Podziały w NATO? Konflikt USA z kilkoma państwami UE w sprawie „autonomii strategicznej”

„Spotkanie USA w Polsce z wyłączeniem Francji, Wielkiej Brytanii i państw bałtyckich grozi podziałem NATO” – ostrzega portal Euronews.com za agencją Associated Press. Z kolei European Perspective sugeruje, że administracja Trumpa rozbija europejski filar NATO i uderza w koncepcję strategicznej autonomii.
Euronews.com odnosi się do spotkania grupy Bergen, obejmującej USA, Polskę, Norwegię, Finlandię, Szwecję, Niemcy i Holandię, która rozpoczęła w zeszłym roku nieformalne szczyty, by omówić zdolności kluczowych państw NATO do obrony i przyszłość sojuszu. Grupa spotyka się w Polsce, a organizatorem kolejnego jej szczytu jest podsekretarz obrony USA, Elbridge Colby.
Wykluczenie z tego formatu Francji, Wielkiej Brytanii, czy krajów bałtyckich ma grozić „stworzeniem ‘toksycznego’ podziału” – sugeruje portal [„US meeting in Poland excluding France, UK, Baltics risks dividing NATO”].
Administracja Donalda Trumpa zapewnia, że zmierza do tego, by sojusznicy z NATO wzięli na siebie większy ciężar obrony przed ewentualnymi atakami na nich. Grupa, która po raz pierwszy spotkała się w Norwegii – jej nazwa pochodzi od miejscowości, w którym odbył się nieformalny szczyt – wykluczyła z tego formatu kraje bałtyckie.
Fabrice Pothier, szef firmy konsultingowej Rasmussen Global, zauważa, że Amerykanie mają swoich faworytów w NATO. Spotkania w nowym formacie wiążą się ze zmniejszeniem przez USA swojej tradycyjnej roli i wycofywaniem kluczowego sprzętu (bombowce, okręty podwodne) oraz personelu z Europy.
Szefostwo NATO bagatelizuje obawy innych „wykluczonych” krajów z formatu Bergen, wskazując, że „spotkania grup sojuszników w mniejszych formatach nie są niczym niezwykłym”. Grupa pracuje m.in. nad wdrożeniem opracowanej przez Amerykanów wizji „NATO 3.0”, która zakłada wycofanie się Stanów Zjednoczonych z zapewniania parasola ochronnego dla Europy.
Obawy przeciwników spotkań grupy Bergen dotyczą potencjalnego podziału sojuszników NATO na kategorie „dobrych i złych Europejczyków” oraz wzmocnienia wpływu politycznego Waszyngtonu w całym sojuszu. Niektórzy uważają,, że może to się wiązać z większą lub mniejszą skłonnością Amerykanów do faworyzowania obrony wybranych państw NATO.
Inni analitycy przekonują, że wybór mniejszego formatu podyktowany jest względami praktycznymi. Wskazanie kilku konkretnych krajów sojuszu wiąże się z ich zdolnościami w zakresie zapewnienia obrony lądowej, powietrznej i morskiej.
Inni komentatorzy sądzą, że wykluczenie z formatu Wielkiej Brytanii i Francji ma wynikać między innymi z „urazy” prezydenta USA Donalda Trumpa wobec państw, które odmówiły początkowo przyłączenia się do wojny w Iranie, a także z nacisku na zakup europejskiego sprzętu wojskowego.
Sami Brytyjczycy twierdzą, że nie czują się marginalizowani i utrzymują regularne kontakty z amerykańskimi partnerami.
Szczególny niepokój budzi wykluczenie państw bałtyckich, które obecnie najwięcej wydają na wspólną obronę, jeśli porówna się kwotę wydatkowaną do PKB. Region znajduje się na linii frontu sojuszu z Rosją i wielokrotnie doświadczał ataków hybrydowych.
Elbridge Colby w sierpniu wręcz wezwał przedstawicieli państw bałtyckich do przyjęcia mniej konfrontacyjnej postawy względem rosyjskiej agresji. Sugerował, że ich postawa nie sprzyja wysiłkom amerykańskim podejmowanym w celu zakończenia wojny na Ukrainie. Prezydent Trump zaprosił prezydenta Rosji Władimira Putina na grudniowy szczyt grupy G20, do której niegdyś należała Moskwa. Co istotne, planowane jest nawet spotkanie przywódców Rosji, USA i Chin w listopadzie.
Ekipa Trumpa ma być świadoma zagrożenia ze strony Rosji dla państw bałtyckich, które są w stanie ciągłej gotowości. W sobotę lotnisko w Wilnie zostało zamknięte na około godzinę w związku z podejrzeniem wtargnięcia dronów z Białorusi. Litewski rząd zaprosił Colby'ego do odwiedzenia kraju, aby na własne oczy przekonał się, do jakich naruszeń dochodzi na ich terytorium, wskutek wrogich działań Moskwy.
Komisarz UE ds. obrony Andrius Kubilius, były premier Litwy, wezwał kraje europejskie podczas szczytu poświęconego obronności i przestrzeni kosmicznej w zeszłym tygodniu, do zdecydowanej, „bolesnej” reakcji na hybrydowe ataki inspirowane przez Rosjan.
Niektórzy komentatorzy są zdania, że administracja Trumpa celowo sabotuje jedność Europy. Sugerują, że Waszyngton nie chce jedności europejskiej na gruncie obronności i uderza w pomysł budowania autonomii strategicznej w oparciu o oś francusko-niemiecką.
Wskazuje się przede wszystkim na inicjatora spotkań grupy Bergen, szefa polityki Pentagonu, Colby'ego, który jak twierdzi Peder Schaefer, jest „geopolitycznym realistą” i odegrał „kluczową rolę w wycofywaniu się Ameryki z kontynentu”.
Colby ma wyznawać kluczowe zasady “polityki realnej”, opierające się na przekonaniu, że „państwa rywalizują o władzę, regiony nie mogą znaleźć się pod hegemoniczną kontrolą, a Chiny stanowią największe zagrożenie”. W jego ujęciu UE nie jest więc sojusznikiem, a „narzędziem” realizacji interesów Waszyngtonu i „przeszkodą” w amerykańskim zwrocie ku Azji. W „w najgorszym przypadku” amerykański oficjel może patrzeć na UE jako na „potencjalnego hegemona kontynentalnego, który mógłby uniemożliwić Stanom Zjednoczonym dostęp do europejskich rynków i baz wojskowych”.
Colby miał pisać w swojej książce z 2021 roku „The Strategy of Denial”, że UE nie może mieć kontroli nad całą Europą, oraz że nie można dopuścić do silnej integracji obronnej (zbudowania europejskiego filaru obrony) ze wspólnymi zamówieniami, strukturami dowodzenia i strategiczną autonomią, ponieważ zaszkodziłoby to Ameryce.
Dobór partnerów grupy Bergen – poza praktycznym wymiarem dotyczącym budowania i przejęcia ciężaru obrony w razie ataku Rosji – ma uniemożliwić budowę europejskiej spójności strategicznej sugeruje „European Perspective [Bergen Group: How Washington is keeping Europe armed but apart]”.
Zarzuca się ekipie Trumpa, że w przeciwieństwie do poprzednich administracji, niezależnie od ich poglądów, dąży do kształtowania i zarządzania systemem międzynarodowym w sposób korzystny dla interesów USA w krótkiej, a nie dłuższej perspektywie. To „transakcyjne” podejście jest nastawione na natychmiastowe korzyści, a działanie grupy Bergen ma być koronnym przykładem zasad działania tego modelu.
To, co łączy wspomniane państwa, to nie tylko uległość wobec USA, ale przede wszystkim duże dwustronne zamówienia obronne dotyczące zakupu sprzętu wojskowego, takiego jak myśliwce F-35, systemy rakietowe HIMARS czy czołgi Abrams. Są one negocjowane indywidualnie dla każdego kraju. Te zamówienia mają „marginalizować wspólne programy europejskie, takie jak francusko-niemiecki Future Combat Air System”.
Kolejny czynnik, która je łączy to polityka przemysłowa. Ulgi podatkowe wynikające z ustawy o redukcji inflacji, przewidziane jedynie dla produktów wytworzonych w USA sprawiają, że europejskie firmy rozważają ucieczkę z rynku europejskiego i przeniesienie inwestycji za Atlantyk, co wywołuje wewnątrzunijne spory o kontrsubsydia wobec towarów amerykańskich.
Wreszcie „selektywna presja dyplomatyczna” Ameryki nagradza posłuszne rządy, wyraża sympatię dla eurosceptyków i pomija Brukselę, faworyzując umowy dwustronne.
Można powiedzieć, że po raz kolejny jesteśmy świadkami działań dyscyplinujących sojuszników europejskich podjętych przez Amerykanów, co nie należy do rzadkości, jeśli weźmie się pod uwagę wiele dekad współpracy transatlantyckiej, zainicjowanej po II wojnie światowej. Jak dotąd, to Amerykanie zawsze byli w stanie zdyscyplinować kraje UE, mimo ich utyskiwań na unilateralne działania Ameryki.
Nie znaczy to, że Bruksela rezygnuje z realizacji swojego ambitnego planu autonomii strategicznej, który zakłada stały sztab planowania wojskowego UE, wspólne dowództwo operacyjne i wspólny budżet obronny. By to zrealizować konieczna jest jednomyślna zgoda państw członkowskich i zmiany traktatowe.
Niektórzy uważają, że „lista wykluczeń grupy Bergen jest w pewnym sensie darem dla europejskich strategów”. Wiedzą bowiem dokładanie, jakich państw Waszyngton nie chce przy wspólnym stole. Są to m.in. dwa mocarstwa nuklearne z niezależnymi strukturami dowodzenia oraz trzy państwa frontowe, które mają być najmniej skłonne do zawarcia porozumienia z Moskwą kończącego wojnę na Ukrainie.
Źródło: euronews.com, euperspectives.eu
AS






