Furia aborcjonistek po ocaleniu dziecka przed okrutną śmiercią

broniarczyk .jpg
„Aborcyjny Dream Team” cieszy się ponurą sławą. Fot. Włodzimierz Wasyluk / Forum

Udało się uratować dziecko na Brochowie – ogłosili obrońcy nienarodzonych z Fundacji Życie i Rodzina. Ich interwencja wywołała furię i propagandowy kontratak środowisk proaborcyjnych. 

Kaja Godek, liderka Fundacji Życie i Rodzina, w mediach społecznościowych wymownie skomentowała fragment wywiadu Natalii Broniarczyk z Aborcyjnego Dream Teamu dla stacji TOK FM. Stręczycielka pigułek poronnych mówiła tam między innymi o niedawnym ocaleniu nienarodzonego dziecka z rąk aborterów w szpitalu na wrocławskim Brochowie. Według ADT, „ktoś z personelu medycznego ze szpitala wyniósł dane do organizacji Kai Godek – dane i nazwisko; to, w jakim [matka] jest tygodniu; to, że będzie miała zabieg; to, że będzie prawdopodobnie zabieg powyżej 30 tygodnia”.

- Organizacja zaczęła organizować demonstracje przed szpitalem. Zaczęła wywierać presję. Zaczęła na swoich mediach społecznościowych informować o tym, co się dzieje w szpitalu i co się stało: Gizela Jagielska odmówiła pacjentce – ubolewała Broniarczyk powtarzając co chwila, że „legalna aborcja nie odbyła się w szpitalu”.

Zróbmy to razem!

Posypały się gromy na placówkę, która „ugięła się i odmówiła legalnej aborcji pacjentce w bardzo zaawansowanym stanie medycznym i z zagrożeniem zdrowia i życia – dlatego, że nie ma dzisiaj żadnego pomysłu na to, jak poradzić sobie z tym, co organizacje antyaborcyjne wyczyniają w całej Polsce i jak terroryzują pacjentki i szpitale”.

„Zobaczcie, ile wściekłości wylewa się z powodu tego, że nie doszło do zabicia dziecka w 9. m-cu od poczęcia!” – napisała na Twitterze (X) Kaja Godek. Natychmiast też zapewniła, że informatorzy organizacji w tej sprawie pozostaną anonimowi, chociaż na obecnym etapie aborcjoniści angażują potężną energię w to, by przysporzyć osobom biorącym udział w uratowaniu dziecka prawnych kłopotów.

„I NIE! Nie podamy żadnych informacji, skąd wiedzieliśmy o tym dziecku i jak zostało uratowane! Zamiast szukać sygnalisty (a i tak go nie znajdą), instytucje państwa powinny z całą bezwzględnością ścigać sprawców zabójstw prenatalnych. Nawet niedoskonałe polskie prawo nie pozwala zabić dziecka zastrzykiem przed przerwaniem ciąży! A właśnie to chcieli zrobić temu biedactwu aborcjoniści” – zaznaczyła Kaja Godek.

 

 

 

Priorytety prokuratury i policji

Krzysztof Kasprzak z zarządu FŻiR w kolejnych newsletterach skierowanych do sympatyków organizacji przywołał więcej szczegółów sprawy.

Według tych informacji, obrońcy życia dowiedzieli się z wielu źródeł, że w szpitalu im. Falkiewicza na wrocławskim Brochowie – placówce znanej z niedawnego zatrudnienia aborterki-pasjonatki, Gizeli Jagielskiej – dojść ma do uśmiercenia 9-miesięcznego nienarodzonego dziecka.

„Po zweryfikowaniu tej informacji ujawniłem ją w mediach społecznościowych, a następnie rozpoczęła się walka z czasem, aby maluch nie został zabity” – napisał działacz fundacji.

Organizacja powiadomiła organy ścigania. Policja otrzymała też kilka niezależnych zgłoszeń o zamiarze popełnienia zabójstwa. Do „zabiegu” ostatecznie nie doszło. Mały pacjent żyje, jego matka otoczona została prawdziwą opieką i jej stan się poprawił. Dziecko ma podejrzenie poważnej wady i jego życie być może będzie krótkie. Cierpienie jednak zostanie złagodzone i nie zostanie zadana okrutna śmierć.

„Zaplanowana we Wrocławiu aborcja to miała być egzekucja dziecka przed faktycznym przerwaniem ciąży, czyli przed wywołaniem porodu. To procedura, która nawet w świetle niedoskonałego polskiego prawa uznawana jest za zabójstwo. I przyznało to w specjalnym oświadczeniu Polskie Towarzystwo Ginekologów i Położników. Matka przyjęta na oddział na Brochowie nie żądała aborcji jako takiej, żądała morderstwa na dziecku. Nie interesowało jej zakończenie ciąży wcześniejszym porodem i ochronienie życia dziecka, ona chciała jego śmierci” – podkreślił Krzysztof Kasprzak.

Działacz FŻiR zwrócił też uwagę na priorytety organów ścigania w kwestii prawa o ochronie życia dzieci poczętych. „Gizela Jagielska zabiła zastrzykiem w serce maleńkiego Felka – jeszcze gdy pracowała w Oleśnicy – ale prokuratura nie ściga znanej ginekolog. Natomiast gdy na Brochowie nie udało się zabić dziecka w podobnym wieku płodowym – ma ruszyć bezwzględna machina do znalezienia winnych” – zauważył.

