Żukowska nie chce „księcia z bajki”. Co na to książę?

Posłanka Lewicy Anna Maria Żukowska natknęła się w twitterowym oceanie różności na wpis poznańskiego środowiska młodych zwolenników konserwatywnego ładu. Konkretnie – Związku Monarchiczno-Reakcyjnego. Było to prawdziwe zderzenie cywilizacji.
Organizacja poinformowała na Twitterze o powstaniu nowego koła i zachęciła do wstępowania. „Spotkanie założycielskie poprzedziła modlitwa w kościele farnym o przywrócenie Królestwa” – podali wielkopolscy krzewiciele naturalnego porządku świata.
Wpis był dla posłanki na tyle szokujący, że postanowiła złośliwie go spuentować.
„A potem pytają czemu baby ich nie chcom” – napisała Żukowska. Nie wyjaśniła, czy – nomen omen – tak zwaną czerwoną flagą jest tu dla niej fakt, że monarchiści modlą się w kościele, czy też ich pragnienia zmiany „jedynie słusznego” ustroju – zresztą w życiu posłanki już nie pierwszego.
Pod komentarzem pojawiły się głosy internautów. Niektórzy „pocisnęli” działaczce za całokształt. Inni – jak to bywa w sieci – wulgarnie ją zwyzywali. Byli oczywiście i tacy, którzy, sprowokowani postem, pokusili się o szyderstwa z monarchistów.
Ktoś jednak spytał Żukowską o „ideał partnera”.
- „Żaden” – odpowiedziała. W dalszej wymianie zdań przyznała, że pociągają ją zarówno mężczyźni, jak i kobiety („Ja to pół-lesba jestem /czyli bi/, mnie oni naprawdę nie interere”) oraz że nie potrzebuje z nikim się wiązać („A po co mi facet?” + „A po co nam chłopy w ogóle?”). Przyznała też, że „już się rozmnożyła”.
Znana z niewyparzonego języka działaczka opisała w ten sposób nie tylko własny, jednostkowy przypadek. Pokazała też dość powszechny w swoim środowisku ideowo-politycznym model życia i relacji międzyludzkich. Logika, fakty i matematyka mówią jednak, że taka filozofia prowadzi prostą drogą do… wymarcia. Skłonność do aborcji i luźnych związków – a tym bardziej ich braku – nie sprzyja prokreacji, czyli przetrwaniu.
Tu odsłania się zresztą jeden z powodów, dla których lewica tak gorliwie wspiera wolność zabijania nienarodzonych oraz masową imigrację. Ta pierwsza pozwala pozbyć się owoców swobodnej wegetacji bez zobowiązań. Druga – podkopuje wspólnoty narodowe, tworząc multikulturową mamałygę. Tak zwani uchodźcy to wymarzona klientela oraz wierni wyborcy kurczącej się w naturalny sposób formacji. Są dla niej wręcz jedynym ratunkiem.
A Żukowska? To, że nie chce „księcia z bajki” – i w ogóle, nikogo innego – już wiemy z twitterowych wyznań. Nie wpadła jednak na to, że młodzi, porządnie ubrani i wyglądający na dość bystrych mężczyźni w stronę lewicowych aktywistek nawet nie patrzą. Może chcą mieć normalne rodziny i zostawić po sobie następnym generacjom coś trwałego i sensownego? Kto to widział!...
Roman Motoła






