Nie umrzeć. Kolejny cel Doliny Krzemowej

Bryan-Johnson-transhumanizm (1).jpg
fot. Netflix / Planet / Forum / oprac. PCh24.pl

Transhumanizm w pierwszej kolejności nie rodzi się z marzenia o nadczłowieku, ale z osobistych dramatów, utraty wiary i odrzucenia Boga. Nic nie pokazuje tego lepiej jak historia Bryana Johnsona, człowieka, który „postanowił żyć wiecznie” i swoimi urojeniami zaraża dzisiaj cały świat. 

Ludzkość od zarania dziejów poszukiwała eliksiru długowieczności. Czy to w formie kwiatu życia, fontanny młodości czy ambrozji i nektaru, niemal wszystkie starożytne kultury utrwaliły to najstarsze marzenie człowieka w mitach i legendach. Współcześnie podobne pragnienia odżywają za sprawą nowoczesnych technologii, oferując nadzieję, że – w odróżnieniu od naszych przodków – długowieczność jest już na wyciągnięcie ręki.

Nie chodzi tu jednak o szalenie popularną dziś modę na tzw. zdrowy tryb życia. Siłownia, dieta czy suplementacja mają oczywiście niebagatelny wpływ na nasze samopoczucie, ale mówimy tutaj dosłownie o próbach zatrzymania biologicznego licznika. Nazywany anti-aging lub biohacking, to międzynarodowy trend zorientowany na wykorzystanie najnowocześniejszych osiągnięć nauki i techniki do powstrzymywania procesu starzenia się organizmu. Póki co, na podobne eksperymenty mogą sobie pozwolić najbogatsi i najbardziej wpływowi – wliczając w to nie tylko arystokrację Doliny Kremowej, ale i czołowych polityków.

Zróbmy to razem!

Nie jest tajemnicą, że zwłaszcza Władimir Putin ma obsesję na punkcie przedłużania życia, nie szczędząc pieniędzy na wielkie państwowe projekty biomedyczne. Przykładowo, jeden z nich, kosztujący 26 mld dolarów zakłada hodowanie w świniach ludzkich tkanek drukowanych w 3D, które następnie można przeszczepić do chorego człowieka. Do 2030 r. Rosja chce posiadać technologię powstrzymującą proces starzenia komórek. Przedawkowywanie aspiryny przez Donalda Trumpa aby mieć „przejrzystą, błękitną krew”, wygląda przy tym jak dziecinna zabawa.

Wróćmy jednak za ocean, bo to tam anti-aging powoli, acz nieuchronnie wchodzi już pod strzechy. Czołowym „ewangelizatorem” nieśmiertelności jest dzisiaj Bryan Johnson, biznesmen i influencer, założyciel projektu Blueprint, którego motto życiowe brzmi „nie umieraj”. Johnson jest przekonany, że może żyć spokojnie ponad 150 lat (niekiedy mówi o 500) przy zachowaniu pełnej sprawności umysłu i ciała. Milioner sam uczynił się przedmiotem eksperymentu, przekraczając granice tego, na co pozwala konwencjonalna nauka.

Mężczyzna codziennie poddaje się rygorystycznej rutynie. Każdego dnia zażywa między 50 a 150 różnych tabletek, dba o kondycję fizyczną, stosuje nieprawdopodobną ilość kremów, maści i zastrzyków podskórnych, przestrzega ścisłej diety i snu co do minuty. Stosuje terapię tlenem hiperbarycznym i falami dźwiękowymi, poddaje się specjalnemu naświetlaniu, krioterapii czy elektrostymulacji mięśni. Od czasu do czasu przechodzi poważniejsze zabiegi jak przetaczanie osocza czy modyfikacja genetyczna komórek mięśniowych. Czasem jego decyzje wydają się absurdalne, jak unikanie światła słonecznego ze zbyt wysokim UV, a czasem wręcz zatrważające – kiedy przyjmuje leki na obniżenie odporności, przepisywane pacjentom po przeszczepach.

W efekcie 48-letni Johnson wygląda niemal jak 25 latek, a tempo starzenia spadło do 0,64-0,69, co oznacza, że na każde 12-miesięcy, jego ciało starzeje się o około 8 miesięcy. Jednak żeby dojść do takiego poziomu, całe życie miliardera musi kręcić się wokół… idei przedłużania życia. Niejednemu takie podejście może wydać się puste i pozbawione większego sensu. Ukazuje wszystko co najgorsze w dzisiejszej kulturze narcyzmu i samouwielbienia, gdzie wygląd zewnętrzny i opinia innych stanowi najwyższe kryterium samooceny. Perspektywa zmienia się jednak, kiedy popatrzymy na cały problem oczami wiary.

Zamieszkać z szatanem

Motywacje Johnsona doskonale oddaje film dokumentalny z 2025 r. pt. „Don’t die: o człowieku który postanowił żyć wiecznie”. Twórcy pokazują nam nie tylko człowieka sukcesu, maniaka czy też ekscentryka, ale przede wszystkim osobę, która w swoim życiu wiele przeszła. Od trudnego dzieciństwa, naznaczonego nieobecnością ojca-narkomana, sukcesy finansowe okupione depresją i myślami samobójczymi, aż po kryzys wiary (wychował się we wspólnocie Mormonów) oraz konflikty w małżeństwie.

Johnson w pewnym momencie postanowił sprzedać firmę, rozwieść się z żoną i oficjalnie porzucić mormonizm. Poczucie sensu w życiu zaczęła mu zapewniać troska o zdrowie. Z kolei niezgoda na przemijanie i śmierć przerodziła się w obsesję, którą mógł realizować za pomocą znacznych środków finansowych. Z czasem swoją działalność zaczął traktować w kategoriach quasi-religijnych. Dzisiaj przekonuje, że czyni to „dla dobra ludzkości”, żartobliwie mówi o sobie „Jezus zdrowia” oraz gromadzi wokół siebie społeczność o cechach kultu. Jego działalność brzmi jak wyzwanie rzucone naturze i Bogu; jest jak misja szaleńca, który poszukuje nieśmiertelności w rzeczach skończonych.

Nic dziwnego, że rodzina „wyklęła” Bryana, podobnie jak jego syna, który również porzucił wspólnotę i przeprowadził się do ojca do Kalifornii. 19-letni Talmage, zdaniem rodziny „zamieszkał z szatanem”.

Historia Johnsona, oprócz buntu wobec Boga, pokazuje również kolejną składową transhumanizmu, jaką jest nienawiść wobec własnego ciała. Choć trudno szukać kogoś bardziej zakochanego w sobie niż lider projektu Blueprint, jednocześnie ta specyficzna miłość wyraża się poprzez nieustanną walkę z własnym organizmem. Za najgroźniejszego wroga uznaje zaś mózg, który będąc podatny na skoki hormonalne i uzależnienia, okazuje się błędnym przewodnikiem. Zamiast jednak trenować ten organ poprzez ćwiczenia i ascezę, postanawia go „zhakować”, cedując najważniejsze zadania na algorytmy.

Algorytm „potrafi zadbać o mnie lepie, niż ja sam potrafię (…) umysł jest martwy, nie możemy mu ufać…oszukuje nas…” – przyznaje w pewnym momencie Johnson, który sam mówi o sobie „okaz”, „prototyp”, tak jakby był rzeczą, tudzież przedmiotem eksperymentu. Wszechobecność algorytmu posiada również, wbrew pozorom, głębokie znaczenie religijne. Jak przekonuje Jan Maciejewski, nawet pozbawieni wiary wciąż mamy potrzebę, aby ktoś zawsze nad nami czuwał, opiekował się i trzymał rękę na pulsie. Nic nie sprawdza się w tej roli lepiej niż program komputerowy monitorujący każde nasze zachowanie, sugerujący podpowiedzi oraz możliwość dzielenia się swoją codziennością z całym światem. Przeszkadza nam Bóg, który za bardzo „ustawia” naszą rzeczywistość, ale nie mamy problemu z algorytmem, kiedy podejmuje za nas decyzje w imię wielkiego kapitału.

Współczesny wampir

W tym miejscu robi się naprawdę mrocznie. Otóż w pewnym momencie Bryan zachwycił się ideą przetaczania osocza, które ma zapewniać młodość i klarowność myśli. Im młodsze tym lepiej. W związku z tym namówił do współpracy syna, który ochoczo zgodził się oddać ojcu kilka litrów cennego płynu. „To będzie taki międzypokoleniowy projekt” – oznajmił z radością chłopiec. W filmie pada sugestia, że cała Dolina Krzemowa przetacza osocze, ale tylko „atencjusz Bryan” postanowił podzielić się tą wiadomością z całym światem.

Słuchając podobnych doniesień, jako żywo stają nam przed oczami historie o bladolicych wampirach, otumaniających swoje ofiary, by następnie wyssać ich krew. Albo wiedźmy zjadające dzieci zyskując w ten sposób wieczną młodość. Schemat jest stary jak świat. Spożywanie krwi - symbolu życia, ma zapewniać młodość i nieśmiertelność. Choć nauka do dzisiaj nie potwierdza korzyści płynących z kuracji osoczem, miliarderzy z całego świata wciąż upatrują w niej eliksiru wiecznej młodości.

Z kolei samo życie Bryana Johnsona wygląda niemal jak do bólu zmaterializowana wersja chrześcijaństwa. Mamy swoiste nawrócenie na drogę zdrowia i życia, chrzest na zawsze żegnający „starego człowieka”, ascetyczny tryb życia, którego rytm wybija „liturgia godzin” terapii i kuracji, ścisły post w charakterze surowej diety, niemal mnisze odosobnienie od świata, nieustanne przebywanie w obecności siły wyższej – chmury algorytmów, aż w końcu suplementację i zabiegi przetaczania krwi, niczym życiodajny dar Komunii.

Problem w tym, że te wszystkie wysiłki kosztują około 2 mln dolarów rocznie. Tymczasem w Kościele otrzymujemy łaski całkowicie za darmo.

W kwietniu br. lekarze zdiagnozowali o Bryana nieuleczalną chorobę autoimmunologiczną żołądka. Biohacker odrzuca możliwość, aby jej przyczyną była zabawa w długowieczność, choć lekarze nigdy wcześniej nie widzieli podobnego przypadku. Jeszcze na kilka dni przed usłyszeniem diagnozy, Johnson ogłosił się „najzdrowszym mężczyzną na świecie”. Choć influencer zapewnił o kontynuacji projektu, jednocześnie przyznał, iż...„mógł posunąć się z tym całym przedłużaniem życia za daleko”.  

Piotr Relich 

Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: