Chorwaci mają wielką szansę utrzeć nosa lewicowym „elitom” – poprzez referendum obronić instytucję małżeństwa i rodziny przed homolobbystami.
Od momentu, gdy w ciągu dwóch tygodni ponad 700 tysięcy Chorwatów (kraj liczy sobie 4,3 mln ludzi) poparło oddolną inicjatywę U ime obitelji (W imieniu rodziny) – rządząca krajem lewica robi wszystko, by uniemożliwić społeczeństwu odpowiedzenie na pytanie: „Czy chcesz, by do konstytucji Republiki Chorwacji wprowadzić zapis stanowiący, że małżeństwo jest życiowym związkiem zawartym pomiędzy kobietą i mężczyzną?”. Organizatorzy inicjatywy chcą w ten sposób wzmocnić instytucję małżeństwa i rodziny i wyrazić sprzeciw wobec planów socjalistycznych władz, które dążą do wprowadzenia oficjalnej rejestracji związków partnerskich dla par homoseksualnych. Czy uda im się tego dokonać, dowiemy się już 1 grudnia, gdyż na ten właśnie dzień przewidziano przeprowadzenie głosowania. Jego wynik, bez względu na frekwencję, ma być wiążący dla władz.
Wesprzyj nas już teraz!
Zakrzyczeć referendum
Po tym jak chorwacki parlament przegłosował w końcu zgodę na referendum, środowiska liberalno-lewicowe liczyły, że zablokuje je Sąd Najwyższy. Ten uznał jednak, że nie ma do tego podstaw. Zdesperowani przeciwnicy głosowania przystąpili do zmasowanego ataku, mającego za zadanie obrzydzić tę inicjatywę. Sugerowano, że jest nielegalnie finansowana, szerzy nienawiść do homoseksualistów, ośmiesza Chorwację w świecie i pogarsza relacje z Brukselą.
Przedstawiciel inicjatywy, dr Zlatko Hasanbegović w rozmowie z chorwacką gazetą „Dnevnik” przyznał, że w ostatnim czasie organizatorzy poddani są „wzmożonemu terrorowi medialnemu”, co pokazuje, jak silne środowiska się jej sprzeciwiają. Szczególnie ostro potraktowana została w ostatnim czasie Željka Markić, która powiedziała w telewizji Jabuka: na pewno wolałabym zostawić dzieci w dobrze zorganizowanym domu dziecka, gdzie znajdą się pod opieką ludzi przepełnionych miłością, którzy będą im zastępować rodzinę do momentu adoptowania ich przez mężczyznę i kobietę, niż oddać je parze homoseksualistów.
Stare kłamstwa nie działają
Słowa te spotkały się z wieloma nienawistnymi, prześmiewczymi i szydzącymi wypowiedziami osób wspierających homolobbystów i były wykorzystywane do ataku na referendalną inicjatywę. Działaczka lesbijskich organizacji Sanja Juras w chorwackiej telewizji RTL powielała wytarte lewackie komunały: przez cały czas inicjatywa ‘W imieniu rodziny’ stara się przedstawiać związki jednopłciowe i homoseksualistów jako zagrożenie dla tradycyjnych rodzin, społeczeństwa i instytucji małżeństwa (…) Obrona praw mniejszości nie zagraża prawom większości, w tej sytuacji mamy do czynienia z mową nienawiści w stosunku do pewnej mniejszości.
Przeciwnicy referendum mają jednak nie lada orzech do zgryzienia, gdyż niewygodnie jest im zaatakować samą możliwość wypowiedzenia się obywateli, tym bardziej, że pod wnioskiem o referendum znalazło się tak wiele podpisów. Publicysta Ivan Pandżić w komentarzu dla portalu 24sata.hr, przekonywał, że uniemożliwienie jego przeprowadzenia byłoby równoznaczne z przekreśleniem demokratycznych praw i brakiem szacunku dla woli obywateli. Jednak aby przypadkiem nie zostać poczytanym za obrońcę inicjatywy referendalnej zastrzegł, że niedługo dowiemy się, czy jej przedstawiciele nie będą chcieli wykorzystywać tematu rodziny do prześladowania mniejszości seksualnych.
Inni publicyści i aktywiści odłożyli na bok demokratyczny sztafaż. Przekonywali, na przykład, że nie wszystkie kwestie powinny być poddawane demokratycznym regułom, tylko to, co „elity” uznają za stosowne. Na łamach dziennika „Jutarnji” Dijana Ćurković wyjaśniała, że nawet takie mechanizmy jak referendum można „wykorzystać w złym celu”. Dlatego postulowała, by jak najszybciej uniemożliwić przeprowadzanie plebiscytów wyborczych w sprawach dotyczących praw człowieka i mniejszości.
Podam karykaturalny przykład: można zebrać wystarczającą liczbę podpisów za referendum, w którym by spytano, czy chcemy by w Chorwacji żyli jedynie Chorwaci. Jeśliby nawet większość głosujących w referendum powiedziała TAK, to meritum sprawy nie znajdowało by się w procedurze wyboru. Tak jest i w przypadku 'rodzinnego’ referendum. (…) Nie dałabym sobie odciąć ręki, że 680 tysięcy Chorwatów rozumie, że inicjatywa ‘W imieniu rodziny’ w ogóle nie walczy o rodzinę. Nie, ona stawia znak równości pomiędzy rodziną a małżeństwem i w ten sposób degraduje samotnych rodziców i tych, którzy żyją bez ślubu. Co będzie dalej? Petycja, by w konstytucji zapisać, że o małżeństwie możemy mówić jedynie wtedy, kiedy mężczyzna jest starszy czy wyższy od kobiety? Lub by zakazać rozwodów, gdyż stoją one w opozycji do kościelnych reguł? (…) Możemy także przegłosować, że 2+2=5, co wcale nie będzie znaczyło, że jest to prawda – relatywizowała problem Dijana Ćurković, podając absurdalne przykłady, by ośmieszyć ideę obrony małżeństwa.
Tolerancja dla swoich
Także podczas debaty w chorwackim parlamencie padały bardzo mocne słowa wymierzone w przedstawicieli „W imieniu rodziny”. Stawiano im zarzuty o indoktrynację obywateli, wywoływanie „ideologicznej wojny” a liberalny demokrata z HNS Igor Kolman powiedział, że mamy do czynienia z „brudną inicjatywą”. W szczególności to ostatnie określenie spotkało się z ostrą kontrą obrońców referendum. Jeden z polityków prawicowego HDZ, Željko Reiner bronił inicjatywy i wykazywał hipokryzję jej przeciwników, którzy na wszelkie sposoby starają się ją lżyć: – Czy można kogoś, tylko dlatego, że ma inny światopogląd, zniesławiać, lekceważyć i obrażać? Ciągle powołujecie się na tolerancję, ale gdy ktoś myśli inaczej niż wy, to wtedy mówicie: ‘brudna inicjatywa’. (…) Demokracja powinna być oparta na fundamencie pluralizmu poglądów. Wasze nietolerancyjne podejście, z powodu wyrażania innego światopoglądu nie może być akceptowane. Do tej pory nie było takiej sytuacji, by jakakolwiek obywatelska inicjatywa była w ten sposób nazwana, a 750 tysięcy obywateli, którzy się pod nią podpisali, było określanych jako wspierający ‘brudną inicjatywę’ – ripostował Reiner.
Te argumenty nie przekonują jednak ministrów z lewicowej koalicji i prezydenta Ivo Josipovicia, którzy zapewniali, że na referendum powiedzą definicji małżeństwa „nie”. Ich śladem pójdzie też socjalistyczny premier Zoran Milanović, który w rozmowie z państwową telewizją HTV oceniał, że w sytuacji tak dużej liczby podpisów, nie można zablokować możliwości przeprowadzenia referendum.
– Dlaczego nagle dla kogoś jest tak ważne, by w konstytucji zdefiniować małżeństwo jako wspólnotę mężczyzny i kobiety? W ten sposób nie będzie nikomu zabrany nawet gram praw, które posiada, nawet jeśli zaproponowana definicja przejdzie w referendum. Jednakże, widzę i wyczuwam brak tolerancji wobec pewnej mniejszości (…). Dopóki mamy konstytucję, która nie ma swoich granic, dopóty można zorganizować referendum wobec dowolnego pytania. To jest bardzo niebezpieczne – przekonywał premier. Dodał, że należy tak zmienić prawo, by już nigdy podobna inicjatywa nie mogła zorganizować referendum.
Chorwaci dają przykład
W ten sposób elity polityczne po raz kolejny pokazują, że demokracja jest dla nich wspaniałym systemem, ale tylko wtedy, gdy służy wprowadzaniu lewicowej agendy i prześladowaniu konserwatywnych, chrześcijańskich wartości. Oczywiście, można się zgodzić z twierdzeniami, że nie wszystko powinno być poddawane głosowaniu. Żyjemy w tak absurdalnych czasach, że należy przekonywać ludzi do tego, by ratowali instytucję małżeństwa i rodziny, nie godzili się na mordowanie dzieci w łonie matek, ani ludzi starszych, chorych poprzez eutanazję. Tak, takie sprawy nie powinny podlegać „dyktatowi większości” – powinny być z góry uznane za niepodlegające dyskusji. Ale skoro lewicowe „elity” na każdym kroku wychwalają demokratyczne reguły gry, to nie mają prawa zawieszać ich tylko wtedy, gdy obawiają się swojej porażki. Chorwacka inicjatywa pokazuje, że determinacja i chęć walki o wartości może okazać się sukcesem nawet w skrajnie nieprzyjaznych warunkach. Warto byśmy dobrze przypatrzyli się tej akcji, wyciągnęli z niej wnioski i zastosowali w naszej Ojczyźnie.
Aleksander Kłos