W sieci wrze. Znany promotor klimatyzmu nie obronił pracy doktorskiej

Jakub Wiech, do niedawna redaktor naczelny portalu Energetyka24 oraz popularny i kontrowersyjny publicysta energetyczny nie obronił doktoratu na Uniwersytecie Warszawskim. Obrona wzbudziła poruszenie w mediach społecznościowych, a samej pracy zarzucano liczne błędy merytoryczne i metodologiczne.
Wiech zdobył ogromną popularność w mediach społecznościowych jako promotor atomu oraz tzw. zielonego konserwatyzmu, próbującego łączyć prawicową myśl z kwestiami zmian klimatu. Z czasem stał się orędownikiem polityk klimatycznych Unii Europejskiej; przekonywał na rzecz instalowania w Polsce turbin wiatrowych, zachęcał do zielonej mobilności, a jednocześnie niezwykle ostro krytykował polski przemysł górniczy. Działalność publicysty mocno podzieliła opinię publiczną, przysparzając mu zarówno wielu zwolenników jak i zaciekłych przeciwników.
21 września odbyła się obrona pracy doktorskiej Wiecha, dotyczącej wpływu instytucji i prawa Unii Europejskiej na bezpieczeństwo rynku gazu ziemnego w Polsce w latach 2004-2019 (222 str). Jeszcze przed obroną praca wzbudziła wiele kontrowersji.
Tomasz Swaczyna, Prezes Instytutu Analiz i Ekspertyz Gospodarczych, opublikował rozległą, utrzymaną w krytycznym tonie analizę rozprawy. Wskazywał on m.in., że w pracy nie pojawia się „autorski model analityczny” zapowiedziany przez Wiecha, zarzucał popełnienie częściowego plagiatu, błędy w przypisach czy szereg błędów i sprzeczności. Publicysta zapowiedział, że na wszystkie wątpliwości odpowie podczas obrony.
Jako, że obrona doktoratu jest rozprawą publiczną, na sali obecnych było, oprócz członków komisji, wiele osób wyrażających krytyczną opinię wobec pracy. Jak wynika z relacji samego dziennikarza, w sumie zadano ponad 50 pytań, z czego zaledwie 15 pochodziło od komisji. Obrona trwała łącznie sześć godzin. W ostatecznym werdykcie 3 członków gremium było za, 3 przeciw, a 4 wstrzymało się od zajęcia stanowiska.
Jakub Wiech określił decyzję jako „niezrozumiałą”.
„Zrozumiałbym, gdyby (...) po prostu większość komisji zagłosowała jednoznacznie „przeciw”. Dla mnie to by oznaczało, że zarzuty wobec mnie i pracy były poważne i faktycznie nie zdołałem przekonać komisji, że jest inaczej. Ale w tym układzie, kiedy największa grupa członków komisji po prostu wstrzymała się od głosu, sprawa jest dla mnie po prostu niezrozumiała. Jeśli 3 recenzje, 6 godzin obrony i 50 pytań nie wystarczą do zajęcia stanowiska „za” lub „przeciw”, to ja nie wiem, co jest w stanie” - ocenił decyzję członków komisji.
Źródło: X / dorzeczy.pl / interia.pl
PR






