„Foreign Affairs”: Trzeba wycofać żołnierzy USA z Europy, na początek - z Polski

Stany Zjednoczone muszą wycofać część żołnierzy z Europy. Najlepiej - z Polski, bo w razie wojny mogliby zginąć. Taką tezę stawia na łamach Foreign Affairs dwoje autorów, Jennifer Kavanagh i Justin Logan.
Kavanagh jest dyrektorką ds. analiz wojskowych w think tanku Defense Priorities, a Logan dyrektorem ds. obrony zagranicznej w Cato Institute.
Jak czytamy w „Foreign Affairs”, Donald Trump od lat przekonuje, że Stany Zjednoczone nie powinny płacić za obronę państw, które stać na zapewnienie sobie bezpieczeństwa. W czasie pierwszej kadencji prezydent groził nawet wycofaniem USA z NATO, zarzucając europejskim sojusznikom zbyt niskie wydatki obronne. Ostatecznie ograniczyło się to do nieudanej próby wycofania części wojsk z Niemiec.
To musi się teraz zmienić, bo Ameryka wydaje na obecność w Europie zbyt dużo, piszą Kavanagh i Logan. Według artykułu z „Foreign Affairs” znaczące ograniczenie amerykańskiej obecności w Europie w ciągu najbliższych dwóch lat mogłoby zmusić państwa europejskie do rozbudowy własnych zdolności wojskowych. Obecnie USA odpowiadają za około 60 proc. wydatków wojskowych państw NATO i utrzymują w Europie oraz Wielkiej Brytanii około 80 tys. żołnierzy, a roczny koszt amerykańskiej obrony Europy wynosi około 100 mld dolarów.
Zdaniem autorów, problem nie jest nowy. Kolejne administracje USA, począwszy od prezydentury Dwighta Eisenhowera, wzywały europejskich sojuszników do większego udziału w obronie, jednak państwa europejskie przez dekady unikały zwiększania wydatków wojskowych.
Autorzy przekonują, że dopiero faktyczne wycofanie części amerykańskich wojsk może uświadomić sojusznikom, że Waszyngton zamierza przekazać Europie większą odpowiedzialność za jej konwencjonalną obronę. Taki ruch spotkałby się zapewne ze sprzeciwem części europejskich przywódców i amerykańskiego Kongresu, ale zdaniem tekstu z „Foreign Affairs” mniejsza obecność wojskowa USA jest potrzebna także z uwagi na nadmierne obciążenie amerykańskich sił.
Kavanagh i Logan zauważają, że pomimo zmiany retoryki, Trump tak naprawdę nic nie zrobił. Po pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę w 2022 roku Joe Biden zwiększył amerykańską obecność wojskową w Europie do około 100 tys. żołnierzy. Powrót Donalda Trumpa do Białego Domu przyniósł wyraźną zmianę retoryki, ale dotychczas tylko niewielkie korekty amerykańskiej obecności wojskowej w Europie. Pentagon wycofał około 800 z 1700 żołnierzy stacjonujących w Rumunii, a wiosną zapowiedział kolejne zmniejszenie liczebności wojsk na kontynencie o 5 tys. osób, choć status tej redukcji pozostaje niejasny. Administracja ograniczyła także amerykański wkład w model sił NATO i zrezygnowała z planowanego przez Bidena rozmieszczenia w Niemczech rakiet dalekiego zasięgu. Według tekstu z „Foreign Affairs” działania te nie przekonały jednak europejskich sojuszników, że Waszyngton rzeczywiście zamierza przekazać Europie odpowiedzialność za konwencjonalne odstraszanie. Liczba amerykańskich żołnierzy na kontynencie spadła do około 80 tys., czyli mniej więcej poziomu odziedziczonego przez Trumpa na początku jego pierwszej kadencji.
Co ciekawe, autorzy kładą nacisk przede wszystkim na wycofanie wojsk amerykańskich z Polski.
„Przed końcem kadencji Trumpa administracja powinna na stałe zrezygnować z rotacyjnego rozmieszczenia brygady bojowej w Polsce, liczącej około 4 000 żołnierzy. [...] Wycofanie brygady z Polski – co oznaczałoby również zakończenie udziału Stanów Zjednoczonych w operacjach NATO w krajach bałtyckich – wywołałoby kontrowersje. Warszawa bardzo poważnie traktuje zagrożenie ze strony Rosji i od 2016 roku zwiększyła swoje wydatki na obronę o prawie 300 procent. Jednak siły amerykańskie stacjonujące tak daleko na wschodzie prawdopodobnie zginęłyby w pierwszych dniach konfliktu, pozbawiając Waszyngton możliwości wyboru w momencie, gdy najbardziej tego potrzebuje. Wycofanie tych sił z prawdopodobnej linii frontu pozwoliłoby zachować otwarte opcje i zniechęciłoby wschodnich członków NATO do podejmowania ryzyka” – piszą dosłownie.
Żołnierze mieliby zostać wycofani również z innych kierunków, tak, by ostatecznie zamiast dzisiejszych około 80 000 stacjonowało ich w Europie bliżej 40 000.
Źródło: Foreign Affairs
Pach






