Łukasz Warzecha: Co pocznie prezydent z podatkami

Obserwując poczynania pana prezydenta Nawrockiego, można mieć niemal całkowitą pewność co do niektórych decyzji w sprawie ustaw przychodzących z Sejmu. Dotyczy to również urobku najnowszego posiedzenia z okresu od 20 do 22 października. Dorobku tyleż obfitego, co fatalnego.
Można zatem założyć na sto procent, że będzie weto do ustawy „praworządnościowej”, unieważniającej uchwały Krajowej Rady Sądownictwa z lat 2018-2025. Pan prezydent był bardzo konsekwentny w wetowaniu wszelkich zmian ładu prawnego, nawet tych relatywnie korzystnych, jak zmiana kodeksu postępowania karnego. Cóż dopiero mówić o ustawie tak absurdalnie rewolucyjnej w skutkach.
Bliskie stu procent jest prawdopodobieństwo zawetowania ustawy depenalizującej pomocnictwo w zabójstwie dziecka poczętego do 12. tygodnia życia w łonie matki. Bardzo wysoka – szacowałbym ją na 85-95 proc. – jest możliwość zawetowania przez pana prezydenta ustawy cenzorskiej, czyli wdrażającej drugą część regulacji aktu o usługach cyfrowych (ustawę wdrażającą pierwszą część pan Nawrocki już niestety podpisał). Ustawa ta wróciła z Senatu z fatalnymi poprawkami, które zaostrzyły jej cenzorski wydźwięk. Tutaj jednak zastawiono na pana prezydenta pułapkę, ponieważ do jednego worka wrzucono blokowanie w ramach procedury administracyjnej treści, dotyczących między innymi namawiania do samobójstwa oraz rzekomo spełniających przesłankę art. 119 kodeksu karnego, który mówi o stosowaniu przemocy lub groźby bezprawnej wobec osoby lub osób z powodu przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, politycznej, wyznaniowej lub z powodu jej bezwyznaniowości, co jest kategorią mocno uznaniową i kwalifikacja treści jako spełniających rzekomo przesłanki tego przepisu będzie zależeć od stopnia rozgrzania danego Żurkowego prokuratora. Chodzi o to, aby w razie weta móc zarzucać głowie państwa, że nie chce ratować na przykład samobójców. (Bardziej szczegółowo zmiany wprowadzone przez Senat tłumaczyłem na swoim kanale na YT.)
Znacznie mniej oczywiste jest jednak, co pan prezydent zrobi z pakietem niekorzystnych dla obywateli ustaw podatkowych, które również uchwalono 22 października, a było ich aż siedem. W dodatku w większości przypadków Prawo i Sprawiedliwość wcale nie było przeciwko, lecz wstrzymywało się od głosu lub wręcz popierało projekty Koalicji Obywatelskiej – tak było w przypadku ustawy uderzającej w fundacje rodzinne czy podnoszącej akcyzę na alkohol. Ten ostatni przypadek jest o tyle kuriozalny, że podwyżka akcyzy łamie ustalenia samego PiS, poczynione z producentami z branży jeszcze w 2021 r. Uzgodniono wtedy mapę drogową wzrostów podatku akcyzowego na alkohol. W 2022 r. założono wzrost o 10 proc., a następnie co roku o 5 proc. aż do 2027 r. Podobne były uzgodnienia z sektorem tytoniowym. KO złamała je bardzo szybko po objęciu władzy, a ówczesny prezydent Andrzej Duda bez szemrania ustawę podpisał.
Czy jednak można się dziwić stanowisku PiS? To przecież partia po prostu socjalistyczna. Wśród uchwalonych ustaw jest chociażby podwyżka opłaty cukrowej, w przypadku której większość klubu PiS wstrzymała się od głosu (przeciwko było 15 posłów tej partii). Sarkastycznie można by powiedzieć, że to wyjątkowo szlachetne, bo z kolei opłata cukrowa to przecież wymysł właśnie rządu PiS, a konkretnie gabinetu pana Mateusza Morawieckiego. Żeby było śmieszniej, prawie cały klub Rozwoju Plus był przeciwko tej zmianie (z wyłączeniem pana Janusza Cieszyńskiego, który kilkakrotnie 22 października zagłosował za podwyżkami podatków, inaczej niż jego nowy klub).
Co zatem pocznie pan prezydent? Wolnościowo nastawieni wyborcy na pewno przypomną mu zobowiązanie z deklaracji toruńskiej, podpisanej podczas rozmowy przed kamerą na kanale pana Sławomira Mentzena w czasie kampanii wyborczej w ubiegłym roku. Ówczesny kandydat na prezydenta przyrzekł, potwierdzając to własnym podpisem, że gdyby wygrał, nie zatwierdzi żadnej podwyżki podatków. Problem w tym, że złamał tę obietnicę już dwukrotnie. Najpierw godząc się na podwyżkę CIT dla sektora bankowego, następnie ulegając presji politycznej w sprawie ustawy o nadmiarowych zyskach koncernów paliwowych, która stworzyła bardzo groźny precedens, umożliwiający władzy dobranie się do rzekomo „nadmiernych” zysków sektora prywatnego.
Teoretycznie pan prezydent nie powinien mieć wątpliwości, że ustawy z 22 października należy wyrzucić do kosza. Wszystkie uchwalone zmiany – ograniczenie ryczałtu, podwyżka VAT dla napojów bezalkoholowych z zawartością soków, podwyżka akcyzy na alkohol, podwyżka opłaty cukrowej czy uderzenie w fundacje rodzinne – mieszczą się w kategorii niekorzystnych zmian podatkowych. Należy do niej również szumnie reklamowana przez władzę pozorowana zmiana w podatkach osobistych, wprowadzająca trzeci próg podatkowy. Każda z tych ustaw powinna natrafić na weto pana Nawrockiego. Czy tak się jednak stanie?
Wiele z tych ustaw w swoich uzasadnieniach posługuje się klasycznym, dętym pretekstem zdrowia i dobra obywateli. Znajdziemy to w uzasadnieniu podwyżki opłaty cukrowej czy akcyzy na alkohol. Oczywiste jest, że władza będzie się starała przedstawić ewentualne weta jako uderzające w dobrostan Polaków. Nie będzie to miało zgoła nic wspólnego z rzeczywistością, bo cel jest tutaj wyłącznie fiskalny (abstrahując od kwestii, czy w ogóle podatki powinny być narzędziem wychowywania dorosłych ludzi), ale władza będzie twierdziła inaczej. Czy pan prezydent jest gotów się tej kłamliwej opowieści twardo przeciwstawić? A także czy będzie gotowy zawetować to, co poparł jego macierzysty obóz polityczny?
Co więcej, weta oznaczałyby, że pan prezydent musiałby sprzeciwić się większości ustaw uchwalonych na tym posiedzeniu Sejmu, co ułatwiłoby nazywanie go „wetomatem”. Czy powinien się tym przejmować? Absolutnie nie. Czy się przejmuje? Niestety, można odnieść wrażenie, że Kancelaria Prezydenta stara się w jakiś dziwaczny sposób balansować i dbać, aby liczba ustaw zawetowanych nie przekraczała określonego odsetka (obecnie jest to około 14 proc. i podobny poziom utrzymuje się od dawna).
Co więcej, można sobie wyobrazić, że pan prezydent zastosuje tutaj taką samą pokrętną logikę jak w przypadku banków, gdy argumentował, że podwyżka nie dotyczy ogółu obywateli, ale jednego sektora. Być może pojawi się zatem tłumaczenie, że podpisanie na przykład podwyżki akcyzy na alkohol nie jest złamaniem deklaracji z Torunia, jako że mowa o podatku pośrednim, którego przecież płacić nie trzeba. Wystarczy nie kupować alkoholu.
Obawiam się, że tak właśnie mogą wyglądać decyzje pana prezydenta Nawrockiego w przypadku znacznej części ustaw podatkowych. Tymczasem ten fiskalny nalot rządu na nasze pieniądze powinien zostać bezwzględnie zatrzymany, zaś jedyną osobą, która może to jeszcze zrobić, jest właśnie głowa państwa.
Łukasz Warzecha







