Biskupi mają plan dla Polski. Chodzi o parafie

W jaki sposób głosić Chrystusa współczesnemu światu? Polscy biskupi proponują, by postawić na parafię rozumianą jako wspólnota nakierowana na misję. Dlatego postanowili, że wokół tego skupi się program duszpasterski na rok 2026/2027. Wspólnota to konkret, ale z misją może być gorzej.
Bezradność Kościoła w świecie postchrześcijan
Świat zachodni jest światem postchrześcijańskim. Większość ludzi nie chodzi do kościoła, coraz więcej jest takich, którzy nie mają nawet chrztu. Dotyczy to również Polski. Odsetek Polaków regularnie uczęszczających na niedzielną mszę spadł od 1989 roku z ponad 50 do około 30 procent zobowiązanych, a sekularyzacja obejmuje zwłaszcza młodzież.
Rzeczy proste i oczywiste, ale od Kościoła wymagają pilnych odpowiedzi. W końcu nasz Pan Jezus Chrystus założył Kościół katolicki nie jako kółko wzajemnej adoracji, ale jako podmiot, który ma głosić Ewangelię całemu światu. Z perspektywy misyjnej wszyscy powinni zostać włączeni do Kościoła katolickiego. Sytuacja, w której znajduje się globalny Zachód, w tym Polska, jest zatem skrajnie daleka od optymalnej.
Czy da się to w jakiś sposób zmienić i zachęcić do Kościoła katolickiego tych, którzy są mu dziś wrodzy albo obojętni?
To pytanie, na które próbują odpowiedzieć dziś niemal wszyscy na świecie – i mówiąc szczerze, nikomu się nie uda. Pisałem o tym w jednym z niedawnych tekstów, który poświęciłem rozważaniom Dykasterii Nauki Wiary pt. „Venite ad me”. Ich autorem jest kard. Victor Manuel Fernández, prefekt Dykasterii. Choć Fernández ma zwłaszcza w środowiskach konserwatywnych złą opinię – i trzeba przyznać, solidnie na nią zapracował – to akurat ten jego dokument jest całkiem interesujący. Przede wszystkim dlatego, że Fernández bardzo dobrze diagnozuje stan rzeczy. Pisze o sekularyzacji i zobojętnieniu religijnym nie owijając w bawełnę.
Co więcej, nawet formułując odpowiedzi, delikatnie przekracza niektóre schematy, na przykład sięga do pobożności ludowej albo do bardzo tradycyjnego podejścia do liturgii. Niemniej jednak, w ocenie Fernándeza nie ma żadnego „złotego klucza” do rozwiązania problemu postępującej sekularyzacji. Co istotne, autor sporządził swój tekst konsultując się wcześniej z biskupami z całego świata. Jego szczera bezradność w pewnym sensie odzwierciedla bezradność Kościoła powszechnego. To, co zaproponował ostatecznie kardynał, to kerygmat – czyli skupienie się na najbardziej podstawowych prawdach wiary. Cóż, zawsze to jakaś propozycja.
Parafia centrum życia
Program duszpasterski na rok 2026/2027 w Polsce jest w pewnym sensie inną próbą odpowiedzi na to samo pytanie. Mówili o tym uczestnicy konferencji prasowej, którą zorganizowano w sekretariacie KEP w Warszawie 5 listopada. Polski pomysł przedstawili biskup opolski Andrzej Czaja, szef Komisji Duszpasterstwa KEP; biskup pomocniczy Opola, Waldemar Musioł, członek tej samej komisji; pani dr Ewa Porada, redaktor materiałów dla rodzin; dr hab. Marcin Jewdokimow, profesor Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego i dyrektor Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego.
Program jest zatytułowany „Parafia wspólnotą misyjną”. Na ile zrozumiałem prezentujących, polscy decydenci kościelni chcą, aby nadchodzący rok duszpasterski skupił się na podstawowej komórce transmisji wiary, którą poza rodziną jest właśnie parafia.
To, przyznam, pomysł ciekawy, zwłaszcza w dobie postępującej indywidualizacji wiary. Dziś wielu wybiera sobie różne własne partykularne pobożności i drogi duchowe, tymczasem fundamentalność życia parafialnego jest faktem – nie tylko administracyjnym, ale również teologicznym. Stąd skupienie się na parafii budzi moją aprobatę.
Niestety, jest pewien kłopot praktyczny: wszystko to miałoby odbywać się w kluczu synodalnym i z odwołaniem do refleksji papieża Franciszka nad fenomenem synodalności. Nie chodzi nawet o jakieś metakościelne zastrzeżenia do poprzedniego Pontyfeksa; rzecz w tym, że chociaż globalny Synod o Synodalności Franciszek ogłosił w 2021 roku, to istota synodalności nadal nie została definitywnie określona. Widać to zresztą dobrze po pontyfikacie Leona XIV. Choć papież Prevost chce kontynuować dzieło swojego poprzednika, to niemal całkowicie zerwał z entuzjastycznym i quasi-mistycznym językiem synodalnym, którym posługiwał się papież Bergoglio. Prawniczy umysł Leona, żywiący się konkretną treścią, być może nie jest w stanie znaleźć w całej tej synodalnej opowieści wystarczająco treściwego pokarmu.
Problem z językiem synodalności
Z racji na definicyjną nieokreśloność, synodalność podlega w efekcie powszechnym rozmaitym interpretacjom, a to zawsze stwarza różne ryzyka. Polska jest od tego niewolna. Możemy być wprawdzie przeświadczeni o własnej wyjątkowości oraz jakiejś nieledwie cudownej impregnacji na błędy doktrynalne Kościoła na Zachodzie, ale takie przeświadczenie wydaje mi się niedobrze ugruntowane w rzeczywistości. Jesteśmy częścią kościelnej wspólnoty europejskiej; z racji historycznych, geograficznych i kulturowych pozostajemy w bliskich relacjach z Kościołem katolickim w Niemczech, który też, poprzez swoje zasoby materialne i intelektualne, ma silne oddziaływanie na zewnątrz. Niemiecka synodalność jest tymczasem zjawiskiem głęboko rewolucyjnym, obecnym poza samą RFN również w Austrii, Szwajcarii, Belgii, niektórych diecezjach włoskich, latynoskich, północno-amerykańskich… To rozpowszechnienie rewolucyjnego rozumienia synodalności wynika z faktu, że w samej idei – tak jak była przedstawiana w dobie Franciszka, nawet mgławicowo – zaszytych zostało wiele typowych idei dla środowisk progresywnych. W tym sensie posługiwanie się w Polsce synodalnością jako „paradygmatem” odnowy życia parafialnego wydaje mi się wątpliwe i mało pomocne.
Wszystko zależy jednak od szczegółów. Biskup Andrzej Czaja podkreślał kilkukrotnie, że w programie nie chodzi o socjologiczne ujęcie wspólnoty parafialnej, ale ściśle teologiczne; innymi słowy, że korzeniem wspólnoty musi być osobista relacja z Jezusem Chrystusem. W programie prezentowanym na konferencji w sekretariacie KEP nie było też żadnych typowych elementów progresywnej agendy, także tych odnoszących się do prób redefinicji struktury Kościoła i jego demokratycznej egalitaryzacji. To dobrze, ale pozwolę sobie zapytać: czy nie można mówić o odnowie parafii – także w duchu misyjnym – bez odwoływania się do synodalności, z całym dwuznacznym bagażem, który ze sobą niesie?
Kluczowe jest jednak co innego: nie pytanie o język, którym mówimy, ale o skuteczność założeń, z których się wychodzi. Założenie polega tymczasem na uznaniu wspólnoty i wspólnotowości w ogóle za sui generis drogę Kościoła w Polsce. Wspólnotowość może mieć wprawdzie wymiar teologiczny, na co zwracał uwagę bp Andrzej Czaja mówiąc o chrystocentryzmie, niemniej jednak ta idea, zastosowana w praktyce, nie ma charakteru refleksji systematycznej, ale stworzenie konkretnej, modelowej struktury parafialnej.
Priorytet dla rodzin
Jak ma zatem zmienić się polska parafia? Dr Ewa Porada wskazywała na fundamentalną rolę rodzin w uzdalnianiu katolików do owocnego życia chrześcijańskiego. Można powiedzieć, że chodzi o swego rodzaju przygotowanie przed-parafialne – wprawdzie rodziny funkcjonują w ramach parafii (a przynajmniej powinny), ale zarazem ewangelizują „we własnym obrębie”, na bardziej podstawowym poziomie, zarówno z perspektywy socjologicznej jak i teologicznej.
W tym sensie rodzina jest absolutnie podstawową kategorią również dla planu ożywienia życia parafialnego – nie dlatego, żeby była tak kluczowa akurat dla parafii, ale dlatego, że jest „gruntem” albo „warunkiem”, bez którego żadna inna ewangelizacja nie może się udać albo też staje się przynajmniej bardzo trudna. Uwzględnienie rodzin w „parafialnym” programie duszpasterskim, ba, nawet nadanie im priorytetu, jest zatem właściwe.
Pytanie, oczywiście, w czym się to uwzględnienie praktycznie wyrazi: polskie rodziny mają dziś zasadniczy problem z autodefinicją. Większość nominalnie katolickich rodzin uważa, że zamknięcie na życie po jednym albo dwojgu dzieci jest dopuszczalne albo zupełnie właściwe; że katechizacją dzieci zajmują się głównie podmioty instytucjonalne.
Stąd, jak sądzę, ożywienie parafialne mogłoby polegać również na próbie organizacji takiego duszpasterstwa dla rodzin, które będzie przypominać o absolutnie podstawowych zagadnieniach, takich jak otwartość na życie i odpowiedzialność za wychowanie religijne własnych dzieci.
Konkret w strukturze
Bp Waldemar Musioł podkreślał rolę konkretnych struktur, na przykład rad duszpasterskich i ekonomicznych, a także zorganizowanego – czyli włączonego w ramy faktycznego życia wspólnego – zaangażowania wiernych, którzy chcą przeżywać w ramach parafii własne charyzmaty.
To element konieczny, który przekłada teologię wspólnoty – synodalną, chrystocentryczną, eklektyczną, obojętnie – na strukturalny konkret ludzkiego życia i funkcjonowania. Zwłaszcza rola rad duszpasterskich i ekonomicznych bywa lekceważona, tymczasem są to formy zupełnie realnego aktualizowania misji ludzi świeckich w życiu danej parafii i stąd, jak najbardziej godne rozwoju i wspierania.
Proboszcz musi sprawować nadzór nad całym życiem parafii – z racji teologicznych oraz kulturowych – jest jednak słuszne, jeżeli w kwestiach drugorzędnych, czyli tych, które nie dotyczą zbawienia bezpośrednio, będzie w bardzo silnym stopniu wspomagany przez świeckich.
Rady tworzą dla tego określoną przestrzeń, choć oczywiście nie wyczerpują misji świeckich. Stąd, jak sądzę, biskup mówił również o rozpoznawaniu charyzmatów w parafii, co jest wyrażeniem w języku teologicznym koniecznej rzeczywistości oceniania, co kto może namacalnie zrobić dla lokalnej wspólnoty, na przykład w wymiarze charytatywnym, organizacyjnym czy wychowawczym.
Jakie będą rezultaty?
Czy to wszystko przyniesie spektakularne rezultaty? O tym mówił prof. Marcin Jewdokimow z UKSW. Jak szczerze podkreślił, kategorie socjologiczne, którymi zajmuje się jako dyrektor Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego, nie zawsze są łatwo przekładalne na konkretne życie, także parafialne. Dodam, że to samo można byłoby odnieść do abstrakcyjnych kategorii teologicznych, zwłaszcza tych, które związane są z wciąż niewykrystalizowaną definicyjnie synodalnością.
Uczony wskazywał na to, że wspólnotowo-misyjne ożywienie życia parafialnego z dużym prawdopodobieństwem nie przyniesie jakichś łatwo mierzalnych wyników liczbowych, w tym sensie, by proces sekularyzacji został nagle zatrzymany albo nawet odwrócony. Chodzi raczej o to, by dokonać zmiany jakościowej, to znaczy lepiej wykorzystać już posiadany potencjał wiernych i istniejące struktury – tak, aby życie chrześcijańskie nie staczało się w skrajną indywidualizację właściwą dla cyfrowej kultury XXI wieku, ale by miało swoje realne zakotwiczenie we wspólnocie wierzących, bez czego nie da się przecież przeżywać wiary chrześcijańskiej.
Przeciwko samotności
To spostrzeżenie trzeba sobie naprawdę dobrze przyswoić: program duszpasterski, który proponuje Kościół katolicki w Polsce, może być rozumiany wyłącznie jako narzędzie walki o „jakość” życia chrześcijańskiego, ale raczej nie o „ilość”.
Wracamy tutaj do „bezradności” kardynała Fernándeza z rozważań „Venite ad me”. Nikt nie ma pomysłu, co zrobić, by poprzez czysto kościelne narzędzia doprowadzić do odrodzenia chrześcijaństwa w zsekularyzowanych krajach globalnego Zachodu. To czyni „misyjność” odrodzenia życia parafialnego wprawdzie pięknym, ale jednak dość postulatywnym zadaniem; zadaniem, które natrafi z konieczności na poważne bariery realizacyjne.
Zostaje zatem wspólnotowość. Pytałem występujących na konferencji prasowej, czy ich zdaniem ta wspólnotowość – rozumiana jako paradygmatyczna droga ewangelizacji – może być jednak, mimo wszystko, skuteczna również misyjnie.
Wydaje mi się, że autorzy programu duszpasterskiego choć mają taką teoretyczną nadzieję, to w praktyce widzą we wspólnotowości raczej „lekarstwo” na samotność, która jest faktyczną plagą XXI wieku.
Można chyba stwierdzić, że Kościół katolicki chciałby powiedzieć Polakom: przyjdźcie do parafii, a dzięki tej wspólnocie wasze życie może odzyskać sens – sens, który zabrało wam osamotnienie.
Cóż, nie jest to złoty klucz do sukcesu – ale jest to jakaś propozycja.
Paweł Chmielewski







