Tajemnicze zgony, błędy i zastraszanie. Chirurg przerywa milczenie ws. Szpitala Południowego

Skala patologii, do której doprowadzili ludzie powiązani z Koalicją Obywatelską w warszawskim Szpitalu Południowym, przekracza wszelkie wyobrażenia. Nie chodzi wyłącznie o bulwersująco wysokie zarobki, zatrudnianie ludzi niekompetentnych czy specjalnie traktowanie pacjentów związanych z obecną władzą. Jak przekonuje sygnalista i chirurg pracujący w placówce, liczne błędy w funkcjonowaniu szpitalnego SOR-u prowadziły bezpośrednio do śmierci pacjentów. O nieprawidłowościach mieli wiedzieć czołowi politycy warszawskich struktur KO, z Rafałem Trzaskowskim na czele.
Sprawa dotyczy zatrudnienia na stanowiska dyrektora SOR-u Dawida Kacprzyka, 28-letniego lekarza bez specjalizacji, jednocześnie radnego Koalicji Obywatelskiej. Jak wynika z jego oświadczenia majątkowego, zarobił on w rok 1,6 mln złotych. Młody lekarz miałby przy tym przepracowywać średnio 331 godzin miesięcznie, czyli 11 godzin każdego dnia roku. Politycy KO mieli być w placówce przyjmowani poza kolejnością i korzystać z ekspresowo przeprowadzanych świadczeń, w tym badań.
Najpoważniejsze zarzuty nie dotyczą jednak kwestii politycznych czy finansowych, ale błędów medycznych, które zakończyły się śmiercią pacjentów. W ocenie byłego pracownika szpitala, dr. Emila Jędrzejewskiego, oddanie ciężkich i nagłych przypadków w ręce de facto amatora dla wielu pacjentów skończyło się tragicznie. Jędrzejewski to ex-ordynator oddziału chirurgii w Szpitalu Południowym. Zrobiło się o nim głośno po ujawnieniu, że to on informował prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego o nieprawidłowościach w placówce, a dwa miesiące później został zwolniony.
- Ja bym chciał oddzielić w ogóle pana Dawida od przestrzeni lekarzy, bo myślę, że są nadużycia, myślę, że są sytuacje patologiczne w medycynie, ale ta postać wychodzi poza obręb stratosfery. To jest osoba, która kończy studia, czy ma studia w okresie pandemii, więc tam kontakt z tym pacjentem jeden na jeden jest bardzo ograniczony. To dzieje się głównie online. I widzisz osobę jak gdyby wszystko wiedzącą, która wpływa tak na szefa SOR-u, że nosi przeróżne pieczątki, wykonuje procedury – ujawnił dr Jędrzejewski w wywiadzie dla Kanału Zero.
W ocenie sygnalisty, Dawid Kacprzyk „traktował ludzi jak fantomy”. – Jeżeli „fantom” się popsuł, to zmienia dokumentację, że on już był popsuty. To się kończy czymś, czego nie jestem w stanie zaakceptować – podkreślał. – Tam giną ludzie, bo ktoś się uczy, i to jest sedno całego zamieszania – dodał dr Jędrzejewski.
Poproszony przez prowadzącego o doprecyzowanie tych informacji medyk stwierdził, że w szpitalu „w wyniku błędu lekarskiego doprowadzano do powikłań, które kończyły się letalnie”. Jędrzejewski zastrzegł, że szczegółami chętnie podzieli się z prokuraturą. Jako przykład podał przypadek pacjenta, który zgłosił się na SOR i wyszedł do łazienki. Dopiero po 3-4 godzinach personel przypomniał sobie o jego obecności i ostatecznie w znaleziono go martwego w toalecie.
Następnie rozmówca Kanału Zero ujawnił, w jaki sposób w Szpitalu Południowym maskowano zgony, aby te przypadki nie wyglądały na błędy w procedurze medycznej. – Z jakiegoś powodu pacjentowi martwemu wykonuje się tomografię (...) Po to, żeby coś tam markować, robić dokumentację. I to jest tak, że o tym trochę wie cały szpital, i tak nikt z tym nic nie robi – podkreślał.
- Cały szpital wie, że ludzie umierają na SOR-ze, bo są niezaopiekowani bądź wadliwie leczeni, a następnie nieboszczykom wykonuje się jakieś czynności, które mają być wykonane tylko po to, by dokumentacja się w miarę zgadzała – dodał. Sygnalista przekazał również, że personel nie prowadził szczegółowej historii przypadków z SOR-u.
- Pracując w systemie dwadzieścia kilka lat, to mnie też szokuje i powoduje emocje z tym związane. Więc można mieć różne wartości w życiu, tylko, do cholery, jesteśmy po coś lekarzami z jakiegoś powodu, żeby z czymś walczyć, a nie budować własnego ego. Ile osób mogłoby jeszcze żyć, gdyby... Nie wiem, nie wiem – tłumaczył Jędrzejewski.
Chirurg stracił pracę w szpitalu, kiedy po wielu nieudanych próbach poinformowania decydentów o nieprawidłowościach, zdecydował się napisać osobistą wiadomość do Rafała Trzaskowskiego. Dwa miesiące później dostał wypowiedzenie. Według własnej relacji, doktor Jędrzejewski próbował przekonać Kacprzyka do ustąpienia z funkcji szefa SOR, biorąc pod uwagę skalę patologii, która „wyjdzie prędzej czy później”. Mimo to, młody lekarz i radny KO czuł się chroniony przez polityczny układ.
- To była Renatka, bo to Rafał, bo to Krystian, Frania, Mania...(...) Czuł się bezkarny. Powoływał się na wpływy. Czuł, że ma wsparcie bardzo mocne polityczne i nikt go nie ruszy – tłumaczył sygnalista. W jego ocenie, gdyby nie powiązania między dyrekcją szpitala a partią rządzącą, nie doszłoby do tak wielu niepotrzebnych zgonów.
W odpowiedzi na rewelacje dr. Jędrzejewskiego, prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski poinformował, że, zwróci się z wnioskiem do Prokuratora Generalnego o „pilne podjęcie przez prokuraturę stosownych czynności wyjaśniających”.
Źródło: zero.pl
PR






