Skąd wzięła się dobroczynność i dlaczego wciąż ją cenimy

redakcja.jpg
Autor:
Tomasz Figura
Latwogang-dobroczynnosc.jpg
Oprac. PCh24.pl

Dzięki imponującej akcji 23-letniego TikTokera Piotra Garkowskiego – znanego jako Łatwogang – bez właściwie żadnych kosztów udało się zebrać imponująca kwotę ponad ćwierćmiliarda złotych na pomoc dzieciom cierpiącym na chorobę nowotworową. Szczytny cel zjednoczył Polaków, ale też przyciągnął wielu celebrytów i znane marki. Podobnych zbiórek – choć na mniejszą skalę – jest w sieci mnóstwo. Podchodząc z szacunkiem do dobra, jakie udaje się zrealizować dzięki zebranym w ten sposób środkom, tu i ówdzie pojawia się pytanie, jak można tego typu akcje pogodzić z ewangelicznym wezwaniem do udzielania pomocy bez rozgłosu. Czy faktycznie anonimowość darczyńców – wywodzona ze słów „gdy czynisz jałmużnę, niech nie wie twoja lewica, co czyni twoja prawica” – jest w takich sytuacjach etycznie pożądana?

To zdjęcie nadaje się na nagrodę Grand Press Photo. W kawalerce, przed komputerem siedzi młody chłopak. Mieszkanie nie robi wielkiego wrażenia, podobnie jak biurko i stojący na nim komputer. Za to na ekranie – czego nie widać na zdjęciu – dzieją się cuda. Bo tylko tak można nazwać licznik zbiórki, który w ciągu kilku dni osiągnął niebotyczną kwotę ponad 250 milionów złotych!

A zaczęło się całkiem niewinnie. Oto młody influencer „Łatwogang” postanowił uruchomić zbiórkę na fundację „Cancer fighters”, która pomaga dzieciom cierpiącym na chorobę nowotworową. Piotr Garkowski (to jego prawdziwe imię i nazwisko) postanowił, że będzie nadawał na żywo w tle puszczając zapętlony utwór „Ciągle tutaj jestem (diss na raka)” nagrany przez rapera Badoesa 2115 i 11-letnią Maję Mecan, podopieczną „Cancer faighters”.

Zróbmy to razem!

Plan dzisiaj wydaje się dość skromny – Garkowski chciał zebrać pół miliona złotych. Kwota jednak szybko przebiła cel a sam stream zyskiwał na popularności. Kawalerkę odwiedzali celebryci, zachęcając różnymi akcjami do wspierania inicjatywy. By zwiększyć streamowi zasięgi, decydowali się nierzadko ogolić sobie głowę przed kamerą. Gest ów był symbolicznym wyrazem solidarności z dziećmi cierpiącymi na nowotwory.

Przez dziewięć dni niewielka kawalerka stała się centrum dowodzenia gigantyczną akcją charytatywną, ogniskując uwagę mediów i milionów Polaków. Nie trzeba było wielkich festynów, imprez ani koncertów – wystarczył jeden człowiek, komputer i kamera, by zebrać astronomiczną kwotę. Nie chcę deprecjonować innych, bardziej tradycyjnych akcji charytatywnych, ale warto odnotować, że niskim kosztem można dokonać czegoś naprawdę wyjątkowego. Wszystkie środki – bez żadnej prowizji, ani dodatkowych kosztów – trafiły na konto fundacji „Cancer fighters”.

Ilekroć jednak pojawiają się hucznie ogłaszane zbiórki na cele charytatywne, katolicy stają wobec pewnego wewnętrznego napięcia: jak pogodzić to z ewangelicznym nakazem, by dobory czynić tak, aby lewa ręka nie wiedziała co czyni prawa? Wszak Pan Jezus wielokrotnie zachęcał nas, byśmy nie czynili niczego na pokaz.

Nikt chyba nie ma wątpliwości, że zebrane środki stanowią wielkie i nieocenione wsparcie dla chorych dzieci. Jednak od czasu do czasu niektórzy pytają: czy jednak takim zbiórkom faktycznie powinno towarzyszyć tak wielkie show? Czy czasami nie odczuwamy pewnego dysonansu, związanego z zaangażowaniem w nie znanych ludzi i marek, które w ten sposób budują swój wizerunek?

Lans a anonimowa pomoc – to da się pogodzić?

Poszukując odpowiedzi na te pytania, warto raz jeszcze podkreślić, że nie wątpimy iż wielu z tych, którzy pomogli czyniło to z dobroci serca. Nie przesądzamy również, co kieruje w takich przypadkach celebrytami czy firmami, ogłaszającymi pod swoimi brandami, jakiej wysokości kwoty przekazały na wsparcie szczytnej inicjatywy. Trzeba bowiem jasno powiedzieć: z jednej strony może tu chodzić w pewnej mierze o autopromocję, ale z drugiej – zaangażowanie celebrytów i popularnych marek pozwala nagłaśniać zbiórkę i przyczynia się do rozszerzenia bazy darczyńców.

- Z jednej strony Pismo Święte zachęca nas, by lewa ręka nie wiedziała co czyni prawa, czyli możemy powiedzieć, że lepiej byłoby gdyby darczyńcy w takich akcjach charytatywnych pozostali raczej anonimowi. Ale z drugiej strony, Pan Jezus zauważył też, że nasze zaangażowanie stanowi świadectwo. W Piśmie Świętym zachęca nas także do tego, aby „ludzi widzieli dobre czyny w nas”, czyli do postawy czynienia dobra jawnie. Sprawę tę należy zatem zostawić sumieniu tych, którzy w takie zbiórki się angażują – mówi nam ojciec dr hab. Jan Strumiłowski.

Sprawa zatem wymaga delikatności. Jeśli ktoś ze szczerą intencją wykorzystuje swoją popularność po to, by nadać zbiórce rozgłosu – daje świadectwo czynienia dobra i zachęca innych do naśladowania. Jest to zatem godne szacunku. Gdzie jednak kończy się dobroczynność a zaczyna pycha, która karmi się wizerunkiem dobroczyńcy? Na to pytanie każdy musi odpowiedzieć we własnym sumieniu.

Gdy rozmaici celebryci, często dający się poznać jako ludzie skrajnie egocentryczni, których kariery nierzadko stanowią efekt precyzyjnych działań marketingowców, biorą udział w takich akcjach, za darmo poświęcając swój czas lub pieniądze, w niektórych budzi się efekt podejrzliwości. Że może to tylko lans. Być może – ale powtórzmy: to dotyczy sumienia każdego z nich, a nie naszych sumień. Nie ma się co tym zajmować. Święty Ignacy Loyloa w swych „Ćwiczeniach Duchowych” pisał, że „każdy dobry chrześcijanin powinien być bardziej skłonny do ocalenia wypowiedzi bliźniego niż do jej potępienia”. Dotyczy to nie tylko wypowiedzi ale i zachowań. Jako chrześcijanie powinniśmy więc raczej ufać, że ludzie kierują się dobrymi intencjami. Nie należy oczywiście być w tym myśleniu przesadnie naiwnym, ale przecież owoce licznych, internetowych zbiórek są naprawdę imponujące i przynoszą konkretne dobro.

A owo dobro, nie zawsze musi odbywać się w zaciszu małej izby. Bywa, że rozgłos mu służy i nie trzeba spoglądać na to z dystansem. Za sprawą akcji Łatwoganga z pewnością wiele dzieci otrzyma tak potrzebne im wsparcie medyczne. A może niektórzy ludzie, śledząc stream, uwierzyli na nowo, że ludzie potrafią być dobrzy? I może zastanowią się, dlaczego tak jest?

Geneza wszelkiej dobroczynności

To piękne i niezwykle budujące, że ludzie sobie pomagają – warto przy tym pamiętać, że zarówno takie akcje jak ta Łatwoganga, jak i znacznie mniej spektakularna, codzienna pomoc indywidualnych osób oraz rozmaitych grup, fundacji czy stowarzyszeń – charakterystyczna jest dla cywilizacji chrześcijańskiej.

Już od pierwszych wieków istnienia Kościół organizował bowiem pomoc ubogim, chorym i wykluczonym, tworząc instytucje takie jak szpitale, sierocińce czy hospicja, a także prowadząc regularne akcje rozdawania żywności i wsparcia. W świecie starożytnym pomoc istniała, ale miała charakter elitarny i często służyła budowaniu prestiżu darczyńców. Chrześcijaństwo wprowadziło zupełnie nową motywację: miłość bliźniego jako obowiązek moralny wynikający z nauczania Jezusa. Kluczową różnicą było także to, że dobroczynność chrześcijańska miała charakter powszechny i bezwarunkowy. Apostołowie i ojcowie Kościoła podkreślali, że pomoc należy się nie tylko współwyznawcom, ale każdemu człowiekowi w potrzebie. To było novum w historii cywilizacji – wcześniejsze systemy etyczne często ograniczały troskę do własnej wspólnoty lub klasy społecznej.

Dobroczynność – rozumiana jako bezinteresowna, powszechna troska o każdego człowieka – stała się szczególnie charakterystyczną cechą cywilizacji chrześcijańskiej, podczas gdy w wielu innych kręgach kulturowych nie była ani oczywista, ani uznawana za moralny obowiązek. W niektórych cywilizacjach czy systemach religijno-filozoficznych cierpienie bywało i do dziś bywa interpretowane jako konsekwencja losu, przeznaczenia lub winy jednostki, co osłabiało motywację do niesienia pomocy. Dobitnym przykładem z czasów współczesnych jest działalność Matka Teresa w Kalkucie, gdzie opiekowała się umierającymi, chorymi i najuboższymi. Jej postawa budziła zdumienie części lokalnego społeczeństwa, dla którego pomoc takim ludziom nie była czymś oczywistym – przeciwnie, często uważano, że ich los jest skutkiem karmy czy przeznaczenia i nie powinno się go zmieniać. Na tym tle chrześcijańskie podejście, nakazujące widzieć w każdym człowieku bliźniego i bez względu na jego sytuację spieszyć mu z pomocą, jawi się jako wyraźnie odmienny model etyczny – model, który uczynił dobroczynność jednym z najbardziej rozpoznawalnych rysów cywilizacji wyrosłej z nauczania Kościoła.

Nawet, jeśli dziś nie żyjemy już w cywilizacji chrześcijańskiej, ale w jakimś stopniu na jej gruzach, to przeświadczenie o konieczności pomocy bliźniemu nadal tkwi w nas głęboko, co Polacy udowadniają przy okazji nagłośnionych akcji i poprzez codzienne wspieranie się w rodzinach, parafiach i szerzej. Nawet, jeśli nigdy nie chodzili do kościoła – nasze społeczności poniekąd nadal czerpią z wielkiego skarbca dorobku cywilizacji chrześcijańskiej.

Tomasz Figura

redakcja.jpg
Autor:
Tomasz Figura
Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: