28 października 2020

USA: przygotowania do niepokojów po wyborach. Narasta polaryzacja nastrojów społecznych

(Fot. Reuters / Forum)

Na tydzień przed kluczowymi wyborami prezydenckimi w Stanach Zjednoczonych narastają obawy przed przemocą i niepokojami. Powszechnie mówi się o potencjalnych sporach wyborczych, które tylko nasilą napięcie polityczne.

 

Obserwatorzy sceny politycznej nie mają wątpliwości, że ​​rosnąca nieufność co do uczciwości wyborów zaowocuje gwałtowną reakcją strony przegranej. Prezydent Donald Trump wielokrotnie podnosił argument, że wybory mogą być „sfałszowane”, a na poparcie obaw przedstawił szereg zniszczonych kart do głosowania na niego, co miało miejsce w trakcie głosowania wcześniejszego.

 

Część Amerykanów oddała już swój głos m.in. za pośrednictwem poczty. – Istnieje podwyższony poziom nieufności i istnieje znaczące przekonanie, szczególnie wśród zwolenników Trumpa, że ​​on wygra, a sondaże są błędne – zwrócił uwagę Patrick Murray, dyrektor Instytutu Opinii Publicznej na Uniwersytecie Monmouth. Murray obawia się, że jeśli Trump przegra, to będzie chciał za wszelką cenę podważyć wyniki wyborów.

 

Nie tylko zwolennicy obecnego prezydenta mają obawy. Podejrzliwi są także co do potencjalnej nieczystej gry przeciwnicy Trumpa, opowiadający się za kandydatem Demokratów, Joe Bidenem.

 

Ponad trzy czwarte zdecydowanych zwolenników Trumpa – 78 procent – stwierdziło, że jest bardzo prawdopodobne, iż sztab Bidena będzie próbował oszukiwać. Z kolei aż 91 proc. zwolenników Bidena uznało, że to ekipa obecnego prezydenta będzie próbowała fałszerstw.  

Zdaniem Murraya, tak wielkiej nieufności nie było nigdy wcześniej w historii. Spodziewa się więc gwałtownej reakcji po wyborach 3 listopada br.

 

Sondaż YouGov opublikowany na początku października wykazał, że obawa nasilenia niepokojów jest powszechna wśród większości wyborców. Prawie 56 procent społeczeństwa spodziewa się wzrostu przemocy po elekcji.

 

Urzędnicy lokalni i stanowi już przygotowują się na potencjalny chaos po 3 listopada, przeprowadzając międzyagencyjne ćwiczenia, jak reagować na różne scenariusze.

 

Lewicowa burmistrz Chicago Lori Lightfoot (D) oznajmiła, że podlegli jej pracownicy odbyli już „ćwiczenia w związku z wszystkimi zagrożeniami.” – Biorąc pod uwagę to, czego doświadczyliśmy wiosną i latem, nie możemy zakładać, że to, co się wydarzy… będzie spokojne – mówiła Lightfoot podczas telekonferencji we wtorek. – Przygotowujemy się na najgorsze – dodała.

 

Komisarz policji Baltimore, Michael Harrison mówił z kolei, że organy ścigania „planują, ćwiczą, tworzą protokoły w celu rozmieszczenia zasobów przed, w dniu wyborów, a nawet po nich”.

 

Harrison zapewnił, że jego i inne wydziały policji są gotowe reagować na doniesienia o nękaniu lub zastraszaniu wyborców, a także, by „łagodzić napięcia podczas wyborów”.

 

Ameryka w przededniu elekcji jest mocno spolaryzowana. Rok 2020 pełen jest napięć spowodowanych a to „pandemią koronawirusa,” a to zawirowaniami gospodarczymi i niepokojami rasowymi celowo podsycanymi przez lewicowych radykałów. Amerykanie są mocno podzieleni politycznie.

 

W niedzielę w Nowym Jorku wybuchły potyczki między zwolennikami Trumpa a kontrprotestującymi, co doprowadziło do aresztowań i wzmożonych napięć wokół wyścigu prezydenckiego.

 

Do niepewności związanej z wyborami dodaje się ewentualne opóźnienie liczenia głosów, co może spowodować, że wyścig prezydencki będzie nie rozstrzygnięty przez kilka dni lub nawet dłużej.

 

W kraju postanowiono rozszerzyć opcję wczesnego głosowania w związku z pandemią. Jednak każdy stan ma inne terminy na otrzymywanie, przetwarzanie i liczenie głosów, co oznacza, że ​​wynik wyborów może nie być znany w noc wyborczą.

 

Vanita Gupta, przewodniczący i dyrektor generalny Konferencji Przywództwa Praw Obywatelskich i Człowieka podkreślił, że biorąc pod uwagę możliwe opóźnienia w wynikach wyborów i skrajnie spolaryzowany klimat polityczny, na urzędnikach spoczywać będzie obowiązek informowania wyborców o przebiegu elekcji.

 

Na zamieszanie po wyborach w USA przygotowuje się premier Kanady Justin Trudeau. Kanadyjczycy obawiają się widma niepokojów, zakłóceń w handlu, a nawet przemocy.

 

Thomas Juneau, profesor stosunków międzynarodowych i studiów nad bezpieczeństwem na Uniwersytecie w Ottawie wskazuje, że Kanadyjczycy muszą przemyśleć wiele scenariuszy. Dodał, że kwestionowane wybory lub druga kadencja Trumpa, w której zaczyna podejmować decyzje niekorzystne dla Kanady, wyglądają na prawdopodobne.

 

Trump i Biden przedstawiają odmienne wizje roli USA w świecie. Zarówno USA, jak i Kanada mają najdłuższą granicę i wysoce zintegrowane gospodarki. Dla Kanadyjczyków USA są największym i najważniejszym partnerem handlowym. – W kanadyjskim rządzie nie ma ani jednego departamentu, który nie poświęca znacznej części swoich zasobów i czasu na zarządzanie relacjami z USA. Ludzie w kanadyjskim rządzie codziennie myślą o tym związku – wskazuje profesor.

 

Premier Justin Trudeau, który powstrzymywał się przed jawną krytyką Trumpa, wyraził ostrożny optymizm co do nadchodzących wyborów i bagatelizuje obawy przed przemocą lub zakłóceniami. – Myślę, że z pewnością wszyscy liczymy na płynną zmianę lub wyraźny wynik wyborów, jak wiele osób na całym świecie – powiedział na początku tego miesiąca. – Jednak mogą wystąpić pewne zakłócenia i musimy być przygotowani na wszelkie wyniki, i myślę, że tego właśnie Kanadyjczycy oczekiwaliby od swojego rządu i na pewno się nad tym zastanawiamy – dodał.

 

Każde zakłócenie może okazać się katastrofalne dla Kanady ze względu na sieć powiązań handlowych. Prezydent Trump – nie licząc się ze zdaniem premiera Trudeau, nazywając go „dwulicowym” – nałożył cła na aluminium i stal, a także wymusił przeformułowanie umowy o wolnym handlu na kontynencie (NAFTA).

 

Administracja Trumpa nie stanęła również w obronie Kanady podczas dyplomatycznych awantur z Chinami, Rosją i Arabią Saudyjską.

 

Kanadyjczycy obawiają się, że druga kadencja Donalda Trumpa będzie skrajną wersją tego, co widzieli w pierwszej. Jednak niski poziom relacji między obu krajami nie jest czymś nowym.

 

W przeszłości premierzy i prezydenci często spierali się ze sobą. Kanada np. nie przyłączyła się do inwazji USA na Irak. Chłodne relacje miały miejsce choćby w czasach rządów ojca obecnego premiera, Pierre’a Trudeau, który był u władzy przez 15 lat od lat 60. do 80.

 

Najnowszy sondaż pokazuje, że jedynie 29 proc. mieszkańców dobrze ocenia swojego południowego sąsiada. 66 proc. Kanadyjczyków najchętniej w Białym Domu widziałoby Joe Bidena. Ale cokolwiek wydarzy się 3 listopada, spory o handel i cła prawdopodobnie będą się utrzymywać.

 

Media głównego nurtu sugerują, że Ameryka staje przed „epickim wyborem”, którego wynik będzie miał globalne konsekwencje dla demokracji, postępu i solidarności na całe lata. „Guardian” pisze, że tak naprawdę waży się kwestia więzi transatlantyckich, stosunki supermocarstw i kryzys klimatyczny, dostęp do aborcji, opieki zdrowotnej, równość płci i sprawiedliwość rasowa. To co wydarzy się 3 listopada w USA zadecyduje o losie kobiet, mniejszości i osób o niższych dochodach.

 

Według ankiety przeprowadzonej przez fundację Bertelsmann Stiftung, wyborcy europejscy zdecydowanie preferują kandydata Demokratów Joe Bidena, który otrzymałby około 45 proc. głosów. Około 38 proc. obywateli Unii Europejskiej nie zagłosowałoby na żadnego z kandydatów.

 

Polska okazała się być jedynym krajem, w którym Trump wyprzedził Bidena, z wynikiem 38 proc. głosów w porównaniu do 30 proc. jego rywala.

 

Źródło: thehill.com, guardian.com, foreigner.fi

AS

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie