Jakub Wozinski: Prawdopodobnie najlepsza kultura na świecie

AdobeStock_1487919254_Patryk-Michalski_800x460.jpg
fot. stock.adobe.com/Patryk Michalski

Los poskąpił Polsce znanych na całym świecie marek, liderów biznesu czy też nieprzebranych bogactw naturalnych. Naszym najcenniejszym zasobem gospodarczym jest za to zdroworozsądkowa i najbardziej atrakcyjna ze wszystkich kultura. Głoszenie tezy o wyższości polskiej kultury nad innymi może się na pozór wydawać dość karkołomne. Szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że z wielu różnych powodów nasze narodowe dziedzictwo nie zdołało nigdy znaleźć dla siebie należnego miejsca w światowej (po)kulturze.

Filmowy James Bond bywał już w Wiedniu i Bratysławie, ale do Warszawy czy Krakowa nigdy się nie pofatygował. Pozostali bohaterowie zbiorowej wyobraźni również omijają Polskę szerokim łukiem, ponieważ w świecie tak bardzo podporządkowanym holocaustiańskiej narracji nasz kraj kojarzy się najczęściej z ponurym tłem dramatów dziejących się w czasie drugiej wojny światowej. Wprawdzie dociekliwe jednostki wiedzą, że Polska to coś więcej niż tylko polityczna scenografia, lecz najczęściej obcokrajowcy muszą dopiero przyjechać do naszego kraju, żeby na własne oczy zobaczyć, iż wszystko wygląda tu zupełnie inaczej niż w obowiązującym przekazie medialnym.

W internecie można dzisiaj znaleźć wielką liczbę nagrań stworzonych przez przybyszów z całego świata, którzy spacerują po ulicach polskich miast i wsi, wyrażając zachwyt nad rzeczami, które nam wydają się niekiedy całkowicie pospolite. Tego rodzaju content tworzą zarówno Ukraińcy czy Białorusini, którzy nie dowierzają, że udało nam się tak szybko zerwać z postsowieckim dziedzictwem, jak i przybysze z Holandii, Wielkiej Brytanii czy Niemiec, którzy są zaskoczeni tym, że na Starym Kontynencie istnieją jeszcze kraje wolne od importowanego wraz z masową imigracją brudu, masowej przestępczości i przemocy.

Zróbmy to razem!

Polacy również nagrywają filmy o innych krajach, lecz w zauważalny sposób to właśnie Polska staje się w ostatnim czasie bohaterem materiałów ukazujących ją jako ostatnią nadzieję dla Europy i kraj, który swoją normalnością ma największe szanse przeciwstawić się kulturze wokeizmu, tęczowemu autorytaryzmowi czy dążeniom do Wielkiego Zastąpienia.

Żyjąc w Polsce rządzonej przez Tuska, Nowacką czy Dziemianowicz-Bąk można wprawdzie zasadnie powątpiewać, czy rzeczywiście reprezentujemy jako kraj to, co chcą w nas widzieć niektórzy przyjezdni. Z całą jednak pewnością kraj nasz już od dawna wzbudza szczery podziw wielu osób z całego świata, o czym najlepiej świadczy fakt, że w Czechach do powszechnego użytku weszła już nawet fraza głosząca, iż Polska jest Chinami Europy. Nasi południowi sąsiedzi, którzy latami spoglądali na nas z pewną wyższością, ostatnio wyraźnie doceniają choćby naszą sieć autostrad, dynamicznie rozwijające się duże miasta oraz pracowitość.

Ostatni, którym się jeszcze chce

Dominujący w Polsce pogląd nakazuje tłumaczyć większość sukcesów gospodarczych akcesją do Unii Europejskiej i absorpcją uruchomionych przez nią funduszy. Strawę w postaci unijnych dopłat otrzymuje jednak cały szereg państw, lecz nie każde z nich wyrobiło sobie markę Chin Europy. Na czym więc polega polski fenomen? Jak doszło do tego, że pomimo tak rażąco nieuczciwej transformacji ustrojowej Polacy zdołali częściowo oszukać przeznaczenie i wypracować sobie pewien zakres dobrobytu? Dlaczego jesteśmy jednym z ostatnich narodów, którym się jeszcze chce i który wydaje się wciąż oazą normalności?

Odpowiedzi na tego rodzaju pytania trzeba oczywiście szukać w naszej skomplikowanej historii. Uwagę zwraca przede wszystkim fakt, że Rzeczpospolita Obojga Narodów została wymazana z politycznej mapy świata u progu przeobrażeń o fundamentalnym znaczeniu. Nie brak dziś nawet ekonomistów i filozofów, którzy twierdzą, że rewolucja przemysłowa była najważniejszym wydarzeniem w dziejach ludzkości, gdyż na trwałe oddzieliła od siebie dwie epoki o zupełnie niewspółmiernych parametrach. Najlepszy dla Polski okres pod względem politycznym i kulturowym przypadł na epokę przednowoczesną; w epoce nowoczesnej byliśmy jak dotąd w większości w niewoli, a naszym naczelnym dążeniem stała się chęć dogonienia świata Zachodu. Pod tym względem jesteśmy ewenementem, ponieważ o wiele powszechniejszym doświadczeniem innych krajów jest święcenie historycznie największych triumfów w epoce nowoczesnej.

Nasza unikatowość polega w znacznej mierze na tym, że począwszy od rewolucji przemysłowej w teatrze kapitalizmu prym wiedli głównie przedstawiciele innych narodowości, a dla Polaków pozostawały na ogół role drugoplanowe lub statystów. Stąd właśnie w III RP, gdy dokonano pewnych korekt w obsadzie ról, mamy do czynienia z tak powszechnym pragnieniem wykorzystania dziejowej szansy na poprawę swego losu. Poprzez swoją pracowitość Polacy chcą wszystkim zademonstrować, że ich dotychczasowe niedomagania wynikały z narzuconych im ograniczeń politycznych.

Zdrowy rozsądek chłopa

Dwudziestowieczne totalitaryzmy pozbawiły Polskę tradycyjnych elit, dlatego współczesna kultura polska jest przeważająco chłopska. Wielkim minusem tego stanu rzeczy jest to, że część chłopów zawsze będzie odczuwała niepewność na salonach, szukając nazbyt często akceptacji u innych za wszelką cenę. Głównymi atutami chłopa są jednak zdrowy rozsądek i upór, które w konfrontacji z ideami nakazującymi uznawać istnienie sześćdziesięciu siedmiu płci czy przyklejać się do asfaltu w imię ratowania planety okazują się niezwykle skuteczną obroną przed zniewoleniem umysłu.

Polski chłop coraz częściej przeprowadza się do Miasteczka Wilanów czy wrocławskiego Jagodna, gdzie stara się być najprawdziwszym Europejczykiem, ale wielowiekowe nawyki i przyzwyczajenia pozostają w nim wciąż bardzo silne. Dumny posiadacz karty Multisport i abonent Netflixa skłonny jest wprawdzie pomstować wciąż na polski ciemnogród, ale właśnie tak bardzo wzgardzanemu rodzimemu dziedzictwu zawdzięcza najważniejsze „benefity” swojego życia: bezpieczeństwo na ulicach, dbałość o mienie publiczne czy szacunek dla kobiet i troskę o ich bezpieczeństwo.

I rzecz nie mniej ważna, przeważająco chłopski charakter współczesnej polskiej kultury ustrzegł ją przed destrukcją płynącą wprost z liberalnego zwrotu w życiu Kościoła. Przeżywająca mocno spóźniony, bo przypadający na drugą połowę XX wieku proces intensywnej urbanizacji i indsutrializacji Polska nie była nigdy wyśnionym terenem misyjnym dla głosicieli teorii o Chrystusie kosmicznym, samoudzielaniu się Boga czy transsygnifikacji. Lud pracujący miast i wsi przylgnął na czas komunistycznej zawieruchy do swoich pasterzy ufny, że ci wiedzą, co czynią.

Dziś tego rodzaju przylgnięcie jest już nie do pomyślenia, choćby dlatego, że wielu pasterzy stało się rzecznikami otwartych granic, klimatyzmu czy dialogu z fałszywymi religiami. Kierujący się zdrowym rozsądkiem polski chłop wraca więc coraz częściej do tradycyjnej nauki i tradycyjnej liturgii, bo podróżując po świecie tak często jak jeszcze nikt inny przed nim, dostrzega coraz częściej, że urodził się w najlepszym kraju na świecie.

Jakub Wozinski – publicysta, tłumacz, autor książek, m.in. Dzieje kapitalizmu

Artykuł został opublikowany w 111. numerze magazynu POLONIA CHRISTIANA

PCH111

Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: