Były ambasador RP na Ukrainie: Kijów podąża w fatalnym kierunku

cichocki.jpg
fot. Credit line: Zbyszek Kaczmarek / Forum

Bartosz Cichocki, były ambassador RP w Kijowie nie ma wątpliwości, że środowisko Zełenskiego gloryfikując UPA postanowiło uderzyć w nacjonalistyczne tony dla politycznych korzyści. Taka decyzja, jak ocenia, wyłącznie oddala Kijów od Europy.  

Cichocki potwierdził, że na Ukrainie „nie ma refleksji nad tym, czy prezydent Zełenski postąpił optymalnie”. Zamiast tego jest „antypolska kampania, w której nikt nie chce słuchać naszych argumentów”.

​- Ten stadny odruch świadczy o tym, że Ukraina nadal nie uporała się z dziedzictwem poradzieckiego autorytaryzmu. Po dwóch tygodniach sporu Ukraina jest dalej Europy, a nie bliżej. Nawet nie przez decyzje ws. UPA czy Andrija Melnyka, ale przez charakter debaty publicznej - powiedział dyplomata w rozmowie z „Interią”.

Zróbmy to razem!

Jak podkreślił, Ukraińcy są przekonani, że wszystko zrobili dobrze, a wina leży wyłącznie po stronie polskiej. Dyplomata wyraził zdziwienie faktem, że  Wołodymyr Zełenski, dotychczas polityk inkluzywny, nie wstydzący się swoich żydowskich korzeni i którego decyzje otworzyły drogę do ekshumacji na Wołyniu, nagle postanowił uderzyć w nacjonalistyczne tony.

​- W prywatnych rozmowach moi znajomi mi to przyznają, wynosi na cywilne ołtarze UPA i Andrija Melnyka. I to powoduje w Polsce szok i wyolbrzymienie reakcji - dodaje były ambasador RP na Ukrainie.

Cichocki komentując kryzys relacji polsko-ukraińskich zwraca uwagę, że nie bez winy pozostają przedstawiciele obecnego rządu, którzy odpowiednio wcześnie nie dali znać stronie ukraińskiej, że gloryfikacja UPA jest dla nas nieakceptowalna. Przymykać oko na kwestie polityki historycznej mieli zarówno minister finansów Andrzej Domański jak i szef MSZ Radosław Sikorski. To w opinii Cichockiego jedynie utwierdziło Ukraińców w przekonaniu, że Warszawa nie zareaguje na nadanie elitarnej jednostce wojskowej imienia „Bohaterów UPA”. 

Solidarność ukraińskich polityków, odsyłających polskie odznaczenia wraz z Zełenskim dyplomata tłumaczy konsolidacją obozu rządzącego w Kijowie. Chcieli dać do zrozumienia prezydentowi, że grają w jego drużynie. Cichocki nie ma wątpliwości, że to nie koniec kontrowersji, ponieważ przestrzeń do eskalacji konfliktu „jest ogromna”. Przykładowo, pojawiły się doniesienia o możliwości sprowadzenia na Ukrainę szczątków samego Stepana Bandery.

- Przestrzeń do eskalacji jest ogromna. Melnyk i Konowalec są dla nas "łatwiejsi", bo nie można ich oskarżyć bezpośrednio o zbrodnię wołyńską. Melnyk pragnął jednak budować Europę u boku Hitlera. Dlatego Izrael zareagował pierwszy, a teraz prasa europejska otwiera oczy z przerażenia. Decyzja o bohaterach UPA nie była konsultowana z MSZ. System administracyjny rozleciał się tam wraz z dymisją Jermaka. Nie sądzę jednak, by Bandera został pochowany obok Melnyka, bo rodzina jest temu przeciwna - ocenił.

Były ambasador RP w Kijowie podkreśla, że ostudzić zapał Ukraińców w tej kwestii może jedynie solidarna odpowiedź Warszawy i Berlina. Niemcy również muszą dać jasno do zrozumienia, że w europejskiej przestrzeni nie ma miejsca dla współpracowników Hitlera i agentów Abwehry, którym był pochowany z honorami współzaóżyciel OUN, Andrij Melnyk. Tymczasem - jak zauważa Cichocki - Berlin milczy.

W ramach protestu przeciwko decyzjom politycznym Kijowa, Bartosz Cichocki na początku czerwca oddał ukraińskie odznaczenie państwowe „Za zasługi”. 

Źródło: interia.pl

PR

 

Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: