„Czas, aby Kongres zajął się wojną z Iranem” – wskazują Michael O’Hanlon i Amy McGrath z „The National Interest”, ubolewając, że do tej pory kongres odmawia wzięcia odpowiedzialności za pozakonstytucyjne uprawnienia wojenne, jakimi cieszy się Donald Trump, który w pojedynkę poprowadził naród amerykański na wojnę przeciwko Iranowi.
Konstytucja Stanów Zjednoczonych „nie przyznaje prezydentowi uprawnień do jednostronnego prowadzenia wojny”. A jednak, jak zauważają komentatorzy, „kongres zachowuje się tak, jakby je posiadał”.
Autorzy komentarza pt. „It’s Time for Congress to Step Up on the Iran War” [Najwyższy czas, aby Kongres zajął się wojną z Iranem”] z 16 kwietnia podkreślają, że „prezydent Donald Trump poprowadził najpotężniejszy naród na ziemi na wojnę z Iranem i jego teokratycznym reżimem” i chociaż „istniały uzasadnione powody do obaw o irański program nuklearny oraz szersze działania tego kraju w regionie”, to cele wojny nie były przedmiotem debaty w kongresie amerykańskim.
Wesprzyj nas już teraz!
„W demokracji takiej jak nasza jest to niekonstytucyjne i niedopuszczalne. Jedna osoba nie może mieć wyłącznych uprawnień decyzyjnych w sprawach wojny i pokoju w Stanach Zjednoczonych Ameryki, chyba że istnieje bezpośrednie i poważne zagrożenie dla Stanów Zjednoczonych, które wymaga podjęcia działań nadzwyczajnych” – czytamy.
Zgodnie z konstytucją, prezydent jest Naczelnym Dowódcą Sił Zbrojnych USA, ale jedynie kongres ma prawo do wypowiadania wojny. Musi za tym opowiedzieć się większość kongresmenów zarówno w Izbie Reprezentantów, jak i w Senacie. Dopiero potem można rozpocząć działania wojenne.
Zdaniem O’Hanlon i McGrath, chociaż wypowiedzenie wojny może być pod pewnymi względami przestarzałe, to jednak „decyzje o autoryzacji użycia siły – nie”. Dodają, że jeśli decyzje te są podejmowane prawidłowo, to mogą wzmocnić pozycję prezydenta w rozwiązywaniu kryzysów, pokazując jedność narodu. W innych sytuacjach zdrowa debata w kongresie mogłyby uchronić przed konfliktami, które lepiej byłoby uniknąć.
Analitycy przypominają, że w 1973 roku, „po katastrofach wojny w Wietnamie”, kongres uchwalił ustawę o uprawnieniach wojennych, zobowiązującą prezydenta do uzyskania zgody kongresu na każdy konflikt trwający dłużej niż 60–90 dni. Chociaż pierwotnie prezydent Richard Nixon zawetował ustawę, to jednak kongresmeni odrzucili jego weto i regulacja weszła w życie.
Ma ona jednak dwie ogromne luki, które pozwalają prezydentowi decydować, co uznaje się za wojnę. Może on także prowadzić jednostronną akcję militarną bez zgody kongresu od dwóch do trzech miesięcy. Te luki wykorzystywali różni prezydenci, w tym także obecny.
Poprzednicy Trumpa kwestionowali nawet konstytucyjność Ustawy o uprawnieniach wojennych, w oparciu o Artykuł II Konstytucji, który ustanawia prezydenta głównodowodzącym amerykańskich sił zbrojnych. Kwestią dyskusyjną ma jednak być to, „w jakim stopniu uprawnienia Artykułu II mają pierwszeństwo przed uprawnieniami przyznanymi kongresowi na mocy Artykułu I, ponieważ obejmują one wyłączną władzę decydowania o tym, czy wojna w ogóle ma sens, a także o tym, które siły zbrojne USA należy wystawić, wyszkolić i wyposażyć do walki”.
Autorzy zwracają uwagę, że także kongresmeni w przeszłości mylili się w sprawie wypowiadania wojny, przywołując decyzję z 2002 roku, gdy upoważniono prezydenta George’a W. Busha do obalenia przywódcy Iraku Saddama Husajna. Decyzję podjęto, chociaż nie posiadano „wiarygodnego, rygorystycznego planu przywrócenia stabilności w Iraku”.
Ponadto niektóre operacje wojskowe mogą nie przekraczać progu wojny. Jednak, w tym wypadku sugeruje się, że prezydenci i ich zespoły prawne nie powinny decydować o tym, jakie działania są godne wojny.
Analitycy nie mają wątpliwości, że w sytuacji, gdy wysyła się na wojnę obywateli, decyzja w tej kwestii – chociaż żaden kongres, ani żadna demokracja nie są idealne – powinna być podejmowana wspólnie przez władzę ustawodawczą i wykonawczą.
Obecna zaś wojna z Iranem, „niepopularna wśród Amerykanów i jednostronnie rozpoczęta przez prezydenta Trumpa, jasno pokazała, że nadszedł czas, aby usunąć luki w Ustawie o uprawnieniach wojennych. Nadszedł również czas, aby głosować w sprawie Iranu, nawet jeśli jest to politycznie niewygodne dla niektórych członków kongresu. Działania wojenne wciąż trwają, pomimo zawieszenia broni uzgodnionego w zeszłym tygodniu, a wojska lądowe wciąż są w drodze na Bliski Wschód” – wskazują analitycy.
Dodają, że kongresmeni muszą – w imieniu narodu amerykańskiego – określić zakres działań prezydenta Trumpa, jeśli chodzi o prowadzenie działań militarnych tak przeciw Iranowi, jak i innym państwom. Kongresmeni powinni wyznaczyć granice dla przyszłych działań militarnych USA, aby prezydent „nie prowadził narodu na wojnę w pojedynkę”. To kluczowa zasada dla amerykańskiej demokracji – konkludują Michael O’Hanlon, profesor katedry im. Philipa H. Knighta w dziedzinie obrony i strategii, dyrektor ds. badań w programie polityki zagranicznej w Brookings Institution, gdzie specjalizuje się w strategii i budżetach obronnych USA, użyciu siły zbrojnej, amerykańskiej polityce bezpieczeństwa narodowego, a także Amy McGrath, emerytowana podpułkownik Korpusu Piechoty Morskiej Stanów Zjednoczonych, która odbyła trzy misje bojowe w Iraku i Afganistanie. Po odbyciu służby lotniczej pełniła funkcję kongresmenki współpracującej z Komisją Sił Zbrojnych Izby Reprezentantów. Obecnie kandyduje do Senatu USA w swoim rodzinnym stanie Kentucky.
Źródło: thenationalinterest.org
AS
Premier Meloni bardzo zyskała pośród wyborców, broniąc papieża przed Trumpem