Koniec obrad w Watykanie. „Amoris laetitia” zostaje, ale wciąż brak ostatniego słowa

Chmielewski-1024x1024 (1).jpg
Autor:
Paweł Chmielewski
watykan-happymind-pixa-e1689832671107.jpg
Fot. Pixabay/Happymind

W środę 14 października zakończyło się w Rzymie spotkanie biskupów poświęcone adhortacji apostolskiej „Amoris laetitia” Franciszka. Ci, którzy mieli nadzieję na korektę nauczania papieża z Argentyny, póki co nie doczekali się konkretów. Z wystąpień ważnych biskupów i teologów wynika, że różnorodność doktrynalna, moralna i duszpasterska jest zaakceptowaną właściwością katolicyzmu XXI stulecia. Oczekujemy jednak wciąż na finalny dokument spotkania. 

2 października napisałem dla Państwa tekst pt. „Watykan: Nie będzie rewizji «Amoris laetitia». Komunia dla rozwodników zostaje?”, w którym wskazywałem, że wszystko wskazuje na mocną decyzję Stolicy Apostolskiej, by podtrzymać nauczanie papieża Franciszka, a to z trzech przyczyn. 

Po pierwsze, Leon XIV sytuuje się jako kontynuator Franciszka. Jak dotąd przez prawie półtora roku pontyfikatu nie zmienił żadnej z jego zasadniczych decyzji.

Zróbmy to razem!

Po drugie, wypowiadając się o „Amoris laetitia”, Leon XIV wskazywał na chęć kontynuacji i bardzo mocno chwalił ten dokument.

Po trzecie, 2 października odbyła się konferencja prasowa o nadchodzącym spotkaniu. Główną rolę odgrywał na niej o. Giacomo Costa SJ, jeden z czołowych synodalistów epoki Franciszka. Jezuita wyraźnie zapowiadał, że nie odbędzie się żaden „sąd” nad „Amoris laetitia”. Przeciwnie, spotkanie biskupów ma służyć temu, by poznać różnorodność podejść na całym świecie.

Decentralizacja Kościoła staje się faktem

W 2013 roku papież Franciszek ogłosił adhortację „Evangelii gaudium”. Przedstawił tam plan decentralizacji Kościoła w obszarze doktryny, moralności i duszpasterstwa. Jorge Mario Bergoglio pisał, że „monolityczna doktryna” jest tylko „snem” niektórych katolików, a Kościołowi potrzebna jest „zbawienna decentralizacja”. Jak wskazywał, krajowe konferencje episkopatów muszą mieć „pewien autentyczny autorytet doktrynalny”.

Plan decentralizacji Kościoła realizował skrupulatnie przez cały swój pontyfikat. Publikacja „Amoris laetitia” 8 kwietnia 2016 roku była momentem kluczowym. Franciszek przedstawił tam nową naukę o ludzkim sumieniu, która przyznała mu bardziej dynamiczną i twórczą rolę. W samym „Amoris laetitia” znalazło to swoje odzwierciedlenie w jednej konkretnej sprawie, a mianowicie w podejściu do osób rozwiedzionych i w powtórnych związkach. Franciszek zasugerował, że w niektórych sytuacjach można dopuszczać je do Komunii świętej, nawet jeżeli obiektywnie żyją w stanie grzechu ciężkiego, bo prowadzą życie intymne z nowym, niesakramentalnym partnerem.

Decyzje Franciszka wywołały oburzenie wielu kardynałów, biskupów i teologów na całym świecie. Byli to ludzi przywiązani do tradycyjnego nauczania Kościoła, powołujący się na „Familiaris consortio” i „Veritatis splendor” św. Jana Pawła II. Franciszek zignorował te głosy; to nie oni nadawali ton nowemu kursowi Kościoła. Ton nadawali teologowie o zupełnie innym nastawieniu, wykształceni przede wszystkim na uniwersytetach Niemiec, Austrii i Szwajcarii. Sam Franciszek był zresztą zapalonym czytelnikiem niemieckich teologów – Waltera Kaspera, Karla Rahnera, Hansa Künga. Postanowił, że to właśnie ich myśl teologiczna będzie wskazywać Kościołowi drogę w następnych dziesięcioleciach.

Konklawe, które wybrało Leona XIV w maju 2025 roku, postanowiło na kontynuację. Kardynałowie głosujący na Roberta Prevosta nie byli konserwatywnymi „reakcjonistami”, którzy oczekiwali korekty pontyfikatu Franciszka. W większości zostali wybrani przez Argentyńczyka. Chcieli tego samego, być może tylko w nieco bardziej stonowanej formie, bez rewolucyjnej ekspresji charakterystycznej dla Jorge Mario Bergoglia. 

Dlatego kiedy papież zapowiedział w styczniu 2026 roku, że zorganizuje spotkanie z biskupami wokół „Amoris laetitia”, można było spodziewać zasadniczej kontynuacji kontynuacji.

Spotkanie w jedności z Franciszkiem

Do Rzymu na spotkanie przyjechali szefowie episkopatów z całego świata. Leon XIV zaprosił też grupę kardynałów i biskupów wybranych przez siebie. Dominowali wśród nich ludzie o wyraziście progresywnym nastawieniu – Blase Cupich z Chicago, Robert McElroy z Waszyngtonu, Joseph Tobin z Newark.

Samo spotkanie zostało zorganizowane przez „synodalną” ekipę Franciszka. Oprócz ojca Giacomo Costy, który odpowiadał za metodologię, główną rolę odgrywał kardynał Mario Grech, sekretarz generalny Synodu Biskupów. Mario Grech był jednym z biskupów, którzy jako pierwsi wdrożyli w życie „Amoris laetitia” – ze wszystkimi tego konsekwencjami.

Debata o adhortacji Franciszka trwała od 7 do 14 października. Kluczowym dniem był poniedziałek 12 października, bo wówczas rozmawiano o „trudnych sytuacjach” rodzinnych, a zatem o istocie rewolucji papieża z Argentyny. Watykan dał jednoznacznie do zrozumienia, że nie chce żadnej korekty. Jako pierwszy tego dnia głos zabrał prefekt Dykasterii ds. Świeckich, Rodziny i Życia, Kevin Farrell, od strony formalnej odpowiedzialny za przygotowanie całego spotkania. Powiedział, że dyskusja musi przebiegać „w duchu wolnym od kontrowersji”.

Watykan wybrał jeszcze dwie osoby do oficjalnych wystąpień – kardynała Pablo Virgilio Davida z Filipin oraz profesor Julie Hanlon Rubio z Kalifornii. Oboje mówili o złożoności życia, wskazując na konieczność towarzyszenia bez oceniania i osądzania. Rubio wprost skrytykowała wcześniejszą dyscyplinę sakramentalną Kościoła, przytaczając historię kobiety, która wiele lat po zawarciu niesakramentalnego małżeństwa z uporem odmawiała przyjęcia Komunii świętej.

14 października papież Leon XIV miał wygłosić słowo końcowe. Nie mógł, bo trafił do szpitala. Napisał jednak homilię, którą w jego imieniu odczytał dziekan Kolegium Kardynalskiego. Znamienne: kardynałowie wybrali właśnie nowego dziekana. Sędziwego Giovanniego Battistę Re zastąpił jeden z najbardziej „franciszkowych” kardynałów na świecie, Filipińczyk Luis Antonio Tagle, proprefekt Dykasterii ds. Ewangelizacji, przez lata wskazywany jako „faworyt” samego Franciszka na swojego następcę.

W homilii Leon XIV w ogóle nie odniósł się do „kontrowersyjnych” kwestii. Wskazywał po prostu „Amoris laetitia” jako drogę dla Kościoła.

Różnorodność i zmiana paradygmatu

Tego samego dnia Watykan zorganizował ostatnią konferencję prasową. Otworzył ją o. Giacomo Costa. Jezuita mówił o metodologii i dobrych doświadczeniach ze spotkania.

Po nim przemawiał abp Charles Scicluna z Malty, który razem z kardynałem Grechiem szybko implementował „Amoris laetitia”, zgadzając się na zmianę w sprawie rozwodników. Scicluna nie owijał w bawełnę. Wskazywał, że ze spotkania wynika, iż rodzin trzeba „słuchać przed ich osądzaniem”; należy ponadto „rozróżniać sytuacje z otwartym sercem”; stosować „miłosierdzie” i „spotykać ludzi tam, gdzie są”. To słowa niby ogólnikowe, ale w kontekście dyskusji bardzo jasne – nowa rola Kościoła, który nie feruje wyroków wobec rozwodników, ale wpatruje się w konkret ich życia oraz akceptuje decyzje sumienia, jakie podejmują.

Jako trzeci wystąpił ks. prof. Stanislaus Chu Ilo z Nigerii, który prowadzi badania teologiczne na Uniwersytecie w Chicago. Jak powiedział, spotkanie o „Amoris laetitia” zmierzało w kierunku „pełnej realizacji Soboru Watykańskiego II oraz Synodu o Synodalności”. Wyjaśnił, że chodzi o Kościół, który słucha i który mówi poprzez słuchanie. Doświadczenie wysłuchiwania historii ludzi, ich zranień i cierpienia, pozwala na znalezienie wspólnego śladu Boga, przekonywał nigeryjski teolog. Niemal wprost odniósł się do decentralizacji i różnorodności. Przekonywał, że rozwiązań często „nie da się znaleźć tam, gdzie jest całkowite porozumienie”.

– Można żyć wśród złożoności. Nie w dualizmie, ale w dualności. Zawsze są dwie strony wszystkiego – stwierdził. Następnie ogłosił, że we współczesnej teologii mamy do czynienia ze „zmianą paradygmatu albo ze zmianą metodologii”. Teraz widzimy „teologię, która słucha” i która „wypływa z doświadczeń ludzi”. Nigeryjczyk odwoływał się w ten sposób do teologii, której uprawianie nakazał Franciszek w słynnym liście do nowego prefekta Dykasterii Nauki Wiary, kardynała Victora Manuela Fernándeza, co potwierdził też w motu proprio „Ad theologiam promovendam” z listopada 2023 roku. Papież pisał tam właśnie o „zmianie paradygmatu” i teologii, która wychodzi z konkretu życia.

Oczekiwanie na ostatnie słowo

Wreszcie wystąpił ks. prof. Philippe Bordeyne, przewodniczący Papieskiego Instytutu Jana Pawła II dla Studiów nad Małżeństwem i Rodziną. Także on mówił o różnorodności implementacji „Amoris laetitia”. Odwołał się do kontrowersji wokół adhortacji Franciszka, które znalazły swój wyraz również podczas tego spotkania. Dodał, że kwestia Komunii świętej dla rozwodników w powtórnych związkach zostanie poruszona w syntezie finalnej, ale wyjaśnił, że zajmuje tam niewiele miejsca. Stwierdził, że kluczem do „Amoris laetitia” jest „kruchość”. Bordeyne stwierdził, że Leon XIV w encyklice „Magnifica humanitas” uznał „kruchość” za istotny element ludzkiej kondycji. 

14 lipca dziennikarze zapytały o ocenę całego spotkania abp. Franza Lacknera, przewodniczącego Konferencji Episkopatu Austrii. W Austrii od dawna udziela się Komunii świętej rozwodnikom w powtórnych związkach; błogosławi się tam również pary niesakramentalne, w tym jednopłciowe. Lackner powiedział, że na spotkaniu nie było w zasadzie nic nowego – ale widzi, że Kościół katolicki w jego kraju jest „na czele” pracy nad wdrażaniem „Amoris laetitia” w życie.

Pierwotnie 14 października miała ukazać się finalna synteza ze spotkania. Została przyjęta, ale jeszcze jej nie opublikowano. Tekst chce najpierw przejrzeć papież Leon XIV, musi jednak najpierw wrócić do zdrowia. Można mieć nadzieję na to, że zaaprobowany przez Ojca Świętego tekst będzie korygować linię, którą zasugerował Franciszek, jakkolwiek jak dotąd nic na to nie wskazuje. Pozostaje czekać na publikację, która - zgodnie ze słowami ks. Brodeyne - w jakiś sposób dotknie wątku Komunii świętej dla rozwodników w związkach niesakramentalnych. 

Paweł Chmielewski

Chmielewski-1024x1024 (1).jpg
Autor:
Paweł Chmielewski
Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: