - popełniony faktycznie, ale bez „udziału” sumienia, bez rozeznania jego złości; i formalny - wykroczenie przeciw sumieniu nakazującemu i zakazującemu, czyli właściwy grzech utożsamiony z winą.

Bardzo dużą rolę w określeniu rodzaju grzechu odgrywają czynniki subiektywne, zwłaszcza intencja dotyczące dziedziny moralności.

Podobnie ważne są okoliczności grzechu. Już Chrystus chwalił ubogą wdowę, która ofiarowała na świątynię parę groszy, a nie ostentacyjnie składane ofiary przez faryzeuszy. Okoliczności mogą dodawać drugorzędną wartość moralną – przez nie czyn z natury obojętny może stać się dobrym lub złym moralnie. Np. oddawanie się ćwiczeniom duchowym podczas pracy, co skutkować może zaniedbywaniem jej efektów.

Innym rozróżnieniem, które pojawiło się w myśli teologicznej, jest podział grzechów na osobiste i społeczne. Każdy grzech, nawet czysto indywidualny, ukryty przed oglądem innych, ma charakter społecznego. Rozróżnienie to ma jednak na celu wskazać na grzechy, gdzie wina osobista może być zaciągnięta bez bezpośredniego udziału w nich.

Osoba ludzka jest wolna, a systemy czy struktury społeczne nie są w stanie znieść tej wolności, jak i jej odpowiedzialności za popełniony grzech. Zasługa cnoty i odpowiedzialność za winę są w każdym człowieku czymś bardzo osobistym i nieprzekazywalnym. Grzech wywołuje skutki przede wszystkim w samym grzeszniku, atakując jego relacje z Bogiem, a w duszy osłabiając jego wolę i zaciemniając rozum. Jednak można też mówić o „grzechu społecznym”, mając na uwadze różne znaczenia tego pojęcia.

1. „Grzech społeczny” podkreśla ludzką solidarność, niezrozumiałą i niepojętą, ale sprawiającą, że grzech jednostki dotyka innych. Efektem jest możliwość budowania „wspólnoty świętych”, jak i „wspólnotę grzechu”. Nie ma grzechu, nawet najbardziej indywidualnego, który odnosiłby się wyłącznie do tego, kto go popełnia. Każdy grzech rzutuje na wspólnotę Kościoła, na ludzką rodzinę.

2. Niektóre grzechy są „społeczne” ze względu na ich przedmiot, gdyż są zamachem na bliźniego, skierowane przeciw bratu. Są obrazą Boga, gdyż obrażają bliźnich. Tak więc „społeczny” ich charakter wynika ze skierowania ich przeciwko miłości bliźniego (które Chrystus połączył z nakazem miłości Boga), przeciwko sprawiedliwości (w odniesieniu do jednostek lub wspólnoty osób), przeciwko prawom osoby ludzkiej (do życia, do wolności, nietykalności fizycznej, wolności wyznania, godności), przeciwko dobru wspólnemu i jego wymogom w całej sferze praw i obowiązków obywatelskich. Św. Tomasz z Akwinu pisał: „Każdy człowiek wszakże jest częścią społeczeństwa (pars multitudinis), każdy człowiek jest tym, czym jest, wraz z tym, co posiada (hoc ipsum quod est et quod habet) przynależy do wspólnoty, tak jak każda część jako to, czym ona jest, należy do całości (I - II, 96. 40). Dostrzegamy zdatność każdej części w jej stosunku do całości (...). Tak więc każdy człowiek jest częścią wspólnoty, a zatem jest niemożliwe, aby jakikolwiek człowiek był dobry, jeżeli nie znajduje się w odpowiednim stosunku do dobra wspólnego (bonum commune)” (I. II. 92, 1 ad 3). „Grzechem społecznym” może być zaniedbanie ze strony przywódców politycznych, ekonomicznych, związkowych, jeżeli mając władzę nie angażują się z roztropnością na rzecz ulepszenia czy przemiany społecznej; czy pracowników, którzy nie dopełniają obowiązków obecności i współpracy w budowaniu przedsiębiorstwa.

3. „Grzech społeczny” może dotyczyć stosunków między różnymi wspólnotami ludzkimi, które nie zawsze są w zgodzie z wolą Bożą dla utrwalenia sprawiedliwości, pokoju wśród jednostek, grup i narodów. Tak np. głoszenie idei „walki klasowej” stanowi „zło społeczne”, podobnie jak uporczywe przeciwstawianie bloków państw innym blokom, czy jednego narodu - innym, czy też grup - innym grupom. Często twórcy takich idei pozostają anonimowi, co jednak nie uwalnia od odpowiedzialności jednostki. Błędem jest przeciwstawienie „grzechu społecznego” „grzechom osobistym”, dopuszczając jedynie istnienie winy i odpowiedzialności „społecznej”. Wówczas każdy grzech można przypisać zbiorowej i anonimowej sytuacji, systemowi, strukturze czy instytucji, a moralnie usprawiedliwiać sumienia jednostek. Chociaż trudno określić indywidualną winę w takiej sytuacji, to jednak często tak analogicznie rozumiany grzech społeczny jest owocem nagromadzenia się wielu grzechów osobistych: popieranie nieprawości, czerpanie z niej korzyści, bezczynności wobec możliwości usunięcia form zła społecznego, obojętności. Prawdziwie odpowiedzialne są zawsze osoby. Sytuacja, czy instytucja, struktura, społeczeństwo nie jest sama w sobie dobra lub zła. U podstaw każdej z nich jest osoba, która popełnia grzech.

d. Zapominanie o grzechu

Św. Antoni Pustelnik zapowiadał: „Przyjdą takie czasy, że ludzie będą szaleni i gdy zobaczą kogoś przy zdrowych zmysłach, powstaną przeciw niemu mówiąc: Jesteś szalony, bo nie jesteś do nas podobny”. Słowa te wprost można odnieść do ucieczki współczesnych społeczeństw od oceny moralnej podejmowanych działań. Zastosowanie dowolności oceny każdego działania ludzkiego, opartej jedynie na subiektywnym odczuciu i przekonaniu, na „a mnie się wydaje” – bez szukania odniesienia do prawa Bożego, prowadzi do anarchii moralnej i zagubienia najbardziej wartościowych treści kultury ogólnoludzkiej. Ludzie stają całkowicie bezradni wobec zredefiniowanych pojęć i ocen. Reakcja na wydarzenia i czyny ludzkie często oparta jest na ignorancji i poczuciu własnej siły i mocy. Skutki są wyjątkowo „szalone”: zabicie nienarodzonych nazywa się „ochroną życia”; eutanazję chorych opiera się na „prawie do dobrej śmierci”; wołanie o prawie do zawarcia związków jednopłciowych uzasadnia się miłością zainteresowanych; mordowanie ludzi na wojnie – „prawem narodów do samorozwoju”. Szaleństwo moralnych ocen wydaje się nie mieć żadnych granic.

C. S. Lewis w 1956 roku, w ostatnim tomie „Opowieści z Narni” opisał przypadek osła przebranej w skórę lwa. Mala, zwana Krętaczem, znalazła skórę lwa, nakazała osiołkowi Łamigłówkowi, przebrać się w nią i udawać Aslana – króla Narni. Stopniowo Krętacz przekonał mieszkańców Narni, że osioł przebrany za lwa jest prawdziwym Aslanem. Zaczął też krok po kroku wprowadzać nowe zasady życia społeczności Narni. W końcu przekonał mieszkańców krainy, że tak naprawdę Aslan nie jest dobrym władcą, ale złym Taszem – okrutnym bogiem z krainy na Południu. Wszyscy powtarzali: „Aslan jest Taszem, a Tasz jest Aslanem”. Nikt nie był wstanie zatrzymać owej lawiny absurdu. Każdy, kto kwestionował nowy, szalony porządek, sam był uważany za szaleńca. Pozornie błaha historia przebrania się osła w skórę lwa prowadziła do zagłady Narni, aż pojawił się – przyjmowany przez wszystkich – Tasz ze swoją niszczycielską i okrutną siłą.

Postać Krętacza pojawiła się później także w innym dziele C. S. Lewisa – w „Listach starego diabła do młodego” jako jeden z biesów. Był wówczas nauczycielem w Szkole Kunsztu Kuszenia. To opis niezwykle groźnego niszczycielskiego mechanizmu społecznego, dokonującego destrukcji całej kultury i świata. A zaczyna się od kłamstwa, krętactw, odrzucenia oceny moralnej jako wyznacznika drogi życia jednostek.

Ten proces, opisany proroczo przez C. S. Lewisa, może mieć miejsce wszędzie i w każdym czasie. Badania Centrum badań Opinii Społecznej na temat „Religijność a zasady moralne” (oprac. Rafał Boguszewski, Warszawa –luty 2014) wykazują jak szybko dokonuje się w polskim, wierzącym społeczeństwie, odchodzenie od norm moralnych. Aż 91 procent deklaruje badanych deklaruje swe poglądy jako katolickie i utożsamia się z chrześcijaństwem. Systematycznie – chociaż wielu głosi przekonanie o konieczności istnienia jednoznacznych norm moralnych, dopuszcza w „pewnych sytuacjach” te zasady za nieobowiązujące. Zdecydowana większość badanych (57 %) sądzi, że rozstrzyganie o dobru i złu powinno być przede wszystkim wewnętrzną sprawą każdego człowieka.

Prawie trzy czwarte Polaków uważa, że religia nie musi uzasadniać słusznych nakazów moralnych. Tylko jedna szósta ankietowanych podziela przekonanie, że wyłącznie religia może stanowić podstawę właściwej moralności. Niespełna co piaty badany uważa, ze katolickie zasady moralne są najlepszą i wystarczającą podstawą moralności. Duża grupa też podziela sąd, że katolickie zasady moralne są słuszne, chociaż nie ze wszystkimi się zgadzają, a ponadto sądzą, że te, które są właściwe, nie wystarczają człowiekowi.

Badania wykazują, że subiektywizacja norm etycznych staje się coraz bardziej powszechna. Efektem jest unikanie debaty nad moralnością własnego życia, nad oceną etyczną wielu sfer działania i życia ludzi. Życie uwolnione od tego typu oceny wydaje się być właściwe – według własnych, wewnętrznych kryteriów i przypadkowych opinii, zbieranych w jedną tzw. filozofię życia codziennego. Niewielu interesuje fakt, że tego typu postępowanie doprowadza do destrukcji własnego poglądu na moralność, czyniąc z niego zlepek wielu – niekiedy sprzecznych – sądów i ocen. Okazuje się, że bez względu na deklaracje wiary i uczestnictwo w praktykach religijnych, badani najczęściej opowiadają się za pozareligijnymi źródłami wartości i norm, które miałyby stanowić podstawę wychowania w rodzinie, w szkole czy w społeczeństwie.

W Polsce coraz częściej i wyraźniej uwidacznia się symptom „sekularyzacji moralnej”. Wyraża się ona w tym, ze Polacy w coraz mniejszym stopniu odczuwają potrzebę religijnego uzasadnienia własnych zasad moralnych i w wielu kwestiach deklarują poglądy moralne niezgodne z wyznawaną przez siebie religią. Dotyczy to także tych, którzy uważają się za „głęboko wierzących” czy „regularnie praktykujących”. Stąd rodzi się potrzeba ciągłego przypominania wiernym o podstawach moralności i formułowanie argumentów etycznych. Dotyczy to zwłaszcza tzw. „nowych grzechów”, które pojawiły się w kulturze w wyniku szybkiego rozwoju nowoczesnych technik, technologii i możliwości, które stają przed człowiekiem jako oferta. Brak refleksji nad tymi propozycjami może okazać się nowym sposobem błądzenia, zwodzenia sumień czy sugestywnych argumentów za przyjęciem „osła przyodzianego w skórę lwa”.

Ks. prof. Andrzej Zwoliński

Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: