Prawdziwe prawo człowieka: Zwycięstwo nad samym sobą. Jan Paweł II i „duszpasterstwo inkluzywne”

Adamus_1024x1024.jpg
Autor:
Filip Adamus
slub.jpg
Image by Pexels from Pixabay

Dziś przypada wspomnienie Św. Jana Pawła II. Zdawałoby się, że to postać, do której dziedzictwa dobrze się przyzwyczailiśmy. A jednak... w Polsce urzędy sankcjonują zawarte za granicą związki jednopłciowe, a w wielu miejscach świata do sakramentów dopuszcza się wiernych w „nieregularnych” relacjach. Osoby w grzechu homoseksualnym, czy „pary jednopłciowe”, coraz rzadziej słyszą od kapłanów napomnienie. Za to refleksja o tym, jak zapewnić im w Kościele przyjazne przyjęcie, wciąż zaprząta hierarsze głowy. Prawda jest brutalna: kluczowy aspekt posługi polskiego papieża, jakim była walka z destrukcją chrześcijańskiego małżeństwa, nie ma obecnie odważnych kontynuatorów na szczycie eklezjalnej władzy. 

W Rzymie niedawno zakończyło się spotkanie Ojca Świętego z przedstawicielami konferencji episkopatów z całego świata z okazji 10. rocznicy wydania przez Franciszka adhortacji „Amoris Laetitia”. Podczas trwającego między 7 a 14 października zgromadzenia nie ustalono żadnego rozstrzygnięcia najbardziej kontrowersyjnego problemu związanego z dokumentem byłego papieża. Chodzi oczywiście o możliwość przystępowania do sakramentów świętych rozwodników w nowych związkach.

Przed zmianami Franciszka w wydanej przeszło 45 lat temu adhortacji „Familiaris Consortio” Karol Wojtyła podtrzymywał ograniczenie praktyki sakramentalnej dla takich osób. Rozgrzeszenie i powrót do sakramentów miał być możliwy wyłącznie dla tych, którzy z powodu szczególnych zobowiązań nie mogli spełnić obowiązku opuszczenia nieprawego związku i powstrzymywali się w nim od aktów właściwych małżeństwu. 

Zróbmy to razem!

Mimo tak uderzającej różnicy między obiema adhortacjami, podczas otwarcia spotkania papieża z przedstawicielami episkopatów szefowa Papieskiej Akademii Nauk Społecznych przekonywała, że są one sobie bardzo bliskie. Zdaniem s. Helen Alford oba dokumenty łączy założenie „stopniowalności prawa”. Sednem tej optyki ma być uznanie „faktu”, że w określonych sytuacjach ludzie nie zawsze są w stanie sprostać wymogom nauki chrześcijańskiej, a nawet nie mogą uznać jej moralnej trafności. Według Helen Alford tak „Familiaris Consortio”, jak i „Amoris Laetitia” stanowią próbę pogodzenia tego stanu rzeczy z chrześcijańskim nauczaniem moralnym w odmiennych kontekstach historycznych. 

Wygłoszona przez zakonnicę opinia każe przyjrzeć się ważnej kwestii. Dla Jana Pawła II nauczanie o rodzinie i małżeństwie stanowiło kluczowy punkt refleksji i działalności nauczycielskiej w czasie, gdy pełnił Urząd Piotrowy. Promotorzy „inkluzywnego” duszpasterstwa w dobie „Amoris Laetitia” i „synodalności” chcieliby sądzić, że zachowują ciągłość z papieskim nauczaniem, w ostatnich latach mamy do czynienia jedynie z rozwinięciem narzędzi i wizji już w Kościele obecnych. Czy o takiej spójności rzeczywiście może być mowa?

Wprawdzie sama siostra Helen Aldorf nie odniosła się do kluczowej kontrowersji, dotyczącej przystępowania osób trwających w grzechu do świętych sakramentów. Wiemy jednak, że papież Franciszek to rozumienie jego adhortacji określił jako trafne, rozstrzygając wątpliwości biskupów Argentyny. Jeśli wziąć pod uwagę tę praktykę oraz wyłaniające się w ramach procesu synodalnego dążenia do „przyjęcia” i „doceniania” w Kościele osób żyjących w sprzecznych z wiarą związkach...refleksja Jana Pawła Ii nie wydaje się bliska tym tendencjom.   

Kwestia zakazu dostępu rozwodników w ponownych związkach do sakramentów nie była zapisem na marginesie do „Familiaris Consortio”. Jego potwierdzenie wynikało z nauczania o małżeństwie, którego ważność z determinacją zaznaczał Karol Wojtyła.... O ile w „Familiaris Consortio” Jan Paweł II istotnie pisał o „stopniowości”, z jaką ludzie i kultury dostosowują się do zasad Ewangelii, o tyle w żadnym razie nie rezygnował z jednoznacznego piętnowania grzeszności „alternatywnych” związków. 

„Podstawowym obowiązkiem Kościoła jest potwierdzanie z mocą — jak to uczynili Ojcowie Synodu — nauki o nierozerwalności małżeństwa. Tym, którzy w naszych czasach uważają za trudne lub niemożliwe wiązanie się z jedną osobą na całe życie, i tym, którzy mają poglądy wypaczone przez kulturę odrzucającą nierozerwalność małżeństwa i wręcz ośmieszającą zobowiązanie małżonków do wierności, należy na nowo przypomnieć radosne orędzie o bezwzględnie wiążącej mocy owej miłości małżeńskiej, która w Jezusie Chrystusie znajduje swój fundament i swoją siłę”, pisał w wydanym przed 45 laty dokumencie Ojciec Święty. „Dar sakramentu jest jednocześnie powołaniem i przykazaniem dla małżonków chrześcijańskich, aby pozostali sobie wierni na zawsze, ponad wszelkie próby i trudności, w wielkodusznym posłuszeństwie świętej woli Pana: „Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela”, dodawał. 

Ukazanie przez Kościół „bezcennej wartości nierozerwalności i wierności małżeńskiej jest jednym z najcenniejszych i najpilniejszych zadań małżonków chrześcijańskich naszych czasów. Dlatego wraz ze wszystkimi Braćmi, którzy brali udział w Synodzie Biskupów, pochwalam owe liczne pary małżeńskie, które choć napotykają na niemałe trudności, to jednak zachowują i rozwijają dobro nierozerwalności, wypełniając w ten sposób pokornie i odważnie powierzone im zadanie; zachęcam je, aby były w świecie „znakiem” — maleńkim i cennym znakiem, niekiedy poddanym próbie, lecz zawsze odnawiającym się — tej niestrudzonej wierności, z którą Bóg i Jezus Chrystus miłują wszystkich ludzi i każdego człowieka. Koniecznie trzeba podnieść też wartość świadectwa tych małżonków, którzy, opuszczeni przez partnera, dzięki mocy wiary i nadziei chrześcijańskiej nie wstąpili w nowy związek”, kontynuował papież.  

„Pojednanie w sakramencie pokuty — które otworzyłoby drogę do komunii eucharystycznej — może być dostępne jedynie dla tych, którzy żałując, że naruszyli znak Przymierza i wierności Chrystusowi, są szczerze gotowi na taką formę życia, która nie stoi w sprzeczności z nierozerwalnością małżeństwa. Oznacza to konkretnie, że gdy mężczyzna i kobieta, którzy dla ważnych powodów — jak na przykład wychowanie dzieci — nie mogąc uczynić zadość obowiązkowi rozstania się, „postanawiają żyć w pełnej wstrzemięźliwości, czyli powstrzymywać się od aktów, które przysługują jedynie małżonkom”, zaznaczał Jan Paweł II. 

W świetle tych zapisów widać, że obrona chrześcijańskiego małżeństwa przed wypaczeniami stanowiła priorytet dla Karola Wojtyły. Postawą Kościoła, jaką uważał za właściwą, było uwypuklenie świadectwa tych wiernych, którzy mimo zmagań i trudnych sytuacji życiowych żyli w zgodzie z boskim porządkiem. To, jak się zdaje, tendencja przeciwna tej, jaką Kościół obrał w czasach od „Amoris Laetitia” i którą utrzymuje w procesie synodalnym oraz w odniesieniu do polityki. W ciągu ostatniej dekady słyszeliśmy już papieża apelującego o akceptację cywilnych związków homoseksualnych. W dokumentach synodalnych czytaliśmy o priorytecie, jakim ma być przyjęcie w Kościele osób w „nieregularnych związkach”, zadbanie o to, by czuły się częścią wspólnoty oraz nie doznawały presji psychologicznej. Wreszcie mamy nawet błogosławieństwa par homoseksualnych, ponoć mające umacniać to, co w nich „dobre”...

Tendencje te zdają się dowodzić jednego. Rządcy Kościoła przynajmniej odczuwają, jeśli nie sądzą, że łatwiej i lepiej jest zmienić praktykę duszpasterską, niż prowadzić współczesnego człowieka do odcięcia się od jego grzesznych skłonności. 

Tymczasem, Jan Paweł II, choć apelował o rozeznawanie położenia rodzin wobec historycznych przemian, o tyle odległy był od przemilczania chrześcijańskiej prawdy wobec ekspansji zepsucia. Karol Wojtyła zbudował doskonały aforyzm, podsumowujący tę kwestię. Krytykując jedną z pro- homoseksualnych rezolucji Parlamentu Europejskiego, Ojciec Święty mówił: „Parlament w sposób nieuprawniony nadał walor prawny zachowaniom dewiacyjnym, niezgodnym z zamysłem Bożym: wiemy, że człowiek ulega słabościom, ale Parlament w ten sposób poparł ludzkie słabości. Nie uznano faktu, że prawdziwym prawem człowieka jest zwycięstwo nad samym sobą, które pozwala żyć w zgodzie z prawym sumieniem”.

W przeszło 20 lat po śmierci polskiego papieża trudno oprzeć się wrażeniu, że wielu ludzi Kościoła nadaje - sięgając po papieski język - zachowaniom dewiacyjnym...walor duchowy i społeczny. Z postawą Kościoła w poprzednich dekadach ta obecna również nie licuje. 

Za pontyfikatu Jana Pawła II Kongregacja Nauki Wiary opublikowała na przykład szereg dokumentów wyjaśniających grzeszny charakter związków homoseksualnych, powody niemożności ich prawnej legalizacji oraz wprost potępiła tezy środowisk homoheretyckich z ich liderami. Weźmy na przykład New Ways Ministry - napiętnowane w 1999 roku za błędy wraz ze stojącymi na czele tej organizacji siostrą Gramick i ks. Robertem Nugentem. Dziś wywodzący się z tego środowiska ks. James Martin cieszy się wpływami i watykańską teką. W zeszłym roku homoheretyckie środowiska urządziły sobie imprezę w Watykanie, oficjalnie współpracując z organizacją Roku Jubileuszowego. A papież Leon? Milczał. 

Jeżeli liderzy zmian w Kościele chcieliby rzeczywiście naśladować Karola Wojtyłę, powinni wziąć sobie do serca jedną z jego przestróg: 

W „Familiaris Consortio” Jan Paweł II przypominał kluczową naukę św. Augustyna. Człowiek, jak zaznaczał Ojciec Kościoła, ma do wyboru dwie drogi. Miłość Boga aż do pogardy samego siebie lub też miłość samego siebie aż do pogardy Boga. Kościół „słuchający”, jak chcą go nazywać promotorzy „synodalności”, może albo słuchać ludzi do pogardy prawdy Bożej, albo słuchać prawdy Bożej do pogardy względami ludzkimi.  

Nie ma takiej drogi, jaką to swego czasu wyobrażał sobie pewien publicysta „Gościa Niedzielnego” - wiodącej do nawrócenia osób trwających w grzesznych związkach bez jego opuszczenia. Taki model to wyłącznie utwierdzanie ludzi w ich słabościach i odwodzenie od zwycięstwa nad nimi samymi. Czy tak wyobrażamy sobie oczekiwany stan rzeczy w Kościele? Z pewnością nie tak rozumiał go Jan Paweł II.  

Filip Adamus

 

Adamus_1024x1024.jpg
Autor:
Filip Adamus
Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: