Dobra gospodarka wodna potrzebna od zaraz. Rolnicy z niepokojem patrzą w przyszłość

rolnik2.jpg
pixabay.com

Rolnictwo coraz wyraźniej odczuwa narastający deficyt wody. Rosną koszty produkcji, zmniejszają się plony. Jeżeli nie zaczniemy skuteczniej zatrzymywać wilgoci w glebie, Polska może z eksportera żywności stać się jej importerem - pisze piątkowy „Puls Biznesu”.

Aktualnie już ponad jedna trzecia kraju jest zagrożona suszą rolniczą. Stała się ona jednym z głównych ryzyk dla wszystkich dziedzin produkcji rolnej. Eksperci nie mówią już o podnoszeniu plonów, ale o koniecznych działaniach - w skali gospodarstw i całego kraju, które mają zatrzymać spadek zbiorów. Stawką jest pozycja Polski na europejskim rynku, a wręcz niezależność żywnościowa, której utrata może być bardzo kosztowna dla państwa - stwierdza „PB”.

Susza nie zaczyna się wraz z pierwszą falą letnich upałów, lecz kilka miesięcy wcześniej. „Mamy bardzo małe opady zimą, dlatego często wchodzimy w wiosnę z niskim poziomem wód gruntowych i niewielką wilgotnością warstwy ornej” – mówi gazecie Wiktor Szmulewicz, prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych (KRIR).

Zróbmy to razem!

Dodaje, że niedobory wody nawarstwiają się od lat. Szczególnie narażone są województwo kujawsko-pomorskie, północne Mazowsze oraz części Wielkopolski i województwa zachodniopomorskiego.

Deficyt wody dotyka wszystkie dziedziny produkcji rolnej. Najbardziej wrażliwe są uprawy jare, czyli wysiewane wiosną. Niedobór wody dotyka jednak także uprawy ozime oraz łąki i pastwiska. Wpływa pośrednio na hodowlę, ponieważ ogranicza produkcję zbóż i pasz.

Według prognozy JRC MARS, centrum badawczego Komisji Europejskiej, średni plon pszenicy miękkiej w UE w sezonie zbożowym 2026/27 może być o 5 proc. niższy niż przed rokiem. Dla Polski przewidywany jest spadek o 6 proc.

„Rolnicy oczekują skutecznego narodowego programu retencji wody: od małej do dużej retencji oraz praktyk zatrzymywania wody na poziomie gospodarstw i zlewni” – mówi gazecie Wiktor Szmulewicz.

Warto wspomnieć, że media już kilka lat opisywały przypadek Pawła Barczaka, rolnika z miejscowości Wybranowo w powiecie inowrocławskim. Prowadzi on gospodarstwo zajmujące się produkcją materiału siewnego pszenicy i jęczmienia. Bartczak postawił w produkcji na sprawny system melioracyjny, który nie tylko odprowadza nadmiar wody, ale także ją zatrzymuje i magazynuje. Efekt jest zaskakujący. To o 1,5 tony pszenicy z ha więcej. Tak oto grunty, które nie dawały dobrych rokowań produkcyjnych stały terenami o największym potencjale plonowania. Rolnik chętnie dzieli się swoimi doświadczeniami.

Źródło: PAP/ tygodnik-rolniczy.pl

Oprac. MA

 

Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: