Eufemizmy zamiast sumienia. Lubelski szpital o horrorze aborcyjnym

Lubelski szpital, w którym dziecko przeżyło swoją aborcję wydało oświadczenie w odpowiedzi na pytania w ramach dostępu do informacji publicznej: „W związku z informacjami rozpowszechnianymi w przestrzeni publicznej (...) Dyrekcja Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego im. Stefana Kardynała Wyszyńskiego w Lublinie kategorycznie oświadcza, że wszystkie zabiegi medyczne w tutejszej placówce są realizowane w ścisłej zgodzie z przepisami powszechnie obowiązującego prawa oraz najwyższymi standardami wiedzy medycznej (...) Podstawą do przeprowadzenia procedury w każdym przypadku jest stwierdzenie przez lekarzy specjalistów, że ciąża stanowi realne zagrożenia dla życia lub zdrowia kobiety ciężarnej lub zachodzi uzasadnione podejrzenie, że ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego, przy jednoczesnym pełnieniu wszystkich warunków ustawowych. Szpital nie podejmuje i nigdy nie podejmował działań o charakterze pozaprawnym.”
Skąd my to znamy?
Legalistyczny język dyrekcji szpitala coś mi niestety przypomina. Wyobraźmy sobie takie oświadczenie sprzed 80 lat: “Komendatura KL Auschwitz kategorycznie oświadcza że wszystkie zabiegi systemowej eksterminacji w tutejszej placówce są realizowane w ścisłej zgodzie z przepisami obowiązującego prawa i są wykonywane wyłącznie na podstawie obowiązujących przepisów Ustawy norymberskiej i postanowień konferencji w Wannsee. Podstawą do przeprowadzenia procedury w każdym przypadku jest stwierdzenie że dana osoba jest rasy pasożytniczej i stanowi zagrożenie dla narodu niemieckiego. Obóz nie podejmuje i nigdy nie podejmował działań o charakterze pozaprawnym.”
Prawny formalizm, zasłanianie się przepisami i bezduszna, zbiurokratyzowana nowomowa. Pod płaszczykiem przestrzegania procedur ukrywa się krwawa zbrodnia. Eufemizmy takie jak „procedura”, „realizacja świadczeń”, „spełnienie warunków ustawowych” wznoszą mur z paragrafów i próbują zdjąć z wykonawców tej zbrodni ciężar moralny. Kiedy dyrektor placówki medycznej, w której misję wpisane jest ratowanie życia ludzkiego, ucieka od istoty problemu i zasłania się literą prawa, staje się urzędnikiem wykonującym polityczną wolę a nie lekarzem wiernym przysiędze Hipokratesa.
Znieczulić, uśpić, wyeliminować...
Taki język ma jeden cel: znieczulić sumienie, sprawić, byśmy w “procedurach medycznych” nie dostrzegli dramatu noworodka walczącego o oddech po nieudanej próbie odebrania mu życia. Kiedy prawo zaczyna służyć legitymizowaniu eliminacji najsłabszych, a system medyczny staje się bezduszną machiną realizującą „świadczenia”, granica między cywilizacją życia a barbarzyństwem zostaje zatarta. Żadne oświadczenie o „ścisłej zgodzie z przepisami” nie zmieni faktu że w majestacie tego prawa stała się rzecz potworna.
Jarosław Kozikowski








