Filip Obara: Komu przeszkadzają mantylki i dlaczego nie należy z nimi przesadzać?

Obara_1024x1024 (1).jpg
Autor:
Filip Obara
13962331626_77287eab6a_c.jpg
Mantylki, zdjęcie ilustracyjne / Źródło: Flickr / Juan de la Obra Millán

Zachodni świat, w tym Polska, doszedł do zdumiewającego paradoksu. Nikomu nie przeszkadza bezwstyd w stroju i zachowaniu, za to alergicznie reagujemy na wzorce skromności, nawet gdy obowiązywały u nas jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Boimy się oskarżenia o pruderię i porównania do islamu, przez co zatracamy właściwe rozumienie cnoty skromności?

Każda zaś kobieta, modląc się lub prorokując z odkrytą głową, hańbi swoją głowę; wygląda bowiem tak, jakby była ogolona. Jeżeli więc jakaś kobieta nie nakrywa głowy, niechże ostrzyże swe włosy! Jeśli natomiast hańbi kobietę to, że jest ostrzyżona lub ogolona, niechże nakrywa głowę! – czytamy w pierwszym liście do Koryntian (11, 5).

Z kolei w portalu Vatican News ukazał się artykuł pod osobliwym tytułem Francja: dlaczego kobiety w kościele zakrywają głowę, skąd ten nowy trend?, który powstał na podstawie reportażu dziennika „La Croix”. Okazuje się, że tradycja wywodząca się z Pisma Świętego i obecna jeszcze do niedawna również w Polsce jest… nowym trendem.

Zróbmy to razem!

Jeszcze bardziej osobliwe jest omówienie tematu wraz z cytatem ze szwajcarskiej socjolog religii, Isabelle Jonveaux, która (poniekąd słusznie w obecnej sytuacji) kojarzy ten zwyczaj ze zjawiskiem neofityzmu. - Noszenie odzieży o charakterze religijnym to również sposób na wyrażenie pewnego radykalizmu – stwierdza.

Szczególnie ciekawy jest fragment, w którym wskazuje się, że „kobiety, które wypowiedziały się dla dziennika La Croix zdecydowanie twierdzą, że zakrywanie głowy podczas liturgii w żadnym wypadku nie wyraża uległości względem mężczyzn”, lecz „jest to raczej osobisty akt duchowy, znak pokory względem Boga”.

Jak bardzo „islamskie” są nasze wyobrażenia o skromności, skoro coś podobnego w ogóle przyszło do głowy katolickiemu dziennikarzowi? I jak bardzo kultura zachodnia oddaliła się od tradycyjnych wzorców – jak bardzo została przeorana przez rewolucję obyczajową? To oczywiście pytania retoryczne.

Miałem przyjemność odbyć rozmowę na temat mantylek w programie „Kultywator”. Lidia Henszt, autorka profilu „Mantylka” na Facebooku, opowiadała o swojej fascynacji mantylkami i o tym, dlaczego jej zdaniem kobiety sięgają w kościele po to nakrycie głowy. Zainteresowanych odsyłam do nagrania.

Sama mantylka jest u nas oczywiście nowym trendem, gdyż tradycyjnie kobiety ubierały chusty bądź kapelusze. Niemniej samo zakrywanie głowy w świątyni, jako się rzekło polecał już Apostoł Narodów, zaś w prawie kanonicznym z roku 1917 istniał zapis o tym, że kobiety „mają mieć zakrytą głowę i być skromnie ubrane, szczególnie gdy przystępują do stołu Pańskiego” (kanon 1262).

Mamy więc jasne wskazanie i to z samego autorytetu Słowa Bożego i mamy wielowiekowy zwyczaj, który wygasł stosunkowo niedawno. Przez zaledwie kilkadziesiąt lat trwania rewolucji kulturowej staliśmy się tak bardzo „wyzwoleni”, że nie tylko porzuciliśmy obyczaje oczywiste dla naszych przodków, ale przeszkadza nam, gdy inni próbują do nich wracać.

Z drugiej strony upadek obyczajów staje się asumptem do przemyślenia ich znaczenia i istoty, która zatraca się wraz z wyrobieniem nawyku i przekazywaniem go z pokolenia na pokolenie. Dlatego warto zastanowić się nad tym, dlaczego św. Paweł poświęcił tak dosadne uwagi kwestii zakrywania i niezakrywania głowy.

Po pierwsze, chrześcijaństwo to nie gnoza. Nie ważne, co masz na sobie – ważne, co masz w sercu – to argument bezmyślnie powtarzany dziś nawet przez księży. Jest on całkowicie chybiony w zestawieniu z samą już tylko prawdą na temat Boskiego stworzenia. Zostaliśmy pomyślani przez Stwórcę jako jedność psychofizyczna i nasz wewnętrzny stosunek do przedmiotu wyraża się w zewnętrznych gestach. Przekazywanie norm wyglądu i czysto zewnętrznych zachowań jest częścią dobrego wychowania i podstawowym elementem uporządkowanego życia społecznego.

Po drugie, strój określa nasz stosunek nie tylko do drugiego człowieka, ale i do sacrum. Mowa rozmówczyni słusznie przytoczyła argument, że mamy jeszcze na tyle przyzwoitości, by ubrać się porządnie na wesele czy inną okazję wymagającą szacunku dla gospodarza, natomiast w kościele zachowujemy się tak, jakby Gospodarz był co najmniej nieobecny.

Po trzecie, zapominamy, że świątynia, szczególnie w momencie sprawowania Najświętszej Ofiary, jest miejscem, gdzie należy możliwie jak najbardziej odłączyć się od zewnętrznych bodźców, które odciągają naszą uwagę od publicznej czci, jaką oddajemy Bogu. Stonowane kolory, skromne, niewyzywające kroje – nawet, rzekłbym, pewna unifikacja wyglądu – sprzyjają temu celowi. Taki też, jak rozumiem, jest sens zakrywania głowy, tym bardziej, że piękne, bujne włosy na linii męskiego wzroku zmierzającej do ołtarza niekoniecznie poprawiają skupienie i jest to przypadłość wynikająca z grzechu pierworodnego, którą należy wziąć pod uwagę.

Ale sprawa ma jeszcze inny, w pewnym sensie głębszy, aspekt. Chodzi o miarę.

Tak jak praktykowanie konkretnych cnót ma swoją miarę, którą wyznacza roztropność, tak i wskazania moralne mają różny stopień powagi. Są wskazania pierwszorzędne (przykazania, zasady wprost odnoszące się do grzechu) i są wskazania drugorzędne (szczegółowe zasady wyprowadzone z tych pierwszych).

Do której kategorii należy wskazanie, by zakrywać głowę? To jasne, że do tej drugiej. Samo niezakrycie głowy, choć św. Paweł obrazowo określa je hańbą (ma to zapewne swoje zakorzenienie w kulturze ówczesnego społeczeństwa żydowskiego), nie jest grzechem. Teoretycznie mogłoby ono prowadzić do grzechu, gdyby kobieta z próżności celowo zwracała na siebie uwag, zachowując się nieadekwatnie do powagi miejsca, jakim jest świątynia, ale w dalszym ciągu samo pokazanie włosów nie jest złamaniem prawa Bożego. Takie rozróżnienie różni nas od muzułmanów.

Ponadto trzeba zadać równie fundamentalne pytanie: Jakie jest najważniejsze przykazanie, które Pan Jezus wskazuje jako niechybną drogę do królestwa niebieskiego? Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą, a bliźniego swego jak siebie samego (Marek 12, 30-31).

Jak poucza św. Franciszek Salezy, miłość Boga i miłość bliźniego nie stanowią dwóch odrębnych cnót, lecz jedną i tę samą. Miłość Boga zależy od miłości bliźniego – znajduje w niej potwierdzenie.

Ma to swoje bardzo istotne konsekwencje, gdy spojrzymy na środowisko „tradycjonalistów”, w którym głównie odżywa tradycja zasłaniania głowy przez kobiety. O ile panie czerpią radość z nałożenia na głowę takiego czy innego materiału i sprzyja to ich pobożności, wszystko jest w porządku. Ale jeżeli powstaje atmosfera pewnego ekskluzywizmu, pewnego tabu czy wręcz presji wokół różnych drugorzędnych wskazań obyczajowych, to zaczyna się problem.

Miłość bliźniego nakazuje bowiem wziąć pod uwagę niewiedzę wynikającą z ogólnego krajobrazu kulturowego, w którym żyjemy. Mantylka czy chusta nie jest sprawą życia i śmierci, podobnie jak dzielenie się mężczyzn i kobiet na strony czy jakakolwiek inna zasada, do których wracają dziś „wierni Tradycji”. Dlatego pogwałcenie zasad miłości bliźniego, wszelka opryskliwość, krzywe spojrzenia czy działania czegoś, co żartobliwie nazywa się „policją obyczajową” w większym stopniu podpada pod złamanie zasad Dekalogu niż niezałożenie mantylki czy usadzenie czterech liter po „stronie kobiet” czy „stronie mężczyzn”.

Sprawa ma też wymiar wizerunkowy. Nawet jeżeli mamy świadomość, że świat dziś schamiał i zwariował, to jednak w nim żyjemy i powinniśmy wykazywać się miłosierdziem, roztropnością i pewną wyrozumiałością. W przeciwnym wypadku nie pociągniemy nikogo do tradycyjnej wiary, a jedynie pogłębimy przekonanie, że środowiska Tradycji przyciągają do siebie specyficzny rodzaj człowieka, który znajduje dziwną przyjemność w izolowaniu się od świata, co nie jest przecież zgodne z duchem chrześcijaństwa (gdyby tak żyli pierwsi chrześcijanie, to nie byłoby mowy o katolickiej Europie!).

Słowem, nie bądźmy jak żydzi i muzułmanie, dla których zasady są zewnętrznym ograniczeniem i źródłem wrogości wobec innych, lecz odnajdujmy w tych zasadach pomoc w spełnianiu najważniejszego z przykazań, pamiętając, że o jego uwarunkowaniu, jakim jest potwierdzenie miłości Boga w miłości bliźniego.

Filip Obara

Obara_1024x1024 (1).jpg
Autor:
Filip Obara
Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: