W stronę Superpaństwa UE? W Brukseli chcą odejść od zasady jednomyślności

unia-europ-pixa.jpg
fot. pixabay.com

W jaki sposób można przezwyciężyć brak jedności w unijnej polityce zagranicznej i bezpieczeństwa? Jak zakwestionować zasadę jednomyślności w UE? Są to zagadnienia od dawna nurtujące eurokratów, w szczególności szefową Komisji Europejskiej Ursulę von der Leyen. Z pomocą przychodzi jej ekspert Instytutu Jacquesa Delorsa, Guillaume Duval.

Doradca ds. przyszłości integracji europejskiej związany z Instytutem Jacquesa Delorsa uważa, że Ursula von der Leyen nie wykorzystała możliwości, jakie dają unijne traktaty. 

Szefowa KE 18 kwietnia br. podczas obchodów 80 rocznicy powstania tygodnika „Die Zeit” w Hamburgu wskazała na potrzebę przełamania impasu w zakresie braku jedności co do polityki zagranicznej i bezpieczeństwa w Unii Europejskiej. - Głos Europy musi zostać usłyszany. W ostatnim czasie Europa zbyt często nie zabierała głosu – mówiła Niemka, wskazując na potrzebę jeszcze większego zaangażowania się UE w politykę globalną. By jednak jej głos był słyszalny, konieczna jest jedność w wielu kwestiach. 

Zróbmy to razem!

Tymczasem, państwa mają prawo głosować według własnego uznania i interesów swoich narodów w sprawach polityki zagranicznej i bezpieczeństwa. Szefowa KE chce tę zasadę zneutralizować. 

„Idealnym rozwiązaniem byłaby oczywiście odpowiednia zmiana traktatów, jednak obecny traktat daje instytucjom UE możliwość przełamania impasów spowodowanych zasadą jednomyślności, które nie są w wystarczającym stopniu wykorzystywane” – sugeruje Guillaume Duval.

Ekspert wskazuje, że zasada jednomyślności jest przeszkodą w obronie wartości i interesów UE, ba nawet ma zagrażać jej przetrwaniu. Ujawnia się to chociażby w kwestii braku porozumienia co do sankcji wobec Rosji i wsparcia dla Ukrainy, niezdolności wywierania presji na izraelski rząd Benjamina Netanjahu, aby zapobiec naruszaniu prawa międzynarodowego, a także w braku jednolitego podejścia wobec „agresji i gróźb Donalda Trumpa”.

Duval wyjaśnia, że impas w polityce zagranicznej i bezpieczeństwa można przezwyciężyć niekoniecznie modyfikując traktaty europejskie, co byłoby niezwykle trudne ze względu na potrzebną zgodę wszystkich państw członkowskich. 

Sugeruje, by wybrać inną drogę, czyli wykorzystać możliwości, jakie dają obecne regulacje. Na przykład Tytuł 5 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej określa zasady mające zastosowanie konkretnie do polityki zagranicznej i bezpieczeństwa Unii. Artykuł 24 Traktatu o Unii Europejskiej  zawiera na przykład „bardzo szeroką definicję roli Unii w tym obszarze: „Kompetencje Unii w zakresie wspólnej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa obejmują wszelkie dziedziny dotyczące polityki zagranicznej i ogół kwestii dotyczących bezpieczeństwa Unii, w tym stopniowe określanie wspólnej polityki obronnej, która może prowadzić do wspólnej obrony”.

Artykuł 31 potwierdza, że ​​„decyzje, o których mowa w niniejszym rozdziale, Rada Europejska i Rada podejmują, stanowiąc jednomyślnie, z wyjątkiem przypadków, gdy niniejszy rozdział stanowi inaczej”, definiując dalej procedurę ograniczającą zakres tej zasady.

„Każdy członek Rady, który wstrzymuje się od głosu, może - zgodnie z niniejszym akapitem – jednocześnie złożyć formalne oświadczenie. W takim przypadku nie jest on zobowiązany do wykonania decyzji, ale akceptuje, że decyzja ta wiąże Unię. W duchu wzajemnej solidarności dane Państwo Członkowskie powstrzymuje się od wszelkich działań, które mogłyby być sprzeczne lub utrudnić działania Unii podejmowane na podstawie tej decyzji. Pozostałe Państwa Członkowskie szanują jego stanowisko”. 

Ekspert wskazuje, że w praktyce nie jest konieczna jednomyślność, by zobowiązać Unię w danych kwestiach polityki zagranicznej i bezpieczeństwa. „Wystarczy, aby Państwa Członkowskie, które się nie zgadzają, wstrzymały się od głosu podczas głosowania w tej sprawie” - wskazuje.

Inny ustęp Artykułu 31 definiuje „rodzaj niestandardowej kwalifikowanej większości, która mogłaby i powinna kierować przyszłymi decyzjami w dziedzinie polityki zagranicznej i bezpieczeństwa”. Chodzi o akapit:

„Decyzja nie zostaje przyjęta, jeżeli członkowie Rady, którzy złożyli oświadczenie w związku ze wstrzymaniem się od głosu, reprezentują co najmniej jedną trzecią Państw Członkowskich, których łączna liczba ludności stanowi co najmniej jedną trzecią ludności Unii”. 

Innymi słowy, decyzja w sprawie polityki zagranicznej i bezpieczeństwa mogłaby być wiążąca dla wszystkich państw UE, pod warunkiem że zostanie zatwierdzona przez dwie trzecie państw członkowskich (tj. obecnie 18 krajów w porównaniu z 15 w przypadku standardowej większości kwalifikowanej) reprezentujących dwie trzecie ludności (65% w przypadku standardowej procedury większości kwalifikowanej). Jest to „pole manewru”, które według eksperta należałoby lepiej wykorzystać.

Podobnie drugi akapit Artykułu 31 idzie jeszcze dalej. „Na zasadzie odstępstwa od postanowień ustępu 1 Rada stanowi większością kwalifikowaną w sytuacji, gdy:

– przyjmuje decyzję określającą działanie lub stanowisko Unii, na podstawie decyzji Rady Europejskiej dotyczącej strategicznych interesów i celów Unii, o której mowa w artykule 22 ustęp 1;

– przyjmuje decyzję określającą działanie lub stanowisko Unii, zgodnie z propozycją wysokiego przedstawiciela Unii do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa, która została przedłożona w
wyniku specjalnego wniosku skierowanego do niego przez Radę Europejską z jej własnej inicjatywy lub z inicjatywy wysokiego przedstawiciela;

– podejmuje decyzję wykonującą decyzję określającą działanie lub stanowisko Unii;

– mianuje specjalnego przedstawiciela zgodnie z artykułem 33”. 

Stąd unijne organy mają zapewnione szerokie możliwości podejmowania decyzji standardową kwalifikowaną większością głosów, w szczególności w kwestiach sankcji, która mogłaby zostać wykorzystana w sprawach obronnych. 

To właśnie ten artykuł zamierza lepiej wykorzystać szefowa KE do przezwyciężenia impasu w zakresie unijnej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa, o czym wspomniała podczas spotkania z okazji urodzin tygodnika „Die Zeit”. 

Problem polega na tym, że chociaż te kwestie od dawna są szeroko omawiane w UE, to jednak większość państw członkowskich sprzeciwiała się jakimkolwiek próbom ich faktycznego wykorzystania. Obawiają się one nie tylko utraty własnego prawa weta w przyszłości, a także impasu w Radzie Europejskiej w sytuacji, gdy każdy akt poddawany będzie debacie, a głosowanie większością kwalifikowaną stanie się normą w Radzie z udziałem szefów dyplomacji wszystkich państw UE. 

Ekspert jednak uważa, ze należy jak najszybciej i jak najobficiej korzystać z możliwości, jakie dają unijne traktaty, bez względu na sprzeciw i „dwulicowość kilku państw członkowskich”. 

Ursula von der Leyen podczas obchodów powstania „Die Zeit” zaapelowała o większą niezależność Europy. „Nie w Radzie Europejskiej, ale w Radzie Ministrów Spraw Zagranicznych powinniśmy przejść na głosowanie większościowe” – mówiła. 

W rozmowie z redaktorem naczelnym „Die Zeit”, Giovannim di Lorenzo, szefowa KE odpowiadała na pytania czytelników przesłane do redakcji. Opowiedziała się również za rozszerzeniem UE, przekonując, że jest to potrzebne, aby blok europejski był niezależny i „nie podlegał wpływom Rosji, Turcji ani Chin”. „Musimy myśleć szerzej i geopolitycznie”, deklarowała. UE musi być niezależna, a jej konkurencyjność i model biznesowy nie może opierać się już dłużej na „taniej energii z Rosji, taniej sile roboczej z Chin i taniej obronie z Ameryki”. „To już przeszłość. Musimy całkowicie zmienić swoją pozycję. Musimy sami stanąć w obronie bezpieczeństwa naszego kontynentu. Musimy stać się bardziej niezależni”.

Szefowa KE broniła jednak Zielonego Ładu, uznając, że jest to „doskonały projekt”, mający solidne podstawy. „Do 2050 roku chcemy być pierwszym kontynentem neutralnym klimatycznie. Musimy jednak zachować elastyczność, zdolność adaptacji, zdolność uczenia się i otwartość na nowe technologie”. Podkreśliła, że ​​transformacja energetyczna ma kluczowe znaczenie.

„Importowane są brudne i drogie źródła energii, a mianowicie gaz i węgiel”. Wskazał, że oprócz OZE „potrzebujemy energii jądrowej, z której możemy korzystać, gdy brakuje odnawialnych źródeł energii. Wycofanie energii jądrowej było błędem. Musimy uważać, aby nie zostać odcięci od innowacji”. 

Przede wszystkim jednak, jej zdaniem, potrzebne są badania dotyczące możliwości magazynowania energii. 

Źródła: institutdelors.eu, zeit.de

AS

Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: