Mafie, służby… Zondacrypto. III RP wiecznie żywa

Afera Zondacrypto przestała być sprawą czysto kryminalną, stając się przyczynkiem do dyskusji nad stanem bezpieczeństwa państwa. Jak to możliwe, że w XXI wieku wciąż jesteśmy świadkami wojen mafii, tajemniczych zaginięć, bezradnego państwa i powiązań agenturalno – gangstersko - politycznych?
Nad sprawą upadłej giełdy kryptowalut panuje taka mgła informacyjna, że na dzisiaj zwykłemu Kowalskiemu ciężko w ogóle połapać się, o co w tym wszystkim chodzi. Fanatykom obecnej władzy wystarczy, że w całej aferze przewijają się nazwiska Ziobry i Nawrockiego oraz przekonanie premiera o udziale ludzi powiązanych z „ruską mafią”. Media przedstawiają proceder głównie jako pomysł kilku spryciarzy, którzy wykorzystując nowoczesne technologie oszukali na astronomiczne kwoty tysiące ludzi. Spryciarze ci, mieli troszczyć się o dobre relacje z politykami (wbrew dominującej narracji –z wszystkich największych opcji), licząc na przyjęcie korzystnej legislacji oraz, że prokuratura w razie kłopotów odwróci wzrok.
Tymczasem na ciekawy wątek zwrócił uwagę Sławomir Cenckiewicz, były szef BBN zarzucając kolegom na prawicy, że ponownie nie drobili lekcji historii. „Uwierzyli, że na tym postkomunistycznym stepie, gdzie podzielono wielką forsę po osiemdziesiątym dziewiątym roku między bezpiekę, promoskiewską wojskówkę, nomenklaturę i zachodnich korpospekulanto-cyników, pojawić się może książę, który czekał dokładnie na ten moment, by po trzydziestu latach tego kartonowego państwa podać wielki finansowy tlen prawicy. (…) Mówiłem wam o tym od zawsze. Przestrzegałem i straszyłem Zondą, która was, a przez was i prawicę ciągnąć będzie w dół. A Tusk to wykorzysta” – napisał w mediach społecznościowych rozgoryczony historyk.
Być może już szybko wszyscy zapomnieliśmy, że obecna III RP, mimo fasadowego „skoku cywilizacyjnego”, liczonego ilością polskich oddziałów zachodnich korporacji i nowych rozwiązań cyfrowych, wciąż toczy założycielski rak powiązań, sieci i wpływów.
Jak mówi kultowy cytat z „Chłopaki nie płaczą”: - Świat poszedł do przodu. Pojawiły się komputery, amfetamina, samoloty…, ale serce III RP wciąż pompuje tę samą czarną krew – chciałoby się sparafrazować. Przytoczenie hitu Olafa Lubaszenki nie jest przypadkowe. Lata 90. XX w. odznaczały się taką skalą aktywności gangsterskiej, że w końcu Polacy zaczęli je wyśmiewać w komediach. Przy tej okazji warto wspomnieć kolejną, choć żartobliwą, mądrość z tego samego filmu: – W tym mieście nikomu nie przybędzie ani jeden milion bez mojej wiedzy i zgody - mówi postać grana przez Bohdana Łazukę.
Może warto zatem zapytać, za czyją zgodą wyrosła potęga BitBay i Zondacrypto?
Artyści biznesu
Śp. Lech Kaczyński powiedział kiedyś: „skoro ktoś mówi, że ma pieniądze, warto zapytać skąd je ma”. To samo pytanie zadano na początku lat 90’ Bogusławowi Bagsikowi, bohaterowi tzw. afery Art-B, największej medialnej sprawy tamtego okresu, zaraz po FOZZ. Robiąc milionowe przekręty na transakcjach bankowych, w 1991 r. Bagsik uciekł do Izraela, poinformowany wcześniej przez ówczesnego szefa BBN Lecha Wałęsy o planach aresztowania. Tam uzyskał obywatelstwo, sam płynnie posługuje się językiem hebrajskim. Za czasów świetności Art-B, Bagsik dbał o dobry PR, oddalając od siebie podejrzenia. Wspierał artystów, organizował festiwale muzyczne, sponsorował wydarzenia sportowe i zabiegał o względy polityków. Za swoją działalność otrzymał Nagrodę Kisiela, a decyzji biznesowych gratulował mu ówczesny premier Jan Krzysztof Bielecki.
Po zatrzymaniu w Zurychu w 1994 r., skazaniu i przedterminowym opuszczeniu więzienia, Bagsik wrócił do działalności przestępczej. W 2004 r. „biznesmen” utworzył kolejną piramidę finansową, poprzez którą oszukał inwestorów na kwotę 33 milionów złotych.
Ostateczny wyrok w tej sprawie zapadł w 2019 r. Bagsik ponownie uciekł do Izraela, gdzie najprawdopodobniej przebywa do dziś.
Jeszcze w 2015 r. założył Organizację Byłych Oficerów Wywiadu, organizując huczną konferencję na temat „Operacji Most”, wspólnej akcji polskich i izraelskich służb z lat 1991-1994 polegającej na przerzucaniu Żydów z ZSRR do Izraela. W spotkaniu wzięła udział m.in. Lea Shemtov, była wiceszefowa Knesetu.
No dobrze, ale jaki to ma związek z aferą Zondacrypto? Ciekawymi informacjami podzielił się na ten temat bloger kryminalny o pseudonimie Odwrócony. Jak twierdzi, stacja spedycyjno-paliwowa w Czeladzi, gdzie po raz ostatni widziano „polskiego króla kryptowalut”, założyciela BitBaya (potem Zondacrypto) Sylwestra Suszka, to to samo miejsce, w którym Bagsik pomagał organizować pracę więźniów zakładu karnego w Wojkowicach. To teren powojskowy, a jak wiadomo, wojsko w III RP nie sprzedawało terenów byle komu.
Sam Bagsik pochodził z Bytomia i tam zaczynał swoje biznesy; w pobliżu urodziły się i wychowały również inne osoby powiązane z aferą – adwokat, pełnomocnik BitBay i późniejszy prezes Zondycrypto Przemysław Kral oraz jeden z zatrzymanych w sprawie – Roman Żarkowski (o nim za chwilę). Kiedy w kwietniu Zonda ogłosiła bankructwo, a sprawą zajęły się media i prokuratura, gdzie uciekł Kral? Nie zgadniecie państwo - oczywiście do Izraela.
4 września 2026 r., dwa tygodnie po otrzymaniu przez Krala statusu tzw. małego świadka koronnego, Polska wysłała za Bagsikiem czerwoną notę Interpolu. Jedni powiedzą, że to tylko korelacja czasowa. Inni, że są puzzle do ułożenia.
Ojciec chrzestny
5 września w ramach śledztwa dotyczącego Zondy został zatrzymany niejaki Roman Żarkowski. Żarkowski przez lata był kluczowym i najbliższym partnerem biznesowym Suszka. Według relacji siostry zaginionego, Żarkowski działał jako „ukryty inwestor”. Ponadto jego spółka budowała siedzibę giełdy w Katowicach, a obaj mężczyźni wspólnie inwestowali m.in. w nieruchomości w Hiszpanii.
Z ustaleń dziennikarskich (m.in. „Gazety Wyborczej”) wynika, że to właśnie Roman Żarkowski mógł stać za faktycznym powstaniem giełdy BitBay w 2014 roku, rejestrując ją na tzw. podstawione osoby z przestępczego półświatka.
Prokuratura interesowała się jego działalnością już znacznie wcześniej. Od 2019 roku ciążą na nim zarzuty dotyczące kierowania zorganizowaną grupą przestępczą oraz wyprania około 28 milionów złotych za pośrednictwem rachunków powiązanych z giełdą BitBay. Jest także łączony z wielomilionowymi oszustwami w ramach tzw. karuzel VAT-owskich. Wszystko wskazuje więc na to, że za błyskawicznym sukcesem „polskiego króla kryptowalut” stali przestępcy i ich pieniądze.
Z Suszkiem łączyła Żarkowskiego bardzo silna relacja. Według relacji świadków, Żarkowski miał go nazywać „swoim dzieckiem”, udzielać porad na temat kierunków inwestycyjnych, a nawet sposobu w jaki należy się ubrać na konkretne okazje. Miał pomagać również w nabywaniu nieruchomości, wewnątrz których Suszek instalował „koparki” kryptowalut. Z czasem relacja obu mężczyzn osłabła do tego stopnia, że założyciel BitBay’a chciał unieważnić wybór Żarkowskiego na ojca chrzestnego swojego dziecka. Wreszcie Suszek ściągnął na siebie zbyt dużą uwagę (niekorzystne audyty w Estonii, gdzie zarejestrowano spółkę), a sam Żarkowski – ponownie – według relacji świadków chwalił się, że Suszek zniknął bo zaczął być niewygodny.
Państwo z dykty i kartonu
Już w 2021 r. istniały podejrzenia, że popularna giełda kryptowalut jest tak naprawdę piramidą finansową. Mało tego, rok później w niejasnych okolicznościach znika jej prezes, a obowiązki przejmuje dotychczasowy pełnomocnik. Nie przeszkadzało to Kralowi et consortes nadal spotykać się z politykami, sponsorować klubów ekstraklasy, PKOL-u, wyścigów kolarskich, a nawet – co dziwnie podejrzane – finansować wspieranej przez lobbing żydowski konferencji CPAC. Czy naprawdę nie znalazł się nikt, kto ostrzegłby przed pieniędzmi z szemranego źródła?
Podejrzane biznesy, bierność służb, bezradność prokuratury, umoczeni politycy, poszkodowani Polacy i bezkarni prawdziwi organizatorzy procederu - nie sposób nie odnieść wrażenia, że w Polsce do znudzenia powtarza się ta sama historia. Propaganda sukcesu nie przysłoni przekonania, że po 37 latach od „transformacji”, wciąż mamy do czynienia - jak mówił klasyk - z państwem teoretycznym. Najtrafniej ujął to były oficer ABW, ppłk Marek Świerczek: „W większości państw postkolonialnych, pozbawionych autentycznych elit narodowych, korumpująca się władza w naturalny sposób wchodzi w styk z przestępczością zorganizowaną. Polska na razie nie osiągnie poziomu Bułgarii czy Słowacji, nie wspominając o Ukrainie, ale jesteśmy na dobrej drodze”.
Piotr Relich







