25 września 2017

Uczestnictwo w tradycyjnej Mszy świętej wymaga wysiłku. Obcy język, tajemniczość, rozbudowane obrzędy i trudności w zrozumieniu złożonej symboliki wzbudzają opory przyzwyczajonych do tego co łatwe i proste. Bez wysiłku trudno jednak oczekiwać owoców. Te zaś, jak przekonuje znawca liturgii, są nadzwyczaj słodkie.

 

Długie klęczenie, przeciągające się czytania, rozbudowane modlitwy stanowią dla niektórych próbę wytrzymałości. Wymagają bowiem cierpliwości. Tym bardziej, że cała Msza trwa dłużej niż godzinę. Do tego wszystkiego dochodzi kultywowanie tradycyjnych zwyczajów. Takich jak choćby zasłanianie głów przez kobiety czy trzygodzinny post eucharystyczny. Niektórzy tradycyjnie nastawieni wierni poszczą wręcz od północy. W tym także sprzeciwiają się duchowi świata.

 

Nowy ryt Mszy zdaje się, zdaniem dr Petera Kwasniewskiego, nie wymagać takiego heroizmu. Wydaje się bowiem lepiej skrojony na miarę współczesnego człowieka. Nie trwa wszak ani przesadnie długo, ani nie cechuje się nadmierną tajemniczością. Styl nie jest średniowieczny, nie trzeba śpiewać credo (wystarczy recytować), wymagania jawią się jako umiarkowane i racjonalne. To samo tyczy się panujących w większości współczesnych kościołów zwyczajów – choćby tych dotyczących ubioru. Wielu ludzi czuje się więc lepiej podczas Mszy według rytu z 1969 roku.

 

Uczestnictwo we Mszy w starym rycie wiąże się więc zazwyczaj z większym wysiłkiem. Jednak zdaniem dr Kwasniewskiego warto zaryzykować. Tym bardziej, że stara Msza, dzięki powtarzającym się okresom ciszy, oferuje wiele okazji do wytchnienia. Nie należy jednak wykorzystywać ich na oderwanie się od rzeczy świętych. Przeciwnie, stanowią one doskonałą okazję do zagłębienia się w święte tajemnice.

 

Jak ponadto zauważa dr Peter Kwasniewski, Msza w dawnym rycie oferuje niezmierne bogactwo „małych rzeczy, służących jako okna nieskończonego i wiecznego: kapłan całujący ołtarz niezliczoną ilość razy, pokorne skłanianie głów w konkretnych momentach Glorii i Credo, wiele znaków krzyża czynionych w znaczących momentach, (…) płodna cisza kanonu, (…) liczne dźwięki dzwonków, dotykanie świętych naczyń i Ciała Chrystusa wyłącznie przez kapłanów”. To wszystko stanowi, zauważa Peter Kwasniewski, pochodzące od Boga wezwanie do miłości.

 

Znawca liturgii zwraca też uwagę na korzyści płynące z uczestnictwa we Mszy tradycyjnej dla pogłębienia katolickiej tożsamości. To duchowe dobro nie tylko dla dorosłych, lecz również dla uczestniczących we Mszach dzieci. W wielu przypadkach uczestnictwo we Mszy tradycyjnej przyczynia się bowiem do powołań kapłańskich i zakonnych.

 

Trudno się z Peterem Kwasniewskim nie zgodzić w kwestii dobrodziejstw liturgii w dawnym rycie. Podważanie tego byłoby bowiem podważaniem mądrości i świętości pokoleń kształtujących ją papieży i świętych, począwszy od Apostołów. To prawda, że dobre owoce może przynieść także uczestnictwo w godnie odprawianej Mszy w nowym rycie. Niestety we współczesnym Kościele, szczególnie w krajach Zachodu, o tę „godność” coraz trudniej.

 

Źródło: onepeterfive.com

mjend

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie