Społeczeństwo bez tradycji jest na drodze do zatracenia. Zakończył się XXIII Kongres Konserwatywny

W czym tkwi istota konserwatyzmu? Czy jest to sentyment do form czy też przekonanie o tym, że istnieją zasady, które nie podlegają demokratycznemu głosowaniu? – o tym opowiadał prof. Jacek Bartyzel na początku XXIII Kongresu Konserwatywnego.
Tegoroczny Kongres Konserwatywny otworzył prowadzący, redaktor Łukasz Karpiel. Przypomniał, że Kongres zebrał się w dniu rocznicy trzeciego rozbioru Polski, a także rocznicy traktatu wersalskiego, przede wszystkim zaś w wigilię święta Chrystusa Króla. Anegdotyczną datą jest też przeddzień zmiany czasu, w czym ujawnia się fanaberia rządzących do panowania nad czasem – symboliczna pokusa bycia demiurgiem, podczas gdy do Pana należą czas i wieczność.
Modlitwę na rozpoczęcie poprowadził ks. Orfeusz Malesa. Uczestnicy pomodlili się w intencji wiecznego spoczynku zmarłego niedawno ks. Stanisława Małkowskiego.
Uczestników Kongresu powitał Sławomir Olejniczak prezes Stowarzyszenia Kultury Chrześcijańskiej im. Księdza Piotra Skargi (SKCh), który podkreślił, że podczas gdy dla niektórych konserwatyzm dotyczy jedynie sentymentu dla form, a partie polityczne określające się jako konserwatywne, tak naprawdę konserwują nieraz osiągnięcia lewicy, Stowarzyszenie zawsze odwoływało się do fundamentalnych zasad, jakimi są prawo naturalne, Dekalog i nauczanie Kościoła.
- My jako naród chrześcijański od naszego chrztu, kiedy powstało państwo polskie, wzrastaliśmy w wierze i wszelkie kryzysy są jednocześnie odchodzeniem od tego fundamentu – mówił. - Jako konserwatyści nie powinniśmy patrzyć z perspektywy krótkotrwałej, ale w pewnym sensie wszyscy jesteśmy monarchistami, bo wszyscy służymy tej, która jest Królową Polski i wszyscy staniemy do raportu – zaznaczył.
Wykład prof. Jacka Bartyzela
Prof. Bartyzel wygłosił pierwszy wykład, zatytułowany Nieprzemijające zasady konserwatywnej filozofii politycznej. Przywołał pokrótce historię i najważniejsze założenia konserwatyzmu oraz istotne różnice pomiędzy konserwatyzmem, tradycjonalizmem i nurtami porewolucyjnymi.
Jako źródła konserwatywnej filozofii politycznej uczony wskazał Państwo Platona, koncepcję Arystotelesa przedstawiającą człowieka jako zoon politikon (istotę polityczną), koncepcję prawa naturalnego Cycerona, monarchizm Dantego i celową koncepcję polityki św. Tomasza z Akwinu. Wszystkie te koncepcje opierały się na recepcji traktowanej obiektywnie rzeczywistości, podczas gdy „ideologie nowożytne interpretowane są jako zsekularyzowane odmiany manichejskiej gnozy, a więc fałszywej wiedzy”. - W przeciwieństwie do nich konserwatyzm jest kontemplowaniem rzeczywistości – zauważył.
Powołując się na koncept „konserwatywnego dekalogu” Russela Kirka, profesor wskazał między innymi następujące zasady leżące u podstaw konserwatywnego światopoglądu: przekonanie o istnieniu ustalonego porządku moralnego i o ciągłości oraz stałości występujących w życiu społecznym, kierowanie się zasadami roztropności i powściągliwości ze względu na świadomość niedoskonałości natury ludzkiej, uznawanie wzajemnego stosunku wolności i własności, stawianie na dobrowolnie tworzone wspólnoty naturalne i na odpowiedzialność za dobro wspólne w kontrze do indywidualizmu i kolektywizmu, uznanie, że zarówno polityka, jak ludzkie skłonności potrzebują pewnych rozsądnych ograniczeń.
Z kolei w nurcie tradycjonalistycznym kładzie się nacisk przede wszystkim na ponadczasowe zasady, a w mniejszym stopniu na empirię polityczno-społeczną. - Ład tradycji przedrewolucyjnej był nie dlatego godny zachowania, że był dawny, lecz z tego powodu, że stanowi do pewnego przynajmniej stopnia odwzorowanie katolickiego ordo, którego strażnikiem i gwarantem był katolicki monarcha – wyjaśnił, dodając, że porządek ten jest „ustanowionym wolą Boskiej Opatrzności porządkiem transcendentnym, dla którego niedoskonałym odbiciem są ludzkie instytucje”.
- Społeczeństwo, które odeszło od tradycji, straciło kontakt z prawdziwą rzeczywistością – stoi więc przed perspektywą całkowitego zatracenia albo przywrócenia tradycji jako Boskiego archetypu wcielonego w ludzkie instytucje – przekonywał prof. Jacek Bartyzel.
Chociaż powinna istnieć w państwie i w społeczeństwie religijna sankcja porządku moralnego, to jednak Bóg – jak zauważył prelegent – nie dał nam konkretnego wzorca porządku politycznego, dlatego jest on odczytywany z natury.
To wiąże się z ponadczasowym charakterem tradycji w omawianym ujęciu. - Nie może być tradycją to, co i w przeszłości sprzeciwiało się zasadom wywiedzionym z natury człowieka – zwrócił uwagę. - Przeszłość nie jest w tradycji, ponieważ prawda nigdy nie jest przeszłością – dodał, tłumacząc, że tradycja to to, co jest zawsze, to, w czym manifestuje się wola Stwórcy. Dlatego konserwatyzm broni religii, tradycji, rodziny i prawdziwej wolności, konkretnej, związanej z przywilejami i obowiązkami stanowymi.
W takiej koncepcji następuje „selekcja moralna” poprzez „podległość tego, co ma być przekazywane ładowi etycznemu”.
Konserwatyzm jest też definiowany negatywnie jako sprzeciw wobec rewolucji i koncepcji z rodowodem oświeceniowym – umowy społecznej, suwerenności ludu, ateizmu i laicyzmu. Inaczej niż Rousseau z jego koncepcją dzikusa żyjącego w „stanie natury” konserwatyzm „uznaje kulturę za naturę człowieka”.
Prof. Bartyzel zwrócił uwagę na istotną zależność. Gdy w czasach Christianitas życie publiczne przepojone było duchem chrześcijańskim nie było pojęcia „suwerenności”, ale stany rządziły się własnym statutem, posiadając szerokie pole autonomii i w mniejszym stopniu podlegając autorytetowi represyjnej sankcji politycznej. Jego zdaniem występuje wręcz zależność – im większa pobożność, tym mniejszy wpływ władzy cywilnej – im bardziej słabnie religijność, tym bardziej musi rosnąć represyjność siły politycznej.
Jednocześnie w światowych ideologiach występuje naiwna i złudna wiara w zlikwidowanie zła i cierpienia, podczas gdy konserwatysta jest przekonany o istnieniu zła moralnego i metafizycznego.
Istotnym punktem dotyczącym ustroju państwowego jest uznawanie definicji prawa naturalnego zaczerpniętej z koncepcji klasycznych. Z tego powodu konserwatyści zwalczają „liberalną manię konstytucjonalizmu” - Nawet jeżeli godzą się na podpisanie ustawy zasadniczej, zawsze konstytucję wieczystą i naturalną stawiać będą ponad świstkiem papieru – jak podkreślał De Maistre – mówił Bartyzel. - Autorem prawdziwej konstytucji dla społeczeństwa jest Bóg, toteż zadaniem człowieka jest jedynie rozpoznać i odtworzyć ten Boski wzorzec – dodał.
Społeczeństwo nie może istnieć bez władzy, która jest zasadą panowania, a nie podmiotem panującym – w czym fundamentalnie konserwatyści różnią się od liberałów, dla których władza jest celem samym w sobie
W porządku społecznym z kolei, kiedy zniknęła klasa wyższa, zniknął też lud i nastąpiło „zburżuazyjnienie” – zasady trzeciego stanu ogarnęły wszystkich i do nich wszyscy aspirują – jak uważa Jacek Bartyzel.
- Nie bez przyczyny twarzą naszego rodzimego konserwatyzmu stała się postać mędrca w błazeńskim stroju, Stańczyka – co oznacza wzięcie brzemienia być arystokratą ducha, stronnikiem wiecznych, nieprzemijających zasad, w postmodernistycznym świecie, który z zasady jest niepoważny i wszystkie zasady traktuje niepoważnie.
Debata z udziałem marszałka Krzysztofa Bosaka i prof. Mieczysława Ryby
Wiceprezes Stowarzyszenia im. Księdza Piotra Skargi poprowadził następnie debatę z udziałem wicemarszałka Sejmu RP Krzysztofa Bosaka i prof. Mieczysława Ryby z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.
Debata jest omówiona w osobnym artykule – pod tym linkiem.
Wykład Piotra Doerre
Kolejny wykład – zatytułowany „Nowoczesny konserwatyzm” czy katolicka kontrrewolucja? – wygłosił Piotr Doerre, publicysta i członek zarządu SKCh.
Na wstępie zadał pytanie: Czy konserwatyzm wymaga dziś odwagi, skoro staje się coraz bardziej popularny, a wkrótce może wręcz stać się modny?
W XIX wieku – jak przypomniał Doerre – piętnowano konserwatyzm. Bolesław Prus pisał o konserwatyzmie lubelskim, że należy do „rzeczy niepięknych”. Mówiono o „przeżytkowym konserwatyzmie” (Aleksander Świętochowski). Dołożyli się do tego socjaliści, którzy przedstawiali konserwatyzm jako rzekomą przeszkodę do drodze do postępu. Podobnie zresztą sytuacja wyglądała i wygląda do dziś na Zachodzie, gdzie od kilkudziesięciu lat na prawicy trwa zjawisko odżegnywania się od konserwatyzmu.
W XIX-wiecznej Polsce elity były jeszcze ostoją porządku, w dwudziestoleciu międzywojennym próbowali bronić resztek tej pozycji, natomiast później ta rola zupełnie wygasła, a zaczęła się dyskusja, czy zasady, które pierwotnie przyświecały klasom wyższym należy pielęgnować konserwatywny światopogląd czy też przystać do większości kształtującej zmieniający się świat. Doprowadziło to dziś do wytworzenia się „konserwatyzmu bezobjawowego”, który przylega do idei czysto rewolucyjnych i liberalnych.
Mamy też do czynienia z kuriozalnymi przykładami ruchów określających się jako konserwatywne, których liderzy żyją w całkowitej sprzeczności z zasadami konserwatywnymi, jak choćby Alice Weidel z niemieckiej AfD, która nie tylko żyje w sodomskim związku ze swoją partnerką, ale i „adoptowały” razem dziecko.
Partie populistycznej prawicy stanowią raczej wyraz oddolnych trendów – jeżeli pojawia się zmiana języka politycznego, to dlatego, że zmieniają się te trendy, a często bynajmniej nie dlatego, że politycy są szczerze przywiązani do ideowych źródeł konserwatyzmu.
Przywołał też konserwatyzm „aksamitnych kapeluszy”, kojarzony z pewnym momentem działalności publicznej Jana Marii Rokity. Nurt ten cechuje się przywiązaniem do estetycznego decorum, przy jednoczesnym izolowaniu się od więzi z szerszą, obejmującą konkretne grupy i jednostki, społecznością.
Omawiając dwa spojrzenia na konserwatyzm – jedno wynikające z bieżących uwarunkowań politycznych, a drugie oparte o sensus catholicus, owo wyczucie pozwalające przetrwać zawirowania historyczne i ideowe – Piotr Doerre wskazał na cykl zaburzeń rewolucyjnych, od buntu religijnego Marcina Lutra, poprzez falę rewolucji we Francji, w całej Europie, a w końcu w Rosji. Ich wspólnym mianownikiem jest „opętańcza wprost nienawiść do Kościoła katolickiego”.
- W pewnym sensie wszyscy jesteśmy konserwatystami. Żyjemy w czasach tak dalece idącego kryzysu naszej cywilizacji, że każdy, kto nie reprezentuje jakiegoś przywiązania do tradycyjnych zasad, stacza się w nihilizm – ocenił.
- A skoro prawdziwe korzenie rewolucji ulokowane są w sferze duchowej, to i nasza odpowiedź nie może być ulokowana wyłącznie na planie politycznym i społecznym – zaznaczył, dodając, że dlatego program katolickiej kontrrewolucji musi obejmować wiarę w to, że Kościół katolicki jest depozytariuszem prawdziwej religii, a każda wspólnota ludzka powinna kierować się nauką Kościoła i prawem naturalnym oraz przekonanie, że naród to organizm, który wykształcił określone obyczaje i kulturę.
Wykład Jerzego Wolaka
Jerzy Wolak, redaktor naczelny magazynu „Polonia Christiana”, wygłosił wykład zatytułowany Konserwatyzm nasz powszedni.
Prelegent na wstępie wskazał na swoiste napięcie pomiędzy wyobrażeniem konserwatyzmu jako wstecznictwa i obskurantyzmu a konserwatyzmem bardzo elitarnym, intelektualnym – którego nieodzowną częścią jest lektura dzieł fundacyjnych dla tego nurtu myślenia. Pomiędzy tymi dwiema skrajnościami red. Wolak umiejscowił istotę swego wystąpienia…
Osobom zaniepokojonym ilością trudnych książek, jakie przyswajają konserwatyści, Wolak poradził: Nie czytaj – ważne, żebyś żył tak, jak Pan Bóg przykazał. Konserwatyzm jest czymś o niebo większym niż doktryny polityczne.
- Przed rewolucją cały świat był konserwatywny, ale nawet nie zdawał sobie z tego sprawy, bo nie było potrzeby takiego nazewnictwa – mówił, dodając, że zadaniem konserwatyzmu codziennego jest bycie normalnym.
- Jak wiara bez uczynków jest martwa, jak czytamy w liście św. Jakuba, tak i doktryna bez praktyki jest równie nieżywa – podkreślił, wskazując, że podstawą funkcjonowania zdrowego społeczeństwa są obyczaje. To obyczaje kształtują politykę, a jeżeli polityka zaczyna kształtować obyczaje, to mamy do czynienia z państwem rewolucyjnym.
Zaznaczył przy tym, że mówi o konserwatyzmie katolickim. Każda cywilizacja ma bowiem swój własny konserwatyzm. Na przykład świat islamu ma świadomość zasad, na jakich opiera się jego konserwatyzm i w związku z tym może zaobserwować, kiedy ten konserwatyzm upada. W Europie i na Zachodzie zatraciliśmy ten kompas – podkreślił Wolak. Podstawą konserwatyzmu katolickiego jest przechowywanie nieskażonego depozytu wiary.
- Konserwatyzm nie ma być sztywnym trzymanie się tego, co stare, ale nieustannym wprowadzaniem w teraźniejszość, w nowoczesność, tego, co wieczne – ocenił, tłumacząc, że chęć zachowania cywilizacji nigdy nie doprowadzi do jej uchronienia, ale jeżeli przyświeca nam pragnienie służby Bogu i wspólnocie, to wtedy dopiero cywilizacja na tym skorzysta.
Przywołał przykład szerzącego się w Polsce Halloween i zaapelował o świadomość tego, że do nas na co dzień należy też zadanie, by nie dopuścić do spoganienia naszego kraju.
Wolak przedstawił drogę, jaką szła światowa rewolucja, w każdej swojej odsłonie uderzając coraz niżej – począwszy od spraw nadprzyrodzonych, a kończąc na podstawach natury ludzkiej. Pierwsza rewolucja – protestancka – uderza w duszę społeczeństwa – w Kościół, w teologię. Druga rewolucja obniża celownik – uderza w głowę społeczeństwa i tę głowę ścina, w osobie Ludwika XVI, likwidując monarchię i pozostawiając społeczeństwo jako zbiór nieskoordynowanych członków. Trzecia rewolucja – bolszewicka – uderza w ręce: w ludzi pracy, we własność. I wreszcie czwarta – rewolucja, która rozpoczęła się w roku 1968 i trwa do dziś – uderza jeszcze niżej, dosłownie: poniżej pasa, w genitalia – promując „genitalną” wizję świata z jej pseudo-dogmatami genderowymi.
Paradoksalnie, „coraz trudniej dziś… konserwatystą nie być” – przekonywał Jerzy Wolak. Zanegowanie wszystkiego, co właściwe dla normalnego życia poszło bowiem już tak daleko, że nieraz wystarczy przywiązanie do świadomości, że istnieją dwie płcie bądź do palenia drewnem w kominkach i uznania naukowej wiedzy o pożytecznej roli dwutlenku węgla, by być konserwatystą.
Kluczowym zadaniem w przekazaniu owego konserwatyzmu codziennego jest wychowanie dzieci w kodzie kulturowym, w zasadach i cnotach, które są konstytutywne dla naszego życia społecznego do wieków.
- Cywilizacja zaczyna się od dzień dobry. O tym pamiętajmy. Cywilizację budują owoce Ducha Świętego – radość, uprzejmość itd. Cywilizację buduje kindesztuba – uczmy dzieci ustępować miejsca w tramwaju, zachowania przy stole – kontynuował.
Jerzy Wolak podsumował, iż konserwatyzm nasz powszedni jest ważniejszy niż konserwatyzm doktryny – ale należy pamiętać, że konserwatyzm to nurt defensywny, a jak powiedział Winston Churchill, wojny nie wygrywać się ewakuacjami, lecz ofensywą. Dlatego naszym zadaniem jest „epatować świat” tym konserwatyzmem, a nie traktować go jedynie jako odpowiedzi złe zjawiska.
Źródło: PCh24
FO








