Odnowa Kościoła. Bp Rob Mutsaerts prezentuje konkretny plan działania

download-e1705396360675.jpg
bp Robert Mutsaerts

Jak uzdrowić Kościół katolicki? Holenderski biskup Robert Mutsaerts przedstawił konkretny program działania. Słowo-klucz brzmi: świętość. Biskup apeluje zarówno do postępowców jak i do tradycjonalistów. 

***

Mam dla was dobrą i złą wiadomość. Zła wiadomość jest taka, że Kościół katolicki przechodzi kryzys. Dobra wiadomość jest taka, że zdarzało się to już wielokrotnie. Co więcej: kto choć trochę zna historię Kościoła, ten czasami odnosi wrażenie, że kryzys jest jedną z niewielu naprawdę trwałych tradycji katolickich. Mieliśmy zepsutych papieży, zeświecczonych biskupów, herezje, schizmy, rewolucje, prześladowania i komisje liturgiczne. A jednak wciąż istniejemy.

Zróbmy to razem!

To ostatnie wydaje mi się przede wszystkim dowodem na boskie pochodzenie Kościoła. Czysto ludzka organizacja, zarządzana tak, jak od czasu do czasu zarządzano Kościołem, prawdopodobnie upadłaby już około IV wieku. Niemniej jednak sytuacja jest poważna. Nie dlatego, że Kościół jest zbyt mało popularny. Nie dlatego, że spada jego udział w rynku. Nie dlatego, że nie odpowiada on w wystarczającym stopniu potrzebom współczesnego konsumenta.

Kryzys jest poważny, ponieważ w Kościele panuje niepewność właśnie co do tych kwestii, w których powinien on zapewniać pewność: Co jest prawdą? Czym jest grzech? Czym jest małżeństwo? Czym jest kapłaństwo? Czym jest liturgia? Czym jest posłuszeństwo? Co oznacza miłosierdzie? Co właściwie Chrystus powierzył swojemu Kościołowi? A może jeszcze bardziej fundamentalne pytanie: czy naprawdę nadal wierzymy, że Kościół otrzymał od Chrystusa coś, czego sam nie może zmieniać? W tym właśnie tkwi sedno sprawy.

1. Pierwsza niezbędna reforma: przestać udawać, że wszystko wymaga reformy

Żyjemy w kulturze, w której zmiana niemal automatycznie postrzegana jest jako poprawa. Telefon z 2019 roku jest przestarzały. Komputer z 2012 roku to już antyk. I dlatego czasami podświadomie wydaje nam się, że doktryna wyznaniowa z roku 325 pilnie potrzebuje aktualizacji oprogramowania. Ale objawienie to nie iPhone. Chrześcijaństwo nie jest produktem, którego nowy model musi pojawiać się co roku. Zadaniem Kościoła nie jest ciągłe tworzenie nowej religii. Jego zadaniem jest: przyjmowanie, zachowywanie, pogłębianie i głoszenie tego, co otrzymał od Chrystusa.
Nie oznacza to, że nic nie może się zmieniać. Metody duszpasterskie mogą ulegać zmianom. Dyscypliny kanoniczne mogą ulegać zmianom. Formy zarządzania mogą ulegać zmianom. Dyscypliny liturgiczne mogą ulegać zmianom. Ale prawda nie może być dzisiaj prawdą, a jutro fałszem.

Biskup przy okazji każdej odnowy kościelnej powinien zadać sobie jedno proste pytanie: czy to pomaga moim wiernym stać się bardziej świętymi? Nie: „Czy to jest nowatorskie?”. Nie: „Czy sformułowano to w sposób inkluzywny?”. Nie: „Czy możemy powołać w tej sprawie grupę roboczą?”. Ale: czy to zbliża ludzi do Chrystusa, sakramentów i życia wiecznego? To mogłoby w znaczący sposób skrócić wiele spotkań. A to samo w sobie może być już małą reformą kościelną

2. Synodalność: użyteczne narzędzie, słabe kierownictwo

W synodach nie ma nic niekatolickiego. Kościół zna je od wieków. Ryzykowne staje się jednak to, gdy synodalność z metody przekształca się w niemal samodzielny ideał teologiczny. Chrześcijaństwo nie zaczęło się bowiem od słów: „Gdzie dwóch lub trzech zgromadzonych w kręgu rozmowy, tam z natury rzeczy rodzi się prawda”. Apostołom powierzono wiarę. Dopiero potem mogli się wokół niej zgromadzić. Kolejność jest ważna.

Słuchanie jest wspaniałe, ale katolicy muszą czasem odważyć się zadać niegrzeczne pytanie: Słuchać kogo? Kultury? Sondaży opinii publicznej? Grup interesów? Samych siebie? A może Chrystusa? Bo kiedy wynik kościelnego procesu słuchania staje się identyczny z pragnieniami współczesnej świeckiej kultury, można zapytać, czy naprawdę słuchaliśmy Ducha Świętego, czy może przede wszystkim ducha czasu.
Duch Święty ma bowiem jedną niezwykłą cechę: zaskakująco często przemawia w zgodzie z tym, co głosił przez ostatnie dwadzieścia wieków. Mała rada dla moich braci biskupów: korzystajcie z synodalności, ale bądźcie biskupami. Biskup nie został wybrany po to, by na stałe pełnić rolę moderatora procesów grupowych. Jest on następcą apostołów. Oznacza to: nauczanie, uświęcanie, kierowanie, a czasem także mówienie: „Nie. Tego nie możemy zmienić”. Słowo „nie” ma obecnie złą reputację. Ale rodzice wiedzą: ten, kto nigdy nie mówi „nie”, nie kocha przez to swoich dzieci bardziej.

3. Przywróćmy rozróżnienie między miłosierdziem a akceptacją

Nikt nie potrzebuje bezlitosnego Kościoła. Ale nikt też nie potrzebuje Kościoła, który odważy się mówić o grzechu jedynie w dokumentach historycznych. Chrystus był nieskończenie miłosierny. Jednak Jego miłosierdzie nigdy nie polegało na udawaniu, że nawrócenie jest zbędne. Do grzesznika Chrystus mówi: „Przyjdź”. Ale także: „Pójdź za Mną”. A pójście za Nim oznacza, że nie pozostajemy dokładnie tam, gdzie staliśmy.

Wydaje się to proste. Jednak w dzisiejszych czasach jest to rewolucyjne. Pastoralna pokusa polega czasem na tym: nie chcemy nikogo zranić, więc wolimy już nie mówić o grzechu. Problem w tym, że wtedy również przebaczenie traci sens. Kto nigdy nie choruje, nie potrzebuje lekarza. Kto nigdy nie grzeszy, nie potrzebuje Zbawiciela. Nagle odkrywamy, dlaczego w takim systemie teologicznym Chrystus ma coraz mniej do zrobienia.

Mała wskazówka dla moich braci w kapłaństwie. Wygłoście znów kazania na tematy: grzech, łaska, niebo, piekło, spowiedź, cnota, czystość, modlitwa, ofiara, nawrócenie. Nie wszystkie naraz w każdą niedzielę. Wierni muszą przecież zdążyć na zupę. Ale dajcie ludziom do zrozumienia, że chrześcijaństwo naprawdę ma jakiś sens.

4. Ocalmy liturgię zarówno przed eksperymentami, jak i ideologią

Liturgia jest jedną z najbardziej drażliwych kwestii w Kościele. Jest to zrozumiałe. Lex orandi, lex credendi. Tak jak się modlimy, tak uczymy się wierzyć. Dlatego walka o liturgię nigdy nie dotyczy wyłącznie estetyki. Ostatecznie chodzi o Boga.

Msza święta katolicka nie jest przede wszystkim zgromadzeniem, podczas którego wspólnota świętuje swoją jedność. Jest ona ofiarą Chrystusa, obecnego sakramentalnie. Nie jest to celebracja posiłku w formie ofiary, ale ofiara w formie posiłku. To zmienia wszystko. Gdy naprawdę w to wierzymy, naturalnie wynikają z tego: szacunek, klękanie, cisza, piękno, staranność, muzyka sakralna oraz kapłan, który nie uważa, że liturgia zyskuje na wartości, gdy spontanicznie opowiada zabawną anegdotę. Duch Święty ma wiele talentów. O ile mi wiadomo, teatr improwizacyjny przy ołtarzu nie należy do siedmiu darów.

To tylko mała rada dla moich braci biskupów. Nie traktujcie przywiązania do tradycyjnej liturgii automatycznie jako problemu psychicznego. Nie każdy młody katolik, który lubi łacinę, jest tajnym agentem z 1957 roku. Kiedy młodych ludzi pociąga: chorał gregoriański, cisza, kadzidło, klękanie, ad orientem, klasyczna duchowość, nie pytajcie od razu: „Co tu poszło nie tak?”. Zapytajcie raczej: „Czego w tym szukają, czego brakuje im gdzie indziej?”.

W kwestii tradycyjnych katolików. Niech i oni pozwolą nam coś powiedzieć. Tradycyjna liturgia może uświęcić człowieka. Jednak stary obrzęd nie czyni nikogo automatycznie świętym. Można uczestniczyć w najbardziej pełnej czci Mszy św., a potem na parkingu przeklinać trzech biskupów i cały Watykan. Być może jest to tradycyjne z liturgicznego punktu widzenia, ale z duchowego – mniej godne pochwały. Tradycja bez miłości staje się archeologią z temperamentem.

5. Przestańmy traktować młodych wierzących jak delikatną porcelanę

Zgodnie z niektórymi modelami duszpasterskimi młodzi ludzie potrzebują przede wszystkim: niskiego progu wstępu, niewielkich wymagań, krótkich nabożeństw, zrozumiałych tekstów, dużego udziału w podejmowaniu decyzji, a przede wszystkim nie należy im podawać niczego, co brzmiałoby jak obowiązek. Jest tylko jeden problem. Wydaje się, że ten model nie sprawdza się zbyt dobrze. Wielu młodych ludzi, którzy odkrywają wiarę, szuka właśnie czegoś innego: prawdy, porządku, ascezy, tożsamości, spowiedzi, adoracji, sakramentów, intelektualnej głębi oraz wspólnoty, która czegoś od nich wymaga.

Nie doceniliśmy młodzieży. Oferowaliśmy im lemoniadę, podczas gdy oni szukali wina. Podawaliśmy im hasła, podczas gdy oni chcieli czytać Tomasza z Akwinu. Myśleliśmy, że chorały gregoriańskie ich odstraszą. Tymczasem niektórzy z nich dobrowolnie pobierają je na Spotify.

Rada dla moich braci-kapłanów: Odważcie się traktować młodzież jak dorosłych. Nauczcie ich Katechizmu. Nauczcie ich się modlić. Nauczcie ich postu. Nauczcie ich, dlaczego Kościół naucza tego, czego naucza. Nie oferujcie im rozcieńczonego chrześcijaństwa. Nikt nigdy nie dostąpił męczeństwa za mgliste poczucie przynależności.

6. Powołania: kto jeszcze prosi o ofiarę?

Dużo mówimy o braku księży. To zrozumiałe. Jednak dyskusja niezwykle szybko schodzi na inne tematy: łączenie parafii, modele zarządzania, świeckich przewodniczących, restrukturyzację i oczywiście celibat. To wszystko kwestie, o których można dyskutować. Być może jednak powinniśmy najpierw zadać sobie prostsze pytanie: dlaczego młody mężczyzna miałby chcieć zostać księdzem?

Kiedy słyszy: zostaniesz administratorem ośmiu parafii, twój kalendarz będzie wypełniony spotkaniami, przede wszystkim nie wolno ci nikogo urazić, a po dwudziestu latach być może otrzymasz plan działania dotyczący zrównoważonego zarządzania nieruchomościami – wtedy zadziwiające jest, że w ogóle jeszcze ktoś się zgłasza. Ale powiedz mu: Oddaj swoje życie Chrystusowi. Codziennie sprawuj ofiarę Mszy św. Odpuszczaj grzechy. Chrzcij dzieci. Towarzysz umierającym. Głoś Ewangelię. Zostań duchowym ojcem. Prowadź dusze do wieczności. To brzmi zupełnie inaczej.

Oto krótka rada dla moich braci biskupów. Nie szukajcie kandydatów, którzy są przede wszystkim dobrzy w zarządzaniu. Szukajcie ludzi, którzy się modlą. Słabemu menedżerowi może pomóc dobry ekonomista. Księdza, który się nie modli, nie uratuje żaden kurs zarządzania.

7. Biskup musi znów stać się ojcem

Współczesny biskup może łatwo stać się swego rodzaju dyrektorem generalnym ds. usług religijnych. Ma na głowie: spotkania, prawników, doradców ds. komunikacji, problemy związane z nieruchomościami, pytania prasowe, sprawy kadrowe, protokoły, komisje. Wszystko to jest niezbędne. Ale kiedy jego księża ledwo go znają, a wierni widzą go tylko na kartce świątecznej, coś jest nie tak.

Biskup jest przede wszystkim ojcem i pasterzem. Musi więc znać swoich księży. Znać seminarzystów. Odwiedzać parafie. Czuwać nad nauczaniem religii. Chronić liturgię. Zwalczać nadużycia. Głosić doktrynę wiary. I od czasu do czasu publicznie powiedzieć coś, co każdy natychmiast zrozumie: „O tak. Ten człowiek naprawdę wierzy, że wiara katolicka jest prawdziwa”. To byłoby jak powiew świeżego powietrza.

Pozwolę sobie przedstawić konkretną sugestię. Każdy biskup mógłby co roku zarezerwować większą liczbę dni, podczas których nie uczestniczyłby w zebraniach, ale: odwiedzał seminarium, rozmawiał indywidualnie z księżmi, spotykał się z katechumenami, odwiedzał szkoły, spowiadał, spotykał się z młodzieżą i odwiedzał parafie. To dałoby mu wgląd w to, czego naprawdę potrzebuje jego diecezja.

8. Kapłani: bądźcie kapłanami, a nie prezenterami

Kapłan nie musi być najpopularniejszym człowiekiem w parafii. I dobrze. W przeciwnym razie Kościół katolicki borykałby się z poważnymi problemami kadrowymi. Nie musi też nieustannie być „aktualny”. Jego znaczenie nie wynika z jego osobowości. Wynika z Chrystusa. Kiedy kapłan udziela namaszczenia chorym, jest istotny. Kiedy udziela rozgrzeszenia, jest istotny. Kiedy sprawuje Eucharystię, jest istotny. Kiedy towarzyszy umierającemu, jest ważniejszy niż wszystkie programy publicystyczne emitowane tego wieczoru.

Konkretne priorytety dla kapłanów są łatwe do ustalenia. Codziennie wiernie odmawiaj brewiarz. Codziennie rezerwuj czas na cichą modlitwę. Godnie sprawuj Mszę św. Oferuj szeroko możliwość spowiedzi. Bądź dostępny dla chorych. Prowadź prawdziwą katechezę. Głoś kazania o głębokiej treści. Unikaj liturgicznej kreatywności. Regularnie czytaj literaturę teologiczną. Żyj skromnie. I bądź ojcowski. To ostatnie jest ważne. Kapłan nie jest jedynie szafarzem sakramentów. Jest duchowym ojcem.

9. Świeccy: przestańcie czekać, aż Rzym wszystko rozwiąże

Katolicy mają czasem dziwny zwyczaj. Narzekamy, że hierarchia ma zbyt wielką władzę. A potem oczekujemy, że to właśnie hierarchia wszystko rozwiąże. To się nie łączy. Gdy kultura wymaga ponownej ewangelizacji, w dużej mierze dokonują jej świeccy. W rodzinach, szkołach, na uniwersytetach, w przedsiębiorstwach, mediach, sztuce, polityce, nauce, społecznościach lokalnych. Przynajmniej tak wyglądałby idealny obraz. Pierwsi chrześcijanie nie mieli konferencji biskupów ani profesjonalnej agencji komunikacyjnej. A jednak ewangelizowali Cesarstwo Rzymskie. To nieco zmienia powagę naszych wymówek.

Najważniejszym programem katechetycznym pozostaje rodzina. Stąd kilka wskazówek dla rodziców. Módlcie się ze swoimi dziećmi. Chodźcie z nimi na Mszę św. Sami chodźcie do spowiedzi. Rozmawiajcie w domu o wierze. Uczcie ich o świętych. Nauczcie je, że niedziela to naprawdę niedziela. I nie dziwcie się, gdy dziecko nie zostanie katolikiem po tym, jak przez osiemnaście lat widziało, że bycie katolikiem nie miało dla jego rodziców prawie żadnego znaczenia.

Katolickim intelektualistom chętnie przekazuję następujące słowa: piszcie. Nauczajcie. Debatujcie. Zakładajcie stowarzyszenia. Organizujcie. Bądźcie obecni w kulturze. Katolicka ortodoksja nie może stać się hobby dla intelektualistów, którzy rozmawiają wyłącznie między sobą. Tomasz z Akwinu nie pisał dla zamkniętej grupy na WhatsAppie.

10. Nie daj się „wciągnąć” wojnie kulturowej

Istnieją rzeczywiste konflikty między moralnością katolicką a współczesną kulturą. Nie powinniśmy temu zaprzeczać. Jednak tradycyjni katolicy narażają się czasem na pewne niebezpieczeństwo: że walka z błędem powoli staje się ważniejsza niż miłość do prawdy. Różnica ta jest subtelna, ale kluczowa. W końcu można poświęcić tyle czasu na walkę z modernizmem, że Chrystus stanie się niemal sprawą drugorzędną. Można codziennie czytać wszystko o tym, co dzieje się złego w Rzymie, a prawie w ogóle nie otwierać Ewangelii. Można w ciągu dziesięciu minut dowiedzieć się na Facebooku o najnowszej katastrofie w jakiejś dykasterii, a nie wiedzieć, który święty jest dzisiaj w kalendarzu.

To nie jest zwycięstwo tradycji. To duchowe odwrócenie uwagi. Praktyczna zasada: czytaj więcej Augustyna niż kościelnego Twittera. Czytaj więcej Benedykta XVI niż gniewnych blogów. Więcej módl się za swojego biskupa, niż na niego narzekaj. To ostatnie jest szczególnie trudne. Dlatego prawdopodobnie jest dobre dla duszy.

11. Nadużycia: zero romantyzmu w kwestii reputacji Kościoła

Nie ma tu miejsca na humor. Nadużycia i kultura tuszowania spraw z tym związanych spowodowały ogromne szkody. Tradycyjny katolik nie może nigdy uznać, że obrona Kościoła oznacza, iż reputacja instytucji ma pierwszeństwo przed prawdą i sprawiedliwością. Właśnie katolicka ortodoksja wymaga: sprawiedliwości, miłości do prawdy, ochrony osób bezbronnych oraz odpowiedzialności osób sprawujących władzę. Biskup, który chroni sprawcę nadużyć, aby „zapobiec skandalowi”, sam wywołuje skandal. Kościoła nie broni się poprzez ukrywanie grzechu. Kościoła broni się poprzez walkę z grzechem.

Innymi słowy: najpierw należy chronić ofiary. Należy przeprowadzać rzetelne dochodzenia. Należy zgodnie z prawem współpracować z władzami świeckimi. Należy zachować przejrzystość tam, gdzie jest to właściwe. I należy zdawać sobie sprawę: reputacja Kościoła ostatecznie jest w rękach Chrystusa. On lepiej przyjmuje prawdę niż kłamstwo.

12. Skończmy z wiecznym kompleksem niższości wobec współczesnego świata

Od kilku dziesięcioleci część kościelnego establishmentu wydaje się być śmiertelnie przerażona tym, że współczesny świat uważa nas za staromodnych. Ale w tej kwestii możemy być spokojni. Współczesny świat rzeczywiście uważa nas za staromodnych. W końcu chrześcijaństwo naucza: że czystość jest cnotą, że małżeństwo ma obiektywne znaczenie, że dzieci są darem, że prawda istnieje, że cierpienie może mieć sens, że posiadanie rodzi obowiązki, że przebaczenie jest ważniejsze niż zemsta, że pokora jest dobra, że człowiek nie jest swoim własnym stwórcą oraz że Bóg jest ostatecznie ważniejszy niż autonomia. I tak, jest ważniejszy nawet od gospodarki.

To nigdy nie stanie się całkowicie modne. Nie musi. Chrześcijaństwo nie przetrwało dwóch tysięcy lat dlatego, że co dwadzieścia lat zmieniało swoje przesłanie. Przetrwało, ponieważ jego przesłanie okazało się głębsze niż jakakolwiek moda.

Co konkretnie należy zrobić? Na zakończenie przedstawię prosty program. Nie chodzi o kolejną komisję, ale o nas samych.

Do biskupów.

1. Głoście jasno doktrynę wiary. Nie tylko wtedy, gdy nie wywołuje kontrowersji. Właśnie wtedy, gdy jest ona niepopularna. 2. Kształćcie dobrych księży. Ortodoksyjnych pod względem intelektualnym. Głębokich duchowo. Po ludzku dojrzałych. Wykształconych liturgicznie. 3. Nadajcie pierwszeństwo ortodoksyjnym seminariom. Diecezja bez powołań nie powinna pytać, tylko o to, dlaczego młodzi ludzie nie przychodzą. Powinna też zapytać, co zastają na miejscu, kiedy już przyjdą. 4. Przywróćcie pokój liturgiczny. Nie traktujcie wiernych, którzy pragną tradycyjnej liturgii, jako problematycznych. 5. Promujcie spowiedź i adorację. Odnowa Kościoła nie zaczyna się od zarządzania. 6. Chrońcie edukację katolicką. Szkoła, która nazywa się katolicką, ale nie odważy się już nauczać katolickiego obrazu człowieka, ma już tylko historyczne logo. 7. Bądźcie widoczni jako pasterze. Idźcie do swoich wiernych.

Do księży

1. Módlcie się. Brzmi to niemal obraźliwie prosto; ale wiele kryzysów zaczyna się właśnie w tym obszarze. 2. Codziennie sprawujcie Eucharystię. Sprawujcie ją z szacunkiem. Podczas Mszy wierny nie musi spotykać się z osobowością kapłana. Przychodzi, by spotkać się z Chrystusem. 3. Głoście pełną prawdę. Z miłością. Z inteligencją. Z humorem tam, gdzie ma to sens, ale bez wstydu. 4. Słuchajcie spowiedzi. Zapewnijcie szerokie możliwości spowiedzi. Nie, dzwonienie do plebanii się do tego nie zalicza. 5. Szukajcie kontaktu z młodzieżą. Nie po to, by być  na czasie. To przepis na klęskę. Sześćdziesięcioletni ksiądz, który próbuje mówić jak szesnastolatek, jest jednym z najsilniejszych argumentów przemawiających za klasztorną przysięgą milczenia. Bądź ojcem. To wystarczy. 6. Pielęgnujcie braterstwo kapłańskie. Osamotniony ksiądz staje się bezbronny. 7. Kochajcie swoich wiernych. Nawet gdy są trudni. Zwłaszcza wtedy.

Do świeckich

1. Stańcie się świętymi. Jest to trudniejsze niż gniewanie się na Rzym, ale ostatecznie o wiele skuteczniejsze. 2. Twórzcie katolickie rodziny. 3. Zapewnijcie swoim dzieciom prawdziwą katechezę. 4. Wspierajcie dobrych księży. Nie poprzez stawianie ich na piedestale, ale poprzez pomaganie im w byciu kapłanami. 5. Zakładajcie katolickie inicjatywy, szkoły, wydawnictwa, grupy studenckie, grupy modlitewne, instytucje kulturalne, dobre media. 6. Poznajcie swoją wiarę. Katolik, który nie zna Katechizmu, ale codziennie dyskutuje o polityce kościelnej, przypomina trochę komentatora piłkarskiego, który nie wie, czy w piłce jest powietrze, czy piasek. 7. Bądźcie radośni. Być może jest to ważniejsze, niż nam się wydaje. Zgorzknienie nikogo nie nawraca.

Pozwolę sobie również powiedzieć coś, co  może być mniej przyjemne dla tradycyjnych odbiorców. Tradycja sama w sobie może stać się ideologią. Można być tak bardzo przekonanym, że broni się prawdy, że zapomina się, iż prawda jest Osobą. Możemy mieć rację i być pozbawieni miłości, być ortodoksyjni i wyniośli, liturgicznie poprawni i duchowo oziębli, teologicznie bystrzy i po ludzku nie do zniesienia. Byłoby to dość osobliwe zwycięstwo.

Ruch tradycyjny będzie naprawdę owocny, kiedy będzie rozpoznawalny dzięki świętości, licznym rodzinom, powołaniom, życiu intelektualnemu, pięknu, miłosierdziu, radości i sile misyjnej. Nie wyłącznie dzięki krytyce. Drzewo ostatecznie rozpoznaje się po owocach. Nie po ostrości jego tweetów.

Gdzie zaczyna się prawdziwa reforma?

Być może nie w Rzymie. Być może nie na synodzie. Być może nie na konferencji biskupów. Być może rozpocznie się jutro rano. Kiedy ksiądz przed śniadaniem pomodli się pół godziny dłużej. Kiedy ojciec odmówi różaniec ze swoimi dziećmi. Kiedy młody człowiek po dziesięciu latach ponownie pójdzie do spowiedzi. Kiedy biskup postanowi spokojnie wyjaśnić niepopularną prawdę. Kiedy seminarzysta wybierze świętość zamiast kariery. Kiedy parafia ponownie wprowadzi adorację eucharystyczną. Kiedy katolicki nauczyciel odmówi sprowadzenia swojej wiary do mglistego humanizmu. Kiedy małżeństwo naprawdę potraktuje swoje małżeństwo jako powołanie. Kościół zawsze odnawiał się w ten sposób. Nie dzięki programom, ale dzięki świętym.

A zatem: bez paniki. Możemy poważnie traktować kryzys. Nie musimy jednak czynić go bardziej dramatycznym, niż jest w rzeczywistości. Bo przyszłość Kościoła nie zależy ostatecznie od kompetencji jego biurokracji. Dzięki Bogu. To chyba najbardziej pocieszająca nauka płynąca z tego wpisu.

Chrystus nie powiedział: „Ty jesteś Piotr, i na tej skale zbuduję mój wieloletni plan strategiczny”. Powiedział: „Zbuduję mój Kościół”. To nie zwalnia nas z odpowiedzialności. Po prostu stawia ją na właściwym miejscu. Nie musimy na nowo odkrywać Kościoła. Nie musimy też go ratować, jakby Chrystus po swoim Wniebowstąpieniu zapomniał, jak działa Jego własny Kościół. Musimy zrobić coś prostszego: zachować wiarę. Głosić prawdę. Przyjmować sakramenty. Wychowywać nasze dzieci. Służyć ubogim. Kształcić kapłanów. Wspierać powołania. Godnie celebrować liturgię. Kochać naszych wrogów. I kochać Chrystusa bardziej niż naszą własną opcję kościelną. To ostatnie może być najtrudniejsze. Bo ostatecznie nie ma świętych tradycyjnych i świętych postępowych. Są tylko święci.

Być może właśnie taka reforma jest teraz potrzebna Kościołowi. Nie kolejny nowy program katolicki, ale katolicy, którzy traktują Ewangelię tak poważnie, że inni ludzie zaczynają się zastanawiać: „Co oni tam znaleźli, a czego nam brakuje?”. Kiedy padnie właśnie takie pytanie, naprawdę rozpocznie się nowa ewangelizacja. Być może Kościół odkryje wtedy coś, o czym wiedział zawsze w swoich najlepszych momentach: że świat nie nawraca się dlatego, że coraz bardziej upodabniamy się do niego. Ale dlatego, że dostrzega w nas coś z Chrystusa.

Bp Rob Mutsaerts

Paarse Pepers/https://vitaminexp.blogspot.com/

Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: