Po co czytać literaturę starożytną? Kanon wybitnych książek

ksiazki-klasyka-co-czytac.jpg
Oprac. PCh24.pl

Jan J. Franczak: Zanim podjęliśmy temat „Kupca weneckiego”, rozmawialiśmy o czytaniu dobrych-dobrych książek. I teraz mniej więcej wiemy, czym są dobre-dobre książki: są dobrze napisane i znajdujemy w nich wartościowe treści, dobre zasady moralne itd. Wiemy też, że powinniśmy właściwie poświęcać nasz czas na czytanie dobrych-dobrych książek, a nie dobrych-złych czy złych-dobrych, bo jest on zbyt cenny i nie powinniśmy go marnować na coś gorszego.

Chciałbym kontynuować ten temat i zapytać: od czego zacząć, jeśli chcemy poważnie czytać dobre-dobre książki?

Joseph Pearce: No cóż, istnieje kanon wybitnych książek – nazwijmy to Wybitnymi Książkami cywilizacji zachodniej, cywilizacji chrześcijańskiej, chrześcijaństwa. Kanonizujemy największych, najbardziej świętych ludzi – ogłaszamy ich świętymi. Ale kanonizujemy też książki.

Zróbmy to razem!

Jeśli jakaś książka przetrwała próbę czasu – jeśli przez wiele wieków była czytana i wywierała wpływ na najróżniejsze kultury w obrębie cywilizacji – to przetrwała tę próbę czasu, ponieważ mówi prawdę. Mówi prawdę prezentując też dobro i piękno. Dlatego ludzie nadal ją czytają, nadal o niej dyskutują, nadal o niej uczą.

Zasadniczo powinniśmy zaczynać właśnie od kanonu Wybitnych Książek. Nie sugeruję przy tym, że ludzie nie powinni czytać mniej ważnych utworów. Wszyscy potrzebujemy pewnej dozy wolności. Istnieją dobre-dobre książki (z małej litery) obok Wybitnych Książek. Sam poświęcam czas na czytanie mniej ważnych rzeczy, bo są chwile, gdy potrzebujemy też levitas obok gravitas. Wszystkim należy się odrobina odpoczynku od naprawdę poważnych spraw. Ale ogólnie rzecz biorąc powinniśmy koncentrować się w naszych lekturach na Wybitnych Książkach.

A czy oznacza to, że powinniśmy zaczynać na przykład od klasyków starożytnej Grecji i starożytnego Rzymu?

Gdybyśmy prowadzili metodyczne, systematyczne studia, to jestem absolutnie za tym, by czytać te książki chronologicznie, bo wtedy widać wpływ wcześniejszych dzieł na późniejsze. Bez Homera nie byłoby Wergiliusza, a bez Wergiliusza kim byłby przewodnik Dantego w Boskiej Komedii? I podobnie – bez Sokratesa, Platona i Arystotelesa nie byłoby św. Augustyna i św. Tomasza z Akwinu.

Idealnie więc byłoby studiować je chronologicznie. Ale jeśli czytamy rekreacyjnie, dla przyjemności, nie widzę problemu w podejściu „rozproszonym” – że czytamy Homera, potem Dickensa, później Szekspira, a następnie może Władcę Pierścieni. Nie ma w tym nic złego, zwłaszcza jeśli robimy to dla własnego rozwoju i rekreacyjnej edukacji, a nie formalnego, systematycznego nauczania.

Weźmy jednak pod uwagę to pierwsze podejście, bo zgadzam się z tym, co powiedziałeś – jeśli czytamy Homera, to lepiej rozumiemy odniesienia do jego dzieł w późniejszej literaturze. Ale jest tu pewien problem, bo niektórzy – nie tylko katolicy, ale ogólnie chrześcijanie – powiedzą: „Ach, to literatura pogańska!”. Czy naprawdę dobre książki powinny być tylko katolickie albo chrześcijańskie? Czy jest coś złego w czytaniu literatury pogańskiej?

Pierwsza rzecz, którą musimy zrozumieć, to bardzo duża różnica między poganami przedchrześcijańskimi a poganami, którzy reagują przeciwko chrześcijaństwu. A zatem: pogaństwo przed Chrystusem i pogaństwo po Chrystusie. C.S. Lewis mówił, że to różnica między dziewicą oczekującą przybycia oblubieńca a rozwódką, która porzuciła małżeństwo.

Chodzi o to, że to nie wina Homera, Wergiliusza, Sokratesa, Platona, Arystotelesa, Sofoklesa ani żadnego z tych wielkich pisarzy i filozofów starożytnego świata greckiego i rzymskiego, że przypadkiem urodzili się przed narodzeniem Chrystusa. W ich dziełach widzimy szamotanie się i poszukiwanie po omacku – w większości zmierzające w dobrym kierunku.

Jezus Chrystus, będąc wszechwiedzącym, wszechmocnym i wszechobecnym, wybiera moment, w którym wciela się w historię. To On wybiera ten moment. Oznacza to, że wybrał chwilę, w której czasy są odpowiednie na Jego przyjęcie. Dotyczy to Żydów, Jerozolimy i judaizmu – zawarli oni przymierze z Bogiem i oczekiwali przyjścia Mesjasza. Jak się okazało, wielu z nich spodziewało się niewłaściwego rodzaju Mesjasza. Jednak nadal Go oczekiwali.

Natomiast Grecy, dzięki rozumowi – dzięki Platonowi i Arystotelesowi – dochodzą do zrozumienia dobra, prawdy i piękna jako czegoś, co jest jednością. To jakby przebłysk Trójcy Świętej – tej trójjedynej wspaniałości dobra, prawdy i piękna. I że musi być tylko jeden Bóg, że w sercu kosmosu nie ma chaosu, lecz panuje porządek.

Dochodzą zatem do zrozumienia poprzez rozumowanie, a potem do zrozumienia Boga przez opowiadanie historii. Na przykład tematem Iliady jest pycha poprzedzająca upadek. Odyseja mówi o potrzebie dojrzewania w mądrości i pokorze, by dotrzeć do domu. Mógłbym tak kontynuować. Oznacza to, że Bóg przemawia zarówno do pogan, jak i do Żydów. Do Żydów przemawia teologicznie. Do pogan – filozoficznie i przez opowiadanie historii, tak by wszyscy byli gotowi na Jego przyjście, gdy nastąpi Jego wcielenie.

To dlatego okazało się, że św. Pawłowi o wiele łatwiej było nawracać pogan niż Żydów – bo Żydzi mieli bardzo utrwalone wyobrażenie o tym, kim według nich ma być Mesjasz. A Jezus jest rewolucyjnym Mesjaszem, który nie jest tym, kogo oczekiwali. Wielu Go odrzuca. Natomiast poganie szukają. Czekają w rzeczywistości na coś, czego nie znają. I gdy widzą Jezusa – albo przynajmniej, gdy słyszą Ewangelię głoszoną przez pierwszych uczniów – rozpoznają: to właśnie Ten, na którego czekali.

Tak, św. Paweł wydawał się skuteczniejszy wśród pogan, jednak z wyjątkiem chyba sytuacji w Atenach, gdzie właściwie go zignorowali, mając tylu bogów. Próbował z nimi argumentacji, ale…

To nie o Troję chodzi…

Wróćmy jednak to Homera: Jego czytanie jest ważne z powodów, które wymieniłeś. Ale na przykład mówiąc o Szekspirze i Tolkienie powiedziałeś, że trzeba patrzeć oczami Szekspira, oczami Tolkiena. I tu widzę pewien kłopot, bo w przypadku Tolkiena mamy mnóstwo materiałów, by odkryć, co myślał, jakie miał idee. Z Szekspirem to jest trochę bardziej problematyczne, choć można przypuszczać, że był katolikiem. Osobiście uważam, że gdy zaczniemy czytać Szekspira katolickimi oczami, nagle niektóre niejasne fragmenty stają się zrozumiałe.

Jednak jak to działa w przypadku Homera? Nie wspominając już o tym, że przedstawiany jest jako ślepiec.

Cofnijmy się trochę… Oczywiście Tolkien był przez całe życie praktykującym katolikiem – to żadna tajemnica. Co do Szekspira – żył w tyrańskich czasach, nie mógł zostawiać śladów papierowych, nie mógł pisać o pewnych rzeczach, dlatego dowody nie są tak oczywiste. Jednak pokazuję – jak sądzę – w trzech książkach, które napisałem (pierwsza z nich przygląda się wyłącznie dowodom biograficznym i historycznym, a nie dowodom tekstowym w postaci dramatów), że można udowodnić ponad wszelką rozsądną wątpliwość, iż Szekspir był wierzącym katolikiem w antykatolickich czasach. To trochę inna sprawa. Używasz słowa „przypuszczać”. Wiesz, przypuszczenie to niebezpieczna rzecz. Ale osobiście myślę, że można wiedzieć ponad wszelką rozsądną wątpliwość, że Szekspir był wierzącym katolikiem.

Wracając do Homera – tak, masz całkowicie rację. Wiemy bardzo mało albo nic o Homerze jako osobie. Uczciwi badacze spierają się, czy był jeden Homer, czy dwóch: jeden piszący Iliadę, inny Odyseję. Inni z kolei myślą, że Homer to był komitet. Jednak żadne wielkie dzieło literatury nie powstało w komitecie. Więc tę ideę możemy odrzucić. Żadnego wielkiego dzieła literackie nie napisało dwóch autorów, a co dopiero więcej osób. Zresztą spójrz, kim są giganci literatury zachodniej: Homer, Wergiliusz, można powiedzieć Dante, zdecydowanie Szekspir. Innymi słowy – mniej więcej co 500 lat pojawia się taka postać. Jakie są szanse, że jednocześnie chodziło dwóch Homerów w tym samym czasie? Myślę więc, że to ta sama osoba napisała oba dzieła.

Ale masz rację – wiemy o nim bardzo niewiele. Co bym powiedział o moim podejściu? Nazywam je „autoryzmem” – patrzeniem oczami autora. Zróbmy krok wstecz. Czy lepiej rozumielibyśmy Iliadę i Odyseję, gdybyśmy wiedzieli więcej o Homerze? Odpowiedź brzmi: zdecydowanie tak! To zresztą potwierdza mój punkt widzenia. Patrząc na tę pustkę: nie wiemy nic o Homerze. Czy lepiej rozumielibyśmy Iliadę i Odyseję, gdybyśmy wiedzieli więcej o tym, kim był i w jakich żył czasach? Tak! Ale nie wiemy, więc szamocemy się w mroku i szukamy po omacku. Oznacza to, że w przypadku Homera nie mamy wyboru i w dużej mierze musimy przyjąć przynajmniej podejście sola scriptura wobec tekstu. Po prostu patrzymy na sam tekst – to wszystko, co mamy. Oczywiście im więcej wiemy o starożytnej Grecji w tamtym okresie, tym nieco więcej to pomaga. Ale mówiąc generalnie: musimy brać sam tekst. To nie jest idealne, bo niebezpieczeństwo polega na tym, że będziemy rzutować na tekst naszą własną pychę i uprzedzenie[1], zamiast dyscyplinować się, by patrzeć oczami autorytatywnego innego – autora.

Oznacza to oczywiście, że istnieje wiele różnych interpretacji Homera. Niektóre z nich wydają mi się dziwaczne, głupie i ideologicznie narzucone. Ale tekst nadal ma swoją integralność i całokształt. Jeśli ktoś próbuje powiedzieć, że Achilles jest kimś, kim wyraźnie nie jest, to patrząc na jego czyny możemy ocenić jego osobowość, postać w opowieści. To samo dotyczy człowieka w realnym życiu. Widzimy, co robi, co mówi, widzimy konsekwencje jego działań, wyciągamy z tego wnioski. Można więc wziąć te prawa, których używamy w zwykłym życiu, i zastosować je do zwykłych postaci w Iliadzie i Odysei.

Przypuszczam, że w tym przypadku możemy też lepiej zrozumieć, co Homer „miał na myśli”, patrząc na inne ówczesne kultury i cywilizacje oraz na to, co działo się w tamtych czasach. Przy okazji – jest taka książka niemieckiego profesora Hansa Georga Wunderlicha, który pojechał na Kretę, spojrzał na ruiny w Knossos, zaczął je badać i stwierdził, że to, co inni uczeni uważali za pałac, jest czymś zupełnie innym – bo na przykład materiał użyty do budowy tego tzw. „pałacu” był zbyt miękki. Nie wyglądało to na coś, co przetrwałoby tak długo, gdyby naprawdę była to tego typu budowla. Zaczął się rozglądać i badać, co działo się w innych miejscach, i doszedł do wniosku, że prawdopodobnie był to starożytny odpowiednik nekropolii, cmentarza takiego, jak w Egipcie. A zatem coś zupełnie innego. To było dość ciekawe – przeciwne temu, co powszechnie sądzi się o tych odkryciach archeologicznych.

Ale wracając do Homera – ktoś mógłby powiedzieć: No dobrze, Odyseja i Iliada to opowieści o… no cóż, jedna to jakby fikcyjny, niewiarygodnie długi rejs mężczyzny, który wraca do żony. Historia raczej nierealistyczna. Druga to opowieść o jakiejś starożytnej bitwie i pewnie źródło tej opowieści tkwi w jakimś prawdziwym wydarzeniu. Ale dlaczego nas ma to obchodzić?

Myślę, że w obu dziełach widzimy w pewnym sensie przedstawienie nas samych. Innymi słowy – możemy zobaczyć siebie w Achillesie, głównym bohaterze książki zwanej Iliadą. Iliada nie jest o Troi, bo dzieje się tylko przez jakieś trzy tygodnie. Oblężenie Troi trwało już lata i nadal trwa, gdy opowieść się kończy. Zatem to migawka. Nie chodzi o Troję. Co wiemy o Iliadzie? Już sam początek nam o tym mówi: „Gniew, bogini, opiewaj Achilla (…)/ Zgubę niosący i klęski nieprzeliczone Achajom (...)./ Tak Dzeusa dokonywała się wola”[2]. Więc wiemy, o co chodzi: o gniew Achillesa i jego niszczycielską siłę. Okazuje się, że gniew Achillesa jest objawem jego pychy, a pycha prowadzi do zniszczenia nie tylko wrogów, ale i przyjaciół – w tym najlepszego przyjaciela – a ostatecznie i jego samego. W Achillesie widzimy portret homo superbus – człowieka pysznego – i to, jak pycha poprzedza upadek. W tym sensie widzimy paralele między Achillesem, Adamem i w istocie nami samymi – oraz każdym nędznym grzesznikiem od początku czasów po teraźniejszość i przyszłość.

W Odysei zaś widzimy obraz homo viator – człowieka w podróży. Każde życie to podróż, a każda podróż to ipso facto opowieść. Jeśli podróżujesz, to wczoraj byłeś tam, dzisiaj jesteś tutaj, a jutro będziesz gdzie indziej. Przebieg podróży to przebieg opowieści. Zatem każde życie to życiowa podróż i życiowa opowieść. Opowieści o podróżach zatem odzwierciedlają faktycznie rzeczywistość, w której się znajdujemy. I w tym sensie Odyseusz może być postrzegany jako postać Everymana, jako homo viator – czyli jako portret człowieka w drodze, podróżnika, który próbuje wrócić do domu. Dlaczego jego powrót do domu się opóźnia? Z powodu jego pychy. Z powodu grzechu pierworodnego, gdy nie chce być nikim. Ucieka przed Cyklopem, mówiąc: „Nazywam się Nikt”. Gdy przychodzą inni Cyklopi, Polifem mówi: „Nikt mnie atakuje”, więc odchodzą. To bardzo sprytne. Ale gdy Odyseusz ucieka z towarzyszami, nie potrafi pozostać Nikim. Musi się przechwalać. Mówi: „Nie jestem Nikim. Jestem kimś”. I podaje imię i adres. Wtedy Polifem przeklina go przed Posejdonem, podając imię i adres, przeklina go z imienia. Posejdon wpada we wściekłość i przeklina jego podróż do domu. Zatem podróż Odyseusza do domu opóźnia się z powodu pychy. A jak ostatecznie wraca do domu? Ucząc się pokory. Gdy wraca, nie wraca mając wszystkich swoich ludźmi za sobą, maszerując w chwale z wojen. Wraca sam, posłuszny bogom, którzy mówią, że musi wyglądać jak żebrak, zachowywać się jak żebrak i być traktowany jak żebrak. Innymi słowy – wraca do domu ucząc się pokory.

Mamy więc homo superbus: „kim nie być” w przypadku Achillesa. I homo viator: „kim musimy nauczyć się być” w przypadku Odyseusza.

Ważniejsze jest uszczęśliwić bogów niż człowieka…

To Homer. A co z greckimi tragikami? Kogo szczególnie byś wyróżnił?

Osobiście mój zdecydowany faworyt to Sofokles, a powód jest taki, że według mnie moralność odzwierciedlona w cyklu o Edypie współgra z chrześcijańskim rozumieniem moralności. Natomiast niekoniecznie jest to prawdą w przypadku Eurypidesa, a gdy chodzi o Ajschylosa, być może w pewnym stopniu. Dla mnie istnieje pewna hierarchia, moim ulubionym jest Sofokles. Widzę to w trzech dziełach jego cyklu o Edypie... jest to skomplikowane, gdyż… no cóż, trzeba wybrać, jeśli się o tym uczy lub mówi: czy omawiać te trzy sztuki w kolejności, w jakiej powstały, w jakiej zostały napisane, czy w kolejności fabularnej? Bo w rzeczywistości pierwsza napisana jest ostatnią w tej historii. Antygona dzieje się przecież po śmierci Edypa. Trzeba się tu zdecydować. Osobiście uczę o nich w kolejności ich napisania, bowiem dla mnie Antygona to młodzieńcza praca Sofoklesa. Natomiast Edyp w Kolonie to starzec spoglądający wstecz na mądrość, jaką zdobył w życiu jako dramatopisarz, i wyrażający ją poprzez postać Edypa.

Jednak sedno jest takie, że w Antygonie – i jest to bardzo adekwatne, jeśli pomyślimy o tym, co dzieje się być może w Polsce, w Wielkiej Brytanii, we Francji i innych krajach – mamy do czynienia z tyranią: Antygona musi wybierać między obroną wolności religijnej, prawem do pochowania brata zgodnie z obrzędem religijnym, a posłuszeństwem świeckiemu rządowi, który uczynił taki obrzęd nielegalnym i karanym śmiercią. Wybiera ona uhonorowanie bogów ponad państwo. Prowadzi to oczywiście do jej egzekucji. Ginie śmiercią męczeńską za religię. Ale ma rację. Mówi: „Patrzcie, muszę przypodobać się człowiekowi przez ograniczony czas, aż umrę. Bogów muszę zadowolić na wieczność”. Innymi słowy – żyje się, dopóki się nie umrze, ale gdy się umiera, przechodzi się do wieczności. Ważniejsze jest uszczęśliwianie bogów niż człowieka. I na pewno nie powinniśmy uszczęśliwiać tyranów. A Kreon w Antygonie jest tyranem.

W Królu Edypie widzimy tajemnicę cierpienia. Łatwo powiedzieć: cierpisz, bo zrobiłeś coś głupiego. Zgoda. Ale co jeśli ktoś cierpi z powodu czegoś głupiego, co zrobił ktoś inny? Albo z powodu siły wyższej – tornada, huraganu, rozbicia okrętu – i nic z tego nie jest jego winą, a cierpi? To tajemnica cierpienia. Król Edyp przedstawia tę tajemnicę, stawia ten problem. Edyp w Kolonie go rozwiązuje. To właśnie ogromnie mi się w tym podoba. Tajemnica cierpienia to jedno z najtrudniejszych zagadnień etycznych. Ale w Edypie w Kolonie główny bohater dochodzi do zrozumienia, że przyjęcie cierpienia jest darem. To dar od bogów, który przynosi błogosławieństwo nie tylko temu, kto przyjął to cierpienie, ale wszystkim innym. Innymi słowy – akceptacja cierpienia, a po chrześcijańsku: niesienie krzyża, to coś, co obdarza błogosławieństwem tego, kto krzyż niesie, ale też wszystkich wokół. Mówiąc inaczej – święci, ci, którzy dobrowolnie biorą krzyż, nie tylko są szczęśliwsi niż inni, ale rozsiewają szczęście i radość w całej wspólnocie. Sofokles ma przeczucie tego w Edypie w Kolonie. Dla mnie to głęboko, można by powiedzieć, proto-chrześcijańskie dzieła.

To utwór propagandy państwowej!

Musimy pominąć niektórych autorów, bo inaczej rozmowa bardzo by się nam wydłużyła. A co z Wergiliuszem? Czy twoim zdaniem ten starożytny autor ma nam coś ciekawego, coś ważnego do powiedzenia dzisiaj?

Kościół katolicki podkreśla: fides et ratio – wiara i rozum. Musimy poddawać się rozumowi. Musimy poddawać nasz subiektywizm obiektywnej rzeczywistości. Zawsze więc bardzo uważam, by odróżniać to, co obiektywnie dobre, od moich osobistych preferencji. Bo mogę mieć osobiste upodobania oparte na moich subiektywnych sympatiach i antypatiach, które niekoniecznie pokrywają się z obiektywnością samej rzeczy.

Mówię to dlatego, że osobiście mocno preferuję Homera nad Wergiliusza i tak samo Dantego nad Wergiliusza. Innymi słowy – uważam, że Wergiliusz nie jest aż tak dobry jak jego mistrz. Nie jest też tak dobry jak jego uczeń. Powód? Moim zdaniem Eneida to dzieło propagandy państwowej. Najwyraźniej została zamówiona przez Cezara. To dzieło posłuszeństwa ze strony Wergiliusza. Z pewnością ostatnie księgi dotyczą w dużej mierze triumfu Rzymu. Patriotyzm przeradza się tu w szowinizm. Staje się czystą, bezmyślną emocją, niezakorzenioną w rzeczywistości ani w rozumie. Mówi się, że Wergiliusz chciał, by poemat został zniszczony. Więc gdy mówię, że mam zastrzeżenia – nie do Eneidy jako dzieła literackiego, bo jest genialne – to dlatego, że mimo wszystko są w nim wady. Myślę, że w znacznej mierze z tego powodu, że Wergiliusz pisał pod przymusem lub na zamówienie, niekoniecznie robiąc to, co chce, lecz to, co mu kazano. I to ogranicza wizję. Są tu wspaniałe fragmenty. Księga czwarta, historia Eneasza i Dydony, to jedna z największych historii miłosnych, jakie kiedykolwiek opowiedziano. Ale całość według mnie na końcu sprowadza się do bitew i zwycięstw. To jakby drugorzędny pastisz Iliady. Ale nie cytuj tej mojej opinii (śmiech).

Ale oczywiście to nadal bardzo wpływowe dzieło literackie mimo pewnych jego wad. Jednym z najbardziej wpływowych poetów starożytnego Rzymu jest Horacy. Czy i tutaj zająłbyś tak krytyczne stanowisko?

Jeszcze na szybko parę słów o Wergiliuszu, a potem wyznam coś na temat Horacego. Powód, dla którego Wergiliusz był bardziej wpływowy niż Homer w złotym wieku chrześcijaństwa, czyli w średniowieczu, jest prosty – to łacina była językiem Europy Zachodniej, a nie greka. Ludzie rozumieli Wergiliusza, mogli go tłumaczyć, a na Homera trzeba było jeszcze trochę poczekać. Ale bez Homera nie byłoby Wergiliusza. I to tyle.

Co do Horacego – to przyznam: nie jestem klasycystą, przeczytałem bardzo niewiele Horacego i nie byłbym na tyle zuchwały, by wydawać jakikolwiek osąd o jego zasługach czy braku zasług. Znalazłeś – i to bardzo odpowiednia metafora w naszej rozmowie – moją achillesową piętę.

Cóż, przypuszczam, że w Polsce Horacy jest znany głównie dzięki wpływowi na naszą poezję, szczególnie na pierwszego wielkiego poetę i ojca polskiej poezji pisanej w języku narodowym, czyli Jana Kochanowskiego. Większość polskich uczniów przynajmniej powinna znać w jakimś stopniu fragmenty poezji Horacego. Kochanowski inspirował się jego twórczością i tłumaczył niektóre jego utwory na polski. Jednym z najważniejszych naśladowców Horacego był Maciej Kazimierz Sarbiewski – poeta i jezuita, który żył w XVII wieku. Sarbiewski pisał po łacinie, a Horacy stanowił dla niego wzór. Nasi najwięksi poeci odwoływali się do twórczości Horacego i tłumaczyli go wraz z najlepszymi klasycystami. Stąd byłem ciekaw twojej opinii.

Koran jest wrogi cywilizacji zachodniej

Jeszcze jedna rzecz: rozmawialiśmy trochę o literaturze starożytnej greckiej i rzymskiej. Pamiętam jeden z twoich esejów, w którym miałeś – o ile dobrze sobie przypominam – wymienić najważniejsze dzieła literackie dla cywilizacji europejskiej. Ktoś był zaskoczony – a mnie zaskoczyło zaskoczenie tej osoby – że nie wymieniłeś Koranu. Przyznaję, że był to dla mnie pewien szok, bo wydaje się, że coraz więcej ludzi naprawdę nie rozumie, czym jest cywilizacja europejska. Może więc powiedzmy kilka słów o Koranie i dlaczego nie jest on fundamentalnym dziełem dla naszej cywilizacji.

Cywilizacja zachodnia to Jerozolima, Ateny i Rzym – czyli, trzy filary, z których narodziła się cywilizacja zachodnia. Jerozolima rodzi przez Betlejem Chrystusa, a więc chrześcijaństwo. Ateny dojrzewają w sposób, o którym mówiliśmy, do przyjęcia i objęcia chrześcijaństwa szczególnie – nie tylko w literaturze chrześcijańskiej przejmującej klasyczne dziedzictwo, ale w św. Augustynie podejmującym filozofię Platona i w św. Tomaszu – filozofię Arystotelesa. Mamy więc ciągłość między Atenami a Jerozolimą, które zostają złączone i poślubione w Rzymie – najpierw w Imperium Rzymskim, a potem Imperium Rzymskie zostaje ochrzczone przez Kościół, czyli przez Mistyczne Ciało Jezusa Chrystusa. Tak więc cywilizacja zachodnia ostatecznie jest kulturowym wyrazem Mistycznego Ciała Jezusa Chrystusa.

Natomiast Koran to odrzucenie chrześcijaństwa pod względem teologicznym. A pod względem historycznym ci, którzy są mu wierni, od czasów Mahometa terroryzują cywilizację zachodnią – podbijając całą Afrykę Północną, przez stulecia kontrolują Półwysep Iberyjski, docierają aż na północ Francji. I gdyby nie zostali militarnie pokonani, narzuciliby swą władzę ludom Europy. Europejczycy, korzystając z katolickiego rozumienia wojny sprawiedliwej, bronili się przed islamem. Koran jest wielką księgą w tym sensie, że jego wpływ na cywilizacje był znaczący. Ale jako część cywilizacji zachodniej, część świata chrześcijańskiego, jest to wyraźnie tekst wobec nich wrogi, a nie coś, co jest ich integralną częścią.

Biblia jest oczywiście dziełem kluczowym dla naszej cywilizacji. Jak pamiętam, w tym eseju odrzuciłeś komentowanie tego, bo to zbyt oczywiste – choć obawiam się, że znowuż wielu ludzi tego nie pojmuje, niestety. Jednym z najlepszych przykładów jest fakt, że nie rozumieją niektórych dzieł sztuki, bo nie wiedzą, kto jest przedstawiony na obrazie czy rzeźbie itd…

Gdy ludzie już nie wiedzą, kto jest ukrzyżowany na krzyżu – a niestety w niektórych niedouczonych częściach świata tak jest dzisiaj – wtedy docieramy do epoki barbarzyństwa. Naszym zadaniem jest wówczas cywilizować i ewangelizować. To coś, co powinniśmy robić. Jednak oczywiście poza Biblią jako tekstem i jej znaczeniem teologicznym, w literaturze pięknej jest tyle aluzji biblijnych! Jak można sobie w ogóle wyobrazić historię sztuki zachodniej bez odniesień do Madonny z Dzieciątkiem, narodzin Chrystusa, ukrzyżowania, Wniebowstąpienia, Zmartwychwstania, Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny? Gdyby usunąć to wszystko z historii sztuki zachodniej, nie zostałoby nic. Więc Biblia – poza tym, że jest tekstem samym w sobie – była fundamentem jako inspiracja dla muzyki, sztuk wizualnych, literatury i architektury.

Ostatnie pytanie, by podsumować naszą dyskusję o klasykach. Czy uważasz, że klasycy powinni być obowiązkowi w szkole, czy ludzie powinni odkrywać ich samodzielnie?

W zdrowym społeczeństwie, w zdrowej kulturze zrozumiałe jest, że kwiaty kultury mogą rozkwitać tylko wówczas, gdy zdrowe są korzenie. W zdrowej kulturze dba się o to, by ludzie byli świadomi korzeni, które wydają owoce. Jeśli nie będą świadomi korzeni, które wydają owoce, nie będzie owoców. Zatem tak – w zdrowej kulturze edukacja powinna mieć w samym centrum wielkie dzieła.

Dziękuję za podsumowanie naszej czwartej dyskusji o literaturze i mam nadzieję, że znów się spotkamy, by omówić kolejne ważne kwestie związane z czytaniem dobrych-dobrych książek.

Dziękuję, Janie. Z Panem Bogiem.

Z Panem Bogiem.

 

Jest to kontynuacja oraz poprawiona i rozszerzona wersja cyklu rozmów z Josephem Pearcem, które wcześniej ukazały się na kanale YouTube. Pierwsze trzy części zostały już opublikowane na portalu PCh24.pl

kupiec-wenecki.jpg

Żyd i homo!? O czytaniu i (o)błędnym odczytywaniu „Kupca weneckiego” Szekspira

Jan J. Franczak: Tym razem poświęcimy całą rozmowę "Kupcowi weneckiemu". Jesteś przecież redaktorem wydania tej sztuki w Ignatius Press. Chciałbym jednak zacząć od małej demonstracji – proszę, powiedz, co myślisz o okładce tego współczesnego polskiego tłumaczenia Kupca weneckiego? (Na okładce widnieje mężczyzna wyglądający jak ortodoksyjny Żyd w czarnym kapeluszu. Jego broda jest jednak tęczowa, w...Czytaj dalej

 

75548.jpg
Oprac. PCh24.pl

Joseph Pearce: Epoka Szekspira, brutalna, drakońska... nie tak różna, od naszej

Jego epoka była czasem, w którym grzech oddano w służbę świeckiej tyranii i w której ci, którzy dążyli do praktykowania pełni Wiary, stali się obiektem szyderstwa i kary w wyniku wprowadzenia w życie drakońskich praw. Była to epoka – pod pewnymi względami – wcale nie tak różna od naszej - pisze Joseph Pearce o czasach Szekspira.Znane są słowa Bena Jonsona o jego przyjacielu Williamie Szekspirze, ż...Czytaj dalej
 
czytanie.jpg
pixabay.com

Joseph Pearce: Czytanie pomaga nam powrócić do rzeczywistości

Wielkie historie: powieści i krótkie narracje pozwalają nam zrozumieć, kim każdy z nas jest jako homo viator – człowiek podróżujący. Życie każdego z nas to podróż, a skoro tak, to przez sam ten fakt jest ono także opowieścią – mówi Joseph Pearce, brytyjski pisarz, biograf i krytyk literacki, w rozmowie z Janem J. Franczakiem. Jan J. Franczak: Josephie, dziękuję za przyjęcie zaproszenia do roz...Czytaj dalej
 


[1] Po angielsku: „pride and prejudice” – nawiązanie do tytułu znanej powieści Jane Austen, która w polskim przekładzie nosi tytuł „Duma i uprzedzenie”. Angielskie słowo „pride” można też przetłumaczyć jako „pycha”.

[2] Homer, Iliada, tłum. Kazimiera Jeżewska, Wrocław 1986, s. 3.

Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: