Szpital na Brochowie: kolejne dziecko na celowniku aborcjonistów

Szpital na wrocławskim Brochowie planował w czwartek zabicie poprzez tak zwaną aborcję kolejnego poczętego dziecka – alarmuje Fundacja Życie i Rodzina. Organizacja zaapelowała poprzez media społecznościowe o modlitwę oraz telefonowanie do wrocławskiej placówki, gdzie od niedawna pracuje znana ginekolog-aborterka Gizela Jagielska. Równolegle toczy się na gruncie prawnym sprawa 9-miesięcznego dziecka ocalonego niedawno przed okrutną śmiercią w tym samym miejscu.
„Dopiero co udało się uratować życie jednego dziecka, którego aborcję planowano wykonać w 36. tygodniu ciąży w szpitalu na wrocławskim Brochowie. Plany nie zostały zrealizowane po tym, jak Fundacja Życie i Rodzina nagłośniła sprawę. Niestety dziś dotarły do nas nowe niepokojące informacje. Z naszych źródeł wynika, że na dziś zaplanowano kolejną aborcję innego dziecka w tym samym szpitalu!” – czytamy w mediach społecznościowych FŻiR.
„Fundacja Życie i Rodzina powiadomiła służby do zbadania tej sprawy. Jedynym rozwiązaniem sytuacji w szpitalu na Brochowie jest pozbawienie aborterki Gizeli Jagielskiej prawa wykonywania zawodu lekarza” – dodała organizacja, która prowadzi petycję w powyższej sprawie.
„Módlcie się, dzwońcie do szpitala i ratujcie dziecko przed aborcją. (…) Mówiłem, że nie przestaniemy ratować dzieci przed aborcją! Kolejne dziecko potrzebuje pomocy!” – wzywał Krzysztof Kasprzak z zarządu FŻiR.
Ludzie, dzwońcie szybko na Brochów! Chcą zabić dziecko przed urodzeniem! Telefony: Centrala Szpitala: 71 37 74 100 Sekretariat Dyrektora: 71 37 74 101 Rejestracja ginekologia i położnictwo: 71 37 74 137 oraz 71 37 74 138 Reszta telefonów na: https://t.co/ygz3AuV3od
— Zuzanna Wiewiórka (@ZuzaWiewiorka) October 29, 2026
Liderka tej grupy obrońców życia Kaja Godek poinformowała w czwartek o dalszym ciągu batalii toczącej się wokół uratowania 36-tygodniowego, nienarodzonego dziecka, które w ostatnich dniach miało paść ofiarą eugenicznej zbrodni.
Przypomnijmy: do wrocławskiego szpitala zgłosiła się kobieta, która na podstawie zaświadczenia od psychiatry oczekiwała od lekarzy zabicia jej dziecka jeszcze przed przerwaniem ciąży. Chłopiec podejrzewany o poważną chorobę czy też wysoki stopień upośledzenia miałby otrzymać zastrzyk chlorku potasu i już martwy zostać wyjęty z brzucha matki.
Zaalarmowani obrońcy życia nagłośnili sprawę na tyle mocno i skutecznie, że do krwawej procedury nie doszło. Za to środowiska zajmujące się stręczeniem pigułek poronnych i lobbingiem na rzecz prawnej legalizacji tak zwanej aborcji, przypuściły atak na Fundację.
Pełnomocnik rządu ds. równouprawnienia Katarzyna Kotula nazwała działaczy pro-life terrorystami i złożyła przeciwko nim doniesienie do prokuratury. W lewoskrętnych mediach powtarza, że za pośrednictwem personelu szpitala bezprawnie weszli w posiadanie wrażliwych informacji dotyczących matki uratowanego dziecka. Feministki dążą do sparaliżowania pracy Fundacji przez zajęcie na polecenie prokuratury jej nośników danych. Rzekomo z powodu ewentualności, że znajdują się tam poufne dane na temat pacjentki z Brochowa.
Według Katolickiej Agencji Informacyjnej, dyrekcja wrocławskiego Szpitala Specjalistycznego im. Antoniego Falkiewicza w oświadczeniu dla mediów zaprzeczyła, jakoby doszło do bezprawnej odmowy udzielenia „świadczenia medycznego”, co zarzucają placówce aborcjoniści. Szefostwo wyjaśniło, że pacjentce zaproponowano postępowanie obejmujące zakończenie ciąży [poprzez normalny poród – dop. PCh24.pl], na co jednak kobieta nie wyraziła zgody.
Szpital odniósł się również do zarzutów dotyczących ujawnienia informacji o matce dziecka. Zaznaczył, że dotychczas nie potwierdzono, aby źródłem „przecieku” był którykolwiek z pracowników placówki. Jednocześnie zapowiedział skierowanie zawiadomienia do prokuratury w celu wyjaśnienia okoliczności sprawy.
Z kolei policja potwierdziła, że 14 października funkcjonariusze interweniowali w szpitalu po otrzymaniu zgłoszenia dotyczącego podejrzenia nielegalnego przerwania ciąży. Po rozmowie z przedstawicielami placówki odstąpili od dalszych czynności na miejscu.
Natomiast Fundacja Życie i Rodzina zgłosiła zawiadomienie o „podejrzeniu karalnego przygotowania do zabójstwa oraz o potrzebie zbadania ewentualnego usiłowania”. Polskie prawo nie pozwala bowiem na zabicie dziecka przed przerwaniem ciąży. Tymczasem organizacje feministyczne wysyłają do szpitali kobiety z wnioskami o tak zwaną asystolię płodu, czyli o jego wewnątrzmaciczne uśmiercenie. W praktyce oznacza to podanie zastrzyku z chlorkiem potasu, co powoduje – oprócz nieznośnego bólu – zawał serca i zatrzymanie jego akcji.
Tego rodzaju okrutną procedurą był zabieg dokonany przez Gizelę Jagielską w szpitalu w Oleśnicy, co stało się głośnym wydarzeniem ze względu na poselską interwencję Grzegorza Brauna.
Aborcja na „złe samopoczucie”
- Prokurator powinien zbadać, czy taki wniosek jest w dokumentacji tej pacjentki [z Brochowa – dop. PCh24], bo jeśli tak, należy postawić zarzuty związane ze zleceniem zabójstwa – wyjaśniała Kaja Godek w telewizyjnym wywiadzie dla stacji wPolsce24. – Należy też stwierdzić, kto w szpitalu i w jakim zakresie był zaangażowany w przygotowanie tej procedury. Według naszych informacji naprawdę było blisko zabicia tego dziecka – dodała.
- To są procedury wykonywane na dzieciach, bardzo wątpliwe prawnie. Ja nie mam wątpliwości, że ktoś w końcu w Polsce stanie przed sądem za zrobienie dziecku zastrzyku dosercowego przed przerwaniem ciąży – mówiła liderka FŻiR.
Gość audycji „Na Linii Ognia” odniosła się także do procederu wystawiania przez psychiatrów zaświadczeń o złym stanie zdrowia jako podstawy do roszczeń aborcyjnych.
- Jest kilku psychiatrów w Polsce, którzy są podstawiani kobietom przez organizacje feministyczne. Żeby mieli państwo świadomość: to nie jest tak, że kobieta jest na przykład leczona z depresji od dłuższego czasu, ma myśli samobójcze. To nie są tego rodzaju zaświadczenia. Tam się wpisuje na przykład „zaburzenia adaptacyjne” albo „ostrą reakcję na ciężki stres”. Takie są rozpoznania. Po drugie, znaczna część tych konsultacji odbywa się online. 20 minut rozmowy na Skype i psychiatra wystawia zaświadczenie, że kobieta źle się czuje w związku z tym, że jest w ciąży – relacjonowała Kaja Godek.
- Nieoficjalnie wiemy, kto to jest. W niektórych przypadkach domyślamy się, kto to jest. Natomiast z całą pewnością trzeba powiedzieć, że są to medycy powiązani bezpośrednio z organizacjami aborcyjnymi. Odbywają te konsultacje w trybie konsultacji prywatnych i po prostu na tym dobrze zarabiają. Jaki to jest problem wystawić kobiecie papier po 20 minutach rozmowy online i wziąć za to 300 czy 400 złotych? – podkreślała.
Bezkarność uprawiających tego rodzaju handel śmiercią wynika między innymi z nieprecyzyjnych przepisów. Nawet jeśli prawo nie pozwala na zabicie tak dużego dziecka i nie pozwala na zabicie dziecka przed przerwaniem ciąży, to organy ścigania stosują różne podejście. Na przykład prokuratura we Wrocławiu umorzyła postępowanie w sprawie Gizeli Jagielskiej po głośnej aborcji przez zastrzyk w serce w dziewiątym miesiącu ciąży.
W podobnej sytuacji mającej miejsce w Gdańsku na Zaspie szpital odmówił wydania prokuraturze dokumentacji związanej z tym przypadkiem, zasłaniając się tajemnicą medyczną.
Zatem dotychczas nikt w Polsce nie usłyszał jeszcze zarzutów za śmiertelny zastrzyk dosercowy w dziewiątym miesiącu życia płodowego dziecka, choć jest to w istocie zabójstwo nie mieszczące się w kategoriach „przerwania ciąży” – podkreślają obrońcy życia.
Źródła: wPolsce24, Twitter (X), RMF24
RoM







