"Brak odróżnienia internetowego wirala od realnego zagrożenia". "Rzeczpospolita" o przyczynach tragedii w Szwajcarii

Brak umiejętności odróżnienia internetowego wirala od realnego zagrożenia życia skończył się śmiercią - przekonuje Bogusław Chrabota na łamach "Rzeczpospolitej".
W sylwestrową noc doszło do jednej z największych tragedii w historii Szwajcarii. W barze La Constellacion w miejscowości Crans-Montana doszło do pożaru, w wyniku którego śmierć poniosło 40 młodych osób, a 121 zostało rannych. Do pożaru doszło na skutek zapalenia się pianki wygłuszającej, którą obłożony był sufit sali tanecznej.
W sieci dostępne są nagrania z momentów poprzedzających tragedię. Na części z nich widać, jak zgromadzona w klubie młodzież tańczy i nagrywa rozprzestrzeniający się płomień telefonami komórkowymi.
Choć za tragedię odpowiada bezpośrednio właściciel pomieszczenia, rażąco nieprzystosowanego do warunków takiej imprezy (łatwopalna pianka, brak wyjścia ewakuacyjnego, lekceważące zachowanie obsługi), w ocenie Bogusława Chraboty pewną odpowiedzialność ponoszą również sami uczestnicy imprezy.
"Jak było możliwe, że świętujący w klubie Nowy Rok młodzi ludzie w obliczu zagrożenia skupiali się na filmowaniu pożaru, a nie na ratowaniu życia? Bez wątpienia zadziałała magia mediów społecznościowych" - sugeruje publicysta.
"W pierwszej chwili wszyscy chwycili za telefony komórkowe: ot, dzieje się coś nadzwyczajnego, więc trzeba to sfilmować i wrzucić na Instagrama. Nikogo nie zastanowiła skala ryzyka, jaka idzie za takim zachowaniem" - dodał.
W ocenie Chraboty, dla wielu ludzi bawiących się tego dnia w barze La Constellacion "brak umiejętności odróżnienia internetowego wirala od realnego zagrożenia życia skończył się śmiercią". Sama tragedia powinna również zdaniem publicysty zostać przebadana przez specjalistów od nowych mediów.
Źródło: rp.pl
PR







