Bp Marian Eleganti: Kościół synodalny zamienia prawdę na sentymentalizm

Kościół synodalny woli schować prawdę, posługując się chętniej sentymentalizmem. Zamiast o obiektywnej rzeczywistości mówi o uczuciach, towarzyszeniu i poszanowaniu. Co można jednak uszanować w grzechu? Takie pytania stawia szwajcarski biskup, Marian Eleganti.
W połowie października rozpocznie się w Rzymie spotkanie papieża Leona XIV z biskupami całego świata, poświęcone adhortacji «Amoris laetitia» papieża Franciszka. Chodzi tu głównie o kwestię udzielania Komunii świętej rozwodnikom w powtórnych związkach. Watykan opublikował kilka miesięcy temu krótki dokument, który ma przygotować biskupów do tej dyskusji. Tekst posługuje się frazeologią typową dla całej tej adhortacji, sugerując. Krytycznie ocenił to były biskup pomocniczy diecezji Chur w Szwajcarii, Marian Eleganti.
„Podczas gdy duszpasterstwo przed «Amoris laetitia» wobec rozwodników w powtórnych związkach nakierowane było przede wszystkim na obiektywizm czy też na związek prawdy i miłości, Kościół synodalny posługuje się głównie sentymentalnym językiem, który nie jest szczególnie pomocny, by rzetelnie wyjaśnić sytuację takich osób podług kryteriów właściwych dla prawa kanonicznego i teologii sakramentalnej” - napisał biskup na swoim niemieckojęzycznym blogu.
„Podkreśla się wyłącznie bliskość, towarzyszenie, szacunek (słowo poddawane coraz większej inflacji) ze strony przedstawicieli Kościoła - a nie ich zadanie, by prowadzić w prawdzie. Pytanie: co tak właściwie miałbym uszanować w grzeszniku, na przykład takim, który napadł na bank, zdradził małżonka, dokonał kradzieży, dopuścił się przemocy? Mogę miłować grzesznika (życzyć mu dobrze, czyli życzyć mu zbawienia), to oczywiste; będę jednak równocześnie bez żadnych kompromisów potępiać jego grzechy” - wskazał duchowny.
„Co ma z tym jednak wspólnego «poszanowanie»? Czy mam domagać się od sędziego, który musi wydać wyrok na przestępcę, by uszanował delikwenta? Czy nie byłby to czysty sentymentalizm, który nie wnosi nic do samego zadania? Porównanie jest kulawe, pokazuje jednak, że cała ta kategoria szacunku w niektórych sytuacjach po prostu nie jest priorytetowa. Bo w pytaniu, czy dane małżeństwo jest ważnie zawarte, nie chodzi o szacunek. W jednym z dokumentów Kościoła synodalnego można przeczytać, że pary rozwodników w powtórnych związkach powinny zdobyć się na ufność, że mogą poczuć się ponownie częścią wspólnoty i doświadczyć miłosierdzia Bożego. Pytanie: czy ma w tym przypadku znaczenie fakt życia w cudzołóstwie? Czy to oznacza, że należy głosić im miłosierdzie Boże, akceptując ich powtórny związek bez żadnego «ale», albo przynajmniej go tolerować, chociaż nierozerwalne małżeństwo dalej istnieje i ma to swoje konsekwencje? Dlaczego w takim razie Pan Jezus nie zaproponował nam takiej praktyki? Przecież Jezus odrzucił - rzekomo miłosierną - praktykę rozwodów Mojżesza i zaostrzył zakaz rozwodów, ku przerażeniu swoich uczniów! Czy przypomnienie o tej sprawie oznacza ponowną traumatyzację par, bo osoby, o które chodzi, poczują się znowu zranione i wykluczone przypomnieniem o prawdzie - po tym, jak doświadczyły wcześniej osamotnienia i cierpienia, rozstając się ze swoim prawomocnym małżonkiem (patrz wspomniany wyżej dokument)?” – zapytał.
„Im bardziej sentymentalny jest język, tym silniejsze podejrzenie, że dochodzi do odrzucenia kategorycznego stanowiska doktrynalnego, że łagodzi się je poprzez odwołanie do łez. Nie ma w tym nic nowego. Słowo «miłosierdzie» było często wykorzystywane jako mydlenie oczu obserwatora czy czytelnika. Słowa dają natychmiastowy efekt - dopiero po bliższym przyjrzeniu się można odkryć, co kryje się za semantyką. Nie toleruje się już surowości prawdy, nie omawia się jej w Kościele synodalnym - pomimo tego, że prawda nas wywala (J 8, 32). Prawda jest odrzucana i potępiana przez sentymentalizm. «Familiaris consortio» jest wczorajsze (zbyt surowe). «Amoris laetitia» jest dzisiejsze (miłosierne)” – napisał pasterz.
„Urząd Nauczycielski Kościoła synodalnego rozpoczyna się wraz z Franciszkiem, z nową godziną zero. Czas (proces) jest większy niż przestrzeń (stanowisko doktrynalne). Dlatego inwestuje się w proces (rewizję nauczania), w uczucia, w życie, a nie w prawdę, która pomimo wszystko nadal trwa. Prawda jest jak miecz, który Kościół synodalny wolałby owinąć w watę i odstawić na bok – aż przyjdzie Ten, z którego ust miecz wyjdzie (Ap 1, 16; 2, 12; 2, 16; 19, 15; 19, 21)” – podsumował z ironią.
Źródło: marian-eleganti.ch
Pach






