Francja: imigrancka młodzież znów podpala i niszczy. Lewica wspiera rozruchy

francja dymy .jpg
Seine-Saint-Denis, 1 października 2026. Fot. Gauthier Bedrignans / Hans Lucas Agency / Forum

„Lokalne protesty studenckie we Francji w ciągu zaledwie kilku dni przerodziły się w konflikt polityczny. Młodzi ludzie (głównie pochodzenia migracyjnego) podpalają budynki szkolne – częściowo pod pretekstem protestu przeciwko skrajnej prawicy. To przedsmak tego, co się stanie, jeśli Le Pen wygra wybory” – pisze komentator polityczny z Austrii Thomas Oysmüller. 

Iskrą zapalną, czy też pretekstem do wzniecenia kolejnej fali rozruchów, zwłaszcza na przedmieściach, stały się przepełnione klasy, zdewastowane szkoły i brak nauczycieli. Szybko zamieszki przybrały bardzo gwałtowny wyraz i „wzbogacone” zostały politycznymi treściami. W sieci zaroiło się od nagrań płonących budynków i bitych nauczycieli. Szczególnie kuriozalny widok to nagranie czarnoskórego burmistrza Saint-Denis, z entuzjazmem tańczącego wśród uczestników zamieszek.

Chodzi o Bally’ego Bagayoko, polityka skrajnie lewicowej Francji Niepokornej (La France Insoumise). W poniedziałek zadymiarze podpalili śmietnik przed budynkiem liceum Paul-Éluard. Burmistrz ze śmiechem tańczy na ulicy, co trudno odebrać inaczej jak aprobatę dla panującej wokół anarchii.

Zróbmy to razem!

Po fali krytyki burmistrz tłumaczył, że jego celem było uspokojenie nastrojów, rozładowanie agresji i nawiązanie przyjaznego kontaktu z uczniami. Twierdził również, że pomagał zabezpieczyć teren i usunąć płonący śmietnik. Nie obyło się jednak też bez słownej aprobaty wobec gwałtownych wystąpień. Według Bagayoko ich uczestnicy mają „uzasadnione i racjonalne postulaty”, a w pewnych sytuacjach gniew młodych ludzi bywa reakcją na niespełnione obietnice państwa. Urzędnik zachował się zresztą zgodnie z linią swojej partii, która otwarcie wsparła zamieszki.

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych szacuje, że do środy strajk objął 356 szkół średnich. W czwartek do protestów dołączyli studenci z około 30 kampusów m.in. Paryża, Lyonu, Marsylii, Strasburga i Nanterre. Agresja wśród awanturników narasta.

„Minister spraw wewnętrznych Laurent Nuñez poinformował o 625 aresztowaniach (głównie nieletnich) tylko w środę i 83 rannych policjantach oraz żandarmach. Minister edukacji Édouard Geffray naliczył 119 obrażeń wśród uczniów i pracowników od początku fali rozruchów, w tym wielu dyrektorów i nauczycieli. Podpalono kosze na śmieci, oddano strzały z moździerzy, a w Nantes pożar rozprzestrzenił się na liceum im. Nelsona-Mandeli” – relacjonuje Oysmüller.

Prawicowy lider Eric Zemmour stwierdził natomiast: „Przemoc z ostatnich dni w pobliżu szkół średnich, na zapomnianym terytorium Francji, nie jest niegroźna. Parlamentarzyści ze skrajnej lewicy popierają ją i usprawiedliwiają. Należy zatem postrzegać ją jako to, czym jest: próbą generalną, przedsmakiem chaosu, który Mélenchon i LFI przygotowują dla Francji”.

Austriacki publicysta dodaje: „Mélenchon zna historię. Wie, że każda rewolucja potrzebuje agitatorów, użytecznych idiotów i zbirów, aby zaprowadzić terror w kraju, aż w końcu ustąpi. Robespierre miał swoich sankiulotów, Lenin swoją Czerwoną Gwardię. Mélenchon ma swoje bandy zbirów. Era się zmienia, ale metoda pozostaje ta sama”.

Źródła: tkp.at, LCI, Twitter

RoM

 

 

 

 

 

 

Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: