Wybory w Brazylii. To będzie głosowanie „przeciw”, a nie „za”?

Obaj główni kandydaci w wyborach prezydenckich w Brazylii są negatywnie oceniani przez blisko 50 proc. społeczeństwa. Wielu wyborców będzie głosowało nie z sympatii do danego kandydata, lecz przeciw jego rywalowi – powiedziała PAP politolożka z uniwersytetu Facultade Central do Recife (FACEN) Ana Tereza Duarte.
Pierwsza tura wyborów odbędzie się w niedzielę. Jeśli żaden z kandydatów nie uzyska większości ważnych głosów, wyborców zagłosują w drugiej turze 25 października.
Obecny, lewicowy prezydent Luiz Inacio Lula da Silva ubiega się o reelekcję. Jego głównym przeciwnikiem jest prawicowy senator Flavio Bolsonaro, syn byłego prezydenta Jaira Bolsonaro, który odbywa obecnie karę pozbawienia wolności za planowanie zamachu stanu.
Z sondaży wynika, że odsetek osób, które negatywnie oceniają obu kandydatów, jest wyższy niż tych, które ich popierają. Mimo to poparcie dla żadnego z 11 pozostałych kandydatów nie przekracza 5 proc. i najprawdopodobniej to Lula i Bolsonaro przejdą do drugiej tury.
– Do Luli przyciąga wyborców perspektywa kontynuacji jego programów socjalnych oraz strach przed powrotem bolsonaryzmu. Flavio korzysta na niechęci do obecnego rządu, liczy na głosy protestantów i tych, do których przemawia program ładu i porządku oraz hasło uwolnienia jego ojca – powiedziała Duarte.
Wyjaśniła, że Lula jest tradycyjnie bardziej popularny wśród kobiet, niższych klas społecznych, osób czarnoskórych, może liczyć na głosy części katolików i mieszkańców północno-wschodniej Brazylii. Bolsonaro przeważa wśród białych mężczyzn, przedstawicieli klasy średniej i wyższej, protestantów, mieszkańców bogatego południa kraju, rolników i drobnych przedsiębiorców.
– Obaj politycy odrzucani są przez blisko połowę społeczeństwa i wiele osób będzie głosowało „przeciw”, a nie „za” – podkreśliła politolog.
Przykłady takiego podejścia cytował w piątek dziennik „El Pais”. – Lula nie może dalej rządzić. Już wystarczy – powiedział gazecie 28-letni kierowca Joao Costa ze stanu Minas Gerais, odnosząc się do 80-letniego prezydenta, który w nadchodzących wyborach walczy o czwartą kadencję na stanowisku szefa państwa.
Choć rodzice Costy głosowali na Lulę w 2003 roku, gdy po raz pierwszy doszedł do władzy, teraz zamierzają poprzeć jego rywala Bolsonaro, kandydata z całkowicie przeciwnej strony spektrum politycznego. – Tylko Flavio ma możliwość (pokonania Luli - PAP). Jest mniejszym złem – twierdził Costa.
Rządowi Luli udało się zmniejszyć nierówności społeczne i obniżyć bezrobocie, ale na jego niekorzyść działają rosnące koszty życia, wysokie zadłużenie gospodarstw domowych i rosnące w siłę zorganizowane grupy przestępcze. Według sondaży brutalna przestępczość jest zdecydowanie największym zmartwieniem Brazylijczyków przed wyborami.
Przeciwnicy Bolsonaro obawiają się natomiast powrotu polityki prowadzonej przez jego ojca, któremu zarzucają próby „podważania systemu demokratycznego” Brazylii, „ograniczanie praw” kobiet, mniejszości i ochrony środowiska. Po przegranych wyborach z 2022 roku Jair Bolsonaro kwestionował wyniki, a rzesze jego zwolenników przeprowadziły szturm na budynki rządowe, co sąd uznał później za próbę zamachu stanu.
– Flavio Bolsonaro jest zagrożeniem dla demokracji, dla Amazonii, dla mniejszości i (praw) zdobytych przez kobiety – powiedziała „El Pais” 21-letnia pracownica firmy telekomunikacyjnej o imieniu Maria.
Lula zapowiada utrzymanie i rozszerzanie obecnej polityki, m.in. systemu zapomóg socjalnych, i zabiegi na rzecz ochrony środowiska, przy jednoczesnym zwiększaniu wydobycia ropy naftowej. Bolsonaro obiecuje natomiast uszczuplenie administracji publicznej, cięcia podatkowe i twardą rozprawę z przestępczością.
Ewentualne zwycięstwo Bolsonaro wpisałoby się w szereg politycznych zwrotów na prawo w państwach Ameryki Łacińskiej. W ostatnich latach prawicowi sojusznicy prezydenta USA Donalda Trumpa odnosili sukcesy wyborcze m.in. w Argentynie, Chile i Kolumbii.
Źródło: PAP