Proaborcyjna gorliwość lewicy zbyt mała dla aktywistek

Sprawa dziecka z Brochowa wyciągnęła na szersze wody kłótnie wewnątrz obozu aborcyjnego. We wspomnianym wywiadzie dla TOK FM Natalia Broniarczyk zarzucała bowiem bezczynność politykom, w tym szefowej sejmowej komisji nadzwyczajnej Dorocie Łobodzie. Chodzi o brak „postępów” w liberalizowaniu prawa, a głównie o brak bezkarności za pomocnictwo w zbrodni aborcyjnej. Przy minimum dobrej woli organów ścigania mogłyby one w związku z tym właśnie procederem zamknąć hucpiarską, krwawą „przychodnię” Abotak przy ulicy Wiejskiej. Działa ona wbrew prawu, lecz za przyzwoleniem policji, prokuratury i władz miasta. Jednak ta samowola nie jest całkowita. Czasami aktywistki muszą tłumaczyć się przed sądami za sprawy stanowiące drobny ułamek ich zbrodniczej działalności.

- Chciałabym zacząć od tego, że pani Dorota Łoboda jako szefowa komisji sejmowej, która się zajmuje aborcją, powinna się bardziej orientować, jak wygląda dostęp do aborcji, zwłaszcza po dwóch latach i też w zarobieniu takich pieniędzy na komisji. Wychodzi na to, że się w ogóle nie orientuje, jak wygląda dostęp do aborcji i jest to ze stratą dla kobiet, które aborcji w Polsce potrzebują – atakowała posłankę Broniarczyk.

– Do Abotak, w którym rzeczywiście mieści się abortomat, na Wiejskiej 9, naprzeciwko Sejmu, przejeżdżają kobiety z całej Polski. (…) Mało tego, tabletki do aborcji wysyła [organizacja] Women Help Women, do którego abortomat należy. I tabletki wysyłane są również do całej Polski, również do Biłgoraja. A pomoc w aborcji to jest właśnie przekazanie tabletek. Za to została skazana Justyna Wydrzyńska, moja przyjaciółka z Aborcyjnego Dream Teamu i cały czas jest oskarżona, bo ten rząd nic nie zrobił dla kobiet. Nie był w stanie nawet z takimi problemami sobie poradzić, jak odwrócenie wyroków skazujących dla osób, które zostały skazane za pomoc w aborcji – ubolewała aktywistka ADT.

Ojcowie najczęściej chcą ocalić dzieci

Dilerki śmierci nie mogą też darować posłom, że organizacje pro-life są w stanie zdobywać informacje o planowanych „zabiegach” pozbawiania życia maleńkich pacjentów. Próbują wtedy nagłaśniać te przypadki, co w niejednym przypadku doprowadziło już do uratowania dzieci.

Broniarczyk oprócz samodonosu na organizatorki pomocnictwa w zabijaniu, ujawniła także inne interesujące szczegóły ich zaangażowania. – (…) to nie jest tak, że mężowie i partnerzy najczęściej pomagają [w zabiciu dziecka – PCh24.pl]. Prędzej zadzwonią na policję, jak się dowiedzą, że ich partnerka czy żona chce wziąć tabletki bez ich zgody, tak jak było właśnie w sprawie Justyny Wydrzyńskiej, która została skazana – powiedziała.

Z wypowiedzi zaangażowanej aborcjonistki wynika zatem, że większość ojców dzieci, które mają być „usunięte” dzięki pigułom z Abotak, jest temu przeciwna i staje w obronie swojego potomstwa!

- Pomagają głównie aktywistki, pomagają matki, pomagają babcie, pomagają czasem przyjaciółki i ojcowie – mówiła Broniarczyk. – I aborcja tabletkami odbywa się w całej Polsce, przede wszystkim w małych miejscowościach, bo właśnie aborcja tabletkami dociera wszędzie i kobieta nie jest skazana na poszukiwanie lekarza czy zbudowanej fizycznej kliniki, gdzie pracuje personel medyczny, tylko właśnie ma szansę skorzystać z aborcji dlatego, że listonosz przyniósł paczkę z tabletkami, a kobieta z informacjami od nas te tabletki używa. Gdzie jest dzisiaj źle i gdzie Dorota Łoboda mogłaby pomóc, ale tego nie robi? W polskich szpitalach, proszę państwa.

Według Aborcyjnego Dream Teamu, lewicowe parlamentarzystki zamiast torować drogę dla nieskrępowanej selekcji ludzi, wolą „nie spotykać się, brać pieniądze, nic nie robić, potem wyjść na mównicę, opowiedzieć o sobie jako o bohaterce i zebrać oklaski”. – Jest to obrzydliwe – podsumowała działaczka.

Broniarczyk i jej koleżanki dalekie są od zadowolenia z uchwalanych przez Sejm ustaw, które „i tak nie będą podpisane” – o legalnej aborcji czy związkach partnerskich. We właściwym dla swojego środowiska stylu wyraziła też swego rodzaju uznanie dla rezultatów pracy obrońców życia.

- I my musimy dzisiaj oglądać te sukcesy, pseudosukcesy i tą propagandę sukcesu [polityków – dop. PCh24.pl] i jednocześnie ratować pacjentki w polskich szpitalach, żeby poradziły sobie psychicznie z tym, że są na ustach wszystkich organizacji antyaborcyjnych; że pod szpitalem stoją płodziarze i drą gęby, i że tak naprawdę trzeba szukać dla nich [matek-dzieciobójczyń] miejsca, w których ich życie i zdrowie będzie potraktowane poważnie – mówiła Natalia Broniarczyk.

RoM

baner_weto-prezydenta

 

 

 

 

Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: