24 grudnia 2012

W wywiadzie udzielonym dla portalu Obserwatorfinansowy.pl, Sheldon Richman, wolnorynkowy działacz i publicysta, redaktor naczelny magazynu „The Freeman” stwierdził, że wygrana Mitta Romneya wcale nie byłaby dla amerykańskiej gospodarki lepszym rozwiązaniem, niż reelekcja Baracka Obamy.

 

Z punktu widzenia wolnego rynku żadna opcja polityczna w USA nie oferuje dobrego rozwiązania, uważa Richman. Dla idei wolnorynkowych to dobrze, że Barack Obama wygrał wybory prezydenckie, Romney tylko by je skompromitował. Używałby bowiem wolnorynkowej retoryki i nic więcej, nie przeprowadziłby wolnorynkowych reform. W takiej sytuacji, jeżeli w Stanach utrzymałaby się stagnacja lub pojawiła się recesja, wolny rynek byłby obwiniony o te nieszczęścia. – Lewicowi intelektualiści, a za nimi media powtarzaliby: oto, do czego prowadzi wolny rynek! Tak dokładnie było za rządów Busha, który swoim interwencjonizmem wywołał kryzys. Cięgi zbierał kapitalizm, nie politycy – stwierdził Richman.

 

Redaktor miesięcznika „The Freeman” określił Rona Paula jako „bardzo ciekawego kandydata, z którym większość z libertarian mogła się utożsamiać”. Ma również nadzieję, że jeżeli, po kolejnych czterech latach rządów Obamy, gospodarka będzie w jeszcze gorszym stanie, to „w kolejnych wyborach następca Paula, bo ten odchodzi już na emeryturę, mógłby używać bardzo mocnego argumentu: patrzcie, osiem lat interwencjonizmu Obamy, podnoszenia podatków, regulacji, i co? To byłoby dla wolnorynkowych idei dobre, bo mocno działałoby na opinię publiczną”, zauważył.

 

Według Richmana, „z wolnorynkowego punktu widzenia ani demokraci, ani republikanie nie oferują dobrego rozwiązania. Wiadomo, że jednym ze skutków klifu będzie likwidacja ulg podatkowych, czyli wzrost podatków. Obama chce, żeby dotyczył on jedynie 2 proc. Amerykanów, tych najbogatszych, a republikanie chcą uniknąć podnoszenia jakichkolwiek podatków. W teorii mógłbym zgodzić się z republikanami. Podatki są przecież złem, (…) ale republikanie to nie są rynkowi radykałowie, oni też szukają sposobów na zwiększenie wpływów budżetowych. Tyle, że oni wolą robić to na przykład manipulując wysokością ulg. Tyle, że to też oznacza podniesienie podatków, tylko mniej ewidentne. W dodatku jeszcze mamy tu skutek uboczny: komplikowanie systemu podatkowego. To jest politykom oczywiście na rękę. Mogą wtedy manipulować popytem na różne towary, czy koniunkturą w różnych branżach. Na produkcję X nałożą podatek 99 proc., a na produkcję Y 1 proc. Proste?”. Wraz ze skomplikowaniem systemu podatkowego pojawia się zaś, według słów Ruchmana, „arbitralność, miejsce na korupcję, w efekcie wzmacnia się spółkowanie państwa z wielkim biznesem. Zresztą to kolejny powód, dla którego nie zagłosowałem na Romney’a”. Innymi słowy: i tak źle, i tak niedobrze.

 

 

Tomasz Tokarski

Źródło: obserwatorfinansowy.pl

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie