Niedzielny wykład wiary: 19 niedziela po zesłaniu Ducha Świętego

Lekcja, Ef 4:23-28:
Bracia: Odnówcie się duchem umysłu waszego i obleczcie się w nowego człowieka, który według Boga stworzony jest w sprawiedliwości i w świętości prawdy. Dlatego odrzuciwszy kłamstwo, mówcie każdy prawdę z bliźnim swoim, bo jesteśmy jedni drugich członkami. Gniewajcie się, ale nie grzeszcie: niechaj słońce nie zachodzi nad zagniewaniem waszym. Nie dawajcie przystępu szatanowi: kto kradł, niech już nie kradnie, lecz raczej niech pracuje, wykonując rękoma swymi to, co dobre jest, aby miał skąd udzielić potrzebującemu.
Wykład:
Apostoł Paweł wzywa w swoim liście do porzucenia niemoralnego życia. Człowiek, chrześcijanin jest szczególnie wezwany do prowadzenia cnotliwego żywota. Piętnuje on (św. Paweł) kłamstwo, które zgodnie z nauczaniem Kościoła polega na „mówieniu nieprawdy z intencją oszukania” („Katechizm Kościoła katolickiego”, 2482) i stanowi najbardziej bezpośrednie wykroczenie „przeciw prawdzie” (Tamże, 2483). Wzywa również do porzucenia gniewu, który polega na pragnieniu czynienia zła wobec bliźnich, a także zakazuje wszelkiej kradzieży. Za wielką łaską chrześcijańskiej godności idzie bowiem wymóg dobrego prowadzenia się, aby życie każdego katolika było swoistą latarnią morską świecącą pośród ciemności.
Ewangelia, Mt 22:1-14:
Onego czasu: Jezus mówił do przedniejszych kapłanów i faryzeuszy w przypowieściach, mówiąc: „Podobne stało się Królestwo Niebieskie człowiekowi królowi, który sprawił gody małżeńskie synowi swemu. I posłał sługi swoje, aby wezwać zaproszonych na gody, a nie chcieli przyjść. Potem posłał inne sługi, mówiąc: Powiedzcie zaproszonym: Oto ucztę mą przygotowałem, pobite moje woły i co było karmnego, i wszystko gotowe, przybywajcie na gody. Ale oni, nie dbając o to, odeszli: jeden do posiadłości swojej, a drugi do kupiectwa swego, a pozostali pochwycili jego sługi i zelżywszy ich zabili. Gdy to posłyszał król, rozgniewał się i posławszy wojska swoje, wytracił onych mężobójców, a miasto ich podpalił. Wtedy rzekł sługom swoim: Gody wprawdzie są gotowe, ale zaproszeni nie byli godni. Idźcie przeto na rozstaje dróg, a kogokolwiek znajdziecie, wzywajcie na gody. I słudzy jego, wyszedłszy na drogi, zgromadzili wszystkich, których napotkali, złych i dobrych, i napełniła się sala godowa biesiadnikami. A wszedł król, aby zobaczyć biesiadników, i ujrzał tam człowieka nie przyodzianego w szatę godową. I rzekł mu: Przyjacielu, jakże tu wszedłeś nie mając szaty godowej? A on milczał. Wtedy rzekł król sługom: Związawszy mu ręce i nogi, wrzućcie go do ciemności zewnętrznych: tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. Albowiem wielu jest wezwanych, lecz mało wybranych”.
Wykład:
Obraz wesela, użyty przez Pana Jezus w przywołanej przypowieści, odpowiada teologii prorockiej Starego Testamentu, która wyrażała łączność narodu żydowskiego z Bogiem poprzez symbolikę instytucji małżeństwa (Por. Jeremiasza 31, 32). Małżeństwo, według tego znaczenia, było synonimem wierności wobec Jahwe. Bałwochwalstwo, czyli kult oddawany fałszywym bogom, znajdowało swój odpowiednik w grzechu cudzołóstwa. Dlatego też Zbawiciel, opowiadając ową przypowieść, ukazuje za jej pośrednictwem zaproszenia, które otrzymał od Stworzyciela naród wybrany. Odpowiednikami tych weselnych wezwań w historii zbawienia są działania proroków. Najpierw starotestamentalnych wysłanników Boga, potem zaś Jana Chrzciciela. Spotkały się one (te wezwania) z pogardą i odrzuceniem ze strony ludu pierwszego wybrania. Wielu proroków swoją działalność przypłaciło życiem. Historycznie natomiast, sam zwyczaj podwójnych zaprosin, o którym mówi Jezus, był znany u Greków i Rzymian czasów starożytnych. Drugie zaproszenie było, co do zasady, wysyłane w momencie, gdy uczta weselna była już gotowa (Por. Eugeniusz Dąbrowski, „Życie Jezusa Chrystusa w opisie Ewangelistów, Poznań 1951, s. 194). Ostatecznie jest to również symbol zatwardziałego odrzucenia Syna Bożego przez większość Żydów i zapowiedź Jego śmierci krzyżowej. O tym zaślepieniu ludu dawniej wybranego oraz naszej nadziei na nawrócenie Żydów wspomina stara modlitwa przy okazji liturgii wielkopiątkowej. Jedno z tych wezwań, które wypowiada kapłan, brzmi: „Módlmy się także za żydów: Niech Bóg i Pan nasz usunie zasłonę z ich serc, aby i oni uznali Jezusa Chrystusa, Pana naszego” („Mszał rzymski”, Poznań 1963, s. 363).
Król z przypowieści postanawia potem, za pośrednictwem swoich sług, zaprosić resztę ludzi, którzy nie byli wezwani w pierwszej kolejności. Tutaj Chrystus mówi o zaproszeniu, które On sam skierował poprzez działalność misyjną apostołów. Ono jest skierowane do pogan, do wszystkich ludów i narodów, w tym także i nas współczesnych. Bóg bowiem zaprasza nas do uczestnictwa w swoim królestwie: do członkostwa w Kościele świętym i starania się o wieczne zbawienie. Na końcu ewangelicznego fragmentu wspomniany jest jeden z biesiadników, który nie odział się we właściwą szatę weselną, a który to został wyrzucony do „ciemności zewnętrznych”. Stanowi on symbol chrześcijanina, który przyjął wiarę, lecz żył na sposób pogański. Jest to ostrzeżenie dla katolików wszystkich czasów i miejsc, że sama wiara, rozumiana jako zbiór przekonań, nie zbawia. Grzegorz Wielki, papież i Ojciec Kościoła, komentował ten fragment tak: „Wchodzi zaś na gody, lecz bez szaty godowej ten, który zachowuje wprawdzie wiarę Kościoła, lecz nie ma miłości” (Tomasz z Akwinu, „Złoty łańcuch”, Kraków, s. 475). Nauczanie katolickie jest jasne: wiara bez dobrych uczynków jest martwa. Nie przynosi ona odpowiedniego owocu. Na koniec warto przywołać nauczanie dogmatyczne Koncylium trydenckiego. Święty Sobór Trydencki, w dekrecie o usprawiedliwieniu, nauczał o tym, iż „[n]ikt zaś, chociaż jest usprawiedliwiony, nie powinien myśleć, że jest wolny od zachowywania przykazań” („Breviarium Fidei”, Poznań 2007, s. 189). Bóg nie nakazuje nam rzeczy niemożliwych. Zachowanie przykazań bożych jest jak najbardziej możliwe, lecz jedynie z łaską Pana. Grzechów powszednich nie unikniemy, lecz w jakimkolwiek momencie życia możliwa jest taka przemiana, aby raz na zawsze odciąć się od tego, co zabija naszą relację z Bogiem, a mianowicie od grzechu śmiertelnego, żeby on nie zabrał nam radości z uczty weselnej z Chrystusem w niebie.
Dominik Bartsch






