To oni stawili czoła banderowcom. Historia bohaterskiej obrony wsi Przebraże

W centrum rzezi wołyńskiej powstała polska republika partyzancka, która przez wiele miesięcy skutecznie stawiała opór UPA i ratowała polskich cywilów.
– To była w samym środku okupowanej Europy „polska republika partyzancka”, która nie tylko skutecznie się broniła, ale też potrafiła przejść do ofensywy – powiedział dr hab. Damian Markowski, prof. Instytutu Pileckiego, badacz dziejów Kresów Wschodnich i autor książek poświęconych ludobójstwu na Wołyniu.
W rozmowie z PAP historyk wyjaśnił, dlaczego Przebraże stało się największym i najskuteczniejszym ośrodkiem polskiej samoobrony podczas rzezi wołyńskiej. Jak podkreślił, o sukcesie nie zdecydował przypadek, lecz szybkie rozpoznanie zagrożenia, sprawne dowodzenie oraz solidarność całej lokalnej społeczności. Już od lutego 1943 r. oddziały Ukraińskiej Powstańczej Armii systematycznie atakowały polskie osady. Była to realizacja decyzji kierownictwa Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, które uznało, że warunkiem stworzenia niepodległego państwa ukraińskiego jest usunięcie z tych ziem polskiej ludności.
Wielu ludzi do końca wierzyło, że wieloletnie sąsiedzkie relacje będą wystarczającą ochroną. Mówiono: „u nas nic się nie stanie”, „znamy się od pokoleń”. Tragiczne doświadczenia kolejnych miesięcy pokazały, że były to złudzenia. W Przebrażu bardzo wcześnie zrozumiano, z jakim zagrożeniem mają do czynienia. To właśnie odróżniało tę miejscowość od wielu innych.
– Nie liczono na szczęście ani na to, że fala przemocy ominie akurat tę okolicę. Postawiono na organizację i przygotowanie obrony – wskazał Markowski.
W Przebrażu schronienie znalazło od 10 do nawet 25 tys. Polaków uciekających przed mordami dokonywanymi przez OUN i UPA. Aby utrzymać tak ogromną liczbę ludzi, zorganizowano nie tylko oddziały zbrojne, lecz także zaplecze gospodarcze: piekarnie, warsztaty rusznikarskie, kuchnie polowe i system zaopatrzenia. To właśnie ta doskonała organizacja i precyzyjna logistyka zdecydowały o sukcesie Przebraża. Nie przypadek, nie wyjątkowe szczęście, lecz zdolność stworzenia sprawnie działającej wspólnoty, która potrafiła jednocześnie walczyć i zapewnić codzienne funkcjonowanie tysiącom ludzi.
Oddziały UPA kilkakrotnie próbowały zdobyć i zniszczyć Przebraże oraz sąsiadujące z nim polskie osady. Doszło do trzech dużych szturmów, wszystkie zostały jednak odparte, choć walki były niezwykle ciężkie i kosztowne dla obu stron. Największy atak przeprowadzono pod koniec sierpnia 1943 r. Według różnych szacunków uczestniczyło w nim około 6 tys. członków UPA oraz zmobilizowanych przez nich mieszkańców okolicznych ukraińskich wsi.
Działania samoobrony nie ograniczały się jednak wyłącznie do odpierania szturmów. Dokonywano również działań zaczepnych: atakowano kluczowe punkty mobilizacyjne UPA w regionie, przeorowadzano rajdy na wsie będące zapleczem nacjonalistów, odzyskiwano bydło, jededzie i sprzęt zrabowany wcześniej pomordowanym Polakom. Od tych wypadów zależało przetrwanie twierdzy.
Dowódca samoobrony z Przedbraży, Henryk Cybulski był przedwojennym żołnierzem Wojska Polskiego, leśnikiem i biegaczem długodystansowym. Po aresztowaniu przez Sowietów w 1939 r. zbiegł na Wołyń i kiedy zdał sobie sprawę z banderowskiego zagrożenia, stanął na czele obrony tysięcy cywilów. Po wejściu Armii Czerwonej musiał z kolei ratować się przed NKWD.
W morzu tragedii, jakim było ludobójstwo wołyńskie, był to jeden z nielicznych przykładów zakończonych powodzeniem. Samoobrona utrzymała się aż do ponownego wkroczenia Armii Czerwonej na początku 1944 roku.
Dla większości mieszkańców oznaczało to ocalenie życia, ale stracili ojczyznę. Po wojnie zostali przymusowo wysiedleni. Trafili głównie na tzw. Ziemie Odzyskane: na Dolny Śląsk, Opolszczyznę, Pomorze, Warmię i Mazury, oraz do zachodniej i północnej Polski. Oficjalnie nazywano to repatriacją, choć w rzeczywistości była to ekspatriacja – przymusowe przesiedlenie w nowe granice Polski.
Dzięki Przebrażu ocalało 11-12 tys. ludzi. Przez blisko rok żyli w ciągłym zagrożeniu. Każdy dzień oznaczał niepewność, czy uda się doczekać kolejnego tygodnia, kolejnego miesiąca
PAP
oprac. PR






