„Amoris Laetitia” jak „Familiaris Consortio”? Wizja „stopniowalności prawa” podczas papieskiego spotkania

Podczas otwarcia spotkania przewodniczących konferencji episkopatów z Ojcem Świętym refleksję do zgromadzonych wygłosiła s. Helen Alford OP. Zakonnica oraz profesor nauk społecznych przyrównała kontrowersyjną adhortację Franciszka do „Familiaris consortio” Jana Pawła II. Zdaniem dominikanki, oba te papieskie dokumenty kierują się wizją „stopniowalności prawa”, z jednej strony nie porzucając niczego z doktryny moralnej, a z drugiej uznając, że... nie każdy potrafi sprostać jej obiektywnym kryteriom czy nawet uznać ją za słuszną.
W skierowanym do zgromadzonych w Watykanie na spotkaniu z okazji 10. rocznicy publikacji „Amoris laetitia” dominikanka zwróciła uwagę na kluczową rolę rodzin w głoszeniu Ewangelii. To w nich, jak wskazała, znacząca liczba chrześcijan po raz pierwszy spotyka się z Objawieniem Bożym i wychowuje się w wierze.
Odwołując się do zapisów franciszkowej adhortacji „Amoris laetitia” s. Helen Alford podkreśliła również społeczną rolę rodzin, szczególnie gdy te pozostają otwarte na ubogich i potrzebujących.
Następnie zakonnica wyraziła przekonanie, że wiele z rodzin znajdujących się w czasie kryzysu mogłoby uzyskać szczególną pomoc, gdyby wsłuchały się w treść Ewangelii. – Wiele rodzin w sytuacjach cierpienia i potrzeby mogłoby uzyskać wielką pomoc w zmaganiu się z tymi próbami poprzez usłyszenie głoszonej im Ewangelii, odnajdując nową perspektywę, którą Dobra Nowina nadaje naszemu życia, a przez to łaskę sakramentów – stwierdzała dominikanka. – Same napięcia, stres i rozłamy w życiu rodzinnym można by znieść z większym męstwem i nadzieją, że można je przezwyciężyć, jednocząc je z cierpieniami Chrystusa – dodawała.
– Piękno i kruchość współistnieją w Ewangelii o rodzinie, którą jesteśmy wezwani głosić młodszemu pokoleniu – mówiła s. Alford. Następnie zakonnica przedstawiła obraz spotkania Chrystusa z Samarytanką jako obraz tej zależności, a także przykład podejścia duszpasterskiego, jakim mógłby kierować się Kościół.
– W czasie tego nadzwyczajnego spotkania, podczas najgorętszego momentu dnia, Jezus prosi kobietę, która przyszła do studni, o napój. Gdyby nie była ona w wrażliwej i nieregularnej sytuacji rodzinnej, jak staje się jasne później, w ogóle by się tam nie zjawiła, a spotkanie nie miałoby miejsca. Przyszłaby w chłodniejszej porze dnia, jak inne kobiety. Podobnie Jezus, jako mężczyzna i Żyd, nie powinien z nią rozmawiać. (...) A jednak, Jezus prosi ją o napój, rozpoczynając niesamowitą sekwencję zdarzeń, w której Jezus otwarcie mówi, po raz pierwszy w Ewangelii Janowej, że jest Mesjaszem, a która kończy się uczynieniem z nieznanej kobiety nie tylko pierwszej publicznej ewangelizatorki, ale również, mimo jej złej reputacji, a być może właśnie ze względu na nią, bardzo skutecznej ewangelizatorki – mówiła do uczestników spotkania siostra.
Powołując się na opinię jednego ze swoich dominikańskich współbraci, Helen Alford stwierdziła, że w rozmowie wyodrębnić można cztery etapy - które powinny być stosowane również w praktyce duszpasterskiej Kościoła. Pierwszy z nich stanowi swobodne spotkanie, które przeradza się w rozmowę o ludzkim szczęściu i spełnieniu. Dopiero potem następuje moment konfrontacji Samarytanki z prawdą o jej życiowej sytuacji. Później ma miejsce katecheza, wygłoszona przez Chrystusa, w której ujawnia on swoją tożsamość. Całą opowieść wieńczy zaś ostatni „etap” - jakim jest powrót kobiety do wioski, gdzie dzieli się świadectwem o Chrystusie.
Jak zaznaczyła zakonnica, gdyby chcieć naśladować postawę Syna Bożego, to początkowym etapem kaznodziejskiej działalności powinno być pobudzanie w człowieku pragnienia poznania Boga i sensu życia. Jednak drugim etapem, który często chciałoby się pominąć, musi być wskazanie ułomności i niedomagań danej osoby - których przemilczeć nie wolno. Dopiero potem nadejść ma czas na nauczanie i ostatecznie wezwanie do chrześcijańskiego świadectwa.
Jak zauważyła dominikanka, elementy rozmowy Chrystusa z Samarytanką wzmiankował również Jan Paweł II w adhortacji „Familiaris consortio”. W opinii zakonnicy znany dokument Jana Pawła II i papieża Franciszka łączy podobna idea „prawa stopniowości”.
Jego sednem miałoby być przekonanie, że człowiek poznaje, miłuje i czyni dobro moralne na różnych etapach rozwoju, nie zawsze będąc w pełni zdolnym do sprostania obiektywnym normom etycznym, czy nawet uznania ich za właściwe. Według s. Helen Alford tak „Familiaris consortio”, jak i „Amoris laetitia” stanowią próbę pogodzenia tego faktu z chrześcijańskim nauczaniem moralnym w odmiennych okolicznościach historycznych.
W odniesieniu do przyjmowania sakramentów przez rozwodników w podobnych związkach Jan Paweł II pisał wyraźnie: „Kościół jednak na nowo potwierdza swoją praktykę, opartą na Piśmie Świętym, niedopuszczania do komunii eucharystycznej rozwiedzionych, którzy zawarli ponowny związek małżeński. Nie mogą być dopuszczeni do komunii świętej od chwili, gdy ich stan i sposób życia obiektywnie zaprzeczają tej więzi miłości między Chrystusem i Kościołem, którą wyraża i urzeczywistnia Eucharystia. Jest poza tym inny szczególny motyw duszpasterski: dopuszczenie ich do Eucharystii wprowadzałoby wiernych w błąd lub powodowałoby zamęt co do nauki Kościoła o nierozerwalności małżeństwa”. O ile wcześniejsze akapity tekstu nakazują duszpasterzom uważne rozeznanie realnej sytuacji rozwiedzionych, o tyle w kwestii samej spowiedzi i Eucharystii adhortacja polskiego papieża stwierdza jednoznacznie:
„Pojednanie w sakramencie pokuty — które otworzyłoby drogę do komunii eucharystycznej — może być dostępne jedynie dla tych, którzy żałując, że naruszyli znak Przymierza i wierności Chrystusowi, są szczerze gotowi na taką formę życia, która nie stoi w sprzeczności z nierozerwalnością małżeństwa. Oznacza to konkretnie, że gdy mężczyzna i kobieta, którzy dla ważnych powodów — jak na przykład wychowanie dzieci — nie mogąc uczynić zadość obowiązkowi rozstania się, „postanawiają żyć w pełnej wstrzemięźliwości, czyli powstrzymywać się od aktów, które przysługują jedynie małżonkom”. Nie ma tu wątpliwości: podstawowym obowiązkiem rozwodników w ponownych związkach jest rozejście się - a tylko w wyjątkowych wypadkach mogą oni, pod ścisłymi ograniczeniami, nie dopełnić tej powinności.
Na ile zapisy te dają się pogodzić z praktyką części Kościoła, w której rozwodników w ponownych związkach dopuszcza się do sakramentów świętych, nawet gdy ci takiej wstrzemięźliwości nie zachowują?
źródło: youtube/Vatican News
FA






