Niedzielny wykład wiary: 21 niedziela po Zesłaniu Ducha Świętego

Lekcja, Ef 6, 10-17:
Bracia: Umacniajcie się w Panu i w działaniu mocy Jego. Przyobleczcie się w zbroję Bożą, abyście mogli się ostać przeciw zasadzkom diabelskim. Albowiem prowadzimy walkę nie z ciałem i z krwią, ale przeciw książętom i władzom, przeciw rządcom świata tych ciemności, przeciw złym duchom w przestworzach niebieskich.
Przeto przyobleczcie się w zbroję Bożą, abyście mogli stawić opór w dzień zły i, wypełniwszy wszystko, ostać się. Bądźcie przeto w pogotowiu, przepasawszy biodra wasze prawdą i przyodziawszy pancerz sprawiedliwości, a nogi obuwszy w gotowość Ewangelii pokoju. We wszystkim trzymajcie się tarczy wiary, którą moglibyście zagasić wszystkie strzały ogniste złego ducha. Przyodziejcie też przyłbicę zbawienia i weźmijcie miecz ducha, którym jest Słowo Boże.
Wykład:
Paweł, pisząc z więzienia, wzywa swoich odbiorców do umacniania się w wierze w Chrystusa. Porównuje on chrześcijańskie cnoty do żołnierskiego odzienia. Mówi o zbroi bożej, która ma stanowić obronę przed działaniami złego ducha. Biodra winny być przepasane prawdą, pancerz okryty sprawiedliwością, a nogi odziane w buty Ewangelii pokoju. Tarcza wiary zaś ma chronić przed atakami złego ducha, przyłbica ochraniająca twarz jest znakiem zbawienia, a Słowo Boże jest mieczem, który wyprowadza ciosy. Wszystkie te porównania mają sens, jeśli ma się świadomość tego, iż życie duchowe jest nieustanną walką przeciwko mocom ciemności. Przeciwko mocom zła, które chcą zawładnąć duszą człowieka. Przede wszystkim jest to starcie wewnętrzne, wojna z własnymi słabościami i pokusami diabła. Apostoł ostrzega przed wielką siłą i podstępem złych duchów, albowiem demony zawsze działają w taki sposób, aby ukazać nam grzech jako coś dobrego lub pożytecznego.
Jak pisał św. Jan Chryzostom: „Ten wróg bowiem prowadzi z nami wojnę nie w sposób prosty ani jawny, lecz za pomocą podstępów. Co rozumiemy przez podstępy? Stosowanie podstępów oznacza oszukiwanie i przejmowanie czegoś za pomocą sztuczki lub fortelu; ma to miejsce zarówno w przypadku sztuki, jak i słów, czynów oraz strategii w przypadku tych, którzy nas zwodzą. Mam na myśli coś takiego. Diabeł nigdy nie przedstawia nam grzechów w ich prawdziwym świetle; nie mówi o bałwochwalstwie, lecz ubiera je w inną szatę, posługując się podstępami, to znaczy czyniąc swoją mowę przekonującą i stosując przebrania. A zatem Apostoł w ten sposób zarówno pobudza żołnierzy, jak i czyni ich czujnymi, przekonując ich i pouczając, że nasza walka toczy się z kimś biegłym w sztuce wojennej, z kimś, kto nie walczy po prostu ani bezpośrednio, lecz z wielką przebiegłością” (Homilia 22 na List do Efezjan).
Nie wszystkie pokusy pochodzą oczywiście od demonów, lecz duża ich część jest wynikiem ich działania. Niektóre skłonności wynikają po prostu z braku harmonii między wolą i rozumem. Ostatecznie też należy unikać takiego przedstawiania upadłych aniołów, jakby były one równe Bogu. Ich władza nad światem duchowym bowiem nie jest absolutna, gdyż nie mogą zmusić człowieka do czynienia zła. Złe duchy próbują wszystkich swoich sił, żeby człowieka przekonać do grzechu, jednakże nie są w stanie go do tego przymusić. Dlatego „przyobleczenie się w zbroję bożą” jest konieczne, aby przetrwać i zwyciężyć w tej trudnej batalii. Tak, aby nie dać się zwieść podstępom i kroczyć ku świętości.
Ewangelia, Mt 18, 23-35:
Onego czasu: Rzekł Jezus uczniom swoim tę przypowieść: „Podobne jest Królestwo Niebieskie człowiekowi królowi, który chciał obliczyć się ze sługami swymi. A gdy począł się obliczać, przywiedziono mu jednego, który był mu winien dziesięć tysięcy talentów. I gdy nie miał skąd oddać, kazał go pan jego zaprzedać i żonę jego, i dzieci, i wszystko, co miał, i oddać. A sługa ów upadłszy prosił go mówiąc: Miej cierpliwość nade mną, a oddam ci wszystko. A Pan zlitowawszy się nad owym sługą uwolnił go i dług mu darował.
Lecz sługa ów wyszedłszy spotkał jednego z towarzyszów swoich, który był mu winien sto denarów. I ująwszy go, dusił mówiąc Oddaj coś winien. A towarzysz ów upadłszy, prosił go mówiąc: Miej cierpliwość nade mną, a oddam ci wszystko. Lecz on nie chciał, ale odszedł i wtrącił go do więzienia, dopóki by mu długu nie zwrócił.
A widząc, co się działo, towarzysze jego zasmucili się bardzo i przyszli, i donieśli panu swemu o wszystkim, co się stało. Wtedy zawołał go pan jego i rzekł mu: Sługo niegodziwy, cały dług darowałem ci, boś mię prosił. Czy więc nie przystało, abyś i ty ulitował się nad towarzyszem swoim, jakom i ja ulitował się nad tobą? I rozgniewawszy się pan jego wydał go katom, dopóki mu nie odda całego długu.
Tak i ojciec mój niebieski uczyni wam, jeśli nie odpuścicie każdy bratu swemu z serc waszych”.
Wykład:
Pan Jezus kolejny raz mówi do nas w przypowieści. Tym razem opowiada historię władcy, który chciał ukarać jednego ze swoich dłużników, lecz ostatecznie, w wyniku jego błagań, ulitował się nad nim i darował mu jego długi. Tenże jednak nie był w stanie zrobić tego samego w stosunku do tych, którzy jemu wciąż nie oddali pieniędzy. Jego dłużnicy błagali go o litość, aczkolwiek on nie miał dla nich miłosierdzia. Pan, gdy dowiedział się o tym braku wyrozumiałości, skazał swojego sługę na cierpienia tak długie, aż nie odda on swojego własnego długu wobec niego. W tej opowieści król jest odpowiednikiem Boga Ojca, który udziela nam nieustannie swojego miłosierdzia. Wymaga On także od nas, abyśmy my odpuścili naszym winowajcom, tak jak On przepuścił nam. Wybaczenie wrogom jest koniecznym warunkiem odpuszczenia grzechów oraz zbawienia. Nikt, kto świadomie żywi nienawiść do innych, nie będzie radował się widzeniem Boga w niebie. Św. Augustyn wyraża nieograniczone miłosierdzie Stwórcy na podstawie długu, który winien był niemiłosierny sługa: „Prawo składa się z dziesięciu przykazań. On zaś winien był dziesięć tysięcy, co oznacza wszystkie grzechy, określone przez Prawo” (Tomasz z Akwinu, „Złoty Łańcuch”, Kraków: Wydawnictwo AA, s. 480).
Król, czyli Pan Bóg, wszystkie te grzechy przebacza, lecz człowiek ów nie chce wybaczyć znacznie mniejszych przewin, które są „wyceniane” na jedynie sto denarów. W ten sposób Zbawiciel ukazuje istotową różnicę między boską i ludzką zdolnością do przebaczania. Pan, obrażany na wszelkie możliwe sposoby, odpuszcza grzechy temu, który jest winny zła, jeśli ów pokutuje. Człowiek jednak nie znajduje w sobie wystarczająco dobra i miłosierdzia, aby wybaczyć znacznie mniejsze przewiny. Liczba 10000 oznacza tak naprawdę nieskończoność i niezliczoną ilość grzechów, więc w momencie, gdy władca mówi o cierpieniach do czasu, dopóki niemiłosierny sługa nie odda długu, ma tak naprawdę na myśli wieczność. Przypowieść ta nie opowiada o czyśćcu (są bowiem inne teksty biblijne, które o nim mówią), lecz o karze wiecznego potępienia.
Nauczanie Kościoła katolickiego jest jasne: przebaczenie winowajcom jest chrześcijańskim obowiązkiem. Bez odpuszczenia grzechów bliźnim nie możemy otrzymać wybaczenia od Boga w Trójcy. „Katechizm Rzymski”, wydany na polecenie św. Piusa V, nazywa przebaczenie obowiązkiem: „Lecz ta powinność najzacniejsza jest, która do miłości należy, a w której najbardziej ćwiczyć się mamy, abyśmy krzywdy nam wyrządzone z dobrą wolą odpuszczali i darowali” („Katechizm Rzymski”, t. 3, Komorów 2022, s. 107). To miłosierdzie wobec innych ludzi jest warunkiem otrzymania rozgrzeszenia, zwłaszcza tego, którego Bóg udziela przez kapłanów w sakramencie pokuty: „Oprócz tego między innemi rzeczami, które do Skruchy bardzo należą, pilnie i potrzebnie każdy starać się ma, aby wszelkie krzywdy, które od kogokolwiek cierpi, odpuścił” („Katechizm Rzymski”, t. 2, Komorów 2022, s. 168).
Na czym jednak polega przebaczanie? Czy oznacza to, iż nie możemy domagać się sprawiedliwości? Czy mamy prawo karać złych ludzi? Otóż wybaczenie polega przede wszystkim na porzuceniu prywatnej zemsty i nienawiści. Nikt, komu wyrządzono krzywdę, nie może stać się sam z siebie tym, kto wymierza sprawiedliwość. Nienawiść zaś, czyli chęć czynienia zła lub życzenie cierpienia drugiemu człowiekowi, jest czymś, co jest niekompatybilne z godnością chrześcijanina. Katolik jednak ma prawo domagać się słusznej kary na drodze prawnej dla człowieka, który poważnie go skrzywdził. Nie powinien pragnąć wyroku i ukarania bliźniego z czystej nienawiści, lecz z pragnienia poprawy moralnej drugiego człowieka lub dla zaprzestania krzywd, których on wobec innych się dopuszczał.
Zgodnie z nauczaniem św. Tomasza z Akwinu, intencje człowieka wymierzającego sprawiedliwość nie mogą mieć oparcia w nienawiści: „Jeśli bowiem jego zamiar skierowany jest przede wszystkim ku krzywdzie osoby, na której się mści, i na tym się kończy, wówczas jego zemsta jest całkowicie bezprawna: czerpanie przyjemności z krzywdy innego człowieka wynika bowiem z nienawiści, która jest sprzeczna z miłością bliźniego, do której jesteśmy zobowiązani wobec wszystkich ludzi”. Według Doktora Anielskiego osoba karząca bliźniego za jego złe czyny musi kierować się szlachetnymi pobudkami: „Jeśli jednak zamiar mściciela zmierza przede wszystkim ku jakiemuś dobru, które ma zostać osiągnięte poprzez ukaranie osoby, która zgrzeszyła (na przykład po to, by grzesznik się poprawił, lub przynajmniej by został powstrzymany i inni nie byli niepokojeni, by sprawiedliwość została zachowana, a Bóg uczczony), wówczas zemsta może być zgodna z prawem, pod warunkiem zachowania innych należnych okoliczności” („Summa Theologiae” II-II, 108, 1).
Dominik Bartsch






