Synodalne rozeznanie prawdy? Już wkrótce rozpocznie się w Rzymie wielka bitwa

Chmielewski-1024x1024 (1).jpg
Autor:
Paweł Chmielewski
6177224339_e5e12ce99f_c.jpg
Fot. David Macchi/Flickr, lic. CC BY-NC-ND 2.0

Już niebawem rozegra się w Kościele katolickim niezwykle ważna bitwa. Chodzi o prawdę doktrynalną w obszarze małżeństwa i roli sumienia. Papież Leon XIV zapowiada, że będzie kontynuować linię Franciszka.

Na początku 2026 roku Leon XIV ogłosił, że trzeba uczcić dziesięć lat od publikacji adhortacji „Amoris laetitia” papieża z Argentyny. To dokument, który rozpalił katolików na całym świecie do białości: od czasów II Soboru Watykańskiego chyba nic nie wywołało jeszcze takiego poruszenia wśród kardynałów, biskupów, księży i zwykłych wiernych. Franciszek zasugerował przecież, że można przystępować do Komunii świętej nawet w sytuacji obiektywnego życia w grzechu – a konkretnie, w powtórnym związku niesakramentalnym, bez wymogu życia w czystości… W dodatku w „Amoris laetitia” zawarł rozważania dotyczące sumienia, które wskazywały na możliwość innych jeszcze „dewiacji” od ortodoksyjnej drogi katolickiego życia.

„Synodalne rozeznanie” prawdy?

Dokument Franciszka został przyjęty z wielką wdzięcznością przez progresistów na całym świecie. Zmiany w dyscyplinie sakramentalnej, którym towarzyszyły przecież z konieczności zmiany w wykładzie doktryny, wprowadzono w wielu krajach świata: Niemczech, Austrii, Szwajcarii, Belgii; na Malcie i Filipinach; w Argentynie i innych krajach Ameryki Łacińskiej, wreszcie nawet w części diecezji włoskich, hiszpańskich, francuskich czy w USA… W Polsce w teorii zmian nie było – biskupi wydali ogólnikowe „wytyczne” do „Amoris laetitia”, gdzie nie wskazali na rewolucyjne możliwości. Jednak „postęp” dokonuje się lokalnie, zależnie od przyjętego kierunku w danym duszpasterstwie czy środowisku.

Zróbmy to razem!

Leon XIV ogłosił zatem, że w dziesięciolecie „Amoris laetitia” trzeba o tym dokumencie porozmawiać – i tak stanie się już wkrótce. W dniach 7 – 14 października zbiorą się w Rzymie szefowie episkopatów z całego świata i będą „w stylu synodalnym” rozmawiać z Ojcem Świętym o duszpasterstwie rodzinnym. Papież w swoim wystąpieniu podkreślił, że zależy mu na ciągłości z „Amoris laetitia”. Tak samo sprawę rzecz ujmuje konkretny watykański harmonogram, który poprzedza spotkanie. W dokumencie opublikowanym przez Watykan można przeczytać, że biskupi dokonają wraz z papieżem „synodalnego rozeznania” sytuacji rodzin, a uczynią to „podążając ścieżką wytyczoną przez «Amoris laetitia»”.

Watykan przewiduje dyskusję nad pięcioma punktami, w tym nad kluczowym punktem czwartym, ujętym jako „W trudnościach życia: towarzyszenie i wspieranie”.

Między „ideałem” a „rzeczywistością”

W przygotowanym przez Kurię Rzymską harmonogramie czytamy, że należy „wydobywać piękno powołania do małżeństwa poprzez uznanie kruchości”; że „porażka, kruchość, rozbieżność między ideałem a rzeczywistością oraz złożoność sytuacji życiowych stają się również miejscami, w których można dostrzec działanie Bożej łaski i gdzie można towarzyszyć ludziom z szacunkiem, cierpliwością i nadzieją”.

Szczególnie ciekawy jest zwrot: „rozbieżność między ideałem a rzeczywistością”. Właśnie to odnosi nas do kluczowej kwestii „Amoris laetitia”. Czy rzeczywiście jest tak, że człowiek może tylko „dążyć do ideału”, traktowanego jako niemalże nieosiągalny stan – akceptując swój obiektywnie grzeszny sposób życia? Na tym polega przecież pomysł, by rozwodnicy w powtórnych związkach przystępowali do Komunii świętej, nawet jeżeli nie żyją w czystości. To, co Kościół zawsze prezentował jako obiektywnie grzeszne, przestaje nagle przeszkadzać w drodze do jedności eucharystycznej. Więcej przecież: na podstawie dokładnie tej idei dopuszcza się dziś w niektórych regionach świata akty homoseksualne (to proponował np. kard. Robert McElroy, dziś arcybiskup Waszyngtonu w USA); pozwala się też na udzielanie Komunii świętej protestantom (wiele diecezji w krajach germańskich). Jeżeli „ideał” zostaje zawieszony na ścianie w formie obrazka, który podziwiamy, ale postanawiamy żyć inaczej – to jak obronić katolicką prawdę i jak zachować wierność wymogom Ewangelii? Czy nie wprowadza się w ten sposób „ustawowej hipokryzji”?

Walka z „formami oporu”

Jakby tego było mało, w tym samym czwartym podpunkcie Watykan sugeruje konieczność walki z oporem wobec „Amoris laetitia”. Wśród pytań, jakie stawia spotkaniu Kuria Rzymska, czytamy mianowicie:

„Jakie kroki podjęto, aby wspierać osoby żyjące w sytuacjach kruchości lub trudności? Jakie formy oporu wciąż się pojawiają?”

W 2023 roku kardynał Dominik Duka z Pragi zapytał Stolicę Apostolską, czy czeski biskup Tomasz Holub, ordynariusz Pilzna, ma prawo dopuszczać do Komunii świętej rozwodników w powtórnych związkach. Prefekt Dykasterii Nauki Wiary, kardynał Victor Manuel Fernández, udzielił mu wtedy konkretnej odpowiedzi: nie tylko ma prawo, ale nawet i powinien, bo tak wynika z „Amoris laetitia” – i zmiana powinna zostać wszędzie zaprowadzona. Sformułowania zawarte w harmonogramie Watykanu sugerują, że decydenci kościelni nastawieni na progresywną zmianę mają dosyć „oporu” – chcą, by wszędzie „podjęto kroki, aby wspierać osoby żyjące w sytuacjach kruchości lub trudności”, w sposób właściwy dla liberalnej ideologii doktrynalnej rodem z Niemiec.

Jak podała Stolica Apostolska, synodalne spotkanie papieża z biskupami będzie w dużej mierze oparte na świadectwach i opowieści o tym, jak wygląda sytuacja w danym Kościele lokalnym. To oznacza, że biskupi progresywni zyskają możliwość szerokiej prezentacji swojego modus operandi, mogąc chwalić swoje podejście do „Amoris laetitia” i polecać je całemu światu jako wzorowe. Jeżeli Kuria Rzymska będzie trwała przy stanowisku kardynała Fernándeza, który zdecydowanie bronił „opcji Franciszka”, to może oznaczać próbę „dokręcenia śruby” i nakłonienia wszystkich innych biskupów do tego, by poszli drogą, którą wyznaczają biskupi z krajów germańskich.

Jedno z kluczowych pytań brzmi: co zrobią Polacy?

Kościół katolicki w naszym kraju będzie reprezentowany w Rzymie przez szefa KEP, arcybiskupa Gdańska Tadeusza Wojdę. Kiedy w latach 2014 – 2015 odbywały się synody Franciszka o rodzinie, Polska odgrywała naprawdę znaczącą rolę. Ówczesny szef KEP, abp Stanisław Gądecki, nie krył bardzo krytycznego stosunku do proponowanych progresywnych zmian, które stręczyli Niemcy; przez światowe media chętnie był wymieniany jako jeden z ważniejszych przedstawicieli opozycji wobec liberalnej ideologii. Miało to swoją cenę: pryncypialne stanowisko metropolity Poznania nie budowało sympatii do Kościoła w Polsce w niemieckim Kościele, na co biskupi zza Odry skrycie narzekali. Arcybiskup Gądecki publicznie krytykował też niemiecką Drogę Synodalną, czym budził oburzenie nawet w Watykanie. Odkąd doszło do zmiany w polskim episkopacie, niemieccy biskupi mówią o pewnym odprężeniu. Czy będzie miało jednak również charakter doktrynalny? Na rzymskim spotkaniu nie zabraknie biskupów, którzy będą bronić ortodoksyjnego nauczania. Zrobią to niewątpliwie liczni biskupi afrykańscy, być może również część biskupów europejskich. Można mieć nadzieję, że właśnie wśród nich będzie arcybiskup Tadeusz Wojda. W końcu to na polskich biskupach spoczywa szczególna odpowiedzialność za duszpasterstwo rodzinne, co wiąże się z wielkim dziedzictwem papieża Jana Pawła II.

Ofiara świętych

Stawka tej batalii jest naprawdę wielka. Nie chodzi przecież o jakieś drugorzędne rozwiązanie duszpasterskie – o sprawę, w której w uprawniony sposób można przyjmować odmienne podejścia i godzić się na różnorodność. Kościół katolicki przez całe wieki bronił wyjątkowości sakramentu małżeństwa. Ba, tej wyjątkowości broniono jeszcze zanim Kościół zaistniał – w końcu Jan Chrzciciel zginął zamordowany właśnie dlatego, że nie chciał godzić się na plastyczne podejście do moralności. Za prawdę o małżeństwie zginęło także wielu męczenników w Anglii, przede wszystkim święci Tomasz Morus i Jan Fisher. Jeżeli przyjąć wytyczne „Amoris laetitia” w takim duchu, w jakim chcą je odczytywać biskupi germańscy i inni progresiści, długoterminowo prawda nie ostoi się także w innych obszarach. Dlaczego mielibyśmy odrzucać błogosławienie par jednopłciowych, skoro – jakoby – ludzkie sumienie może uznawać, że niekiedy obiektywna sytuacja grzechu jest jednak potrzebna i w pewnym sensie „wskazuje na odległy ideał”? Można powiedzieć, że akceptacja „Amoris laetitia” ze wszystkimi jej wybiegami i sugestiami jest równoznaczna z otwarciem puszki Pandory. Moralność chrześcijańska nie będzie już taka sama.

Dlatego wszyscy jesteśmy wezwani, by w tych kilku kluczowych tygodniach modlić się za Kościół katolicki szczególnie gorliwie. Musimy prosić Ducha Świętego o światło dla papieża Leona XIV i biskupów, z którymi będzie obradować – szczególnie dla arcybiskupa Tadeusza Wojdy, jako tego, który będzie reprezentować w Rzymie Polaków i całą polską katolicką tradycję. To, co można robić poza tym, to przede wszystkim: niestrudzenie głosić ortodoksyjną naukę i robić wszystko, co możliwe, by w zgodzie z tą nauką budować swoje życie rodzinne. Progresywne sofizmaty są nie tylko praktycznie szkodliwe dla tego życia, ale stanowią też ewidentne odejście od pryncypialnej jasności Ewangelii – a na takie odejście nie można się nigdy zgadzać.

Paweł Chmielewski

Chmielewski-1024x1024 (1).jpg
Autor:
Paweł Chmielewski
Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: