Wyłącz Miszalskiego, włącz myślenie. Nie bójmy się udziału w referendum

redakcja.jpg
Autor:
Tomasz Figura
Miszalski-referendum_03_TF.jpg
Oprac. PCh24.pl

Referendum w sprawie odwołania prezydenta miasta Krakowa, Aleksandra Miszalskiego, zbliża się wielkimi krokami, a krokom tym towarzyszy tępa propaganda kolegów i klientów włodarza królewskiego miasta. Tak tępa, że aż strach.

Polityka zazwyczaj składa się z tego, co nazywamy spektaklem, czyli całym decorum związanym z propagandą, gestami, wypowiadanymi słowami i tak dalej oraz z tego, co jest jej rdzeniem – konkretnych działań i decyzji. Spektakl, choć może wielu irytować, jest potrzebny wszak służy często sterowaniu emocjami graczy – wyborców, inwestorów, opinii międzynarodowej etc. Spektakl ma wzbudzać emocje, oburzać albo uspokajać. To swoista otulina, pomagająca stabilizować system.

Kłopot w tym, że w systemach demokratycznych przybiera ona nierzadko karykaturalne formy. Zwłaszcza, gdy po to narzędzie sięga tonący polityk, rozpaczliwie poszukujący ratunku. Tak jest w przypadku prezydenta Krakowa, Aleksandra Miszalskiego. Włodarz królewskiego miasta najpierw wpadł w panikę w związku z ogłoszonym referendum w sprawie jego odwołania, a później zaprzągł potężną machinę propagandową w celu… przekonania mieszkańców Krakowa, iż nie powinni w ogóle głosować.

Zróbmy to razem!

To o tyle zadziwiające, że Miszalski reprezentuje tak zwany „obóz demokratyczny” zatem teoretycznie powinno mu zależeć, by w referendum wzięło udział jak najwięcej osób. Zazwyczaj przy okazji procesów wyborczych co i rusz czytamy sążniste analizy na temat partycypacji wyborczej. Najtęższe głowy usiłują pojąć, dlaczego niektórzy Polacy nie chcą głosować i dociekają, co robić, by przekonać ich do udziału w „święcie demokracji”.

Pamiętają państwo zapewne zachwyty wielu publicystów i akademików nad frekwencją w wyborach parlamentarnych w 2023 roku. Okrzyknięto je epokowym dla III RP wydarzeniem, z rekordowym wskaźnikiem udziału Polaków, którzy wzięli w sprawy w swoje ręce, zgłosowali i odwołali PiS, popierając szerokorozumiany obóz demokratyczny.

Co się zatem zmieniło od tamtego przełomowego wydarzenia? Dlaczego dzisiaj Aleksander Miszalski – było nie było przedstawiciel najbardziej obywatelskiej z partii, matki całego „demokratycznego obozu” – zachęca, by w referendum nie głosować? To dosyć proste: okazało się, że tym razem „mechanizm demokratyczny” może zrzucić ze stołka właśnie owego przedstawiciela. I dlatego tak wielu znanych nam od lat obrońców demokracji jęło na wyprzódki przekonywać, że w wyborach to oczywiście udział brać należy, ale w referendum wcale nie, bo referendum to taki dziwny zwierz, który w zasadzie nie jest ani demokratyczny, ani obywatelski.

Co ciekawe, ich zakłamana narracja trafiła na podatny grunt. Zwolennicy Miszalskiego dokonują w mediach społecznościowych logicznych łamańców, swoistego harakiri na zdrowym rozsądku, uzasadniając, że tylko udział w wyborach jest hołdem złożonym demokracji, zaś referendum to w gruncie rzeczy nieuczciwy sposób na odwołanie prezydenta przed jego kadencją, czyli zanim można realnie ocenić proponowane przezeń reformy.

Zakładam jednak, że tylko margines fanatycznych zwolenników Aleksandra Miszalskiego i jego partii pozwala robić z siebie kretynów, przyjmując za błysk geniuszu taką właśnie narrację serwowaną przez rozmaitych lokalnych klientów politycznych prezydenta Krakowa czy jego partyjnych konfratrów. Przypomnijmy zatem tę „oczywistą oczywistość”: referendum to normalny i w pełni zgodny z prawem mechanizm demokratyczny, pozwalający wypowiedzieć się obywatelom w określonej sprawie.

Owszem, liczni piewcy demokracji zachowywali zazwyczaj dystans do samej instytucji referendum, obawiając się „głosu ludu”. Nie pierwszy to zresztą raz, kiedy autorzy lub współautorzy rewolucji patrzą z niechęcią na dzieło, które sami stworzyli lub współtworzyli, lękając się, by ów stwór wybiwszy się na zbytnią samodzielność, nie pozbawił ich samych władzy, wpływów czy pozycji społecznej.

Na koniec warto pochylić się jeszcze krótko nad jedną kwestią. Ciekawa jest bowiem sama argumentacja Miszalskiego przeciwko udziałowi w referendum. Uznaje on, że powinien dostać pełną kadencję na dokonanie zmian, nie zaś jej połowę. Problem w tym, że ogromną część referendalnej kampanii prezydenta Krakowa polega na… przekonywaniu, że znaczna część kluczowych decyzji, które podjął, była zła i należy dokonać ich korekty. A zatem, udając się na krakowskie referendum, warto postawić sobie jedno pytanie: czy ta czaszka może się jeszcze uśmiechnąć?

Nie bójmy się więc referendum, nie łykajmy głupawej propagandy. Wyłączmy Miszalskiego, włączmy myślenie.

Tomasz Figura

Miszalski-referendum_02.jpg
Oprac. PCh24.pl

Aleksander Miszalski będzie musiał odejść? Krakowianie wystawią mu ocenę „za całokształt”

Krakowianie pójdą 24 maja do urn, by odwołać prezydenta Aleksandra Miszalskiego. W obozie wspierającym włodarza miasta próżno jednak szukać głosów o wielkim „święcie demokracji”. Pojawiała się za to narracja zniechęcająca do udziału w tym plebiscycie, podsycana, raz po raz, oskarżeniami o upolitycznianie całej akcji; albo też straszeniem wyimaginowanymi „faszystami”. Jakoś „zapomina się” dlaczego ...Czytaj dalej

 

redakcja.jpg
Autor:
Tomasz Figura
Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: