Czechy mówią „nie” Konwencji stambulskiej. Rząd wycofał poparcie dla genderowego dokumentu

Obecne władze w Pradze jasno dały do zrozumienia, że nie wdrożą genderowej Konwencji stambulskiej, czyli Konwencji Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. Zobowiązuje ona państwa członkowskie UE m.in. do zapewnienia szczególnej ochrony – uderzając w prawa rodziców – osobom o różnorakiej „tożsamości płciowej”.
Czechy nie będą kontynuować działań zmierzających do ratyfikacji Konwencji stambulskiej po tym, jak rząd wycofał swoje wcześniejsze poparcie dla traktatu. Decyzja ta skutecznie kończy proces ratyfikacyjny, który od lat pozostawał w impasie parlamentarnym – podają czeskie media.
Decyzja zapadła podczas posiedzenia rządu 22 czerwca. Gabinet uchylił rezolucję z 2023 r. przyjętą przez poprzedni rząd, który opowiedział się za ratyfikacją konwencji podpisanej przez Czechy w 2016 r. Dokument ten nigdy jednak nie został zatwierdzony przez parlament.
Opozycja i NGO-sy biją na alarm
Sprzeciw obecnej ekipy rządzącej wobec ratyfikacji umowy Rady Europy spotkał się z krytyką polityków opozycji oraz lewicowych organizacji pozarządowych. Zwolennicy umowy uważają, że rzekomo wzmocniłaby ona profilaktykę, finansowanie oraz instytucjonalne reagowanie na przemoc domową i seksualną, m.in. poprzez szkolenia dla policjantów, sędziów i pracowników służby zdrowia. Pozwoliłaby także na rozbudowę systemu wsparcia, obejmującego centra kryzysowe i schroniska.
Przeciwnicy wskazują natomiast, że konwencja jest niepotrzebna, ponieważ czeskie prawo zapewnia już wystarczającą ochronę. Co więcej, umowa wprowadzałaby do krajowego systemu prawnego koncepcje ideologiczne obce czeskiemu społeczeństwu.
Senat zablokował ratyfikację w 2023 r., wstrzymując proces jej zatwierdzania przez parlament. Decyzja rządu z 22 czerwca formalnie wycofuje poparcie władzy wykonawczej dla kontynuowania procesu ratyfikacyjnego.
Była minister sprawiedliwości Eva Decroix określiła ten krok jako „symboliczny”, ale mający znaczenie polityczne. – Wysyła to wyraźny sygnał dotyczący priorytetów tego rządu – wskazała, domagając się poprawy ochrony ofiar przemocy domowej i seksualnej.
Wiceprzewodnicząca Izby Reprezentantów Barbora Urbanová ubolewała, że konwencja została mocno zniekształcona w debacie publicznej oraz że Czechy powinny skupić się na wdrażaniu istniejących europejskich zobowiązań w zakresie zwalczania przemocy.
Były minister rozwoju regionalnego Ivan Bartoš oskarżył rząd o podejmowanie działań sprzecznych z ochroną ofiar oraz zapobieganiem przemocy.
Przedstawiciele organizacji pozarządowych, w tym była komisarz rządu ds. praw człowieka Klára Šimáčková Laurenčíková, twierdzą, że decyzja ta nie spotka się z aprobatą ofiar ani organizacji udzielających im wsparcia.
Praga stawia granicę genderowej rewolucji
Republika Czeska podpisała konwencję w 2016 r. Proces jej ratyfikacji rozpoczęto siedem lat później, po zatwierdzeniu jej przez rząd Petra Fiali, po czym Senat ponownie zablokował dokument. Obecny rząd Andreja Babiša formalnie cofnął zatwierdzenie, dołączając do nielicznych członków Rady Europy, którzy stanowczo sprzeciwili się jej wdrożeniu.
Gabinet Babiša wskazuje, że nie zamierza wdrażać konwencji nie tylko dlatego, że jest ona zbędna – Czechy mają bowiem szereg regulacji chroniących przed dyskryminacją i przemocą, w tym przemocą domową – lecz także ze względu na jej szkodliwość wynikającą z polityki tożsamościowej, która „stawia mężczyzn przeciwko kobietom i wprowadziłaby ideologię gender do ustawodawstwa krajowego”.
Spór o ideologię ukrytą w konwencji
– Wyraźna definicja gender, sformułowana w Konwencji stambulskiej jako odrębna od płci biologicznej, podważa rzeczywistą ochronę kobiet i stawia ideologię ponad faktami – zwracał uwagę Ladislav Ilčić, były chorwacki europoseł, w 2023 r., gdy Parlament Europejski i Rada głosowały za przyjęciem konwencji na szczeblu UE, aby uczynić ją obowiązkową dla wszystkich państw członkowskich.
Kolejne państwo mówi „dość”
Spośród państw Unii Europejskiej jedynie Czechy, Słowacja, Węgry, Bułgaria i Litwa nie ratyfikowały umowy, mimo że są jej sygnatariuszami. W 2025 r. Łotwa stała się pierwszym krajem UE, którego parlament formalnie podjął decyzję o wystąpieniu z Konwencji stambulskiej. Ruch ten został jednak zablokowany przez prezydenta, który odmówił podpisania ustawy.
Bruksela forsuje, Czechy odrzucają
W maju 2023 r. Rada Unii Europejskiej oficjalnie zatwierdziła przystąpienie Unii Europejskiej do Konwencji stambulskiej, a 1 czerwca tego samego roku, podczas posiedzenia Rady ds. Transportu, Telekomunikacji i Energii, bez formalnego głosowania przyjęto akt o przystąpieniu UE jako całości do konwencji.
Ten genderowy dokument, podpisany przez państwa w 2011 r. w Stambule i nieratyfikowany wówczas przez sześć krajów UE, miałby obowiązywać w całej Unii w ograniczonym zakresie do czasu, aż wszystkie państwa europejskie ostatecznie go uznają.
W 2021 r. konwencję wypowiedziała Turcja.
Zgodnie z prawem unijnym każda z dziesięciu formacji Rady może przyjąć akt należący do kompetencji innej formacji. Kwestia przyjęcia Konwencji stambulskiej – jak podawał wówczas portal Euractiv.pl – „figurowała na agendzie jako punkt A, czyli gotowy do przyjęcia i niewymagający dyskusji” podczas posiedzenia unijnych ministrów ds. transportu, telekomunikacji i energii.
Uznano również, że sprawa nie wymaga formalnego głosowania, ponieważ – według służb prasowych Parlamentu Europejskiego – państwa członkowskie wcześniej przekazały swoje stanowiska do sekretariatu Rady.
Konwencja Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, o której przyjęcie do europejskiego porządku prawnego od dawna zabiegały instytucje unijne, sugeruje, że przemoc wynika rzekomo m.in. z podziału ról społecznych na kobiece i męskie.
Konwencja stambulska pod lupą
Art. 12 ust. 1 stanowi, że „strony podejmą działania niezbędne, by promować zmianę społecznych i kulturowych wzorców zachowań kobiet i mężczyzn w celu wykorzenienia uprzedzeń, zwyczajów, tradycji oraz innych praktyk opartych na idei niższości kobiet lub na stereotypowych rolach kobiet i mężczyzn”.
Artykuł 12 ust. 5 konwencji stanowi, że „Strony czuwają, by kultura, zwyczaje, religia, tradycja lub tzw. honor nie były uznawane za usprawiedliwiające akty przemocy objęte zakresem niniejszej konwencji”.
Art. 14 ust. 1 wskazuje: „Strony podejmą, gdy to właściwe, działania niezbędne, by wprowadzić do programów nauczania na wszystkich etapach edukacji, dostosowane do etapu rozwoju uczniów treści dotyczące równości kobiet i mężczyzn, niestereotypowych ról społeczno-kulturowych, wzajemnego szacunku, rozwiązywania konfliktów w relacjach międzyludzkich bez uciekania się do przemocy, przemocy wobec kobiet ze względu na płeć oraz gwarancji nienaruszalności osoby”.
Art. 42 konwencji stanowi: „Strony przyjmą regulacje prawne lub inne rozwiązania niezbędne, by w postępowaniu karnym wszczętym w związku z popełnieniem któregokolwiek z aktów przemocy objętych zakresem niniejszej konwencji kultura, zwyczaj, religia, tradycja lub tak zwany »honor« nie stanowiły uzasadnienia popełnienia takiego aktu. Obejmuje to w szczególności twierdzenia, że ofiara naruszyła kulturowe, religijne, społeczne lub tradycyjne normy bądź zwyczaje stanowiące kryteria właściwego zachowania”.
Gender zamiast ochrony kobiet?
Konwencja kilkadziesiąt razy odnosi się do tzw. płci genderowej. Pomija patologie społeczne, koncentrując się na rodzinie jako rzekomym źródle przemocy.
Do 2023 r. konwencję ratyfikowało 21 państw członkowskich UE, w tym Polska. Sześć krajów członkowskich odmówiło ratyfikacji, w tym Bułgaria, której Trybunał Konstytucyjny w 2018 r. uznał, że konwencja jest niezgodna z konstytucją.
W 2017 r. Rada UE zdecydowała o podpisaniu niektórych przepisów Konwencji stambulskiej, mieszczących się w wyłącznych kompetencjach Unii Europejskiej, m.in. art. 60–61 dotyczących zasad rozpatrywania wniosków cudzoziemców o azyl w danym państwie oraz tzw. zasady non-refoulement, zakazującej wydalania cudzoziemców do państw, w których grozi im śmierć lub tortury, a także przepisów dotyczących współpracy wymiarów sprawiedliwości w sprawach karnych. Regulacje te nie odnosiły się do promocji ideologii gender.
Na początku 2023 r. Rada UE wystąpiła do Parlamentu Europejskiego o zgodę na zawarcie Konwencji stambulskiej w całości ze skutkiem wiążącym dla własnych instytucji i administracji publicznej oraz częściowo – ze skutkiem wiążącym dla państw członkowskich. W maju Parlament Europejski przegłosował zgodę, a 1 czerwca Rada oficjalnie podjęła decyzję o przystąpieniu UE do konwencji, która po ogłoszeniu w Dzienniku Urzędowym UE stała się częścią unijnego porządku prawnego.
Tej decyzji – do samego końca – miały sprzeciwiać się Węgry i Polska, chociaż nasz kraj ratyfikował umowę już w 2015 r.
Komisja zaproponowała przystąpienie UE do Konwencji stambulskiej w 2016 r. w zakresie obejmującym zarówno kompetencje wyłączne, jak i dzielone. W międzyczasie Trybunał Europejski orzekł, że UE może jako całość przystąpić do konwencji przy poparciu kwalifikowanej większości państw członkowskich, bez konieczności oczekiwania na ratyfikację umowy przez wszystkie kraje.
Nie tylko przemoc. O co naprawdę toczy się spór
Konwencja stambulska przedstawiana jest jako „wszechstronny i potężny instrument prawny służący zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet, przemocy domowej oraz ochronie ofiar”. Ma ona zapobiegać przemocy poprzez ochronę i wspieranie ofiar oraz ściganie sprawców.
Państwa członkowskie mogą być rozliczane przez władze unijne z przestrzegania przepisów konwencji dotyczących prawa azylowego, deportacji oraz współpracy wymiarów sprawiedliwości w sprawach karnych. Dotyczy to również kwestii związanych z funkcjonowaniem instytucji i administracji publicznej Unii. Za nieprzestrzeganie tych regulacji grożą kary finansowe.
W sprawach należących do kompetencji państw członkowskich nadal wymagana jest ratyfikacja konwencji przez władze krajowe.
Polska podpisała konwencję w 2012 r., a ratyfikowała ją w 2015 r. Mimo zapowiedzi władz dotyczących wypowiedzenia konwencji, nigdy do tego nie doszło.
Źródło: expats.cz, europeanconservative.com, PCh24.pl
AS






