Krystian Kratiuk: Problemem „Lalki” nie jest interpretacja, ale nienawiść reżysera do szlachty

Różne rzeczy powiedziano już o „Lalce” Netflixa i nikogo nie będzie interesowało ani to, że uważam, że odcinki są zwyczajnie za obszerne więc serial nieco się dłuży, ani to, że gdy przywykłem już do myśli iż owa „Lalka” nie jest „Lalką” ale swobodną wypowiedzią o osobach tak samo nazywających się jak u Prusa, to przestał mnie serial irytować – po prostu mnie znudził i uznałem go za głupawy, jak jeden z wielu. Jednocześnie jednak muszę dodać, że musiałem przekonywać się aż do ostatniego odcinka, wcześniej należałem raczej do tych obruszonych. Po ostatniej części jednak ostatecznie wiadomo, że to nie jest „Lalka”, to jest inna opowieść, marketingowo użyto nazwisk z Prusa i strojów z jego epoki. Zresztą – akcja marketingowa i jej efekty są imponujące, ktoś kto to wymyślił w Netflixie pewnie dostaje zasłużoną, sowitą premię - czytamy we wpisie Krystiana Kratiuka, redaktora naczelnego PCH24.pl zamieszczonego na profilu facebookowym
Wypowiedzieć się chciałem jednak o czym innym – o dziełach Pana Maślony i tego, co on chce nam przekazać. A reżyser „Lalki” po prostu chce nam przekazać olbrzymie pokłady własnej nienawiści do polskiej szlachty / arystokracji, których utożsamia z dzisiejszymi konserwatystami. Widać to było już w jego „Kosie”, a jeszcze dobitniej widać to teraz i tu w Netflixie.
W „Kosie”, przypomnę, szlachcice noszą takie same kontusze jak w Hoffmanowej ekranizacji trylogii Sienkiewicza i używają podobnych słów co jego bohaterowie, ale są kimś zupełnie innym. Nie są pobożnymi, rycerskimi patriotami, ale bandą pijusów z bożego nakazu nienawidzących chłopstwa i wyżywających się na tej warstwie społecznej w każdy najgorszy z możliwych sposobów. Sam reżyser przyznał, że „Kos” jest jego zdaniem „anty-Potopem”. Te same kolorowe stroje, te same fryzury, te same szable, które każdemu Polakowi kojarzyć się musiały z Kmicicem, Wołodyjowskim, Zagłobą, Podbipiętą i Skrzetuskim, nowemu pokoleniu kojarzyć się mają z brutalnością, pijaństwem, zezwierzęceniem, podłością, małością, ohydą, nikczemnością i świniowatością.
Tak samo jest w „Lalce”, choć tutaj Maślona miał łatwiejsze zadanie – wszak Prus w przeciwieństwie do Sienkiewicza obrazował arystokrację raczej krytycznie. Mimo tego jednak byli wśród bohaterów tamtej powieści szlacheckie postacie pozytywne, oraz wiele postaci niejednoznacznych, mający wady, ale nie z gruntu źli. U Maślony jednak jest inaczej – wszyscy arystokraci to w istocie pijacy, kłamcy, łajdacy, rozwiąźli pasożyci, a często i złoczyńcy. Cechy te najwyraźniej przynależą do szlachty/arystokracji w uniwersum Maślony, który naczytał się o historii ludowej i wyciąga z tego konsekwencje.
A na domiar złego, w swojej „Lalce” Maślona wrzuca w usta znienawidzonych przez siebie arystokratów niby to żartobliwe językowe kalki ze współczesnych konserwatystów czy prawicowców, próbując skleić zacofanie i pasożytnictwo, które doprowadzić miało do bankructwa i innych tragedii z współczesnymi polskimi prawicowcami.
Pisząc te kilka akapitów dowiedziałem się z portalu FILMWEB, że to właśnie Paweł Maślona został wybrany do roli reżysera szykowanego dopiero filmu „Morfina” na podstawie głośnej powieści Szczepana Twardocha, po której to salon po latach zaprosił go w końcu do siebie. Powieści, którą lewicowi krytycy zachwycili się między innymi dlatego, że autor „demitologizował” w niej postawy Polaków podczas II wojny światowej a jego bohater toczył wewnętrzną walkę między własną polskością a niemieckością. No i seksu, brudu, narkotyków, i opróżniania kiszek jest tam niemało. Cóż – wybór reżysera mnie zatem nie zaskakuje.
Szkoda tylko, że Pan Maślona – skądinąd zdolny człowiek – ciągle stawia na niemal takie same opowieści. Może warto spróbować jednak czegoś innego, może reżyserskie spełnienie znajdzie Pan gdzieś gdzie jest trochę mniej syfu i walki z konserwatyzmem, który Pan utożsamia z tym, co Polacy przez bardzo długi czas uważali za istotny element ich kultury? No, ale na karierę w półświatku kulturalnym III RP dzięki „Kosowi” i „Lalce”, a zapewne i „Morfinie”, może Pan liczyć, to pewne. Choć proszę uważać, akurat w „Morfinie” ojciec głównego bohatera też był arystokratą, ale Niemcem! Być może zatem reżyser obejdzie się z nim delikatniej?
Przy okazji polecam Państwu numer naszego kwartalnika o „historii ludowej”. Jest tam wiele tekstów de facto wyjaśniających, skąd wzięła się fala nienawiści do szlachty takiej jak ta ujawniająca się w dziełach Maślony i czy na pewno opiera się ona na prawdziwych zarzutach. A także niejedna odpowiedź na pytanie – co z tego wszystkiego wynika. A tu już niestety wesoło nie jest.
Krystian Kratiuk
Źródło: Facebook
„Historia ludowa. Czy przyjdą podpalić dom?” - pobierz bezpłatnie drugi numer Kwartalnika PCh24.pl
Dostęp do wszystkich numerów Kwartalnika PCh24.pl mogą Państwo otrzymać pod tym linkiem. Z kolei papierową wersję drugiego numeru poświęconego „historii ludowej” można zamówić tutaj.









