Leon XIV na pustyni. Życie wieczne wobec ateistycznej Rewolucji

Katolicka Europa z nadzieją patrzyła na podróż Leona XIV do Francji – kraju dawniej tak pobożnego, a dziś skąpanego we krwi przelanej przez rewolucję. Ojciec Święty w tych trudnych warunkach dał nad Sekwaną świadectwo tego, czym jest chrześcijaństwo: wiarą w wieczne przeznaczenie człowieka w Bogu.
Medialny aplauz i trudna rzeczywistość
Podróż apostolska Leona XIV do Francji wywołała w mediach wielki entuzjazm. Powszechne są komentarze, które wskazują na katolickość tego kraju i wyrażają nadzieję na rychłe odrodzenie religijne. Widok tłumów zgromadzonych na Placu Zgody, gdzie w sobotę Ojciec Święty sprawował mszę, skłania komentatorów do entuzjastycznych opinii dotyczących przyszłości Francji.
Kiedy w 496 roku król Franków Chlodwig przyjmował chrzest, nie było mediów społecznościowych. Chrystianizacja barbarzyńskich plemion zamieszkujących tereny dzisiejszej Francji nie przebiegała wśród spektakularnych masowych wydarzeń. Tysiące świętych, których zrodziła ziemia francuska, to nie owoce masowych spotkań papieża z wiernymi, ale codziennego naśladowaniu Jezusa Chrystusa i kształtowania się w radykalnym duchu Ewangelii. Jest niewątpliwie cechą naszych czasów, że chętnie skupiamy się na widowiskach, oddając się emocjom i łatwo pozwalając na to, by nasza rozumność schowała się w cieniu. Kiedy spojrzeć na pielgrzymkę Leona XIV wzrokiem, który karmi się nie tylko poruszeniami tłumu, ale również rozumnym namysłem nad rzeczywistością, obraz będzie zupełnie inny.
Papież przyleciał do Francji 25 września i odleciał 28 września. Kilka dni obecności Ojca Świętego w tym kraju nie może zmienić struktury francuskiego społeczeństwa. Od 1789 roku we Francji nie rządzi prawo Boże, ale rewolucyjna agenda tych, którzy świadomie to prawo depczą. Jest prawdą, że w sobotę 26 września Leon XIV sprawował mszę świętą na Placu Zgody, tym samym, gdzie w 1793 roku ścięto na gilotynie króla Ludwika XVI i królową Marię Antoninę. To wydarzenie, jakkolwiek symboliczne, nie odwraca jednak porządku, który został ustalony na wielkim przelewie katolickiej krwi. Francja jest państwem, w którym zadekretowano śmierć Boga – i zgodnie z tym dekretem jest rządzone; zgodnie z tym dekretem żyją Francuzi.
Trawa na pustyni
Francję zamieszkuje ponad 68 milionów ludzi, ale według badań Pew Research Center tylko do 29 proc. z nich uważa się za katolików. Pogląd na temat własnej tożsamości nie oznacza jeszcze realnego przywiązania do wiary. Na niedzielną mszę świętą chodzi zaledwie do 8 proc. z tej grupy, czyli nie więcej niż 2,5 mln osób. To prawdopodobnie dwukrotnie mniej, niż liczba ludności państwa francuskiego za czasów Karola Wielkiego.
Francuzi wymierają, tak jak inne narody postchrześcijańskie. Przeciętna dzietność w tym kraju to około 1,54 – a obejmuje to przecież również kobiety muzułmańskie. Francuzi z rodzin chrześcijańskich czy postchrześcijańskich na ogół mają niewiele dzieci.
Chętnie je zabijają. Nad Sekwaną uśmierca się każdego roku około 250 tysięcy dzieci. Francuski parlament w 2026 roku zapisał prawo do mordowania nienarodzonych w narodowej konstytucji, co gorliwie wspierał prezydent Emmanuel Macron – wybrany przez Francuzów w wyborach powszechnych. Zabijanie dzieci jako prawo kobiet wsparło również Zjednoczenie Narodowe, siła polityczna rzekomo prawicowa. 250 tysięcy oznacza milion co każde cztery lata. Jeżeli papież Leon XIV będzie rządził Kościołem katolickim przez 20 lat, to w tym czasie Francuzi zabiją 5 milionów dzieci. Nie wlicza się w to dzieci uśmierconych poprzez tzn. antykoncepcję awaryjną ani zabijanie innymi nierejestrowanymi środkami „medycznymi”.
W kraju jest coraz więcej muzułmanów. Przeciwnicy Chrystusa spod znaku półksiężyca stanowią prawdopodobnie około 10 proc. mieszkańców Francji. Dzięki migracji oraz wyższej dzietności przybywa ich z roku na rok.
Papież przyleciał i odleciał. Entuzjazm, radość, nadzieja – skonfrontowane z niechęcią do życia, zabijaniem dzieci i rozwojem islamu. Wyimaginowana katolicka Francja, która miała ukazać się oczom świata podczas pielgrzymki Leona, nie wytrzymuje konfrontacji z twardą rzeczywistością. Francja była żywotna, pobożna i katolicka, ale dziś jest umierająca, bezbożna i coraz bardziej islamistyczna.
Zostawmy zatem na boku komentarze internetowego tłumu, który nie potrafi wznieść się ponad chwilowe emocje, karmiąc swój umysł egzaltowanymi obrazkami. Zadajmy raczej pytanie, jak na ten trudnej ziemi odnalazł się Leon XIV. Innymi słowy, co Wikariusz Chrystusa chciał powiedzieć narodowi Francji – albo raczej tym nielicznym w narodzie, którzy naprawdę chcą go słuchać?
Leon XIV wobec świata polityki
W publicznych wystąpieniach papieża można wskazać na bardzo wyraźną dwutorowość. Leon XIV mówił z jednej strony do ateistycznych władz tej rewolucyjnej Republiki, a z drugiej do wierzących katolików – zależnie od miejsca i czasu.
W komunikatach do władz akcentował przede wszystkim kwestie godności życia ludzkiego, konieczności umacniania pokoju oraz okiełznania technologii. W przesłaniu skierowanym do wierzących kładł nacisk na życie wieczne. Można powiedzieć, że w każdym przypadku Ojciec Święty właściwie dobrał środki i zwrócił uwagę na to, co naprawdę centralne.
Z perspektywy politycznej najważniejsze przemówienia zostały wygłoszone w pierwszym i ostatnim dniu podróży. W piątek papież przemawiał wówczas w Pałacu Elizejskim, gdzie słuchali go reprezentanci władzy, w tym prezydent Emmanuel Macron. Ojciec Święty wzywał do ochrony życia, krytycznie wypowiadając się na temat aborcji czy eutanazji, ale nie używał bezpośrednich terminów. Podobnie wyrażał się w przemówieniu w UNESCO.
Leon XIV akcentował przede wszystkim godność każdego człowieka – w łonie matki, cierpiącego, chorego, starego. Papież ma świadomość, że żadne jego słowa nie odwiodą francuskiej wspólnoty politycznej od legalnego dzieciobójstwa prenatalnego. Miał może jakąś nadzieję, że inaczej będzie w kwestii eutanazji – wprawdzie rzecz została już przeprowadzona przez parlament, ale potrzeba jeszcze przepisów wykonawczych.
Można domniemywać, że właśnie dlatego Leon XIV skupiał się przede wszystkim na tym aspekcie, starając się wskazać na nieludzkość proponowanych rozwiązań i stworzyć taki klimat w opinii publicznej, który nie będzie przychylny wobec instytucjonalizacji zabijania cierpiących ludzi. Zwłaszcza w UNESCO papież prosił, by uczynić z ludzkiej godności właściwe kryterium kształtowania społeczeństwa. W tym kontekście wskazywał na wielkie zagrożenia, takie jak wojna oraz rozwój technologiczny, który może sugerować utylitarystyczne traktowanie człowieka.
Wolność, równość i braterstwo… po katolicku?
U każdego konserwatysty, który zna historię Francji, pewną konsternację mogły wzbudzić słowa Leona XIV na temat rewolucyjnej dewizy „wolność, równość, braterstwo”. Papież przytoczył ją wobec Emmanuela Macrona, usuwając oczywiście dopowiedzenie „albo śmierć”. „Wolność, równość i braterstwo nie są jedynie słowami wyrytymi na fasadach budynków publicznych, lecz wskazują na uniwersalne wymogi etyczne, które także w orędziu Ewangelii znajdują niewyczerpane źródło inspiracji i urzeczywistnienia” – przekonywał Ojciec Święty. Ta próba swoistego „ochrzczenia” rewolucyjnego hasła nie jest nowatorstwem Leona XIV. W podobnym tonie wypowiadali się również jego trzej poprzednicy – zwłaszcza Jan Paweł II i Franciszek. Papieże starają się jednak interpretować je w katolicki sposób. Jan Paweł II pisał w 1999 roku: „Francuskie motto: Wolność, Równość, Braterstwo , trafnie łączy wolność jednostki z niezbędną troską o wszystkich, zwłaszcza najsłabszych, od poczęcia do naturalnej śmierci”. Franciszek wskazywał z kolei, że ta dewiza nie może być „pustym hasłem”, ale musi zostać zrozumiana „w świetle prawdziwego, transcendentnego fundamentu”. Leon XIV, odwołując się do Ewangelii, starał się, podobnie jak poprzednicy, powiązać to hasło z prawem Bożym. Można się zastanawiać, czy taki zabieg jest w istocie sensowny – czy da się „ochrzcić” hasło, którym szermowali arcyniszczyciele katolickiego porządku?…
Metz i chrześcijańska tożsamość Europy
Przemawiając z kolei w poniedziałek w Metzu, znowu w obecności prezydenta Emmanuela Macrona, Leon XIV wskazał, że Europy nie da się zrozumieć bez jej chrześcijańskiej historii, bo to właśnie chrześcijaństwo wniosło zasadnicze wartości do europejskiej kultury. Powołał się przy tym na Roberta Schumana, którego postaci poświęcone było całe spotkanie: bez chrześcijaństwa nie byłoby równości ludzi, jako dzieci tego samego Boga, be względu na rasę, kolor skóry, status społeczny czy zawód, podkreślił papież cytując Schumana. „Uniwersalne prawo miłości i miłosierdzia uczyniło z każdego człowieka naszego bliźniego, i na tym odtąd zostały oparte relacje społeczne w świecie chrześcijańskim” – wskazywał.
Przeciwko laicyzmowi papież stwierdził: „Odwołanie do długu, jaki kultura europejska zaciągnęła wobec chrześcijaństwa, nie jest bynajmniej przejawem wykluczającego kryterium wyznaniowego, lecz pozwala lepiej zrozumieć, że otwarcie na transcendencję stanowi zawsze konstytutywny wymiar osoby ludzkiej i żywe źródło cywilizacji”. Według Leona XIV, w obliczu obecnej wielokulturowości Europy, nie można liczyć na jej przetrwanie, jeżeli nie uzna się powszechnego charakteru wartości, takich jak nienaruszalne prawa człowieka czy wolność, ale tego z kolei nie da się zrobić bez ponownego odkrycia chrześcijańskich korzeni Europy.
Papież przypomniał też, że człowiek, który nie uznaje nad sobą żadnych norm poza tymi, które sam definiuje, gotów jest do wielkiego zła, jak pokazała to już II wojna światowa.
Wreszcie wiele uwagi poświęcił pokojowi i budowie współpracy między narodami, bez odwoływania się do kłamstwa, manipulacji i wojny.
Na koniec Ojciec Święty wezwał do odwagi. „Miłujcie życie w każdej jego chwili i nie lękajcie się przyszłości! Nie lękajcie się zakładać rodzin, przyjmować na świat dzieci i bronić godności każdej osoby, od pierwszej chwili życia w łonie matki aż po ostatnie tchnienie” – zaapelował.
Czy francuskie władze, żyjące duchem rewolucji, posłuchają Ojca Świętego? Pytanie jest retoryczne.
Papież głosi życie wieczne
Interesujące było przesłanie, które Leon XIV skierował do wierzących katolików. Zwracał uwagę przede wszystkim na życie wieczne. Okazją do tego była jego całodzienna, niedzielna obecność w Lourdes, która wiązała się z konfrontacją z cierpieniem i niewystarczalnością naszej doczesnej egzystencji. Zacytuję papieża, który w ten sposób mówił o Chrystusie:
„On daje nam możliwość kierowania wzroku ku dalszej przyszłości, poza horyzont naszego ziemskiego życia, ku przyszłości nieskończonego szczęścia w Bogu, które – jak jesteśmy pewni – osiągniemy, jeśli wytrwamy mocno w wierze i miłości. Dlatego św. Paweł dodaje nam otuchy: «Sądzę bowiem, że cierpień teraźniejszych nie można stawiać na równi z chwałą, która ma się w nas objawić» (Rz 8, 18). Zachowujcie nieustannie w pamięci te złote słowa, drodzy chorzy: «Cierpień teraźniejszych nie można stawiać na równi z chwałą, która ma się w nas objawić»” - mówił papież.
Na życie wieczne zwracał też uwagę w homilii wygłoszonej w Lourdes. Cytował Matkę Bożą z objawienia św. Bernadetty, gdzie mówiła o szczęściu nie w tym życiu, ale w życiu przyszłym:
„Ta obietnica, wypowiedziana właśnie tutaj, rozbrzmiewa ze szczególną mocą na ziemi francuskiej i podważa utarte schematy współczesnego myślenia. W obecnym momencie dziejów, w społeczeństwie dążącym do postępu i dobrobytu materialnego, a niekiedy ulegającym pokusie zapomnienia o perspektywie wieczności, Maryja przychodzi, aby przypomnieć nam o wielkości i pełni naszego powołania do życia, do życia wiecznego. Wobec współczesnych nurtów, które usiłują redefiniować wartość ludzkiego życia w obliczu choroby, cierpienia czy starości, Grota Massabielska jawi się jako sanktuarium chrześcijańskiej nadziei. Tutaj żadna słabość nie zostaje odrzucona. Wasze kule, wózki inwalidzkie i ukryte łzy nie są przeszkodą: stają się, par excellence, miejscem, w którym jesteście w pełni szanowani i przyjmowani, a nieskończona miłość Boga wynosi was ponad własne ograniczenia. Lourdes jest błogosławionym miejscem wyznania wiary w piękno i świętość życia, ponieważ tutaj przyjmuje się je jako cenny dar Boga, powołany, by rozkwitnąć na wieczność w miłości Ojca»” - wskazywał.
Centralnym motywem homilii uczynił pokutę za grzechy, konieczność nawrócenia; mówił o możliwości utraty życia wiecznego, jeżeli człowiek zamknie się w sobie i odrzuci Boga. Przypominał, że Pan Jezus ostrzegał przed utratą życia wiecznego.
Godność człowieka zakotwiczona w Bogu
Także ludziom wierzącym przypominał o nieusuwalnej godności człowieka, która zakotwiczona jest w Bogu. Wskazywał, że wiara jest remedium na błędy nihilizmu. W rozmowie z młodymi podkreślił: „Człowiek błądzi gdy twierdzi, że Bóg umarł. Jeśli Boga nie ma z człowiekiem, nie znajduje on już zbawienia i traci sens własnego istnienia, które sprowadza się wówczas do ślepej uliczki albo do nicości. Kto natomiast mówi: Dla mnie żyć to Chrystus!, doświadcza czegoś zupełnie przeciwnego. W Chrystusie wiemy bowiem, że Bóg nigdy nie jest obojętny na człowieka. Przez Jezusa Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego daje nam swoje własne życie, abyśmy mogli żyć”.
O nadziei w Chrystusie mówił też podczas mszy świętej na Placu Zgody. Do wielusettysięcznego tłumu skierował proste przesłanie: ludzkie tęsknoty mogą znaleźć spełnienie tylko w Bogu. Jezus Chrystus jest tym, który potrafi nasycić serce człowieka – w żadnym innym imieniu ludzkość nie może znaleźć spełnienia tego, czego oczekuje.
Wierzących przestrzegał też przed pułapką utylitaryzmu, który prowadzi do pogwałcenia ludzkiej godności. Na nieusuwalną godność człowieka wskazywał w Lourdes podczas spotkania z pracownikami i podopiecznymi ośrodka Accueil Notre-Dame, mówiąc: „W dialogu Zwiastowania, gdy Pan kieruje ku Maryi swoje spojrzenie, odkrywa Ona, że jest wybraną przez Boga. Jednak w sercu tego spotkania każdy z nas odkrywa, że został osobiście powołany i że jego najgłębszym przeznaczeniem jest miłość Boga, będąca źródłem życia. Osoba ludzka posiada bowiem godność przez sam fakt, że istnieje i że jej ostatecznym przeznaczeniem jest wieczność. Godności osoby nie można mierzyć ani nie podlega ona dyskusji”.
W Lourdes potępiał zabijanie nienarodzonych i chorych, apelując do służby zdrowia: „Tak, drodzy przyjaciele, bądźcie gorliwymi sługami życia! Nikt nigdy nie ma prawa decydować na podstawie algorytmów laboratoryjnych o życiu konkretnego embrionu czy konkretnej osoby starszej! Medycyna nigdy nie może stać się służebnicą zaprogramowanej śmierci”.
Liturgia i posłuszeństwo Ojcu Świętemu
Wreszcie Ojciec Święty wiele miejsca poświęcił liturgii oraz jedności Kościoła. Wzywał do posłuszeństwa papieżowi, ostrzegając przed podziałami w Mistycznym Ciele Chrystusa.
„Dlatego zachęcam was wszystkich, biskupów, prezbiterów, diakonów i osoby konsekrowane, abyście pielęgnowali autentyczną miłość do liturgii oraz byli świadkami i sługami prorockiego, kapłańskiego i królewskiego powołania całego Ludu Bożego” – mówił w wystąpieniu skierowanym do biskupów i duchowieństwa.
Jak wskazywał w innym miejscu, nie można przedkładać własnych upodobań liturgicznych ponad jedność Kościoła. „Liturgia pozostaje pod tym względem zwierciadłem życia. Radość eucharystyczna umacnia się i promieniuje tam, gdzie zostaje przywrócona harmonia, gdzie odradza się godność, gdzie władza staje się służbą, a wolność odzyskuje swój właściwy bieg. To największy dar, jakim możemy się dzielić. Dlatego przedkładajcie komunię z Następcą Piotra i z Kościołem ponad wasze osobiste upodobania, aby pielęgnować jedność Ludu Bożego. Razem będziemy profetycznym znakiem tego, że pojednany świat jest możliwy” – pouczał.
Zaznaczał, że konieczne jest zachowanie wierności wobec całej nauki Kościoła – bez względu na to, czy chodzi o nauczanie przed- czy posoborowe.
„Kościół we Francji jest małą trzódką, która w służbie misji powinna jednoczyć swoje siły. Podziały ideologiczne uczyniłyby jego świadectwo bezowocnym. W dziejach Kościoła zawsze istniały napięcia, lecz właśnie wtedy, gdy się ujawniają, możemy jeszcze pełniej docenić dar jedności. Jedność ta nie oznacza bezbarwnej jednolitości, lecz sprawia, że różne wrażliwości, o ile są autentycznie katolickie, mogą w sposób naturalny spotykać się we wspólnym wyznaniu wiary, w posłuszeństwie prawowitym pasterzom, a zwłaszcza Następcy Piotra, który jest «trwałą i widzialną zasadą i fundamentem jedności wiary i komunii» (Sobór Watykański II, Konst. dogmat. Lumen gentium, 18). Jest to jedność dynamiczna, karmiąca się Tradycją Kościoła – od Ojców aż po Sobór Watykański II – oraz nauczaniem Magisterium posoborowego” – wskazywał.
Pasterz małej trzody na rewolucyjnej pustyni
Ojciec Święty zrobił, co mógł: głosił Francuzom prawdę w Chrystusie, nawrócenie i rzeczywistość grzechu; ukazywał życie wieczne i wzywał do pokuty. Mówił o ludzkiej godności, prosił o poszanowanie godności każdego człowieka, przestrzegał przed wojną, ateistycznym nihilizmem i utylitarną ideologią technokracji. Choć katolickie media popadły w nieuzasadniony entuzjazm, sam papież pozostał trzeźwy. Określał katolików we Francji mianem małej trzódki, wskazując na wielką przeszłość Europy, w przyszłość patrząc z nadzieją – ale z uczciwym wskazaniem na piętrzące się wyzwania, które wynikają przede wszystkim z odrzucenia Boga.
Trudno sądzić, by ta krótka wizyta mogła przemienić Francję. Jest jednak w rękach Boga, by przemieniła choć niektóre serca, sprawiając, że na rewolucyjnej francuskiej pustyni więcej ludzi będzie zdolnych do odkrycia źródła w Chrystusie. Bez złudnych nadziei na to, że zyskają w ten sposób dobrobyt w tym życiu. Wiara Kościoła mówi przecież o Królestwie Bożym – i o tym Leon XIV dobitnie przypominał.
Paweł Chmielewski







