Dr Damian Bębnowski: Śluby Jana Kazimierza jako zryw ku wolności

Sluby_Jana_Kazimierza_2.jpg
Jan Matejko, Śluby Jana Kazimierza

W Sienkiewiczowskim „Potopie”, wydawanym w prasie w odcinkach między 1884 a 1886 r., czytamy: „(…) postanowił bowiem [król] zawrzeć w imieniu swoim i stanów takie przymierze, którego by żadna potęga ziemska przemóc nie zdołała, a które by w przyszłości do poprawy Rzeczypospolitej mogło posłużyć. Nadeszła nareszcie ta chwila. Tajemnica musiała się przedrzeć od senatorów do szlachty, a od szlachty do pospólstwa, gdyż od rana mówiono, że w czasie nabożeństwa stanie się coś ważnego, że król jakieś uroczyste śluby będzie składał. Mówiono o poprawie losów chłopskich i o konfederacji z niebem; inni wszelako twierdzili, że to są niebywałe rzeczy, których przykładów dzieje nie podają, ale ciekawość była podniecona i powszechnie czegoś oczekiwano”. 

W okresie wakacyjnym polscy katolicy odnawiają w sobie piękną tradycję pobożności maryjnej. Szczególnym tego wymiarem pozostają pielgrzymki na Jasną Górę. Jednocześnie przygotowujemy się do obchodów 150-lecia objawień maryjnych w Gietrzwałdzie. W 370. rocznicę ślubów lwowskich Jana Kazimierza warto przypomnieć sobie, jaką rolę Matka Boża odgrywa w dziejach naszej Ojczyzny.

Pierwsza połowa XVII w. stanowiła apogeum mocarstwowości I Rzeczypospolitej. W latach 1610–1612 załoga polska stacjonowała na moskiewskim Kremlu, otrzymując nawet propozycję tronu carskiego dla Władysława, syna króla Zygmunta III Wazy. W 1618 r. zawarto rozejm w Dywilinie, potwierdzony później pokojem w Polanowie (1634), który wyznaczył największy obszar Rzeczypospolitej w naszej historii – około 1 mln km2. Kraj zbierał owoce XVI-wiecznego rozwoju społeczno-gospodarczego, którego odzwierciedleniem był również wyraźny rozkwit życia kulturalnego. Rzeczpospolita pozostawała europejskim mocarstwem, rozciągającym się od Bałtyku do Morza Czarnego. Z polskimi władcami liczyły się inne potęgi na Starym Kontynencie.

Zróbmy to razem!

Z drugiej strony, XVII stulecie było „srebrnym wiekiem”, kiedy okres prosperity został gwałtownie przerwany serią wielkich wojen ze Szwecją, Rosją i Turcją. Od 1648 r. płonęła Ukraina, wskutek wybuchu powstania Chmielnickiego, które niebawem wciągnęło nas w kolejną wojnę z Rosją. Z kolei w latach 1655–1660 trwał najazd szwedzki. Kraj pogrążał się w chaosie, obce wojska plądrowały miasta i wioski, nie oszczędzając kolejnych ofiar. Na mocy zdradzieckich aktów części polskiej szlachty, Karol X Gustaw został uznany nowym królem Polski i Wielkim Księciem Litewskim. Biblijna metafora potopu była w tym przypadku jak najbardziej uzasadniona. Pod koniec stulecia Rzeczpospolita, w wyniku ogromnych strat ludnościowych (nawet o 25–33%) oraz materialnych, dramatycznie osłabiła swój potencjał gospodarczy i obronny. Może to być porównywane tylko do zniszczeń po obu wojnach światowych w XX w. Jej status nie został odbudowany, co rychło wykorzystali agresywni sąsiedzi, doprowadzając do trzech rozbiorów Polski pod koniec XVIII w.

Ważnym wydarzeniem w okresie potopu szwedzkiego była obrona klasztoru na Jasnej Górze od listopada do grudnia 1655 r. W warunkach beznadziejnych postępów wrogich wojsk, co zmusiło nawet króla Jana Kazimierza do tymczasowego opuszczenia kraju, obrona ważnego dla wiernych sanktuarium maryjnego miała nie tyle znaczenie strategiczne, co przede wszystkim symboliczne i patriotyczne, czemu szybko przypisano cudowny charakter. Szansę na podniesienie morale w wojsku i społeczeństwie dostrzegał król i jego otoczenie. Dlatego w sobotę, 1 kwietnia 1656 r. do Lwowa, który szczęśliwie był wolny od szwedzkiego okupanta, przybył dwór królewski. W miejscowej katedrze, przed obrazem Matki Boskiej Łaskawej, zwanej Śliczną Gwiazdą Lwowa, władca wygłosił słynne śluby, których autorstwo tradycja przypisuje św. Andrzejowi Boboli. Król obrał Maryję za Królową Polski, obiecując poczynienie starań o poprawę doli poddanych, zwłaszcza chłopów. 

Był to akt bez precedensu, co legło u podstaw jego różnych ocen w historiografii. W okresie PRL, marksistowska literatura mogła wysilić się jedynie na opinię negatywną bądź przynajmniej umniejszającą znaczenie ślubów. Po pierwsze, zapowiedź zniesienia poddaństwa i pańszczyzny, ewentualnie jej ograniczenie, przedstawiano jako wyłącznie taktyczne posunięcie króla i szlachty, mające na celu zachęcenie chłopów do walki, a więc de facto oszukanie ludu. W tym kontekście uwypuklano losy chłopskich bohaterów, a spośród niewielu znanych rotmistrza Michałka z Tucholi (walczył ze Szwedami na Pomorzu) czy Kaspra Kasprzyckiego z ziemi krakowskiej. Po drugie, śluby lwowskie miały ugruntować katolicyzm, przekreślając tradycje państwa wielokulturowego. Akt ten rzekomo sankcjonował późniejsze prześladowania arian współpracujących z najeźdźcą. Współczesna historiografia formułuje podobne sądy, choć bardziej wyważone. Podkreśla się przy tym patriotyczny wymiar ślubów jako motywacji do walki.

Ja chciałbym zwrócić uwagę na trzy elementy zawarte w wydarzeniu z 1656 r. Kwestia pierwsza dotyczy ogólności obietnicy poprawy doli poddanych, szczególnie chłopów, ale bez żadnych konkretnych zapewnień. Na pewno chodziło o zachęcenie chłopów do walki, być może będące przejawem propagandy politycznej – wojna ze Szwedami nabrała bowiem charakteru religijnego: wszak katolicki naród walczył z protestanckim najeźdźcą. Mogło też chodzić o zapowiedź ograniczenia poddaństwa, do czego jednak nie doszło w przyszłości, również z przyczyn zewnętrznych (słabości państwa). Jednakże pewne inicjatywy reform społecznych przypadły na kolejne stulecie.

Nie możemy jednoznacznie rozstrzygnąć tych wątpliwości, ponieważ nie dysponujemy wiernym tekstem ślubów lwowskich, lecz późniejszymi (najczęściej XIX-wiecznymi, jak z „Potopu” Sienkiewicza) przekazami, których poszczególne sformułowania można różnie interpretować: czy chodziło o uwolnienie ludu od wszystkich obciążeń, czy tylko od tych niesprawiedliwych? Ponadto zapowiedzi Jana Kazimierza miały zostać spełnione po przywróceniu pokoju. Tymczasem wiemy, że po zakończeniu wojny ze Szwedami (1660) trwała jeszcze wojna z Moskwą. Rok po rozejmie zaś król abdykował (1668). Czy zatem istniała realna szansa na spełnienie tych obietnic? Zważając na ówczesny system polityczny (monarchia mieszana) i społeczno-gospodarczy, należałoby się spodziewać oporu szlachty (zwłaszcza magnaterii), która i tak w znacznej mierze zwalczała rosnącą pozycję króla w państwie. Najsilniejszym przejawem był rokosz Jerzego Lubomirskiego (1665–1666) i przegrane bitwy wojsk królewskich pod Częstochową, w cieniu Jasnej Góry (sic!) i Mątwami. Poza tym, co często umyka uwadze, we lwowskiej katedrze przysięgał nie tylko król, ale też elity państwowe, czyli tzw. stany – senatorowie ze szlachtą w imieniu ogółu społeczeństwa.

Drugim zagadnieniem jest konfederacja, specyficzna forma ustrojowa w I Rzeczypospolitej. Był to związek (przymierze) szlachty, duchowieństwa lub miast zawiązany w określonym celu. Nierzadko konfederacje uwypuklały wartości obywatelskie i republikańskie. W przypadku ślubów lwowskich wybrzmiewa pozytywny wymiar przymierza zawiązanego przez króla z Bogiem za pośrednictwem Matki Odkupiciela. Osobę Maryi obraną w ślubach lwowskich na Królową Korony Polskiej szybko połączono z kultem Matki Bożej Częstochowskiej, szczególnie rozwiniętym po obronie Jasnej Góry. W przyszłości dość jednoznacznie tytuł Matki Boskiej Jasnogórskiej odnosić się będzie do Królowej Polski. W „konfederacji” zawartej we Lwowie profanum łączy się zatem z sacrum, przy czym to profanum korzy się przed sacrum, prosząc o łaskę. 

Nie można tutaj wykluczyć prywatnej gorliwości religijnej króla, podbudowanej dwuletnim pobytem w zakonie jezuitów w okresie młodości oraz rocznym piastowaniem godności kardynalskiej, jako czynnika istotnego dla genezy ślubów. W obliczu katastrofy państwa król nie ogłasza nowego porządku, nie zezwala też na chaos. Pomazaniec boży w całej swej godności i wielkości pokornie klęka przed Bogiem. Tylko przed Bogiem. Prosi też o pomoc w wypełnieniu ślubów. Nie traci zatem nic ze swojej suwerenności. Wręcz przeciwnie, wzmacnia ją mocą samego Boga. Śluby są więc przejawem utrzymania i umocnienia ładu społecznego w możliwie szerokim wymiarze. W konsekwencji zostają złożone nie tylko przez króla i stany. Składa je całe społeczeństwo (naród). Ta szersza perspektywa ukazuje nam samodzielne zawierzenie Polaków Bogu przez Maryję; zawierzenie połączone ze zobowiązaniem. Stąd, należy stwierdzić, że śluby lwowskie wciąż obowiązują: są uniwersalne i ponadczasowe; nigdy nie zostały odwołane.

Nadmieńmy, że w późniejszej historii Polski znajdujemy podobne gesty: akt poświęcenia Narodu Polskiego Niepokalanemu Sercu Maryi przez kard. Augusta Hlonda (Jasna Góra, 8 września 1946 r.); Jasnogórskie Śluby Narodu Prymasa Stefana Wyszyńskiego, bezpośrednio nawiązujące do ślubów lwowskich, odczytane przez biskupa łódzkiego Michała Klepacza w zastępstwie więzionego w Komańczy Prymasa (26 sierpnia 1956 r.); Jubileuszowy akt przyjęcia Jezusa za Króla i Pana (19 listopada 2016 r.), Akt poświęcenia Ojczyzny Niepokalanemu Sercu Maryi (6 czerwca, 8 września 2017 r.). Równolegle podejmowano próby formułowania deklaracji świeckich. Chodzi mi o niewygłoszony akt oddania Polski Sercu Najświętszej Panny Maryi przez Józefa Piłsudskiego (25 sierpnia 1920 r.). Odniesienia religijne czyniono także w preambułach polskich konstytucji, przy czym nie były to akty zawierzenia. 

Jako trzeci trzeba wyodrębnić aspekt patriotyczny. We lwowskiej katedrze skierowano do ogółu społeczeństwa zachętę do walki z najeźdźcą. Wystosowując apel do wszystkich poddanych, niejako zatarto różnice stanowe. Odwołano się do wspólnoty państwowej (narodowej), eksponując jedność, solidarność, dobro wspólne, dobro ogółu. Śluby obowiązują nadal cały naród. W okresie zagrożenia i pokoju spajają go wokół jednej i niezmiennej wartości: Boga i Królowej Polski. 

Reasumując, śluby lwowskie należy traktować jako zryw ku wolności – wolności zagrożonej, wyrwanej i prawie straconej. Dość powiedzieć, że to w tym czasie krystalizowały się pierwsze projekty rozbioru Rzeczypospolitej (grudzień 1656 r. – traktat w Radnot). Zdołano jednak utrzymać suwerenność państwa: pokój w Oliwie (1660), wiktoria wiedeńska (1683), rozejm w Andruszowie (1667), potwierdzony pokojem w Moskwie (1686). Nie wszystkie układy były dla Polski korzystne. Mimo że Rzeczpospolita wyszła z wielkich wojen XVII w. mocno osłabiona, w kolejnym stuleciu podejmowano próby reform.

W ślubach można zatem dostrzec trzy wymiary: społeczny (zapowiedź poprawy sytuacji chłopów, dziś może to być pomoc najsłabszym członkom wspólnoty), religijny (Maryja jako Królowa Polski, zawierzenie Bogu Ojczyzny przez Maryję) oraz patriotyczny (zachęta do wspólnej, ogólnospołecznej walki z najeźdźcą). Wszystkie te wymiary spaja element ogólnonarodowy. Śluby złożone przez króla i elity w imieniu całego narodu obowiązują nieprzerwanie do dziś.

dr Damian Bębnowski
Uniwersytet Łódzki
Instytut Pamięci Narodowej

Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: