„Dla naszego dobra”. Cyfrowa kontrola staje się wszechobecna

Ludzi poddaje się niemal całkowitej inwigilacji a ścisłymi regulacjami obejmowane są kolejne dziedziny życia, dotychczas pozostawiane w sferze swobody. Wszystko to pod hasłami dobra powszechnej i szczęśliwości – mówili w audycji Life Site News szef portalu John-Henry Westen oraz jego gość, inżynier Jeremy Williamson.
- Jedną z rzeczy, których nienawidzę, jest ta diaboliczna dezorientacja. To tak, jakby wszystko było nam prezentowane na odwrót. Dobro jest złem, zło dobrem – powiedział na wstępie Westen.
Publicysta odniósł się w ten sposób do dążeń przedstawianych obywatelom przez władze jako dobrodziejstwo, w praktyce zaś sprowadzających się do tworzenia systemu na wzór chińskiego mechanizmu kredytu społecznego..
Przykładem jest choćby obowiązek weryfikacji wieku czy tożsamości, narzucany pod pozorem ochrony dzieci przed pornografią i pedofilami.
Redaktor Life Site News rozmawiał o tym z kanadyjskim inżynierem programistą Jeremym Williamsonem. To również obrońca dzieci nienarodzonych i inicjator wsparcia dla osób i środowisk dotkniętych mechanizmem cancel culture.
Według rozmówców, pewnego rodzaju przełomowym punktem w tworzeniu globalnego cyfrowego obozu koncentracyjnego była tak zwana epidemia Covid-19. Kluczowym instrumentem okazały się tak zwane paszporty szczepionkowe. Wprawdzie generalnie, co do zasady nie zmuszano wtedy ludzi do przyjmowania zastrzyków za pomocą przemocy fizycznej, jednak popychały ich w tym kierunku wprowadzone przepisy. Regulowano w ten sposób dostęp do instytucji publicznych, zatrudnienia, podróży. Jak się okazuje, nie tylko w Polsce czynny udział w takich praktykach brali też politycy uznawani dotychczas za konserwatywnych.
W Kanadzie przetestowano też restrykcje polegające na blokowaniu rachunków bankowych uczestników covidowego protestu kierowców ciężarówek oraz ich zwolenników. Jeremy Williamson przywołał przykład znanego mu pastora, który wsparł tamtą kampanię kwotą 20 dolarów. Jego konto zostało zamrożone i nie mógł nawet regulować rat kredytu hipotecznego. Rząd uzyskał nielegalnie informacje na temat zasobów finansowych osób prywatnych i organizacji. Zajmował przelewy przychodzące jako mające rzekomo związek z przestępstwem.
Twoje, czyli nasze
Gość audycji wspominał, że już około 2015 roku w komputerach instalowane były moduły TPM (Trusted Platform Module) zawierające klucze bezpieczeństwa, zarejestrowane w koncernie Microsoft bądź w przedsiębiorstwie udostępniającym sprzęt swoim pracownikom. Niedawno jednak globalna firma, której przez wiele lat szefował Bill Gates ogłosiła, że TPM będą przymusowo używane do aktywacji urządzeń. Wprawdzie zapewniano, iż dotyczyć to będzie jedynie komputerów firmowych, jednak w końcu okazało się, że także domowy system operacyjny Windows 11 powiązany został nieodłącznie z kontem Microsoft, którego założenie jest obligatoryjne. A do konta Microsoft przypisano także moduł TPM.
Według Williamsona celem takiego działania jest sprawienie by pieniądze, jakie wydajemy na sprzęt i oprogramowanie do niego pozwalały nam jedynie na warunkowe użytkowanie, nie zaś na pełną kontrolę nad nim i pełnoprawną własność. Jesteśmy uzależnieni od woli operatora, który może nas w każdej chwili od systemu odłączyć, na przykład z powodu wyznawania i szerzenia „niepoprawnych” poglądów czy przekonań.
Podobne praktyki stosują zresztą również na przykład Apple i Samsung. Nie można instalować na urządzeniach ich produkcji aplikacji, których nie akceptują te koncerny. Aktywność każdego użytkownika komputera czy smartfona jest nieustannie śledzona. W każdej chwili może być on odpięty od systemu.
W Stanach Zjednoczonych działa już prawo nakazujące instalowanie w samochodach kamer, mikrofonów i czujników śledzących kierowców. – Jeśli twoje źrenice będą zbyt rozszerzone, wyłączą ci pojazd i stwierdzą, że nie jesteś w odpowiednim stanie psychicznym, żeby prowadzić – mówił Williamson. – W zasadzie jesteś skazany za przestępstwo, zanim jeszcze je popełnisz. To jak w pewnym filmie. Zakładają, że w pewnym momencie będziesz prowadził po pijanemu. Więc montują alkomat. Tutaj nie chodzi o alkomat, ale jeśli zamontujesz alkomat w każdym pojeździe, kierowca będzie musiał udowodnić, że nie jesteś pijany, żeby uruchomić samochód – wyjaśniał.
Cyfrowy pieniądz wbrew opinii społecznej
Kolejnym elementem w tej układance jest projekt cyfrowego dowodu tożsamości. W ostatnim czasie premier Kanady Mark Carney ogłosił, że od przyszłego roku takie wirtualne identyfikatory będą musieli posiadać handlowcy. Wcześniej zapewniał o zaniechaniu wprowadzania takiego rozwiązania dla kogokolwiek.
Została już zaanonsowana także cyfrowa waluta jako równorzędna dla fizycznej, wbrew rezultatom przeprowadzonego przez Bank Centralny Kanady badania opinii. Ogromna większość mieszkańców opowiedziała się bowiem przeciwko CBDC.
Jednym z oficjalnych powodów wprowadzenia przymusowej identyfikacji cyfrowej jest w tym kraju ochrona nieletnich przed pornografią i zboczeńcami, chociaż jeszcze przed „operacją Covid” władze usiłowały włączyć treści pornograficzne do programów nauczania.
Ten proces nie jest oczywiście specyfiką Kanady i dokonuje się globalnie. – Spójrzmy na każdy kraj na świecie, który ma technologię i wprowadza jakiś rodzaj weryfikacji wieku, a to jest powiązane z gigantycznymi centrami danych. Właśnie dlatego potrzebują centrów danych – muszą przechowywać wszystkie te informacje i przetwarzać je szybko i sprawnie, aby mogli zweryfikować, czy jesteś wystarczająco dorosły, aby móc robić cokolwiek za pomocą telefonu – zauważył Williamson.
Z powodu inwigilacji w trybie ciągłym działają też zainstalowane w naszych smartfonach czy laptopach mikrofony, które nie mają przecież fizycznego wyłącznika. Owszem, o czym każdy może przekonać się osobiście – podsłuchiwanie wykorzystywane jest obecnie przede wszystkim do personalizacji reklam. Jednak nic nie stoi na przeszkodzie by śledzić w ten sam sposób nieprzychylne dla władzy komentarze czy choćby uwagi dotyczące masowej imigracji.
Gość Johna-Henry’ego Westena zwrócił uwagę na pozwy sądowe przeciwko producentom telewizorów, które nagrywały użytkowników i przesyłały dźwięk do centrów danych. Tam nagrania były analizowane pod kątem precyzyjnie kierowanych zachęt do zakupu.
- Były pozwy sądowe w tej sprawie, ale niewiele się o nich mówi, ponieważ przez ostatnie 20, 30 lat wpajano nam, że nie mamy prawa do prywatności i własności. Umowy licencyjne użytkowników końcowych i prawa autorskie poszły tak daleko, że moim zdaniem większość z nich jest niemoralna i nieetyczna, i nie miałyby racji bytu w sądzie. Gdyby istniał sprawiedliwy sąd i zbadał te umowy licencyjne, sędzia uznałby je za wymuszone – uważa Williamson.
- Wszystkie korzyści przypadają sprzedającemu. Kupujący nie czerpie żadnych. Gdyby ludzie mieli pieniądze i czas, i czytali te tomy prawniczego żargonu, w ogóle by ich nie akceptowali – podkreślił.
Jak powiedział Westen, w czasach sztucznej inteligencji sami chętnie sięgamy po śledzące nas urządzenia. Na przykład naszyjniki pełniące funkcję wirtualnych asystentów i podsuwające właścicielowi przydatne przypomnienia. – Słyszałem nawet, że w którymś termostacie instalowano mikrofony – dodał.
- Inteligentne termostaty i liczniki nie są dla ciebie, tylko dla firmy – wskazał w tym miejscu inżynier. – Kiedy rok, czy dwa lata temu Teksas nawiedziła potężna burza lodowa, przez długi czas nie było prądu. W rzeczywistości był to efekt kontroli termostatów, ponieważ nie chcieli, żeby zużywać zbyt dużo energii. Ustawiali więc [zdalnie] klimatyzację i ogrzewanie. Zmieniali ustawienia na termostatach tak, aby automatycznie wyłączały ogrzewanie, gdy temperatura osiągnie około 17 stopni Celsjusza. I do tego właśnie służą te inteligentne liczniki – opowiadał Williamson.
- Śledzą zużycie energii, ale jednocześnie dają firmom energetycznym kontrolę nad środowiskiem w domu. Dlatego musisz zachować ostrożność, instalując te urządzenia. Sam nie posiadam inteligentnych technologii. Owszem, mam inteligentny licznik prądu, bo nie miałbym dostaw elektryczności jeśli nie wyraziłbym na to zgody. Ale nic w domu nie jest podłączone do tego licznika. Nie udzielam im dostępu. Wracając do umów licencyjnych, są one [w świetle prawa] wymuszone, ponieważ drobnym drukiem we wszystkich tych umowach napisano, że w razie nagłego wypadku można wprowadzić zmiany „dla dobra ogółu” – wskazywał.
Źródło: Life Site News
RoM






