Paweł Chmielewski: Państwo jako narzędzie zbrodni. Leon XIV wobec Unii Europejskiej

Chmielewski-1024x1024 (1).jpg
Autor:
Paweł Chmielewski
mid-epa13027214 (1).jpg
EPA/ALBERTO ESTEVEZ Dostawca: PAP/EPA.

Leon XIV przemawiając przed parlamentem Hiszpanii przypomniał o prawdzie, o której łatwo zapominają katolicy liberalni: że państwa, jeżeli zapomną o Bogu, łatwo przekształcają się w strukturę zbrodniczą. Właśnie tak, jak dzieje się to na naszych oczach w Europie.

Złudzenie katolicyzmu liberalnego

Katolikom liberalnym wydaje się, że oświecony świat demokracji jest piękny. Ludzie cieszą się różnorodnymi swobodami, sami wybierają swoje wartości, mogą je wyrażać i szerzyć. Demokratyczne państwa, jako gwaranci tych wolności, są w tej optyce na ogół narzędziami porządku – tak długo, jak długo działają w ramach ogólnoświatowego ładu liberalnego. Liberalni katolicy są oczywiście świadomi tego, że w ramach porządku demokratycznego nie wszyscy ludzie żyją tak, jak naucza tego Kościół. Przykładowo, niektórzy zabijają dzieci nienarodzone albo zawiązują jednopłciowe związki i kupują od surogatek dzieci. Na ogół uważają jednak, że to wszystko jest elementem demokratycznej wolności. Państwo demokratyczne, sądzą, powinno tę wolność chronić; w przeciwnym wypadku państwo z demokratycznego stałoby się faszystowskim, to znaczy takim, które uciska sumienie jednostki w imię jakichś odgórnie narzuconych idei. Dlatego w wielu krajach świata zachodniego, także w Polsce, liberalni katolicy chętnie głosują na takie formacje, jak Koalicja Obywatelska. Uważają, że ich przywiązanie do demokracji liberalnej jest nadrzędną wartością. W ogóle nie przejmują się też kwestiami rodziny i małżeństwa. Ich zdaniem także tutaj powinna panować wolność zabezpieczana przez liberalne państwo demokratyczne: każdy zawiera takie związki, jakie uważa za stosowne.

Benedykt XVI i państwo jako banda rozbójników

Problem tylko w tym, że katolicy liberalni zbyt szybko przechodzą nad złem, do którego dochodzi w demokratycznych państwach liberalnych. Wydaje się, że nie zauważają granicy, która oddziela wolność od przyzwolenia na zbrodnię. Leon XIV przypomniał o tym problemie.

Zróbmy to razem!

„Każde prawdziwie sprawiedliwe społeczeństwo buduje się na poszanowaniu nienaruszalnej godności osoby ludzkiej. Godność ta istnieje wcześniej niż jakiekolwiek przyznanie czy uznanie jej przez państwo i nie może być podporządkowana zmiennym konsensusom społecznym ani wahaniom większości w danym momencie” – powiedział papież.

„Przysługuje ona każdemu człowiekowi już z samego faktu istnienia i dlatego powinna stanowić punkt odniesienia dla całego porządku prawnego” – dodał.

Ojciec Święty odwołał się tu bezpośrednio do Benedykta XVI. W 2011 roku papież z Niemiec przemawiał przez Bundestagiem, gdzie mówił o relacji pomiędzy państwem, prawem a prawdą. Nawiązywał oczywiście do lat 1933 – 1945, kiedy ten związek został całkowicie rozerwany. Słowa Benedykta warto przytoczyć, bo przecież Ojciec Święty nie wypowiadał ich wobec kolektywu nazistowskiego, ale wobec wspólnoty polityków demokratycznych.

„«Czymże są więc wyzute ze sprawiedliwości państwa, jeśli nie wielkimi bandami rozbójników?» — powiedział kiedyś św. Augustyn (De civitate Dei, IV, 4, 1). My, Niemcy, wiemy z własnego doświadczenia, że słowa te nie są czczymi pogróżkami. Przeżyliśmy odłączenie się władzy od prawa, przeciwstawienie się władzy prawu, podeptanie przez nią prawa, tak iż państwo stało się narzędziem niszczenia prawa — stało się bardzo dobrze zorganizowaną bandą złoczyńców, która mogła zagrozić całemu światu i zepchnąć go na skraj przepaści” – mówił wtedy Benedykt.

„Człowiek jest w stanie zniszczyć świat; może manipulować samym sobą. Może, by tak rzec, tworzyć istoty ludzkie i odmawiać innym istotom możliwości stania się ludźmi” – wskazywał.

Europa zbrodnicza

Ani Benedykt XVI w 2011 roku, ani Leon XIV w roku 2026, nie postawili wprost pytania, czy granica oddzielająca państwo jako organ sprawiedliwości od państwa jako „wielkiej bandy zbójców” nie została już przekroczona. Wydaje się jednak, że rzeczywiście została. Sytuacja jest przy tym różna od tej, która panowała w Niemczech w latach 1933 – 1945. Wówczas to bezpośrednio państwo stało się „wielką bandą zbójców”. Dzisiaj państwo na ogół nie popełnia zbrodni samo, tylko pozwala ją popełniać obywatelom. Piszę: „na ogół”, bo praktyka jest bardziej zróżnicowana. W przypadku naruszania godności życia – zabijania ludzi w aborcji i eutanazji – państwa tworzą raczej ramy umożliwiające zbrodnię, parają się zatem raczej pomocnictwem w mordowaniu. W przypadku uderzania w prawa rodziny bywa już inaczej: aktywna propaganda w szkołach, odbieranie rodzicom możliwości kształcenia dzieci według ich sumienia czy religii katolickiej – to zupełnie bezpośrednie przykłady działań zbrodniczych.

Leon XIV mówił o tym Hiszpanom w kontekście aborcji i eutanazji: „Jeśli życie przestaje być uznawane za wartość fundamentalną, jaką przyszłość mogą mieć nasze społeczeństwa? Czy można nazwać w pełni sprawiedliwą wspólnotę, która pozostawia w cieniu dziecko jeszcze nienarodzone, osobę starszą, chorego, cierpiącego w milczeniu lub człowieka całkowicie zależnego od opieki innych? Obrona życia ludzkiego nie jest kwestią poboczną ani interesem wyznaniowym; jest celem cywilizacji. Każde życie ludzkie powinno być szanowane i chronione od poczęcia aż do naturalnej śmierci, w każdej sytuacji swojej egzystencji. Gdy pewność ta zostaje zachwiana, najbardziej narażeni na zranienie stają się pierwszymi ofiarami, a prawo traci swoje najgłębsze znaczenie: służbę każdej osobie i jej ochronę. Dlatego moralna wielkość narodu objawia się przede wszystkim w jego zdolności do towarzyszenia, chronienia i miłowania tych istnień, które doświadczają największej kruchości”.

Rozpoznać dobro i zło

Dobrze, powie katolik liberalny; niechby było nawet i tak, jak mówi papież, to znaczy, że państwa aprobujące aborcję i eutanazję nie są wcale w pełni sprawiedliwe i w tym sensie demokracja liberalna może zostać uznana za wynaturzoną. Nie mogą jednak działać inaczej, będzie argumentować taki katolik, jako że państwa są świeckie – nie kierują się wiarą katolicką, bo szanują wolność sumienia swoich obywateli. Jako takie, nie mogą podejmować decyzji etycznych w tak spornych kwestiach jak aborcja i eutanazja.

Czy na pewno? Leon XIV wskazał, że jest inaczej. „Wiara chrześcijańska głosi tę prawdę na podstawie Objawienia; rozum ludzki może ją rozpoznać jako wymóg wpisany w prawdę o człowieku. Gdy przekonanie to pozostaje żywe, prawo staje się ochroną dla wszystkich i gwarancją przed narzucaniem partykularnych interesów oraz doraźnych agend” – podkreślił.

Tu znowu odwołał się do przemówienia Benedykta XVI z Bundestagu. Właśnie ten wątek był kluczowy w wystąpieniu papieża Ratzingera. Pytanie o kryterium rozpoznania dobra i zła jest przecież absolutnie podstawowym pytaniem. Benedykt postawił je wprost. „Jak rozpoznajemy, co jest słuszne? Jak możemy odróżnić dobro od zła, prawo prawdziwe od prawa pozornego?” – pytał. W odpowiedzi starał się pokazać niemieckim parlamentarzystom, że koncepcja prawa naturalnego jest słuszna – i że to właśnie ona gwarantuje zachowanie elementarnych praw człowieka. Innymi słowy, Benedykt wskazywał na rolę rozumu, który jest w stanie rozpoznać naturę rzeczy. To oznacza, że prawo musi być powiązane z filozofią – prawo nie może być tylko czysto pozytywistycznym aktem woli, rzeczywistością czystej kreacji. Musi odnosić się do zastanej rzeczywistości. Benedykt kategorycznie odrzucił koncepcję pozytywistyczną, w której ta zastana rzeczywistość jest niema, pozbawiona wewnętrznego sensu – i w pełni podatna na wolitywne nadanie jej sensu przez prawodawcę. Jest inaczej, przekonywał – zastana rzeczywistość, natura rzeczy, jest ściśle określona i to określenie może rozpoznać ludzki rozum. W naturze rzeczy przejawia się stwórczy rozum, a to zakłada istnienie Boga Stwórcy.

Stwórca porządku

Można powiedzieć, że w swoim przemówieniu do Bundestagu Benedykt XVI bardzo jasno wykazał istnienie potencjalności zbrodni w każdym kolektywie państwowym, który apriorycznie odrzuci Boga Stwórcę – choćby to się stało poprzez agnostyczny pozór neutralności. Jeżeli jest Stwórca, to istnieje natura i związane z nią prawo, które wyznacza ramy moralne funkcjonowania państw. Jeżeli Stwórcy nie ma, to nie ma również uporządkowanej rozumnie natury, a wówczas państw nie ograniczają żadne obiektywne normy moralne – ostatecznym kryterium pozostaje wola.

Co dzieje się w sytuacji, w której to rzeczywiście wola jest ostatecznym kryterium, pokazały Niemcy w latach 1933 – 1945. Można argumentować, że dokładnie to samo pokazują kraje europejskie AD 2026, w tym Hiszpania, w tym Polska. Stopień zbrodniczości europejskich kolektywów państwowych jest różny: wyższy w Hiszpanii, niższy w Polsce, niemniej jednak zbrodniczość jest obecna wszędzie, jest wpisana w funkcjonowanie państw, które nie chcą znać Boga Stwórcy i w konsekwencji nie chcą znać prawa naturalnego.

Wtedy nasze państwa stają się bandami rozbójników, narzędziami niszczenia prawa, zorganizowanymi bandami złoczyńców. Z taką rzeczywistością polityczną mierzy się dziś Kościół katolicki. Przemówienie Benedykta XVI z Bundestagu pozostaje w tej sytuacji kluczowym punktem odniesienia. Dobrze, że Leon XIV właśnie do niego się odwołał i przypomniał Hiszpanom o ich staczaniu się w niesprawiedliwość, która zakłada uprzednią bezbożność. Czy go posłuchają, to inna kwestia.

Paweł Chmielewski

Chmielewski-1024x1024 (1).jpg
Autor:
Paweł Chmielewski
Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: