Miszalski odszedł, SCT zostaje. Ale czy politycy wyciągnęli wnioski?

Autorzy:
Austyn_1024x1024_02.jpg
Marcin Austyn
Gedlek_1024x1024.jpg
Krzysztof Gędłek
Miszalski-odchodzi-strefa.jpg
Oprac. PCh24.pl

Strefa Czystego Transportu, a w zasadzie sposób jej wprowadzenia i brak szacunku dla głosu mieszkańców, były jednym z elementów zapalnych procesu odwołania Aleksandra Miszalskiego z funkcji prezydenta miasta Krakowa. Miszalskiego już nie ma. Strefa została, a obejmujący pieczę nad miastem komisarz nie zamierza w tym zakresie podejmować działań. Pozostaje pytanie o to, na ile gorzka lekcja dla dotychczasowego lidera krakowskiej Platformy będzie pouczająca dla radnych, którzy – o włos – ale jednak ocalili swe głowy? Nastąpi zmiana? A może uznają, że do wyboru nowego włodarza spór „przyschnie”? Będzie zatem i „po wakacjach” i „po sprawie”.

Po odwołaniu Aleksandra Miszalskiego z funkcji prezydenta miasta Krakowa słychać było wiele głosów wskazujących na przyczyny tej, nie ma co ukrywać, ogromnej porażki lidera krakowskiej PO. Sam były już prezydent przyznawał wprawdzie, że popełnił pewne błędy, ale następnie starał się je naprawiać. Sugerował też, że nie można w połowie kadencji oceniać efektów jego pracy. Na koniec zaś oznajmił, że… stał się ofiarą trwającej 1,5 roku negatywnej kampanii.

Ciekawa perspektywa, ale nie zaskakująca. „Odwracanie kota ogonem” było bowiem nierzadko spotykaną cechą polityki prowadzonej przez ekipę Miszalskiego. Gdy bowiem coś „nie szło” po myśli zarządzających miastem, to zaraz okazywało się, że sprzeciw mieszkańców to wina ich samych, bo nie rozumieją polityki prowadzonej przez magistrat. Za tym szły dyrdymały o konieczności poprawy komunikacji, bo przecież decyzje „nie mogły być złe”.

Ekipa Miszalskiego tak wzięła się do pracy, że korzystający z komunikacji miejskiej nawet w referendalną niedzielę mogli dowiedzieć się z ekranów w pojazdach o dokonaniach właśnie odwoływanego prezydenta. Można zastanawiać się, czy było to „w porządku”, szczególnie gdy po przegranym głosowaniu zgłasza się uwagi w zakresie łamania ciszy przez drugą stronę. No, ale ta władza właśnie tak ma. I dlatego Miszalski musiał się spakować.

Buta, błędy, pycha

Zróbmy to razem!

Jednak czy sam fakt wprowadzenia w Krakowie SCT mógł zdecydować o losie Miszalskiego? Sprawa jest bardziej złożona. Mieszkańcy bowiem rozumieli, że mamy złe, ale obowiązujące prawo w randze ustawy i pewne rozwiązania są z tego tytułu nieodwołalne. Tyle tylko, że władze miasta postanowiły „odpiąć wrotki” i wprowadzić strefę w nieakceptowalnym społecznie kształcie i rozmiarze. To był pierwszy duży błąd. Wespół z nim szły jednak buta i pycha urzędnicza. Mocno i licznie zaangażowani w proces konsultacyjny mieszkańcy traktowani byli jak niepotrzebny w mieście element, który nic nie rozumie. Ich mocny głos „nie dla SCT” zlekceważono, bo… nie pokrywał się z planami miasta. Podobnie władza samorządowa nie reagowała na alarmistyczne głosy mieszkańców, gdy za wprowadzeniem strefy szły podwyżki biletów MPK, opłat za parkingi czy rozszerzenie godzin i dni obowiązywania stref parkingowych. Bez opamiętania kontynuowano politykę likwidacji miejsc postojowych w centrum, zwężania ulic i utrudniania ruchu… Wszystko „dla większego dobra”. Władza niejako działała na zasadzie: zabierzemy wam wszystko po kolei… i co nam zrobicie?

Opamiętanie czy udawanie?

Taka polityka nie mogła skończyć się dobrze dla władzy. Opór w mieście narastał i urzędnicy to poczuli. Zakończono więc etap „wiemy lepiej” i wdrożono plan awaryjny: „słuchamy Waszego głosu”. Miszalski publicznie przyznawał się do kolejnych błędów i starał się „naprawiać” złe decyzje. Wycofywał się z nich, ale częściowo. Działał jakby tylko udając, że wie, o co chodzi mieszkańcom…

Tyle tylko, że mechanizm odwoławczy już wystartował, a liczba osób wspierających ideę referendum rosła w piorunującym tempie. Każde zaś cofnięcie się Miszalskiego traktowano jako dowód racji jego przeciwników. I słusznie! Ruszyła też akcja informowania Krakowian o sukcesach władzy. Cóż… Jeśli dodamy tu nagłośnione afery dotyczące zatrudniania „swoich”, rosnący dług miasta i „tiktokowe incydenty” lidera PO, to chyba już nikt nie traktował owej promocji w kategoriach powagi, ale raczej jako dowód kolejnych zmarnowanych środków.

Ocalili głowy, pójdą po rozum?

Cieszy mię ten rym: „Polak mądr po szkodzie” / Lecz jeśli prawda i z tego nas zbodzie / Nową przypowieść Polak sobie kupi / Że i przed szkodą, i po szkodzie głupi – pisał Jan Kochanowski. Co do krakowskich wydarzeń mają jego słowa? Otóż podczas referendum próbowano odwołać też Radę Miasta Krakowa. To się nie udało. Zabrakło niewiele – raptem kilku tysięcy głosów (zbyt niska frekwencja). Rada ocalała, choć dojmująca większość oddanych głosów odsyłała z funkcji także i radnych. Ale czy krakowscy samorządowcy – szczególnie ci z liberalno-lewicowej koalicji, wspierającej dotąd Miszalskiego – wyciągną wnioski z bolesnej porażki ex-prezydenta?

Przekaz wydaje się jasny: mieszkańcy chcą być w swoim mieście Podmiotem, nie przedmiotem. Chcą tu mieszkać, pracować, uczyć się, rozwijać swoje rodziny i biznesy. Chcą tu żyć i nie być traktowani jako ci, co przeszkadzają, a są tolerowani, bo można ściągnąć z nich jeszcze więcej podatków, opłat… Władze miasta mają wsłuchiwać się w głos mieszkańców i ich potrzeby, a nie narzucać – choćby najbardziej modne – pomysły. Radni to zrozumieli? Czas pokaże.

Z pewnością Krakowian czeka gorący czas kampanii wyborczej. Na przełomie sierpnia i września poznamy nazwisko nowego prezydenta. Do tego czasu miastem zarządza komisarz. To Stanisław Kracik, dotychczasowy zastępca Miszalskiego. Ten, pytany o losy SCT zasugerował, że to nie ten czas i decyzji w zakresie jej zmian nie podejmie, szczególnie, że musiałoby się to wiązać z konsultacjami społecznymi. Wygląda więc na to, że ruch w tym zakresie będzie należał już do nowego prezydenta. Jak zachowa się Rada? Przecież to ci sami radni podnosili w większości ręce za złymi rozwiązaniami. Zrozumieli błąd? A może liczą, że przez wakacje sprawa „przyschnie”? Zapytaliśmy więc ich o aktualne stanowisko…

Jest refleksja?

Michał Drewnicki, rzecznik klubu PiS

Zmiany w SCT są prerogatywą prezydenta, ale jako radni możemy oczywiście podjąć uchwałę kierunkową, która zobowiąże prezydenta do działania w tej sprawie. Nie rozmawialiśmy jeszcze o tym w klubie, ale sądzę, że trzeba do tego tematu wrócić. Szczególnie, że obecny stan powietrza pozwala nam – zgodnie z ustawą – zlikwidować Strefę Czystego Transportu.

 

Grzegorz Stawowy, przewodniczący klubu Koalicji Obywatelskiej

Badania pokazują, że ok. 40 procent ankietowanych mieszkańców Krakowa uznaje SCT za szkodliwe. Oznacza to, że ludzie odbierają decyzję o wprowadzeniu Strefy jako wymierzoną w nich. A przecież nie taki był cel jej wprowadzenia. W związku z tym uważam, że trzeba coś zmienić w sprawie SCT. Jest tutaj duże pole do aktywności. Nie jest to jednak stanowisko całego klubu, bo jesteśmy jeszcze przed konsultacją w tej sprawie. 

 

Pomimo licznych prób kontaktu na nasze pytania o Strefę Czystego Transportu nie odpowiedzieli przedstawiciele radnych skupionych wokół Łukasza Gibały w klubie Kraków dla Mieszkańców, przedstawiciele klubu „Nowa Lewica” a także niezrzeszona radna z partii Razem, Aleksandra Owca (26 maja została ogłoszona kandydatką na prezydenta miasta z ramienia tego ugrupowania).

Marcin Austyn, Krzysztof Gędłek

Autorzy:
Austyn_1024x1024_02.jpg
Marcin Austyn
Gedlek_1024x1024.jpg
Krzysztof Gędłek
Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: